Ujrzał i uwierzył…

Maria Magdalena, Piotr i Jan przy grobie

Pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień odsunięty od grobu.

Pobiegła więc i przybyła do Szymona Piotra i do drugiego ucznia, którego Jezus kochał, i rzekła do nich: Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono.

Wyszedł więc Piotr i ów drugi uczeń i szli do grobu. Biegli oni obydwaj razem, lecz ów drugi uczeń wyprzedził Piotra i przybył pierwszy do grobu. A kiedy się nachylił, zobaczył leżące płótna, jednakże nie wszedł do środka.

Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu.

Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył. Dotąd bowiem nie rozumieli jeszcze Pisma, /które mówi/, że On ma powstać z martwych.

Opowiadanie pt. „Życie – Śmierć – Pogrzeb”

Umiera ojciec sześciorga dzieci. Od najwcześniejszych lat pracował. W dzieciństwie utracił rodziców. Opiekowali się nim obcy ludzie. Było mu źle, często nie miał co jeść. Mając 14 lat został pomocnikiem u szewca. Nie zarabiał nic, pracował za łyżkę jedzenia. Gdy miał 18 lat pracował jako niewykwalifikowany robotnik przy budowie dróg. Wkrótce założył rodzinę.

Starał się być dobrym mężem i ojcem. Starał się dać dzieciom wykształcenie. W domu była bieda, ale nie kradł nigdy, nigdy też nie widziano, żeby był pijany. Umarł. Sąsiadki pokiwały głowami. Żona popłakała. Wytarła łzy fartuchem. Skromny pogrzeb przemknął gdzieś bocznymi ulicami, a na końcu cmentarza wyrosła nowa mogiła.

A oto umiera inny człowiek. Pochodził z zamożnej rodziny. Służył różnym sztandarom. Miał doskonały zmysł orientacyjny i zawsze wcześniej przeczuwał skąd powieje dobry wiatr. Pięknie prawił banały o miłości ku krajowi i ku ludziom. Pracował niewiele, ale tak, że pieniędzy miał dużo. Ludzie sami przychodzili i prosili, aby wziął. To, że czasem mieli łzy w oczach – to ostatecznie nie ma znaczenia. Życie rodzinne bez zarzutu. Żonie przeważnie był wierny. Jedyny syn zajmował świetnie płatne stanowisko. Aż przyszła śmierć. W gazetach wydrukowali sążnisto – łzawe nekrologi. Na wspaniałym pogrzebie wygłosili wzruszające przemówienia. Grób pokryła granitowa płyta.

Zmarł młody człowiek, niespełna 30-letni. Wszyscy w okolicy żałowali go, bo nie tylko był młody, ale też bardzo dobry. Nigdy nie odmówił nikomu pomocy. Sąsiedzi wiedzieli, że opiekował się samotną staruszką, zamieszkałą w tym samym domu. Znajomi pytali: „Dlaczego właśnie on zachorował na raka, a nie inny sąsiad, wiecznie pijany i bijący swą żonę, dzieci. Czy to jest sprawiedliwe?” Co niektórzy zrezygnowani podsumowali: „Zresztą tyle w świecie niesprawiedliwości”.

Chrystus wzgardzony, odrzucony, niewinnie skazany na śmierć – Zmartwychwstał trzeciego dnia. Dobro zawsze w ostatecznym rozrachunku zwycięża…

Refleksja

Łatwo zatrzymać się tylko na tym, co się widzi. Zwłaszcza to, co smutne w naszym życiu nie jest łatwo nam „przeskoczyć” i przejść nad tym do porządku dziennego. Nasz rozum, cały umysł skierowany jest bowiem na rzeczach, które nie są do zaakceptowania. Wpadamy w jeden wymiar widzenia rzeczywistości. Zatrzymujemy się na smutku, który towarzyszy naszym emocjom i sercu…

Jezus wyzwala nas ze spojrzenia jednostronnego. Nadaje mu nowy sens. Daje wiarę, nadzieję i miłość, które powinny odmienić nasze codzienne życie. Marazm codzienności powinien być zastąpiony nadzieją Zmartwychwstania, która nadaje naszemu życiu nowy kierunek widzenia świata. Dostajemy od Niego jakby „nowe okulary”, nowe spojrzenie nowe oczy… Od nas zależy, czy chcemy to spojrzenie widzenia świata zmienić w naszych własnych oczach. Od nas bowiem tylko zależy akceptacja tego, co daje nam Bóg…

3 pytania na dobranoc i dzień dobry

1. Czy łatwo uwierzyć komuś na słowo?
2. Czy łatwo „przeskoczyć” nad tym, co smutne?
3. Czy łatwo przezwyciężyć marazm widzenia codzienności?

I tak na koniec…

„Jest na świecie taki rodzaj smutku, którego nie można wyrazić łzami. Nie można go nikomu wytłumaczyć. Nie mogąc przybrać żadnego kształtu, osiada ciasno na dnie serca jak śnieg podczas bezwietrznej nocy” (Haruki Murakami)