Młody wielbłąd pyta ojca – wielbłąda: – Tato, dlaczego mamy takie brzydkie kopytka, a koniki mają takie ładne? – Widzisz, my chodzimy w karawanie i dlatego mamy takie a nie inne kopytka, żeby nie zakopać się po kolana w piachu. – Tato, a dlaczego mamy taką brzydką, skudloną sierść, a koniki mają taką śliczną, błyszczącą? – Widzisz, my chodzimy w karawanie, a na pustyni w nocy jest -10 stopni, w dzień +40 stopni, i taka sierść chroni nas przed takimi skokami temperatur. – Tato, a dlaczego mamy te dwa garbu na grzbiecie, a koniki mają taki gładki? – Widzisz, my chodzimy w karawanie i w tych garbach magazynujemy tłuszcz i wodę, żeby nie zginąć na pustyni z głodu i pragnienia. Na to wszystko młody wielbłąd: – Tato a na co nam to wszystko, kiedy mieszkamy w ZOO?!

Ta historia, mimo że jest zabawna, przekazuje nam jeszcze jedno zasadnicze przesłanie. W schematach powtarzania pewnych czynności dnia codziennego, każdy z nas stwarza sobie pewne ramy swojego postępowania. Są to ramy, które stają się pewnego rodzaju klatką naszych codziennych zachowań. Nasze talenty, predyspozycje, dary od Pana Boga znikają, gdzieś pod zasłoną przeciętności, bo często się po prostu nie chce, albo lepiej trzymać się utartych ścieżek i schematów, bo… zawsze tak było i tak będzie. Wystarcza to, co jest i nie pamiętamy często, że dary-predyspozycje posiadamy, bo po prostu: dawno nie były „używane”. Wtedy to co mamy, co i jak jest, przestaje cieszyć, a świat jest pewnego rodzaju wybiegiem z kratami-ograniczeniami jak w tym ZOO, gdzie nic nie opłaca się mieć i robić. 

Okres Wielkiego Postu jest czasem, kiedy można zatrzymać się nad tym co zrobiłem, co robię i co będę robić z moim życiem. Jest czasem „odnowy biologicznej ducha”, aby te kolejne święta Zmartwychwstania Pańskiego obudziły w nas wiarę, nadzieję i miłość. Okres 40 dni, gdzie modlitwa i post powinny znaleźć się na liście naszych codziennych wyzwań, mają przygotować nasze serca do świadomego przeżycia Wielkiej Tajemnicy Zmartwychwstania. I aby się odnowić potrzebne jest szczere stanięcie w prawdzie i wyzbycie się naszych grzechów, wad, nałogów, pokus, które oddalają nas mniej lub bardziej od Boga. 

Jest takie opowiadanie Bruno Ferrero, pt. „Pokusa”: „Żył sobie kiedyś pewien pustelnik, który był tak święty, że jedną nogą znajdował sie już prawie w Niebie. W grocie, gdzie mieszkał, która znajdował sie w ścianie wysokiej zielonej góry, nie było prawie nic. Pustelnik zbierał leśne jagody, zioła, czasami zaś na niedzielny obiad jakieś grzyby.

„W jaki sposób mogę go kusić?” – zastanawiał się nieustannie diabeł. Szpiegował go, śledził jego ślady, przyglądał mu się od stóp do głowy, wszystko po to, aby móc w nim dostrzec choćby najdrobniejszą wadę. Ale nic nie znajdował. Deptał mu po piętach, wściekał się i klął. W końcu jednak zdecydował, że musi przystąpić do konkretnego ataku.

Pojawił się przed pustelnikiem właśnie wtedy, kiedy ten pożywiał się kawałkiem chleba zanurzanego w źródlanej wodzie. „Cześć” – powiedział do niego Szatan. – „- Czy wiesz kim jestem”? „- Diabłem” – odpowiedział spokojnie pustelnik. „Bóg zgodził się na to, abym cię kusił. Zależy mi na tym, abyś popełnił jakiś ciężki grzech”. „- Mów dalej” – mówił pustelnik – „Słucham cię”. „Zamorduj kogoś.” „- Nie. Nie ma mowy”. „ – Napadnij na jakąś kobietę”. „- To potworne i obrzydliwe. Nigdy tego nie zrobię. Uciekaj stąd diable. Brakuje ci nawet fantazji”. „- Napij się więc choćby odrobiny wina. To przecież nawet nie jest grzech. Zrób mi jakąś przyjemność”. Pustelnik westchnął: „- No dobrze. Łyk wina to rzeczywiście nic złego”. I znienacka pojawił się w jego ręku puchar wspaniałego, musującego wina. Wypił łyk, potem zaczerpnął powietrza i wypił następny. „- Mniam, wyśmienite” – powiedział. Wypił jeszcze jeden łyk i powiedział: „- Mocne……jak diabeł!” Potem zaczął się śmiać, opadł sie na kolana i dalej żłopał wino. Pobliską ścieżką zmierzała w jego stronę dziewczynka. „Dzień dobry, święty człowieku” – powiedziała. „Przyniosłam ci kilka jabłek i kawałek chleba”.

Pustelnik z przesłoniętymi wściekłością oczami złapał ją za włosy i rzucił na ziemię. Dziewczynka zaczęła krzyczeć co sił w płucach. Usłyszał ją pracujący na polu ojciec i przybiegł jej na pomoc. Zobaczywszy go pustelnik złapał za wielki kamień i rzucił w niego z wielką mocą. Dopiero po pewnym czasie, kiedy pustelnik doszedł do siebie zorientował się , że u jego stóp leży we krwi jakiś człowiek. „Wydaje mi się, że nie żyje” – powiedział ze zwycięską miną Szatan. Potem zerwał kwiatek i włożył go sobie do ust. Pustelnik rzucił się z przerażeniem na kolana: „Panie Boże, co ja uczyniłem?”. Odpowiedział mu diabeł: „I pomyśleć, że z trzech grzechów wybrałeś najmniejszy. Dzięki niemu będziesz musiał spędzać wiele dni w moim towarzystwie”. I pogwizdując sobie z rękami w kieszeni ruszył przed siebie. Po kilku krokach zatrzymał się, odwrócił i przemówił jakby do swojego starego przyjaciela: „No i co, pójdziesz za mną pustelniku?”

Mniejsze grzechy nie istnieją…

Zadaniem złego jest znaleźć najsłabszy punkt człowieka, jego słabość i tam zaatakuje. Zły wie, że dzięki jednej słabości, potem pojawi się też i druga, a potem trzecia. W końcu przeprowadzi frontalny atak, aby udowodnić człowiekowi, że nie jest już nic wart. Następuje śmierć duchowa, która niszczy więzi z Bogiem. Człowiek wystawia się na śmierć ducha, ale potem w konsekwencji i ciała, bo nie chce mu się już żyć. Konsekwencją śmierci ciała, jest śmierć ducha w człowieku…

Jezus, jak każdy człowiek, był kuszony i poddawany nieustannej próbie. Szatan nie odpuszcza nikomu, bo chce mieć wszystkich ludzi na swoich usługach. Chęć posiadania władzy jest u niego tak napastliwa, że wydaje się, iż jest to jedyna motywacja jego istnienia. Nie da się jednak mieć wszystkiego. Nie można mieć pełnej władzy. Jest to wręcz niemożliwe. Niestety szatan nie jest w stanie tego zrozumieć, gdyż musiałby przyjąć inną logikę myślenia. Zaakceptowanie miłości jest dla niego niemożliwe do przyjęcia. Przestałby przecież być „sobą”, przestałby po prostu istnieć…

Stare grzechy mają długie cienie (Agatha Christie)

Pokusa towarzyszy nam na co dzień i mami łatwym i pięknym życiem aż do momentu, gdy osiąga swój cel. Wtedy zostawia człowieka, nieraz w zaułku bez wyjścia. Staje się pewnego rodzaju kratą, która ogranicza człowiekowi swobodę poruszania się. Ilustracją tego może być mityczny król Midas. Kochał on złoto prawie na równi za swoją córką Marigold. Pewnego razu powiedział: „Chciałbym, aby wszystko, czego się dotknę, stało się złotem”. Jakże był zaskoczony, gdy rankiem się obudził i zauważył, że całe jego łoże, pościel, mienią się złotem. Król biegał od pokoju, do pokoju, dotykał wszystkiego, a serce jego rozpierało szczęście, gdy widział, jak wszystko zmienia się w złoto. Siadał do śniadania i wszystko, czego się dotknął, stawało się złotem: łyżki, widelec, kubek, talerz… „Co ja teraz zrobię?” – pomyślał król. Gdy tak rozmyślał, przybiegła z płaczem jego córka: „Tatusiu, nasze cudowne kwiaty w ogrodzie stały się złotem”. Ojciec delikatnie ją przytulił, a wtedy córeczka zmieniła się w posąg złota. Król był zrozpaczony, zobaczył, jak zgubna była rządza posiadania złota. „Obym nigdy nie miał takiej zdolności” – lamentował. Na zawodzenie króla zjawił się młodzieniec, który powiedział: „Jeśli chcesz utracić tę zdolność, to idź i wykąp się w rzece”. Król uczynił to natychmiast. Jakże był szczęśliwy, gdy wszystko powróciło do poprzedniego stanu…

W naszym życiu może być podobnie. O niektórych mówią: Czego się dotknie, od razu procentuje pieniędzmi. I nieraz człowiek ulega rządzy „dotykania”, wkładania we wszystko rąk, zajmowania się wieloma sprawami, a to przesłania wszystko: cały ten świat. Aż przychodzi moment opamiętania – że człowiek ma złoto, czyli ma wszystko, ale nie ma wokół siebie życia i miłości… Złoto, czyli różnego rodzaju niedoskonałości, grzechy, uchybienia, wady, pokusy, stają się bowiem pewnego rodzaju klatką, poza którą nie widać już radosnego życia, nas samych, serca i miłości, drugiego człowieka, Boga…

Wato z tej perspektywy popatrzeć na okres Wielkiego Postu jako pewnego rodzaju odejście od codziennych schematów i zobaczenia siebie jako „dziecka Boga”. Ten specjalny „czas nawracania się” przyjąć jako prowokację i zarazem propozycję do wychodzenia poza samego siebie.

Dlatego, dziś módlmy się o postawę wdzięczność za każdy dobrze przeżyty dzień i szukania tego wszystkiego co przybliża nas człowieka i Boga. 

Mk 1, 12-15

Jezus był kuszony przez Szatana, aniołowie zaś Mu usługiwali

Duch wyprowadził Jezusa na pustynię. A przebywał na pustyni czterdzieści dni, kuszony przez Szatana, i był ze zwierzętami, aniołowie zaś Mu służyli.

Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: «Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!»