5 N. Wielkanocna, Sok życia, J 15, 1-8

Total
0
Shares

Kiedy indyjski miliarder Ratanji Tata został zapytany “przy kawie” przez prezentera radiowego w wywiadzie telefonicznym: “Proszę pana, co pan pamięta, kiedy był pan najszczęśliwszy w życiu?”. Ratanji Tata odpowiedział: “Przeszedłem przez cztery etapy szczęścia w życiu i w końcu zrozumiałem znaczenie prawdziwego szczęścia. 

Pierwszym etapem było gromadzenie bogactwa i zasobów. Ale na tym etapie nie uzyskałem szczęścia, którego pragnąłem. Potem przyszedł drugi etap gromadzenia kosztowności i przedmiotów. Ale zrozumiałem, że efekt tej rzeczy jest również tymczasowy, a blask cennych rzeczy nie trwa długo. Potem przyszedł trzeci etap zdobywania dużego projektu. To było wtedy, gdy miałem 95% dostaw oleju napędowego w Indiach i Afryce. Byłem też właścicielem największej fabryki stali w Indiach i Azji. Ale nawet tutaj nie osiągnąłem szczęścia, które sobie wyobrażałem. Czwarty krok nastąpił, gdy mój przyjaciel poprosił mnie o zakup wózków inwalidzkich dla kilku niepełnosprawnych dzieci. Około 200 dzieci… 

Na polecenie przyjaciela natychmiast kupiłem wózki. Ale przyjaciel nalegał, abym poszedł z nim i przekazał wózki dzieciom. Przygotowałem się i pojechałem z nim. 

Tam własnoręcznie przekazałem tym dzieciom wózki inwalidzkie. Na twarzach tych dzieci zobaczyłem dziwny blask szczęścia. Widziałem je wszystkie siedzące na wózkach, poruszające się i bawiące. Było to tak, jakby dotarły na miejsce pikniku, gdzie dzieliły się zwycięskim prezentem. Czułem w sobie prawdziwe szczęście. 

Kiedy postanowiłem odejść, jedno z dzieci złapało mnie za nogę. Próbowałem powoli puścić nogi, ale dziecko spojrzało na moją twarz i mocno trzymało moje nogi. Pochyliłam się i zapytałam dziecko: czy potrzebujesz czegoś jeszcze? Odpowiedź, jakiej udzieliło to dziecko, nie tylko mnie zszokowała, ale także całkowicie zmieniła moje spojrzenie na życie To dziecko powiedziało: “Chcę zapamiętać Twoją Twarz, aby kiedy spotkam Cię w Niebie, móc Cię rozpoznać i jeszcze raz podziękować….!!!”[1].

Czytamy dziś we fragmencie Ewangelii Jana: “Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie – jeżeli nie trwa w winnym krzewie – tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie”. Przynoszenie dobych owoców wynika zatem z naszej więzi z Jezusem. Bez tej relacji, wszystko, co robimy, nie będzie miało głębszego sensu. Z relacji do Jezusa wynika zatem nasz sposób postepowania wobec drugiego człowieka. Jezus podnosi tę relację na zupełnie inny, wyzszy poziom. Mamy tego człweika miłować nie dlatego, że nam ktoś nakazał, ale dlatego, że jest w nas serce wypełnione miłością i życzliwością. To nimi chcemy się dzielić, aby w ten sposób budować Królestwo Jezusa na ziemi. Nie może być na nim nienawiści, zawiści, czy nieżyczliwości wobec innych. Powinna być otwartośc serca, którą cechuje “miłość bliźniego, jak do siebie samego”.

Miłość do bliźniego nie jest łatwa i jest to fakt. Kiedyś, ktoś napisał tak: “Ludzie są jak śmieciarki. Chodzą wkoło nas ze swoimi śmieciami, są pełni rozczarowań, pełni frustracji, pełni gniewu, a kiedy się przepełniają, potrzebują miejsca by te śmieci wyrzucić i czasami próbują wyrzucić te śmieci na Ciebie, ale wiesz co nie można traktować tego personalnie. Po prostu uśmiechasz się, życzysz im jak najlepiej i idziesz dalej. Bo widzisz życie jest w 10% czym je uczynisz, a w pozostałych 90% jak je przyjmiesz”.To od nas zależy zaangażowanie wobec drugiego człowieka. Jeśli w małżeństwach zdażają się kłutnie, jeśli w domach zakonnych zdażają się kłutnie, jeśli w domu rodzinnym zdażają się kłutenie, to jak maja się nie zdażać wobec tych, którzy nas otaczają. Mamy jednak robić wszystko, aby unikać sporów i napięć, które niszcza każdą wspólnotę życia, bo odcinają drogocenny “sok życia”, które oferuje nam Bóg. Osądzanie innych jest dziś modne, ale na pewno nie pomaga we wzroście naszego ducha i nie pomga nam łatwo żyć.

Żył sobie kiedyś strary człowiek, który zarabiał na życie sprzedając rozmaite rupiecie. Wydawało się, że człowiek ten nie osądza ludzi, ponieważ często płacono mu złymi monetami, a on zawsze przyjmował je bez słowa sprzeciwu. Często też ludzie twierdzili, że otrzymał już od nich zapłatę, podczas gdy naprawdę nie dostał ani grosza i on przyjmował ich słowa zamiast pieniędzy. 

Gdy nadszedł czas śmierci, stary mężczyzna wzniósl oczy do nieba i rzekł: “O Panie Boże. Przyjmowałem wiele złych monet od ludzi, ale ani razu nie osądzałem ich w moim sercu. Po prostu uznawałem, że nie wiedzą, co czynią. Ja również jestem taką moneta. Proszę, nie osądzaj mnie”. I usłyszał Głos mówiący: “ Jak można osądzićkogoś, kto nigdy nie osądzał innych?”. Wielu dokonuje czynów miłości; rzadko zdarza się człowiek, którego myśli są jej pełne[2]

Św. Augustyn powiedział: “Śmierć, której ludzie się boją, to jest odłączenie duszy od ciała, natomiast śmierć, której ludzie się nie boją, a bać powinni, to jest odłączenie od Boga. On jest krzewem, a my latoroślami. Odłączenie się od Niego, to samounicestwienie. To początek końca bez żadnej nadziei. Tymczasem my mamy ją nieść tak, gdzie tylko się da, czyli w miejsach pracy, szkoły, domu, a także własnej klatki schodowej. 

Na takiej właśnie “klatce schodowej mieszka staruszka. Pięć lat temu straciła męża, córkę, zięcia i wnuków w wypadku. Kiedy tydzień przed świętami wracałam do domu, na drzwiach klatki schodowej zobaczyłam ogłoszenie napisane odręcznie: „- Zgubiłam 100 złotych. Uczciwego znalazcę proszę o zwrot do mieszkania nr 76, emerytura bardzo skromna, nie mam na chleb.”

Mieszkanie nr 76 to lokal tej starszej pani. Wyjęłam z portfela 100 złotych, odłożone na prezent dla mamy i zapukałam do drzwi mieszkania nr 76. Kiedy oddałam staruszce pieniądze, rozpłakała się i powiedziała: “- Jesteś dwunastą osobą, która przyniosła mi pieniądze. Dziękuję”. Uśmiechnęłam się i poszłam do windy, a wtedy starsza pani dodała: “- Córeńko, zdejmij proszę to ogłoszenie z drzwi, to nie ja napisałam…” – starsza pani stała przed drzwiami swojego mieszkania i płakała. Ta historia poszła w świat. Aby ci, którzy nie widzą w innych nic dobrego – dowiedzieli się, że na jej klatce schodowej mieszka co najmniej 12 wspaniałych osób”[3].

Szekspir powiedział kiedyś: „Płakałem, gdy nie miałem butów, ale przestałem płakać, gdy zobaczyłem mężczyznę bez nóg”. Życie jest pełne błogosławieństw, czasami nie doceniamy tego. Trwać w winnym krzewie, to czerpanie miłości od Boga. To życiodajna energia, która dodaje nam sił w czynieniu dobra wobec naszych najblizszych, przyjaciół, ludzi w około nas. To motywacja czynienia dobra, aby było nam wszsytkom dobrze w miejscu, gdzie postawił nas Bóg. Trwanie w jedności z Bogiem daje nam życiodajny “sok zycia”, który podtrzymuje nie tylko nasze życie, ale i całej ludzkości.   

Drzewo może być trafną ilustracją naszego życia duchowego, naszej wędrówki ku Bogu. Żeby mogło się rozrastać w górę i na boki, jego korzenie muszą sięgać coraz głębiej i szerzej. Niektóre drzewa liściaste mają jeden korzeń – patowy – który rośnie w dół, zapewniając im stabilność i sięgając do głęboko położonych źródeł wody. System korzeniowy rozgałęzia się na boki, by zapewnić równowagę i czerpać pożywienie z gleby. Zapuszczanie korzeni wymaga wiele czasu i energii, zatem drzewa te często rosną dosyć wolno. Ale te z wolna rozrastające się korzenie dają im wytrzymałość – trwałość i moc. W naszym życiu duchowym takim systemem korzeniowym jest ufność[4].  Dlatego: Jezu Ufam Tobie. 

J 15, 1-8

Kto trwa we Mnie, przynosi owoc obfity

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który go uprawia. Każdą latorośl, która nie przynosi we Mnie owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy. Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was. Trwajcie we Mnie, a Ja w was będę trwać. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie – jeżeli nie trwa w winnym krzewie – tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie.

Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. Ten, kto nie trwa we Mnie, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. Potem ją zbierają i wrzucają w ogień, i płonie. Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, to proście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami».


[1] Worth Reading Groupies via Ryszard Piotr

[2] Anthony de Mello SJ, Modlitwa żaby, Księga opowiadań medytacyjnych, Tom. 1, Tłumaczyła Dagmara Gawełda, Wydawnictwo Apostolstwa Modlitwy, Księża Jezuici, Kraków 1992, Jestem złą monetą, s. 223.  

[3] FB, “Po pierwsze ludzie”, Struszka

[4] Elaine M. Prevalle, System korzeniowy to ufność

Total
0
Shares
(fot. Gustty / flickr.com / CC BY 2.0)

Na dobranoc i dzień dobry – J 15, 9-17

Obecność drugiego… Prawa przyjaźni z Chrystusem Jezus powiedział do swoich uczniów: Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Może spodoba Ci się też...