Modlitwa prośby, którą przytacza ks. Flor McCarthy, w jednym z swoich kazań: „Życie możemy porównać z rzeką. W swej podróży zdąża ona ku morzu. Rzeka nie zawsze może wybrać najkrótszą drogę, czasami skręca i zawraca, zatrzymuje się na chwilę, to tu, to tam, jednak w swym biegu nigdy nie zatrzymuje się całkowicie. I pomimo tych wszystkich przeszkód, pomimo licznych zawirowań, tak szybko rzeka życia biegnie do morza. Panie, delikatną ręką prowadź nas, a wtedy, pomimo zwątpień, przeszkód i niebezpieczeństw, możemy zachować bieg rzeki naszego życia wpadającego do Twojego królestwa”. 

Dzisiejsze czytania, a zwłaszcza słowa Księgi Rodzaju, zapraszają nas do refleksji oraz zastanowienia się nad sensem naszej wiary. Czym różnimy się my – chrześcijanie, od tych, którzy deklarują się, że nie wierzą w Boga? Czy nasza wiara ułatwia nam życie, czy raczej je utrudnia? Może wydaje nam się, że niewierzącemu jest łatwiej i bez trudów osiągnąć wyznaczony sobie cel? Swoboda, luz, nieprzejmowanie się 10 przykazaniami pozwalają łatwiej żyć? Może jest w naszym sercu i umyśle pewnego rodzaju zazdrość, która mówi: Jemu to dobrze, a ja musze to wszystko znosić….    

Wiara faktycznie nie jest łatwa, bo wymaga od nas chrześcijan dużego wysiłku. I to nie od czasu do czasu, ale bez przerwy, dzień po dniu. Wiara wymaga poświęcenia, oddania siebie, ale przede wszystkim zaufania. Tego doświadczył Abraham. Ten człowiek nazywany jest „Ojcem wszystkich wierzących”. On uwierzył Bogu – mimo licznych przeciwności – do samego końca. Potrafił zaufać nawet wtedy, gdy bardzo cierpiał. W Abrahamie widzimy i odkrywamy tajemnicę naszej wiary. Tajemnica jego wiary kryje w sobie trzy słowa: 1. Wyjdź; 2. Ofiaruj się; 3. Przyjmij obietnicę. Nad tymi trzema słowami warto się dziś zatrzymać w kontekście zbliżających się Świąt Wielkiejnocy.

Wyjdź 

Abraham był człowiekiem, który wyrósł na ziemi bardzo wysokiej kultury sumeryjskiej. Kultury, która nadawała rytm ówczesnemu życiu: politycznemu, gospodarczemu, ekonomicznemu i kulturowemu. Z tabliczek znalezionych w Ur dowiadujemy się, że ludzie tamtych czasów tzn. czasów Abrahama znali logarytmy. I właśnie z takiej ziemi wyrusza Abraham, aby zdobyć nowe lądy, nowe ziemie. Udaje się na północ. Bogaty, silny, inteligentny, mocny na ciele i duchu, obeznany w tym, co dotychczas robił. I temu człowiekowi, Bóg w pewnym momencie mówi: Wyjdź! To znaczy opuść to, co posiadasz, zostaw to, co gwarantuje ci dobre samopoczucie, bezpieczeństwo, pozycje społeczną. Zostaw to co posiadasz i masz tutaj, w tym miejscu i uwierz Mi – Twojemu Bogu, gdyż od tej chwili to Ja będą Cię prowadził swoimi ścieżkami. Abraham, który posiada konkret: ziemię, ludzi, którzy mu służą, stałą i niezmienną pozycję wśród ludu ma pójść za głosem Boga i to w nieznane. 

Pewien pacjent od lat uskarżał się na to, że w jego brzuchu mieszka kot. Kiedy pewnego razu znalazł się na sali operacyjnej w związku koniecznością usunięcia wyrostka robaczkowego, chirurg w porozumieniu z psychiatrą postanowili wykorzystać tę okazję i uzdrowić go z obsesji.

Kiedy tylko pacjent obudził się po narkozie, lekarz pokazał mu czarnego kota i powiedział: „Widzi pan, wreszcie udało się nam go wyciągnąć!”. „- Ależ nie, głupcy, to nie on”, krzyknął pacjent. – „Mój kot był biały!”. O wiele łatwiej rozbić atom, aniżeli wykorzenić jakieś uprzedzenie, przyzwyczajenie(O przyzwyczajeniach , Pino Pellegrino)

Jak to się ma do naszego codziennego życia? Czy ja również posiadam rzeczy, myśli, przywiązania, przyzwyczajenia bez których nie potrafię żyć i egzystować? Czy mam w sobie jakiś „zakątek” świata, do którego nie pozwalam wejść nie tylko drugiej osobie, ale także samemu Jezusowi? Czy jestem w stanie tak na „ślepo” uwierzyć Jego słowu, tak bez żadnych „ale” i podążyć za tym, czego chce ode mnie Bóg Ojciec? Na ile wierzę w słowa Pana Boga, który działa we mnie tu i teraz?

Ofiaruje się

Abraham otrzymał od Boga swojego jedynego syna. W tamtej kulturze, syn to była cała przyszłość i sens życia ojca. W nim była chluba, radość i nadzieja. Człowiek ówczesny, wszystko co miał inwestował w potomstwo, a zwłaszcza syna – dziedzica. Był on dobrodziejstwem od samego Boga. Ojcu zapewniał on przetrwanie pokolenia, wielkości, czy wręcz wieczności na wieki. To dzięki synowi rozrastała się rodzina, ale też i ziemia, na której żyli potomkowie. Jednym słowem: to było wszystko, bo przeszłość, teraźniejszość i przyszłość człowieka. Tak samo było w wypadku Abrahama. I nagle Bóg mówi do niego: „Weź swego syna Izaaka i ofiaruj go Mi”, „Złóż z niego ofiarę”, „Zabij go”, czyli inaczej” pozbądź się tego, co i którego najbardziej kochasz. Ofiaruj mi to, co masz w swoim życiu najcenniejsze. 

Rekruci codziennie wychodzili biegać. Zaczynali rozgrzewkę przed świtem, jak tylko wyskoczyli z prycz. Rozpoczęli służbę w specjalnym wojskowym korpusie antyterrorystycznym, zatem byli przygotowani na wysiłek, a nawet na wycieńczenie fizyczne. Ale tym razem było inaczej. Te ćwiczenia nie miały nic wspólnego z dotychczasowym, codziennym bieganiem w koszulkach i rytmicznym śpiewem.

Tym razem biegli w bojowych mundurach. Jak zwykle rozkaz brzmiał: „Wyruszacie razem, biegniecie razem, pracujecie jako jedna drużyna i wracacie razem. Jeśli nie uda wam się wszystkim powrócić, nie powracajcie wcale!”

Podczas drogi ból, pragnienie, wysiłek zaczęły otępiać umysły i w biegnącej formacji zaczęło się dziać coś niepokojącego.

W piątym rzędzie, w centrum plutonu, jeden z młodzieńców nie nadążał: nogi poruszały się, ale nie utrzymywał rytmu całej grupy. Był to Sandri, chudy chłopak o czerwonych włosach. Głowa kiwała mu się na boki. Chłopak przeżywał trudne chwile: zaczynał ustawać.

Nie tracąc rytmu, rekrut po jego prawej stronie przesunął się i wziął od niego ciężki karabin. Chłopak o czerwonych włosach na jakiś czas odzyskał siły, ale wkrótce potem oczy zaszły mu mgłą i z trudem poruszał nogami. Znowu głowa zaczęła mu się kiwać.

Tym razem przysunął się rekrut z jego lewej strony, wziął od niego hełm i, kontynuując bieg, wsunął go sobie pod ramię. Teraz Sandri znów mógł biec.

Buty uderzały ciężko, w jednym rytmie, w kurz drogi. Tup, tup, tup, tup.

Sandri czuł się źle, bardzo źle: chwiał się i potykał, ale utrzymał się na nogach. Dwaj żołnierze z tyłu uchwycili plecak, każdy za jeden pasek. Sandri skoncentrował resztki sił, jakie mu pozostały, wyprostował się i pluton kontynuował bieg – aż do zachodu słońca (Lepiej jest dwom niż jednemu , Bruno Ferrero).

Dziś ofiarować możemy drugiemu człowiekowi wiele: nasz drogocenny czas, czyli dane nam życie, pomoc materialną, fizyczną czy duchową. Jest wiele sposobów realizacji tego jednego z najpiękniejszych gestów ludzkiej miłości. Warto zatem dziś się zapytać siebie samego: Na ile ten gest wykorzystuję? Z czego zrezygnowałem lub mogę dziś zrezygnować, aby ofiarować to drugiej osobie? Czy jest coś z czym będzie mi bardzo ciężko się rozstać, aby ofiarować to nie tylko drugiej osobie czy ludziom, ale zwłaszcza Panu Bogu? Często trzeba coś drogocennego stracić, aby zyskać wiele. 

Przyjmij obietnicę

Jak wiemy Bóg ostatecznie nie pozwala Abrahamowi zabić swojego syna. Okazuje się, że była to ogromna próba wiary dla Abrahama, ojca Izaaka. Bóg dochowuje obietnicy, którą złożył Abrahamowi. Ten dostaje z powrotem syna, ale też i ziemię – nowe lądy, które obiecał mu Bóg. 

Jak to jest z nami? Czy dochowuje obietnic złożonych Bogu, ale też drugiemu człowiekowi? Może bardzo łatwo wycofuje się z tych obietnic przy nadarzających się trudnościach i byle okazjach? Może z lenistwa i własnej wygody, czy też egoizmu nie chcę o nich pamiętać? Bardzo często usprawiedliwiamy się tym, że obietnica była wypowiedziana pod wpływem chwili i uniesień, a potem przecież przychodzi proza życia. Jak wywiązuje się z obietnic danych Panu Bogu i drugiemu człowiekowi? Pan Bóg oddał Abrahamowi 100-krotnie więcej niż obiecał, a nas na ile stać?

W pewnym konkursie zorganizowanym w supermarkecie każdy z finalistów dostał piętnaście minut na zrobienie zakupów. Zwycięzcą miał zostać ten, który przedstawi paragon kasowy z najwyższą sumą. Finaliści popędzili między regałami zderzając się wózkami, wrzucając do nich najdroższe towary, wpadając ną półki. To był gorączkowy, szalony wyścig. Zza regału wynurzył się młody człowiek, który powoli przesuwał się wzdłuż półek, co jakiś czas coś z nich zdejmując i wkładając do wózka. Pośród gorączkowej bieganiny jedna z finalistek ze zdziwieniem dostrzegła jego spokojne ruchy i zawołała: – A ty, dlaczego się nie spieszysz tak jak wszyscy? – Dlaczego? – odparł młodzieniec. – To mój ojciec jest właścicielem tego sklepu.

Wiele osób podchodzi do życia tak, jakby było ono ciągłym konkursem, w którym wszyscy biegają i wpadają na siebie. Trawi je żądza zgromadzenia jak najwięcej. Musimy nauczyć się od Jezusa, że życie to coś więcej niż tylko szaleńczy wyścig. On nam przypomina, że Bóg jest naszym Ojcem i w końcu to On jest właścicielem tego sklepu (Konkurs w supermarkecie, Autor nieznany)[1].

Wiara Abrahama, która wydawać by się mogła na zewnątrz była przyczyną wielu kłopotów, zmartwień i smutków, tak naprawdę stała się jego „kołem ratunkowym”. Dzięki tej wierze mógł on przeżyć ciężkie chwile, znieść liczne kłopoty i załamania. Wiara tak przez niego odkrywana, dała mu siły w zwalczaniu przeciwności ziemskiego życia.

Te trzy słowa: 

  1. Wyjdź – a więc zostaw przyzwyczajenia.
  2. Ofiaruj się – a więc, oddaj się cały Panu Bogu
  3. Przyjmij obietnicę – a więc zaufaj bez reszty

Te trzy słowa są składowymi naszej chrześcijańskiej wiary. Pamiętajmy o tym każdego dnia, a zwłaszcza wtedy, gdy wydaje nam się, że nic w naszym życiu nam nie wychodzi, że wokół jest ciemno i nie ma ratunku, że wszystko wali się i spada nam na głowę, że jak domino przewraca nam się każdy element naszego świata, w którym obecnie żyjemy.

Wiara nie pozwoli nas zniszczyć, bo to ona jest w nas siłą i mocą, którą jest w nas sam Bóg. O wiarę, nadzieję i miłość oraz pokój w naszym sercu módlmy się każdego dnia.    


[1] https://adonai.pl/opowiadania/duchowe/?id=175

Rdz 22, 1-2. 9-13. 15-18

Ofiara Abrahama

Bóg wystawił Abrahama na próbę i rzekł do niego: «Abrahamie!» A gdy on odpowiedział: «Oto jestem» – powiedział: «Weź twego syna jedynego, którego miłujesz, Izaaka, idź do kraju Moria i tam złóż go w ofierze na jednym z pagórków, jaki ci wskażę».

A gdy przyszli na to miejsce, które Bóg wskazał, Abraham zbudował tam ołtarz, ułożył na nim drwa i związawszy syna swego, Izaaka, położył go na tych drwach na ołtarzu. Potem Abraham sięgnął ręką po nóż, aby zabić swego syna.

Ale wtedy Anioł Pański zawołał na niego z nieba i rzekł: «Abrahamie, Abrahamie!» A on rzekł: «Oto jestem». Anioł powiedział mu: «Nie podnoś ręki na chłopca i nie czyń mu nic złego! Teraz poznałem, że boisz się Boga, bo nie odmówiłeś Mi nawet twego jedynego syna». Abraham, obejrzawszy się poza siebie, spostrzegł barana uwikłanego rogami w zaroślach. Poszedł więc, wziął barana i złożył w ofierze całopalnej zamiast swego syna.

Po czym Anioł Pański przemówił głośno z nieba do Abrahama po raz drugi: «Przysięgam na siebie, mówi Pan, że ponieważ uczyniłeś to, a nie odmówiłeś Mi syna twego jedynego, będę ci błogosławił i dam ci potomstwo tak liczne jak gwiazdy na niebie i jak ziarnka piasku na wybrzeżu morza; potomkowie twoi zdobędą warownie swych nieprzyjaciół. Wszystkie ludy ziemi będą sobie życzyć szczęścia takiego, jakie jest udziałem twego potomstwa, dlatego że usłuchałeś mego rozkazu».