3. Niedziela Wlk. Postu, Masz źródło w sobie, J 4, 5-42

Total
0
Shares

Źródło wody życia bije w tobie. Nie obok. Nie tylko w Kościele. Nie tylko w sakramentach „od święta”. W tobie. Źródło, a nie tylko dostęp. Większość ludzi żyje tak, jakby Bóg był studnią gdzieś daleko. Trzeba pójść. Trzeba zaczerpnąć. Trzeba wrócić. A Jezus mówi Samarytance: „Woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem”. Źródło to coś zupełnie innego niż studnia. Studnia jest z zewnątrz. Źródło bije od środka. To znaczy: nie musisz ciągle szukać potwierdzenia swojej wartości, nie musisz biegać od jednego „dzbana” do drugiego, nie musisz żyć na kredyt cudzej akceptacji. Bo życie Boga zostało wlane w ciebie.

Dlaczego więc wciąż czujemy pragnienie? Bo wiele osób zasypało swoje źródło. Nie złośliwie. Z czasem. Warstwa po warstwie: pośpiech, lęk, rozczarowania, grzech, zmęczenie, czy brak ciszy. Źródło nie zniknęło. Ono tylko przestało być słyszane. Jak górski strumień pod śniegiem – wciąż płynie, ale go nie widać. 

W pewnej wiosce wyschła rzeka. Ludzie zaczęli nosić wodę z daleka, coraz dalej. Zmęczeni, narzekający. Pewien starzec powiedział: – „Pod placem jest źródło. Trzeba je odkopać”. – „To niemożliwe” – odpowiedzieli. – „Zawsze było tutaj sucho”. Kiedy jednak zaczęli kopać, najpierw była ziemia, potem kamienie, a na końcu – woda. Źródło było cały czas. Zabrakło tylko odwagi, by kopać w głąb[1].

Masz wszystko w sobie – ale nie sam z siebie. To ważne dopowiedzenie. To źródło nie jest twoją zasługą. Nie jest „energią pozytywnego myślenia”. To dar. Dar chrztu. Dar obecności Boga. Dar Ducha Świętego. Bóg nie daje nam instrukcji życia. Bóg daje nam siebie. I dlatego św. Paweł powie: „Już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus”. Źródło, które wytryskuje ku życiu wiecznemu. To źródło nie jest tylko na „tu i teraz”. Ono ma kierunek. Nie krąży w kółko jak nasze lęki. Nie cofa się jak nasze porażki. Ono wytryskuje ku górze. Ku życiu. Ku wieczności. Dlatego człowiek, który żyje blisko Boga: może płakać, ale się nie rozpada; może upaść, ale się nie gubi; może stracić, ale nie traci sensu.

Dlaczego Jezus chce, byś w to uwierzył?. Bo największym kłamstwem świata jest: „Nie masz w sobie nic”. A Jezus mówi: „Masz we Mnie wszystko”. Źródło w tobie: daje pokój, który nie zależy od okoliczności; daje siłę, której sam z siebie byś nie miał; daje miłość, która potrafi się dzielić. Nie pytaj najpierw: – czego mi brakuje? Zapytaj: – co we mnie już bije? Bo jeśli w tobie jest Chrystus, to nawet pośród pustyni nosisz w sobie źródło wody życia. I ono nie wyschnie.

24 grudnia 1999 roku życie Keanu Reevesa i Jennifer Syme zmieniło się na zawsze. W ósmym miesiącu ciąży Jennifer urodziła ich córkę, Avę. Dziewczynka przyszła na świat martwa. Poznali się w 1998 roku na przyjęciu zorganizowanym dla zespołu Reevesa, Dogstar. Bez rozgłosu, bez medialnego szumu –dwoje ludzi, którzy po prostu budowali wspólne życie z dala od reflektorów. W 1999 roku mieszkali już razem i przygotowywali się do roli rodziców. Śmierć Avy zburzyła ich przyszłość. Żałoba oddaliła ich od siebie i wkrótce się rozstali. Nie z braku uczuć – lecz dlatego, że czasem ból jest cięższy, niż miłość potrafi udźwignąć. Łączyła ich wspólna strata i wspomnienie dziecka, którego nie dane im było wychować.

2 kwietnia 2001 roku doszło do kolejnej tragedii. Jennifer zginęła w wypadku samochodowym w Los Angeles. W ciągu niespełna dwóch lat Reeves stracił córkę i kobietę, którą kochał. Jennifer została pochowana obok Avy. Po latach powiedział: „Żałoba zmienia swoją formę, ale nigdy się nie kończy”. W tym samym czasie wspierał również swoją siostrę Kim w walce z białaczką – kolejnej cichej bitwie, o której rzadko pisały media. Nie było publicznych załamań ani dramatycznych wyznań. Była cisza. Gdy w sieci pojawiło się zdjęcie, na którym siedzi samotnie na ławce – obraz nazwany przez internet „Smutnym Keanu” – nie był to spektakl. To był po prostu człowiek pogrążony w myślach. Nie zamienił tragedii w rozgłos. Nie uczynił z bólu narzędzia promocji. Z czasem zaczęły krążyć inne historie – o anonimowych darowiznach na badania nad rakiem i dla szpitali dziecięcych, o hojnych premiach dla ekip filmowych, o cichych gestach dobroci. Zapytany, dlaczego nie mówi o tym publicznie, odpowiadał prosto: dobro nie potrzebuje oklasków. Po prostu żyje. Jeździ na motocyklu. Czyta. Pracuje.

To, co porusza w tej historii, to nie doskonałość, lecz wybór. Życie mocno go doświadczyło. Nie odpowiedział zgorzknieniem. Ból może zamknąć serce albo je poszerzyć. Wygląda na to, że Keanu wybrał to drugie – nie głośno, nie teatralnie, ale konsekwentnie. I w tej cichej sile wielu ludzi dostrzega coś rzadkiego: osobę publiczną, która rozumie stratę i odpowiada na nią łagodnością.

Takiego aktu miłości doznała od Jezusa Samarytanka. Na pierwszy rzut oka mogło się wydawać, że Jezus jest wobec niej surowy. Nie pociesza jej od razu. Nie mówi: „nic się nie stało”. Nie omija prawdy o jej życiu. Mówi: „Dobrze powiedziałaś: nie mam męża”. To zdanie brzmi twardo. Jakby bez współczucia. Jakby bez serca. Ale to tylko ułuda. Jest to surowość, która nie odrzuca. Jezus nie wypomina jej przeszłości, by ją zawstydzić. On nazywa prawdę, bo tylko prawda może uleczyć. Miłość, która boi się prawdy, jest tylko chwilowym uspokojeniem sumienia. Miłość Jezusa idzie głębiej. On nie mówi: „jesteś zła” czy też  „jesteś przegrana”. On mówi: „znam twoją historię”, „widzę twoje rany” i „mimo tego rozmawiam z tobą” To już jest miłość.

Pewna kobieta przyszła do lekarza z bólem ręki. Lekarz zdjął bandaż i dotknął rany. Kobieta cofnęła się z bólu: – „Dlaczego mnie pan rani?” Lekarz odpowiedział: – „Gdybym tylko głaskał, rana nigdy by się nie zagoiła”. Nie każda delikatność leczy. Czasem leczy prawda wypowiedziana z miłością[2]. Miłośćprzechodzi zawsze przez prawdę. Pod surowością Jezusa kryje się ogromny szacunek. On traktuje Samarytankę jak osobę zdolną udźwignąć prawdę. Bóg nie rozmawia w ten sposób z kimś, kogo skreśla.Bóg mówi prawdę tylko temu, kogo chce ocalić. I zauważmy coś bardzo ważnego: Jezus zna całą jej historię… a nie odchodzi. Nie zamyka rozmowy. Nie urywa dialogu. Wręcz przeciwnie –objawia się jej.

Surowość Jezusa nie jest chłodem. Jest jak chirurgiczne cięcie – krótkie, konieczne, ratujące życie. Pod tą surowością: jest troska,  jest cierpliwość, jest pragnienie, by kobieta przestała żyć w półprawdzie, bo tylko człowiek, który stanie w prawdzie, może pić wodę życia. 

Miłość Jezusa nie zawsze brzmi łagodnie. Ale zawsze prowadzi do wolności. To, co wydaje się surowością, jest w rzeczywistości najczystszą formą miłości. Bo Jezus nie przyszedł, żeby nas tylko pocieszyć…, ale przyszedł, żeby nas uzdrowić. On wie, że to źródło miłości mamy w sobie i trzeba się nim dzielić z innymi ludźmi.  

J 4, 5-42

Jezus źródłem wody tryskającym ku życiu wiecznemu

Jezus przybył do miasta samarytańskiego zwanego Sychar, w pobliżu pola, które dał Jakub synowi swemu, Józefowi. Było tam źródło Jakuba. Jezus zmęczony drogą siedział sobie przy źródle. Było to około szóstej godziny.

Wówczas nadeszła kobieta z Samarii, aby zaczerpnąć wody. Jezus rzekł do niej: «Daj Mi pić!» Jego uczniowie bowiem udali się przedtem do miasta, by zakupić żywności.

Na to rzekła do Niego Samarytanka: «Jakżeż Ty, będąc Żydem, prosisz mnie, Samarytankę, bym Ci dała się napić? » Żydzi bowiem i Samarytanie unikają się nawzajem.

Jezus odpowiedział jej na to: «O, gdybyś znała dar Boży i wiedziała, kim jest Ten, kto ci mówi: „Daj Mi się napić”, to prosiłabyś Go, a dałby ci wody żywej».

Powiedziała do Niego kobieta: «Panie, nie masz czerpaka, a studnia jest głęboka. Skądże więc weźmiesz wody żywej? Czy Ty jesteś większy od ojca naszego, Jakuba, który dał nam tę studnię, i on sam z niej pił, i jego synowie, i jego bydło?»

W odpowiedzi na to rzekł do niej Jezus: «Każdy, kto pije tę wodę, znów będzie pragnął. Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem tryskającym ku życiu wiecznemu».

Rzekła do Niego kobieta: «Panie, daj mi tej wody, abym już nie pragnęła i nie przychodziła tu czerpać».

A On jej odpowiedział: «Idź, zawołaj swego męża i wróć tutaj!»

A kobieta odrzekła Mu na to: «Nie mam męża». Rzekł do niej Jezus: «Dobrze powiedziałaś: Nie mam męża. Miałaś bowiem pięciu mężów, a ten, którego masz teraz, nie jest twoim mężem. To powiedziałaś zgodnie z prawdą».

Rzekła do Niego kobieta: «Panie, widzę, że jesteś prorokiem. Ojcowie nasi oddawali cześć Bogu na tej górze, a wy mówicie, że w Jerozolimie jest miejsce, gdzie należy czcić Boga».

Odpowiedział jej Jezus: «Wierz Mi, kobieto, że nadchodzi godzina, kiedy ani na tej górze, ani w Jerozolimie nie będziecie czcili Ojca. Wy czcicie to, czego nie znacie, my czcimy to, co znamy, ponieważ zbawienie bierze początek od Żydów. Nadchodzi jednak godzina, nawet już jest, kiedy to prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie, a takich to czcicieli szuka Ojciec. Bóg jest duchem; trzeba więc, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie».

Rzekła do Niego kobieta: «Wiem, że przyjdzie Mesjasz, zwany Chrystusem. A kiedy On przyjdzie, objawi nam wszystko».

Powiedział do niej Jezus: «Jestem nim Ja, który z tobą mówię».

Na to przyszli Jego uczniowie i dziwili się, że rozmawiał z kobietą. Żaden jednak nie powiedział: «Czego od niej chcesz? – lub: Czemu z nią rozmawiasz?» Kobieta zaś zostawiła swój dzban i odeszła do miasta. I mówiła ludziom: «Pójdźcie, zobaczcie człowieka, który mi powiedział wszystko, co uczyniłam: Czyż On nie jest Mesjaszem?» Wyszli z miasta i szli do Niego.

Tymczasem prosili Go uczniowie, mówiąc: «Rabbi, jedz!» On im rzekł: «Ja mam do jedzenia pokarm, o którym wy nie wiecie».

Mówili więc uczniowie między sobą: «Czyż Mu kto przyniósł coś do zjedzenia?»

Powiedział im Jezus: «Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał, i wykonać Jego dzieło. Czyż nie mówicie: „Jeszcze cztery miesiące, a nadejdą żniwa?” Oto powiadam wam: Podnieście oczy i popatrzcie na pola, jak się bielą na żniwo. Żniwiarz otrzymuje już zapłatę i zbiera plon na życie wieczne, tak iż siewca cieszy się razem ze żniwiarzem. Tu bowiem okazuje się prawdziwym powiedzenie: Jeden sieje, a drugi zbiera. Ja was wysłałem, abyście żęli to, nad czym wy się nie natrudziliście. Inni się natrudzili, a wy w ich trud weszliście».

Wielu Samarytan z owego miasta zaczęło w Niego wierzyć dzięki słowu kobiety świadczącej: «Powiedział mi wszystko, co uczyniłam». Kiedy więc Samarytanie przybyli do Niego, prosili Go, aby u nich został. Pozostał tam zatem dwa dni. I o wiele więcej ich uwierzyło dzięki Jego słowu, a do tej kobiety mówili: «Wierzymy już nie dzięki twemu opowiadaniu, usłyszeliśmy bowiem na własne uszy i wiemy, że On prawdziwie jest Zbawicielem świata».

Wersja krótsza

Ewangelia (J 4, 5-15. 19b-26. 39a. 40-42)

Jezus przybył do miasta samarytańskiego zwanego Sychar, w pobliżu pola, które dał Jakub synowi swemu, Józefowi. Było tam źródło Jakuba. Jezus zmęczony drogą siedział sobie przy źródle. Było to około szóstej godziny.

Wówczas nadeszła kobieta z Samarii, aby zaczerpnąć wody. Jezus rzekł do niej: «Daj Mi pić!» Jego uczniowie bowiem udali się przedtem do miasta, by zakupić żywności.

Na to rzekła do Niego Samarytanka: «Jakżeż Ty, będąc Żydem, prosisz mnie, Samarytankę, bym Ci dała się napić? » Żydzi bowiem i Samarytanie unikają się nawzajem.

Jezus odpowiedział jej na to: «O, gdybyś znała dar Boży i wiedziała, kim jest Ten, kto ci mówi: „Daj Mi się napić”, to prosiłabyś Go, a dałby ci wody żywej».

Powiedziała do Niego kobieta: «Panie, nie masz czerpaka, a studnia jest głęboka. Skądże więc weźmiesz wody żywej? Czy Ty jesteś większy od ojca naszego, Jakuba, który dał nam tę studnię, i on sam z niej pił, i jego synowie, i jego bydło?»

W odpowiedzi na to rzekł do niej Jezus: «Każdy, kto pije tę wodę, znów będzie pragnął. Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem tryskającym ku życiu wiecznemu».

Rzekła do Niego kobieta: «Panie, daj mi tej wody, abym już nie pragnęła i nie przychodziła tu czerpać. Widzę, że jesteś prorokiem. Ojcowie nasi oddawali cześć Bogu na tej górze, a wy mówicie, że w Jerozolimie jest miejsce, gdzie należy czcić Boga».

Odpowiedział jej Jezus: «Wierz Mi, kobieto, że nadchodzi godzina, kiedy ani na tej górze, ani w Jerozolimie nie będziecie czcili Ojca. Wy czcicie to, czego nie znacie, my czcimy to, co znamy, ponieważ zbawienie bierze początek od Żydów. Nadchodzi jednak godzina, nawet już jest, kiedy to prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie, a takich to czcicieli szuka Ojciec. Bóg jest duchem; trzeba więc, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie».

Rzekła do Niego kobieta: «Wiem, że przyjdzie Mesjasz, zwany Chrystusem. A kiedy On przyjdzie, objawi nam wszystko».

Powiedział do niej Jezus: «Jestem nim Ja, który z tobą mówię».

Wielu Samarytan z owego miasta zaczęło w Niego wierzyć dzięki słowu kobiety. Kiedy więc Samarytanie przybyli do Niego, prosili Go, aby u nich został. Pozostał tam zatem dwa dni. I o wiele więcej ich uwierzyło dzięki Jego słowu, a do tej kobiety mówili: «Wierzymy już nie dzięki twemu opowiadaniu, usłyszeliśmy bowiem na własne uszy i wiemy, że On prawdziwie jest Zbawicielem świata».


[1] Opowiadanie pt. „Zasypane źródło”

[2] Opowiadanie pt. „Lekarz i rana”

Total
0
Shares
(fot. Franco Folini / Foter / CC BY-SA)

Na dobranoc i dzień dobry – J 4, 5-42

Przewidywać i prognozować… Jezus i Samarytanka Jezus przybył do miasteczka samarytańskiego, zwanego Sychar, w pobliżu pola, które /niegdyś/…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Może spodoba Ci się też...