Z końca XIX wieku zachowały się liczne wspomnienia związane z dramatem tysięcy emigrantów, wyruszających z Europy do Ameryki w poszukiwaniu chleba. Droga była jedna: przez ocean. Ci, którzy jeszcze coś posiadali, sprzedawali cały swój dobytek, by wykupić miejsca w kajutach znajdujących się na najniższych pokładach. Pasażerowie najniższych klas przez całą podróż prawie nie wychodzili na pokład. Jedna z historii takiej podróży z 1880 r. opowiada o grupie emigrantów, którzy trochę ze wstydu, trochę z braku odwagi, ściśnięci w kajutach, żywili się własnym prowiantem. Jakież było ich zaskoczenie, kiedy schodząc na ląd, przeczytali ogłoszenie na drzwiach restauracji, że posiłki wliczone zostały do ceny biletów wszystkich klas… Wystarczyła odrobina odwagi, by się zapytać, ale niestety tej odrobiny zabrakło. Niepotrzebny był fałszywy wstyd, że jest się „obywatelem drugiej kategorii”. Nie trzeba się było ukrywać. Trzeba było chodzić z podniesionym czołem, korzystając ze swoich uprawnień…

Czy my dziś jako chrześcijanie chodzimy z podniesionymi głowami? Czy nie wstydzimy się powiedzieć: tak wierzę… Każdy z nas miał niejednokrotnie okazję, aby dać świadectwo swojej wiary. Co wtedy zrobiłem? Stchórzyłem? A może dałem świadectwo prawdzie? My wierzący, nieraz ukrywamy się jak ci emigranci, zachowując się tak, jakby to nie do nas należała obietnica samego Jezusa, że On z nami jest i pozostanie. Jezus wie, że musi dodać otuchy wszystkim i dlatego zapewnia: „Odwagi, Jam zwyciężył świat. Nie lękajcie się. Jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata”.

Syndrom niewidocznego człowieka…

Pierwsi uczniowie w imię Jezusa Chrystusa w mocy Ducha Świętego wypędzali złe duchy, uzdrawiali i wnosili radość w życie wierzących – drugiego człowieka. Wciąż byli świadkami Bożej miłości. Na tym polegała siła pierwszych chrześcijan, a więc: w jedności i ogromnej życzliwości względem drugiego człowieka. To nas obliguje do postępowania w ten sam sposób. Niestety, jedno z ostatnich odkryć w dziedzinie medycyny otrzymało miano „syndromu niewidocznego człowieka”. Choroba polega na tym, że nie zauważamy osoby, która jest obok nas codziennie – przy stole, na ulicy, w autobusie, na parkingu, na stadionie, w pracy, w domu. Można powiedzieć, iż nie chcemy na nią (osobę) patrzeć…

Włoski pisarz Buscaglia opowiada o mężczyźnie i kobiecie, którzy się pobrali, mieli czworo dzieci, wychowali je na uczciwych ludzi, pomogli im zawrzeć małżeństwa i usamodzielnić się. Wieczorem w dniu ślubu ostatniej córki, gdy znaleźli się sami w pustym domu, usiedli naprzeciw siebie. On długo się jej przyglądał. Potem rzekł: – Kim ty właściwie jesteś?

To o czym pisze Buscaglia oddaje doskonale wesoła historia: Pewnego letniego dnia wąż spotkał w lesie swego starszego przyjaciela skunksa. – Co porabiasz? – spytał skunks. – Tak dawno się nie widzieliśmy… – Jakoś sobie radzę – odparł wąż – ale wzrok mi się pogorszył i prawie wcale cię nie widzę. Muszę sobie sprawić szkła kontaktowe. Tak też uczynił i po kilku dniach znowu spotkał swego przyjaciela. – Teraz nie tylko dobrze cię widzę, ale i moje życie rodzinne uległo znacznej poprawie. – Jakiż wpływ na życie rodzinne mogą mieć szkła kontaktowe – zapytał zdziwiony skunks. – To proste. Odkryłem, że mieszkam od 7 dwóch lat z wężem do podlewania roślin…

Pewne japońskie przysłowie mówi: „Z przyjacielem u boku nie jest długa żadna droga”. Przyjaciel u boku dodaje nam sił do dalszej drogi, choćby ze wszystkich stron waliły się na nas przeszkody. Powstrzymuje nas od poddawania się, kiedy plecami opieramy się o ścianę, i motywuje do podejmowania walki życiowej. Nie mając przyjaciela możemy utracić grunt pod nogami. Kiedy mamy świadomość, że u mego boku stoi przyjaciel, wówczas problemy relatywizują się. Wtedy właśnie staje się cud!!!

Wzrost wymaga czasu

„Czekaj na cud – jak ogrodnik na wiosnę”. Słowa Antoine’a de Saint-Exupery sa pełnią mądrości w naszym codziennym życiu. Nie możemy czynić cudów. Cuda nie zdarzają się, zwłaszcza tam, gdzie chcą coś wymusić. Cuda zdarzają się wtedy, gdy ktoś potrafi czekać. Cud rozchylenia kwiatu może zaobserwować tylko ten, kto umie czekać jak ogrodnik. Ogrodnik swoją pracą toruje drogę wiośnie, lecz nie jest w stanie jej przyspieszyć, nawet o jedną chwilę. Wiosna nadchodzi, kiedy chce. Ogrodnik może jedynie stać i czekać.

Wielu ludzi nie potrafi dzisiaj czekać, ponieważ sądzi, ze wszystko musi być wykonane jak najszybciej. Ale tam, gdzie coś ma naprawdę rosnąć, trzeba uzbroić się w cierpliwość. Stosunki międzyludzkie potrzebują czasu do rozwoju; proces grupowy również. To, co zostało uzyskane w krótkim czasie, w równie krótkim czasie ginie. Wzrost wymaga czasu. Także proces rozwoju każdego człowieka. Tylko ta osoba, która jest cierpliwa dla siebie i potrafi czekać, zbierze owoce swej dojrzałości.

„Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać (stale) moje przykazania”. Spróbujmy więc odnaleźć w sobie odwagę wierności przykazaniom i odwagę uczniów Chrystusa radujących się obecnością Mistrza w każdej chwili życia. l miejmy odwagę dawania świadectwa wiary z podniesionym czołem, ze świadomością naszej wielkiej godności przynależenia do samego Boga. Powstaliśmy bowiem z innymi na Jego obraz i podobieństwo…