Burza i po burzy…

Burza na jeziorze

Wtedy Apostołowie zebrali się u Jezusa i opowiedzieli Mu wszystko, co zdziałali i czego nauczali. A On rzekł do nich: Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco. Tak wielu bowiem przychodziło i odchodziło, że nawet na posiłek nie mieli czasu. Odpłynęli więc łodzią na miejsce pustynne, osobno. Lecz widziano ich odpływających.

Wielu zauważyło to i zbiegli się tam pieszo ze wszystkich miast, a nawet ich uprzedzili. Gdy Jezus wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi, byli bowiem jak owce nie mające pasterza. I zaczął ich nauczać.

Opowiadanie pt. „O milczeniu wśród chrześcijan”

Już dłużej nie mogę na to patrzeć – powiedział pewnego razu w świętym gniewie sam Pan Jezus. Całe niebo wstrzymało oddech ze zdziwienia i konsternacji. – Byłem wśród nich na ziemi 33 lata, pokazałem im, że ważniejsze są czyny niż słowa; że ważniejsze jest być dobrym, niż mówić o dobroci. Pozwoliłem się za to zamordować, nie mówiąc im wtedy wiele. Ale mój Kościół nie pojął tego. Mówi, rozprawia, dyskutuje, prawi piękne kazania, śpiewa uroczyste pieśni, ale za mało robi.

Ludzie, którzy mnie nie znają, słyszą wprawdzie wiele o mnie od chrześcijan, ale widzą zbyt mało. Dlatego też pozostają na uboczu. Uniesiony świętym gniewem postanowił więc Jezus odebrać wszystkim chrześcijanom na pewien czas mowę.

I oto w jednym momencie zapanowała grobowa cisza u chrześcijan na calutkim świecie. Papież wyszedł akurat na Plac św. Piotra, aby wygłosić płomienne przemówienie do tysięcznej rzeszy pielgrzymów, ale nie wykrztusił z siebie ani jednego słowa. W katedrze zaintonowano właśnie wielkie „Te Deum”; ale nikt z przepełnionego kościoła nie podchwycił melodii. Do proboszcza zgłosili się narzeczeni, ale nie umieli powiedzieć po co przyszli i co chcieli.

Wśród chrześcijan powiało grozą. Strach padł na wszystkie pokolenia. Zaczęło się życie bez słów; wszyscy napiętnowani byli niemotą.

Przyszła wtedy, w ten cichy czas, refleksja: jak można by w takiej niezręcznej sytuacji powiedzieć Bogu, że się GO kocha, jak można by bez słów głosić Ewangelię. Szybko zrozumiano, że trzeba sięgnąć po czyny…

Refleksja

Po burzy zawsze przychodzi łagodny powiew wiatru, który uspakaja żywioł. Tak samo jest w naszym życiu. Nie da się bowiem żyć w nieustannym stresie i bólu spowodowanym licznymi sytuacjami, których jesteśmy uczestnikami, ale też i co gorsza ich autorami. Dlatego potrzeba nam zawsze wytchnienia, aby to, co jest nieładem, zamiecią i burzą w naszym sercu, stało się miejscem spotkania z Tym, który jest dla nas oazą spokoju i ciszy…

Jezus niejednokrotnie pomagał ludziom w uciszeniu tego, co nie pozwalało im normalnie funkcjonować. Każda burza serca musiała mieć swój finał, gdyż poddanie się nieustannemu lękowi i nerwowości nie dawało radości życia. Jezus pomagał innym ludziom, aby ucieszyli się tym, co mieli najcenniejsze. Ich życie nabierało sensu wtedy, gdy nabierało właściwego kierunku. Jezus leczył nie tylko ciało, ale i ducha. Jezus bowiem zawsze był dla ludzi drogą, prawdą i życiem..

3 pytania na dobranoc i dzień dobry

1. Dlaczego nie da się żyć w „permanentnej burzy serca”?
2. W jaki sposób radzić sobie w czasie burzy naszego życia?
3. Jak cieszyć się tym, co jest najcenniejsze: życiem?

I tak na koniec…

Zamknąć się w sobie można wszędzie, nawet wśród burz i zamętu (Mikołaj Gogol, Aforyzmy Gogol)