Dawno temu żył w pewnej wsi młynarz – nazywał się Sylwester. Mieszkał ze swoją matulą przy starym młynie. Pracowity był, dzielny i silny. Nie potrafił tylko wcale mówić dobrych słów. Co powiedział jakieś słowo, to jakby kamieniem w kogoś rzucił. Nawet do słonka, które go złotym promyczkiem przez szybkę witało, mruczał „Niepotrzebnie żeś błysnęło, jeszcze by się odpoczęło”.

Nie dziękował matuli, gdy go do jedzenia zapraszał, nie pozwalał swojemu pomocnikowi młynarczykowi pracy piosenką umilić, szorstko opowiadał biednej wdowie Klekotowej,  gdy  o pomoc go prosiła.

Ludzie z wioski zaczęli stronić od młynarza. Powtarzali sobie: – Od młynarzowego mówienia boli jak od uderzenia.

Przykro było człowiekowi bez ludzkiej przyjaźni. I młynarzowi też robiło się coraz smutniej. Pewnego dnia powiedział do matuli: – Matko, zbrzydła mi już praca, nikt się do mnie nie uśmiechnie, każdy się odwraca.

–  Aby cię też Nowy Roczek odmienił, synku, zaraz by było wszystko inaczej – odpowiedziała matka. A mieszka ten Nowy Roczek za lasem, za górą, za grudniową wichurą… Mieszka w małym domku. Jeśli okienko złociście się rozświeci, będzie Nowy Roczek dla ciebie łaskaw.

Posłuchał młynarz matuli. Wziął korzuch, czapkę na uszy i ruszył w drogę. Przeszedł przez las i górę, i grudniową wichurę. Patrzy – stoi domek. Zastukał w okienko, a to my się złociście rozświeca. Wszedł więc śmiało do środka i o swoim zmartwieniu Nowemu Roczkowi opowiedział.

– Nic się nie martw – rzekł Nowy Roczek. – W samą porę przyszedłeś. Jak cię obdaruję, wnet się wszystko odmieni. Widzisz, mam tu w workach dary czarodziejskie dla ludzi. O, tu na przykład, w tym worze są piękne słowa. Słowa sprawiedliwe, słowa miłujące, słowa prosto z serca… Przesypię ci trochę czarodziejskich słów do małego woreczka. Jak ktoś się do Ciebie odezwie, nie mów nic, stuknij w woreczek, a słowa czarodziejskie zadźwięczą.

Wrócił młynarz do chaty. Czarodziejski woreczek na szyi nosi. I patrzcie, co się dzieje! Od tej chwili młynarz wesoło wita ranne promyki słonka, serdecznie dziękuje matuli, gdy mu jedzenie przynosi. Razem ze swoim młynarczykiem przy robocie śpiewa, wdowie Klekotowej sam ziarno na mąkę miele.

Zmienił się młynarz, zmienili się ludzie we wsi dla młynarza. Gdy nadeszły imieniny Sylwestra, zjawiła się pod młynem orkiestra wiejska. A uradowany młynarz wszystkich prosi: – Chodźcie ludzie do mej chaty, czy kto biedny, czy bogaty! Razem powitamy Nowy Rok! O północy rzeczywiście przyszedł Nowy Roczek. Patrzy, gdzie ten smutny młynarz? Ale nie ma już smutnego młynarza – teraz jest gościnny młynarz – Sylwester!

Wesoło bawili się wszyscy razem w młynarzowej chałupie. A gdy usnęli zmęczeni tańcem i muzyką, Nowy Roczek wziął czarodziejski woreczek, otworzył go i powiedział: – Lećcie słowa czarodziejskie na te ciche drogi wiejskie…

I poleciały słowa, jak im Nowy Roczek kazał, bo młynarz dobrze już się ich nauczył i stale używał. Może przydadzą się innym ludziom….

„O Nowym Roku i młynarzu Sylwestrze”, wg Lucyny Krzemienieckiej