Życie ludzkie składa sie z licznych spotkań. Jedne z nich nie przedstawiaja żadnej wartości, inne wywierają wpływ na całe życie. I to zarówno w sensie pozytywnym jak i często się zdarza również w sensie negatywnym. Spotkanie, o którym mowa w ewangelii było nadzwyczajnym spotkaniem. Było to spotkanie Chrystusa z człowiekiem.

Kim był Zacheusz? Ot, zwykły człowiek, taki jak my. Jeden z dziesiątków tysięcy, milionów ludzi. Niczym lepszy, ani gorszy od innych. Czytamy, że był przełożonym nad celnikami. A więc sprawował wysoką funkcję, która wiązała się z wieloma przywilejami. Szczególnie finansowymi. Czytamy, że był człowiekiem bogatym. A więc miał wysoką pozycję i był bogaty. Byc może wydawał się być człowiekiem szczęśliwym z tego powodu. Ale to są tylko pozory. 

W jednym był nam bardzo podobny, był grzesznikiem, jak każdy człowiek. Okazuje sie, że czegoś mu brakowało. Dlatego szukał jakiegoś rozwiązania dla swojego życia. Może nawet nie bardzo sobie to uświadamiał, więc szukał tego „czegoś”. Z lektury tego tekstu w końcu wnioskujemy, że brakowało mu Boga. Zapewne sam do konca tego nie rozumiał, bo na początku czytamy, że po prostu pragnął zobaczyć Jezusa. To był człowiek, który chciał zobaczyć Jezusa. I był w tym tak zdeterminowany, że wszedł na drzewo, by lepiej Go widzieć.

Słyszał o Nim, że to przyjaciel ludzi, przyjaciel celników i grzeszników. A więc jest to ktoś, kogo Zacheusz potrzebował. Usłyszał, że Jezus ma przechodzić przez Jerycho, wiedział, że to ktoś szczególny, ktoś wyjątkowy dla niego. Wiedział, że to spotkanie jest istotne, choć nie wiedział jeszcze jaki będzie miało charakter. Prawdopodobnie nie żywił nadziei, że Jezus poświęci mu choć spojrzenie. Dlatego sam wszedł na drzewo by Go ujrzeć. A tu niespodziewanie Chrystus mówi do niego: „Zejdź, bo chcę się zatrzymać w twoim domu, Zacheuszu. „Te odwiedziny były bardzo wyjątkowe. Ich skutek był zadziwiający. Czytamy słowa Jezusa wypowiedziane w domu Zacheusza: „Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu!”. Dlaczego?

Zacznę może od tego, że „sykomora to rodzaj dzikiej figi, która ma owoce o gorszym smaku niż zwykły figowiec. Aby owoce nadawały się do spożycia, na kilka dni przed zerwaniem należało je naciąć na szczycie specjalnym nożem. Jeśli nie były nacięte, pojawiało się robactwo i już tylko ptaki mogły się nimi zająć. Nacięty owoc wydzielał etylen, który przyśpieszał dojrzewanie nawet sąsiednich owoców. Takim nacięciem jest słowo Boga, które rani prawdą i powoduje dojrzewanie do jej wyznania. Jeśli nie, pojawiają się robaki, złe duchy, a nasze serce psuje się jak gnijąca figa. Kiedy Zacheusz widział Jezusa w swoim domu, przyszło mu na myśl to wszystko, co złego uczynił. Przed jego oczami pojawiły się setki ludzi, których oszukał, brutalnie potraktował, wykorzystał, zranił, skrzywdził. Miłosierdzie Chrystusa nie jest dywanem, pod który zamiatamy niewyznane i wciąż popełniane grzechy. Żadna skrucha nie jest autentyczna, jeśli nie pociąga za sobą konkretnych decyzji. Kiedy w szczerości serca patrzymy Bogu w oczy, nie możemy nie zobaczyć zła, które ukrywa się za naszymi powiekami”[1].

Chrystus zatrzymał się właśnie po sykomorą. Tłum myślał zapewne, że potępi On celnika. Jednak, ku zgorszeniu faryzeuszy i im podobnych, Chrystus niezwykle życzliwie potraktował Zacheusza. Nie tylko, że go zauważył, ale poszedł do niegow gościnę. Zgoreszeni mówili: „Do grzesznika poszedł w gościnę”. Oni woleliby, aby Chrustus ściągnął z niba ogień kary, któryby zniszczył celnika w jego własnym domu. Inne jednak było myślenie Chrystusa, który przez swą miłość, łagodność i życzliwe pochylenie się nad grzesznikiem doprowadził do nawrócenia celnika i przyjęcia przez niego zbawczego orędzia. To nawrócenie zaowocowało także dobrem dla społeczności, w której on żył. Rozradowany celnik zawołał: „Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogoś z czymś skrzywdziłem, zwracam poczwórnie”. 

Harold Hughes w swojej autobiografii pisze, że w młodzieńczych latach nadużywał alkoholu, kłamał i oszukiwał. Aż w końcu doprowadził się do takiego stanu, że nie widział dla siebie żadnych szans. Czuł się kompletnie zagubiony. Pewnej nocy wyciągnął z szuflady broń, wszedł do wanny i przyłożył lufę pistoletu do skroni. Tak chciał skończyć ze sobą. Gdy już miał pociągnoąc za cyngiel, przypomniał sobie Biblię, która potępia samobójstwo. Następnie odłożył broń i zdecydował się wyjaśnić Bogu, dlaczego chciał to uczynić. Wyszedł z wanny, ukląkł na zimnej posadzce i oparł głowę o brzeg wanny. Łkając, zaczął rozmawiać z Bogiem. I wtedy wydarzyło się coś, czego nigdy w swoim życiu nie doświadczył.

Pisze o tym nastepująco: „Czułem, że głęboki pokój zamieszkał we mnie… Moje grzechy jak gdyby się ulotniły… Jak zagubione dziecko w czasie nawałnicy nagle odczułem, że jestem w kochających rękach ramionach mojego Ojca w niebie… Klęcząc w łazience, całkowicie oddałem się Bogu, mówiąc: „O cokolwiek poprosisz mnie Ojcze… to wszystko uczynię””. To niesamowite przeżycie było początkiem całkowietego nawrócenia. Wiele lat później Herold Hughes został wybrany gubernatorem stanu Iowa, a następnie senatorem Stanów Zjednoczonych. Po przejściu na emeryturę poświęcił cały swój czas na walkę z alkoholizmem i narkomanią. 

Bóg nie chce śmierci grzesznika, lecz żeby się nawrócił i żył. Wychodzi do człowieka, z wybaczającą miłością. Kazdy, kto do Niego się zbliży, odczytuje tę miłość. Miłość, która prowadzi do przemiany i nawrócenia, tak jak to było w przypadku Zacheusza, ak i Harolda Hughesa. Jest to zachęta dla tych, którzy odeszli od Boga, że moga do Niego wrócić i doznać przemiany w promieniach Jego miłości. A dla tych, którzy trwają przy Bogu, aby podobnie jak On byli bardziej skorzy do przebaczenia niż bezwględnego potępienia. Ocenianie innych przychodzi nam bardzo łatwo, ale czy jest to ocena obiektywna i prawdziwa? 

Pewien człowiek, zanim umarł, powiedział do swojego syna: „To jest zegarek, który podarował mi twój dziadek. Ma ponad 200 lat. Zanim Ci go dam proszę żebyś go wziął i poszedł z nim do pierwszego lepszego lombardu. Powiedz że chcemy go sprzedać, i spytaj ile za niego mogą zapłacić.” Syn za namową ojca poszedł z zegarkiem i już po kilkunastu minutach był z powrotem mówiąc: „Oferują za niego 10 dolarów bo jest stary i mocno zniszczony.” Ojciec poprosił syna żeby tym razem wziął zegarek i poszedł do pierwszego lepszego zegarmistrza. Syn wrócił po godzinie, mówiąc: „Zegarmistrz zaproponował 20 dolarów za zegarek, ojcze”.

Ojciec ponownie zwrócił się do syna: „Weź ten zegarek i podejdź do pierwszej napotkanej osoby na ulicy i spytaj za ile kupi go od Ciebie.” Syn wrócił po 10 minutach i mówi: „Nikt nie chciał go kupić, dopiero któraś z kolei napotkana osoba zaoferowała 5 dolarów.” „Pójdź do muzeum i pokaż im ten zegarek” – powiedział ojciec. Po kilku godzinach syn wraca rozradowany. „Zaoferowali milion dolarów za ten zegarek. Powiedzieli że to prawdziwe arcydzieło. Jak to w ogóle możliwe…” Ojciec odpowiedział: „Chciałem żebyś wiedział, że właściwe miejsce i właściwi ludzie docenią Twoją prawdziwą wartość.

Jezus zobaczył wartość w Zecheuszu. Nie w jedo mająku, w pieniądzach, jakie maił wpływy i co mógł, dzieęki znajomościom dla Niego zrobić. To były wartości, którymi w ogóle Jezus się nie interesował, bo najważniejsz był dla niego człowiek. Taki jaki jest, że swoją mniej lub bardziej chlubną przeszłością, osiągnięciami, mniejszymi czy większymi grzechami. Jezus sięga o istoty człowieczeństwa, czyli do togo, że kazdy z nas został stworzony na obraz Boga. Grzech nie może być przeszkoda, aby odebrać człowiekowi jego godność. Dlatego Jezus tak bardzo hciał ukazać Zacheuszowi, że jest wpierw człowiekiem, a potem chciał wyzwolić go i uwolnic z grzechu. Tak otrzymał wolność, której mu brakowało. Zacheusz był dobym człowiekiem, ale odejście od praw samego Boga doprowadziło go do niewiary nie tylko w tego, który go stworzył, ale i w siebie samego i w konsekewncji w drugiego człowieka.

Łk 19, 1-10

Nawrócenie Zacheusza

Jezus wszedł do Jerycha i przechodził przez miasto. A pewien człowiek, imieniem Zacheusz, który był zwierzchnikiem celników i był bardzo bogaty, chciał koniecznie zobaczyć Jezusa, któż to jest, ale sam nie mógł z powodu tłumu, gdyż był niskiego wzrostu. Pobiegł więc naprzód i wspiął się na sykomorę, aby móc Go ujrzeć, tamtędy bowiem miał przechodzić.

Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł do niego: «Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu». Zszedł więc z pośpiechem i przyjął Go rozradowany. A wszyscy, widząc to, szemrali: «Do grzesznika poszedł w gościnę».

Lecz Zacheusz stanął i rzekł do Pana: «Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogoś w czymś skrzywdziłem, zwracam poczwórnie».

Na to Jezus rzekł do niego: «Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu, gdyż i on jest synem Abrahama. Albowiem Syn Człowieczy przyszedł odszukać i zbawić to, co zginęło».


[1] Augustyn Pelanowski OSPPE, Na drzewo