Wspominamy dziś udział Boga w uczcie weselnej. Sami wielokrotnie uczestniczyliśmy w ucztach i przyjęciach, sami je również organizujemy z okazji czy to chrzcin, imienin, urodzin, ślubu, czy to jubileuszu. Powodów może być bardzo wiele! Dlatego dziś warto zastanowić się nad wartością spotkania przy jednym stole i nad niebezpieczeństwami, które mogą tej wartości zagrażać. 

Główną wartością tutaj jest radość, którą chcemy dzielić z innymi osobami. Radość, która wynika ze spotkania z drugim człowiekiem. Ciesząc się tą radością drugiej osoby, sami wzbogacamy zasoby naszej radości. Zależy ona jednak od bardzo subtelnych, delikatnych wartości i dlatego można ją bardzo łatwo zniszczyć. Sami wiemy, że jednym słowem możną zniweczyć wieloletnią przyjaźń dwojga, dotychczas bardzo sobie bliskich ludzi.

Co najczęściej niszczy radość? Patrząc na tę dzisiejszą scenę w Kanie Galilejskiej warto może popatrzeć na to spotkanie z punktu widzenia trzech punktów: 1. Hałas dookoła; 2. Nadmiar alkoholu; 3. Obmowa przy stole. Przyglądnijmy się temu…

Hałas

„W Kanie Galilejskiej odbywało się wesele i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów” (J 2, 1-2). Wrogiem radości numer 1 jest nadmierny hałas. Zazwyczaj radości naszych uczt sprzyja gwar, muzyka, śpiew, ale jest zasadnicza różnica między wesołą atmosferą (radością ze spotkania), a nieuporządkowanym hałasem. Czasami, późno po północy grupa osób, ludzi na przyjęciu tak głośno się cieszy, że w promieniu stu metrów uniemożliwia spokojny sen wszystkim sąsiadom. Z takiego przyjęcia ludzie nie wyniosą radości, lecz puste i pełne chaosu serce. Prawdziwa radość bowiem natychmiast niknie tam, gdzie zjawia się nadmiar hałasu. Sam pamiętam taką sytuację – jest wzięta z mojego życia. Mieszkałem wtedy na Małym Rynku w Krakowie. Moje okna wychodziły na ulicę Sienną. Osoby z Krakowa i nie tylko z Krakowa, dobrze wiedza, że jest ona zawsze zatłoczona. Prowadzi ona bezpośrednio do Rynku Głównego i pomnika „Adasia”, czyli Adama Mickiewicza. Którejś pięknej piątkowej późnej nocy, bo o godz. 3:00-3:30 prawie o świcie, trzech chłopaków idąc po kamienny bruku ul. Siennej kopało puszkę po piwie, udając znanych piłkarzy. Trwała ta ich radość kilka minut zaledwie minut (zaznaczam: ich radość!), ale moje i sąsiadów serca były wzburzone…nie muszę Wam mówić, że nie były nastawione jakoś szczególnie radośnie. Hałas nie sprzyja radości, a wręcz ją niszczy. 

W letnim upale drzemał sobie całkowicie nieruchomy staw. Siedząca na liściu nimfy leniwa żabaprzyglądała się uważnie owadowi o długich nogach, który beztrosko poruszał się po wodzie; gdyby chciała potraktować go jako wspaniały kąsek, nie trzeba by było tak wielkiego wysiłku. Odrobinę dalej jakiś trzmiel wpatrywał się namiętnie w przepiękną komarzycę. Nie miał jednak odwagi, by wyznać jej swą miłość, więc zadowalał się cichym uwielbianiem jej z oddali. A na brzegu rzeki, zaledwie kilka milimetrów od przepływającej wody, malutki i prawie niewidoczny kwiatek umierał z pragnienia. W żaden sposób nie był w stanie dostać się do niej, mimo, że przepływała tak blisko. Jego małe korzonki nadwyrężone były od wysiłku. Nieopodal topiła się mała muszka. Wpadała do rzeki z powodu zwykłego roztargnienia. Jej małe skrzydełka uginały się pod ciężarem wody i nie była w stanie wzbić się w powietrze. Rzeka zaczynała już prawie całkowicie ją pochłaniać.


Dzika śliwa pochylała nad stawem swoje ramiona. Na końcu jej najdłuższej gałęzi dochodzącej prawiedo środka bajorka wisiał jeden przejrzały owoc, ciemny i pomarszczony. Właśnie oderwał się od gałęzi i wpadł do wody. Wśród monotonnego brzęku owadów dało się usłyszeć puste i dziwnie brzmiące „plum!”. W miejscu, w którym mały owoc wpadł uroczyście i godnie do wody, zrobiło się na niej kółko rozszerzające się następnie majestatycznie jak rozkwitający kwiat. Natychmiast pojawiły się inne kółka: drugie, trzecie, czwarte… Owad o długich nogach uniósł się na małej fali i odskoczył od języka żaby, która właśnie zamierzała go schwytać.

Wpatrujący się w komarzycę trzmiel poruszony falą wpadł na nią niechcąco; mówiąc sobie wzajemnie„przepraszam”, zakochały się w sobie na zawsze. To pierwsze kółko dotarło do samego brzegu, aż do małego kwiatka, który zaraz ożył. Następnie podniosło w górę topiącą się muszkę, dzięki czemu udało jej się uczepić rosnącej na brzegu trawy, na której mogła spokojnie wysuszyć zmoczone skrzydełka.Jak wiele losów zostało odmienionych przez to prawie niezauważalne kółko na wodzie[1]!

Cisza to przeciwność hałasu. To ona jest kreatywna i wymaga spokoju zewnętrznego i pokoju wewnętrznego. Tylko wtedy dzieją się wielki rzeczy. 

Nadmiar alkoholu

„Nie mają wina. (…) Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie” (J 2, 3.5). Alkohol „dodaje rumieńców” radości. Natomiast większa jego ilość, jego nadmiar potrafi zniszczyć zupełnie nie tylko radość, ale przede wszystkim człowieka. Dlatego jest on wrogiem radości nr 2. Trzeba jednak stanowczo zaznaczyć, że Ewangelia nie zabrania picia alkoholu. Pierwszy cud Chrystusa polegał na podaniu ludziom zebranym na uczcie weselnego, dobrego wina, by rozweselało ich serca. Jezus chciał, aby zebrani na uczcie weselnej przeżywali radość ze spotkania z drugim człowiekiem, a nie z butelką! Wino i inne alkohole są darem Pana Boga, ale wyprodukowanym ludzką ręką. Zawsze trzeba o tym pamiętać, bo niewłaściwe jego wykorzystanie jest złem dla nas i może prowadzić do zła i tragedii inne osoby. Tak zresztą jest zawsze z wszelkim nadużywaniem darów, które są od Boga. 

Pewien człowiek niedługo po wojnie znalazł się w Mediolanie. Siedział sobie i trzymał na kolanach olbrzymią i ciężką paczkę owiniętą w szary papier. Podszedł do niego kierowca autobusu i zapytał: – „Co pan trzyma na kolanach?”. Człowiek odpowiedział. – „To bomba, która jeszcze nie wybuchła. Wykopałem ją sprzątając ogródek i niosę ją właśnie na policję”.

Kierowca krzyknął: – „Nie ma pan chyba zamiaru trzymać jej na kolanach? Niech pan ją natychmiast schowa pod ławkę!”. Zazwyczaj nie rozwiązujemy naszych problemów, co najwyżej je przesuwamy[2].

Alkohol – jak to ktoś mądrze zauważył –  jest wspaniałym środkiem rozwiązującym. Rozwiązuje rodziny, przyjaźnie, konta bankowe – tylko nie rozwiązuje problemów.

Obmowa

„Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory” (J 2, 10). Wrogiem numer 3 jest obmowa. Kilka kropel brudu, zebranych z jakiegoś człowieka i rzucony przy stole, niszczy radość, która ze swej natury nigdy nikomu nie wyrządza krzywdy. Tam, gdzie zjawia się krzywda, rada momentalnie znika. Wreszcie wszelkie wulgarne mowy i samochwalstwa. Radość wymaga kultury i tylko kulturalny człowiek zna jej wartość. Gdzie brak kultury, nie może być mowy o prawdziwej radości. Jakże często poprzez powiedzenie nieprzemyślanego żartu pod adresem kogoś z obecnych, kosztem tej osoby usiłuje się rozweselić innych. Skutek jest taki, że zamiast rozśmieszyć kogoś, osiągamy skutek wręcz odwrotny, czyli niszczymy nasze relacje z innymi. Zamiast radości pojawia się zażenowanie i niesmak. Nie zawsze mamy wpływ na mówiących, ale uważajmy, abyśmy sami złym słowem nie gasili radości innych ludzi. 

Ks. Wojciech Węgrzyniak wspomina taką sytuację: „Było to jakoś w jesieni 1990 r. Jechałem do szkoły autobusem. W Maniowach wsiadła moja znajoma. Zaczęliśmy pogawędkę. Ale po kilku minutach przeszliśmy na gorący wtedy temat. Oto jeden z chłopaków – zresztą znaliśmy go z widzenia – dowiedział się, że jest ojcem. Był w maturalnej klasie. Jego mama była dość znaną osobą. Sytuacja była głupia. Chłopak zresztą nie był wcale idealnym dzieckiem. I tu żeśmy zaczęli z tą koleżanką opowiadać, jakie to on numery wyprawia w szkole i po lekcjach. Tydzień wcześniej zdawał z jęz. rosyjskiego na mierny i to tak, że cała klasa uśmiała się na dobre. I tak jadąc do szkoły obsmarowaliśmy jednego prawie dorosłego chrześcijanina. Po kilku minutach mówię do koleżanki: – Staszka – powiedz mi, na której ulicy on mieszka? – Nie pamiętam – mówi do mnie. – Ja też nie mogę sobie przypomnieć, ale chyba gdzieś koło kościoła. I wtedy słyszę głos zza moich pleców: – Ja wam powiem, gdzie mieszka, bo jestem jego matką. Już nie padło ani jedno słowo. Dwa tygodnie w ogóle nie mówiłem o ludziach. Ale do dziś czuję, jak musiało się zrobić przykro kobiecie, która przecież swojego syna.

Cierpienie obmowy boli bardzo. Dlatego nie można mówić nawet prawdy o drugim człowieku, jeśli ona boli, jeśli jest wypowiadana bez jego zgody. Owszem, gdybyśmy zeznawali w sądzie jako świadkowie, to wtedy trzeba mówić prawdę. Albo, jak pani w szkole widzi, że Jasiu się uczy kiepsko a jeszcze gorzej sprawuje, to musi powiedzieć o tym rodzicom.

Wiem, że jest pijak, wiem, że odszedł od żony, wiem że dobił dziecko, wiem, że przeklinał wczoraj, ale po co o tym mówić? I nie daj Boże mówić poza plecami. Pomyśl? Czy to co mówisz o panu Iksińskim, mógłbyś mu powiedzieć w 4 oczy? Jeśli nie, ugryź się w język. „Żeby przypadkiem nie było wśród was obmów!” – pisze św. Paweł[3].

Tymczasem nasze towarzyskie spotkania są nieraz „idealnym miejscem”, aby ta obmowa znalazła swoje miejsce. Tym bardziej bądźmy czujni, bo można zrobić komuś wielką krzywdę, obmawiając ja bez potrzeby. Jest wiele dziś osób, które swoim słowem zrujnowały komuś życie. „ale ja chciałam/chciałem tylko powiedzieć, wyjaśnić, sprostować, zwrócić uwagę…” – tłumaczą takie osoby swoje gadulstwo. Tymczasem: „mowa jest srebrem, a milczenie złotem” i tego powinniśmy się trzymać. 

I tak na koniec…

Wesele w Kanie Galilejskiej – to tam rozpoczyna swoją działalność Jezus. Daje nam tym samym garstkę treści, którym warto poświęcić chwilę i zastanowić się na istotą spotkania. To cenne wskazówki jak organizować nasze uczty i przyjęcia, które powinny prowadzić nas do poczucia prawdziwej radości. Nigdy nie zapraszajmy na nie pijaństwa, hałasu, obmowy i wulgarnej mowy. W ich miejsce zaprośmy trzeźwość, dobrą muzykę, uśmiech, dobroć, mądre i pouczające słowo dla innych, ale przede wszystkim radość. W takim towarzystwie uczta stanie się wydarzeniem, które będą wspominać wszyscy uczestnicy, a nie wydarzeniem, o którym będą chcieli zapomnieć, albo przynajmniej o nim nigdy nie wspominać. 

Módlmy się dla nas o radość wspólnego przebywania z sobą nawzajem. Obyśmy z każdego spotkania z drugim człowiekiem wynieśli spokój, radość i pragnienie, aby ponownie się spotkać w niedalekiej przyszłości. Tak bowiem wygląda cud spotkania, z którego będziemy czerpać radość wielką i to jeszcze za życia na tej ziemi!

J 2, 1-11

Pierwszy cud Jezusa w Kanie Galilejskiej

W Kanie Galilejskiej odbywało się wesele i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa rzekła do Niego: «Nie mają wina».

Jezus Jej odpowiedział: «Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czy jeszcze nie nadeszła godzina moja?»

Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: «Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie».

Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary.

Jezus rzekł do sług: «Napełnijcie stągwie wodą». I napełnili je aż po brzegi.

Potem powiedział do nich: «Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu». Ci więc zanieśli.

Gdy zaś starosta weselny skosztował wody, która stała się winem – a nie wiedział, skąd ono pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli – przywołał pana młodego i powiedział do niego: «Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory».

Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie.

Na koniec kawał…

Ktoś tam z kimś postanowił urządzić wesele w Kanie Galilejskiej. Impreza była udana, zwłaszcza, że nie brakowało napojów wyskokowych. Nad ranem skacowane towarzystwo budzi się przepite i spragnione, tyle że normalnej wody. Słychać wołanie: – Hej jest tam kto? Wyślijcie kogoś po wodę.Wtem z drugiej strony sali słychać zawodzenie: – Tak, wyślijcie, tylko nie Jezusa!


[1] https://community.goodgamestudios.com/bigfarm/pl/discussion/71237/365-krotkich-opowiadan-dla-ducha/p3

[2] Pino Pellegrino, O rozwiązywaniu problemów

[3] https://wegrzyniak.com/ksiadz/kazania/71-dlaczego-oszczerstwo