Ewangelia mówi dziś coś, co brzmi niemal niepokojąco: „Oni natychmiast, zostawiwszy sieci, poszli za Nim.” Bez negocjacji. Bez: „jutro”, „jeszcze tylko jedno”, „pozwól, że najpierw…”. Bez zabezpieczenia planu B. To słowo „natychmiast” jest jednym z najbardziej wymagających słów Ewangelii. Bo my często mówimy Jezusowi: – Pójdę za Tobą… ale najpierw skończę studia. – Pójdę… ale najpierw uporządkuję życie. – Pójdę… ale jeszcze nie teraz. A Jezus nie mówi: „Kiedyś”. On mówi: „Pójdź za Mną” – teraz, czyli natychmiast!
Rybacy zostawili sieci. Co znaczą te „sieci”, które zostawili? Dla rybaków sieci nie były hobby. To było ich utrzymanie, bezpieczeństwo, tożsamość. Zostawić sieci – to zostawić to, na czym dotąd opierali życie. I tu pojawia się pytanie bardzo osobiste: Jakie są moje sieci? Praca, która daje pieniądze, ale zabiera sens; relacja, która nie prowadzi do dobra; przyzwyczajenia, które dają pozorne bezpieczeństwo; lęk przed zmianą; życie „jak wszyscy”, choć serce mówi co innego. Jezus nie zabiera sieci po to, by zostawić człowieka z pustymi rękami. On zabiera to, co stare, aby dać coś większego.
Pewien człowiek codziennie przechodził obok tablicy z napisem: „Droga do morza”, ale nigdy nią nie skręcał. Zapytany, dlaczego, odpowiedział: – Boję się, że się zgubię. Pewnego dnia ktoś powiedział mu: – Ale przecież całe życie marzysz, żeby zobaczyć morze. Człowiek westchnął i odparł: – Tak… ale znam tę drogę, którą idę. I tak umarł, znając drogę, ale nigdy nie poznawszy morza. Wielu ludzi zna swoje sieci doskonale. Ale nigdy nie poznaje pełni życia, bo nie ma odwagi pójść „natychmiast”.
Był kiedyś rybak, który codziennie łowił w tym samym miejscu. Znał fale, wiatr, pory dnia. Nie łowił dużo, ale wystarczająco, by przeżyć. Pewnego dnia przyszedł do niego nieznajomy i powiedział: – Popłyń ze mną dalej, tam gdzie woda jest głębsza. Rybak odpowiedział: – Tu jest bezpiecznie. Znam to miejsce. Nieznajomy odszedł. Minęły lata. Rybak postarzał się, ręce miał spracowane, serce zmęczone. Pewnego dnia spotkał młodego człowieka, który wracał z połowu z daleka. Łódź była pełna ryb, a jego twarz promieniała. – Gdzie łowiłeś? – zapytał stary rybak. – Tam, gdzie woda jest głębsza. Ktoś mnie kiedyś zaprosił. Wtedy stary rybak zrozumiał, że przegapił moment, bo bał się zostawić znane brzegi. Jezus zaprasza zawsze tam, gdzie życie jest głębsze, ale decyzja musi być podjęta wtedy, gdy On przechodzi. To my wybieramy Jezusa, czy chcemy przyjąć Go do naszego życia. To zawsze powinna być nasza decyzja, a nie nikogo więcej!
Młody mężczyzna podchodzi do księdza i mówi: – Ojcze, nie będę już chodzić do kościoła!
Następnie ksiądz odpowiedział: – Ale dlaczego? Młody człowiek odpowiedział: – Ach! Widzę siostrę, która źle mówi o innej siostrze; brat, który nie czyta dobrze; grupa śpiewająca, która żyje poza melodią; ludzie, którzy podczas Mszy św. patrzą na swoje telefony komórkowe, pośród tak wielu i tak wielu innych złych rzeczy, które widzę, jak robią w kościele. Kapłan powiedział do niego: – OK! Ale najpierw chcę, żebyś wyświadczył mi przysługę: weź pełną szklankę wody i obejdź kościół trzy razy, nie rozlewając ani kropli wody na podłogę. Następnie możesz opuścić kościół. A młody człowiek pomyślał: bardzo proste! I wykonał trzy tury, tak jak prosił kapłan. Kiedy skończył, powiedział: – Gotowy ksiądz.A kapłan odpowiedział: – Kiedy chodziłeś, czy widziałeś, jak siostra źle mówi o drugiej? Młody: – Nie.Czy widziałeś, jak ludzie narzekali na siebie? Młody:
– Nie. Czy widziałeś, jak ktoś patrzył na telefon komórkowy? Młody: – Nie. Wiesz dlaczego?
– Skupiłeś się na szkle, aby nie rozlać wody. To samo dotyczy naszego życia. Kiedy skupiamy się na naszym Panu Jezusie Chrystusie, nie będziemy mieli czasu, aby dostrzec błędy ludzi. Kto opuszcza Kościół z powodu ludzi, nigdy nie jest w nim z powodu Jezusa.
Pójść za Jezusem nie znaczy, że wszyscy mają zostać księżmi czy zakonnicami. To znaczy: dobrze być ojcem, matką, mężem, żoną; uczciwie wykonywać swoją pracę; mieć odwagę żyć zgodnie z sumieniem; służyć innym tym, co potrafię najlepiej Każdy z nas ma swoje powołanie. Nie cudze. Nie lepsze ani gorsze. Własne. I tylko wtedy, gdy je realizujemy, pojawia się to, czego tak wielu ludzi dziś nie ma: wewnętrzna satysfakcja życia. Nie z pieniędzy. Nie z pozycji. Ale z poczucia: „Jestem na swoim miejscu.” Przykłady z życia: Człowiek, który zmienia pracę, bo wreszcie chce być uczciwy wobec siebie. Matka, która odkrywa, że jej codzienna obecność jest największym darem. Starsza osoba, która zamiast narzekać, staje się źródłem mądrości. Młody człowiek, który ma odwagę wybrać drogę trudniejszą, ale prawdziwą To są współcześni „rybacy ludzi”. Nie łowią sieciami – łowią życiem.
Jezus nie obiecuje łatwego życia. On obiecuje życie prawdziwe. A to zaczyna się od jednego słowa: „natychmiast”. Nie wtedy, gdy wszystko będzie poukładane. Nie wtedy, gdy zniknie lęk. Ale wtedy, gdy On przechodzi obok i mówi: „Pójdź za Mną.” Bo kto idzie za Jezusem, może stracić swoje sieci, ale zyskuje sens, który wystarcza na całe życie. Jednym z najtrudniejszych zdań w życiu jest to krótkie: „To już mi nie służy.” Bo często trzymamy się nie tego, co daje życie, ale tego, co znamy. Nie tego, co prowadzi do marzeń, ale tego, co daje złudne bezpieczeństwo. Jezus mówiłby dziś do nas tak samo jak do rybaków nad Jeziorem: „Zostaw sieci.” Nie dlatego, że są złe. Ale dlatego, że nie są już drogą do pełni.
Pewien człowiek trzymał w ręku kamień. Nosił go wszędzie ze sobą. Ktoś zapytał: – Dlaczego go nie zostawisz? Odpowiedział: – Bo już się przyzwyczaiłem do ciężaru. – A wiesz, że ten kamień nie jest częścią ciebie? Człowiek chwilę pomyślał… i położył go na ziemi. Dopiero wtedy zauważył, że może iść szybciej i dalej. Marzenia zaczynają się tam, gdzie przestajemy nosić ciężary, które nie są nam potrzebne. Marzenia nie umierają z braku talentu. One umierają z nadmiaru balastu. Czasem trzeba zostawić: myślenie: „już za późno”, lęk przed oceną innych, relacje, które gaszą odwagę, porównywanie się z innymi, przekonanie: „to się nie uda” Nie wszystko, co było wczoraj dobre, jest dobre na jutro.
Był kiedyś ogrodnik, który marzył o pięknym drzewie. Codziennie podlewał je, troszczył się, czekał. Ale drzewo nie rosło. Pewnego dnia przyszedł stary mistrz i powiedział: – Twoje drzewo ma zbyt ciężkie korzenie. – Jak to możliwe? – zapytał ogrodnik. – Korzenie są po to, by rosło. Mistrz odparł: – Tak. Ale jeśli wrastają w kamienie, trzeba je oczyścić. Ogrodnik usunął kamienie z ziemi. I dopiero wtedy drzewo zaczęło rosnąć. Marzenia nie potrzebują więcej wysiłku. One potrzebują więcej przestrzeni. Marzenia nie pytają, czy jesteś gotowy. One pytają tylko: „Czy masz odwagę zostawić to, co ci nie służy?” Bo kiedy zostawiasz sieci, ręce są wolne. A tylko wolnymi rękami można przyjąć życie, o jakim się marzy.
W pewnej wiosce stały obok siebie dwa zegary. Pierwszy był wielki, stary i bardzo poważny. Każdego ranka mówił ludziom: – Jeszcze nie teraz. Poczekaj. Zrób to jutro. Drugi zegar był mały i prosty. Nie miał złotych wskazówek ani pięknej obudowy, ale cicho szeptał: – Teraz. Natychmiast.
Pewnego dnia do wioski przyszedł chłopiec. Zobaczył starszego człowieka, który upadł na drodze i nie mógł wstać. Chłopiec spojrzał na wielki zegar. Ten tykał spokojnie i mówił: – Masz czas. Ktoś inny pomoże. Chłopiec zrobił krok… i się zawahał. Wtedy usłyszał cichy głos małego zegara: – Natychmiast.Podbiegł więc, podał rękę starcowi i zaprowadził go do domu. Nic wielkiego. Kilka minut. Jedna decyzja.
Kilka dni później ten sam chłopiec miał powiedzieć „przepraszam” swojemu przyjacielowi. Znowu spojrzał na wielki zegar: – Później. Nie teraz. Jeszcze zdążysz. Ale przypomniał sobie mały zegar. I powiedział „przepraszam” natychmiast. Przyjaźń została ocalona. Z czasem chłopiec zauważył coś ważnego: najpiękniejsze rzeczy w życiu – dobro, miłość, przebaczenie, pomoc – nie rodzą się z „kiedyś”, ale z „teraz”.
Dobro odkładane na później często nigdy się nie wydarza. Miłość, pomoc i nawrócenie mają jedno właściwe słowo: natychmiast. Każde „później”, „jutro”, „jeszcze nie teraz” jest jak cienka pajęczyna. Sama w sobie prawie niewidoczna, słaba. Ale gdy odkładamy dobro raz, drugi, trzeci – pajęczyna gęstnieje. Oplata serce, ręce i decyzje. Słowo „natychmiast” jest jak zerwanie tej pajęczyny jednym ruchem. Nie pozwala, by zwłoka nas unieruchomiła. Uczy, że dobro trzeba czynić wtedy, gdy je widzimy – bez kalkulacji i lęku. Zło wiąże pajęczyną zwlekania. Dobro wyzwala jednym słowem: natychmiast!
Mt 4, 12-23
Na Jezusie spełnia się zapowiedź Izajasza
Gdy Jezus posłyszał, że Jan został uwięziony, usunął się do Galilei. Opuścił jednak Nazaret, przyszedł i osiadł w Kafarnaum nad jeziorem, na pograniczu ziem Zabulona i Neftalego. Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza: «Ziemia Zabulona i ziemia Neftalego, na drodze ku morzu, Zajordanie, Galilea pogan! Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci wzeszło światło».
Odtąd począł Jezus nauczać i mówić: «Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie».
Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, Jezus ujrzał dwóch braci: Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: «Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi». Oni natychmiast, zostawiwszy sieci, poszli za Nim.
A idąc stamtąd dalej, ujrzał innych dwóch braci: Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, jak z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali w łodzi swe sieci. Ich też powołał. A oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim.
I obchodził Jezus całą Galileę, nauczając w tamtejszych synagogach, głosząc Ewangelię o królestwie i lecząc wszelkie choroby i wszelkie słabości wśród ludu.
Wersja krótsza
Mt 4, 12-17
Gdy Jezus posłyszał, że Jan został uwięziony, usunął się do Galilei. Opuścił jednak Nazaret, przyszedł i osiadł w Kafarnaum nad jeziorem, na pograniczu ziem Zabulona i Neftalego. Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza: «Ziemia Zabulona i ziemia Neftalego, na drodze ku morzu, Zajordanie, Galilea pogan! Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci wzeszło światło».
Odtąd począł Jezus nauczać i mówić: «Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie».









