Chcemy przeżyć rzeczy i sprawy wielkie. Marzymy o tym, aby być kimś ważnym i przez to wpływać w jakiś sposób na wydarzenia świata, albo przynajmniej na to, co dzieje się w około nas. Tymczasem nasze życie, jak o nim mówimy, przepełnione jest smutkiem i troską dnia codziennego , które nie daje często radości przeżywania życia takim jakie sobie je wymarzyliśmy. Jezus mówi, abyśmy byli realistami. Nie mamy latać w chmurach. Jednocześnie powinniśmy znaleźć „złoty środek” przeżywania naszych codziennych dni. Jak zatem mamy żyć?

Niemiecki poeta Reiner Maria Rilke mieszkał przez pewien czas w Paryżu. Aby dojść na uniwersytet, codziennie przechodził w towarzystwie swej francuskiej przyjaciółki bardzo ruchliwą ulicą. Na rogu tej ulicy mijali żebraczkę, proszącą przechodniów o jałmużnę. Kobieta zawsze siedziała w tym samym miejscu, nieruchomo jak posąg, z wyciągniętą ręką i oczami wbitymi w ziemię. Rilke nigdy jej nic nie dawał,podczas gdy jego przyjaciółka czasem rzucała jakąś monetę. Pewnego dnia zdziwiona młoda Francuzka zapytała poetę?

– Dlaczego nigdy nic nie dajesz tej biedaczce? – Powinniśmy podarować coś jej sercu, a nie jej dłoniom – odparł. Następnego dnia Rilke przyniósł przepiękną, zaledwie rozkwitłą różę, włożył ją w ręce żebraczki i chciał pospiesznie odejść. Wtedy zdarzyło się coś nieoczekiwanego: żebraczka podniosła oczy, popatrzyła na poetę, podniosła się z ziemi, ujęła jego dłoń i ucałowała ją. Potem odeszła, przyciskając do piersi różę.Przez cały tydzień nikt jej nie widział. Lecz po ośmiu dniach znowu powróciła na swoje miejsce. Cicha i nieruchoma jak zwykle. – Ciekawa jestem, z czego żyła przez te wszystkie dni? – spytała młoda przyjaciółka poety. – Żyła różą – odparł Rilke. (Bruno Ferrero, Ważna róża)

Często wyolbrzymiamy naszą trudną sytuację, poddając się bezradności i lękowi, który prowadzi do jeszcze większych kłopotów. Jezus mówi, abyśmy w naszym życiu oceniali sytuację taką jaką ona rzeczywiście jest. To przede wszystkim chęć zdystansowania się od negatywnych uczuć, które towarzyszą nam przy każdej porażce. Tylko wtedy możliwe jest odejście na bok i zdystansowanie się od „ciemności myśli”. Jak to ktoś mądrze zauważył: „Koncepcja deszczu zależna jest od człowieka. Pesymistów olewa, na optymistów leci”. Tylko kiedy, kiedy zdystansujemy się od siebie, to tylko wtedy przychodzi nadzieja i pomysł jak wyjść z kryzysu, które – jak wszystko w naszym życiu -pojawia się i znika.

Każdego dnia podejmujemy trud naszego życia. Wiele problemów, które spada na nasze barki, chcielibyśmy odsunąć gdzieś na bok, albo na tzw. niekończące się jutro. Trwa to czasami przez wiele miesięcy i lat, a my stoimy w miejscu. Uciekamy przez sobą i ludźmi, chcąc mieć wreszcie święty spokój. Tymczasem w środku naszego umysłu i serca kotłuje się niemoc, która nie daje nam sił, ani życia. Wewnętrzne napięcie prowadzi do tragedii. Żyjemy jakby obok siebie…

Jezus mówi nam, żebyśmy trud naszego codziennego życia nie podejmowali sami, ale we współpracy z Nim – naszym Ojcem. Wszystko w myśl zasady: „Nie samemu, ale razem z Tym komu ufasz”. Tylko wtedy pustka naszego serca zostanie wypełniona i nie będziemy wtedy sami realizować własnego planu, ale Jego plan. Codzienne przebywanie z Nim daje moc w podjęciu i realizacji kolejnych wyzwań dnia. Będziemy wtedy podążać Jego drogą i z Nim z radością i uśmiechem. Nie będziemy wtedy uciekać od codziennych obowiązków i żyć w nieustannej apatii. To stan, który nie przychodzi znienacka, ale spokojnie i atakuje z ukrycia. O co mi chodzi?

Zobaczmy, że „jeśli umieścimy żabę w naczyniu z zimną wodą, będzie sobie beztrosko pływać. Nie ma w tym nic dziwnego – żaby dobrze czują się w zimnej wodzie. Ale jeśli włożymy żabę do garnka z wrzątkiem, będzie próbowała wyskoczyć. W tym także nie ma nic dziwnego – żaby nie lubią wrzątku.A oto fakt rzeczywiście zdumiewający: jeśli wsadzimy żabę do naczynia z zimną wodą i zaczniemy z wolna je podgrzewać, aż woda się zagotuje, żaba nie będzie próbowała wyskoczyć. Powoli będzie przystosowywać się do zmian – aż do śmierci (Koszt apatii, Anonim).

Jak bardzo każdy z nas chce pozbyć się wszelkiego trudu, który staje na naszej drodze. Wielu z nas chciałby pójść drogą prostą, łatwą, bez przeszkód i trudności, czy przyzwyczajeń. Tymczasem nie jest to dobre, bo życie stawia przed nami różnego rodzaju przeszkody i wyzwania. Jeśli nie będziemy stawiali sobie celu pokonania małych przeszkód, wtedy te wielkie powalą nas na kolana. Tymczasem bardzo często nie trzeba zrobić wiele, żeby pomóc drugiemu człowiekowi.

Podobno istnieje przekaz mówiący o pewnym epizodzie z życia św. Franciszka. Któregoś dnia wychodząc z klasztoru, napotkał brata Ginepro. Był on bardzo prostym, dobrym człowiekiem i św. Franciszek bardzo go kochał. Zobaczywszy go, poprosił go: – Bracie Ginepro, pójdź ze mną, będziemy głosić kazania. Zakonnik zafrapował się: – Wiesz przecież, że jestem za mało wykształcony. Czy mogę więc przemawiać do ludzi? Św. Franciszek nalegał jednak i wreszcie brat Ginepro się zgodził. Wędrowali razem przez całe miasto, modląc się w ciszy za wszystkich tych ludzi, którzy pracowali w warsztatach i w ogrodach. Uśmiechali się do dzieci, szczególnie do tych bardzo biednych. Zamieniali kilka słów z najstarszymi. Dotykali chorych. Pomogli pewnej kobiecie dźwigać ciężki dzban z wodą. Kiedy przemierzyli już kilkakrotnie całe miasto, św. Franciszek powiedział: – Bracie Ginepro, czas byśmy powrócili do klasztoru. – A nasze kazanie?. – Wygłosiliśmy je już, wygłosiliśmy – odpowiedział z uśmiechem św. Franciszek (Brat Ginepro, Autor nieznany).

„Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom”. Jezus uczy nas, abyśmy wpierw postawili stabilny fundament naszego życia, które jeśli jest pełnym zaufaniem Bogu, wtedy może przenosić góry i doliny. „Dzieci, miłujmy nie słowem ani językiem, lecz czynem i prawdą”. Solidność postawionego fundamentu zależy przede wszystkim od naszej wiary, czyli decyzji pójścia za głosem Boga i sumienia. „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych”. Ten proces zawsze odbywa się z pomocą samego Boga, który każdego dnia daje nam moc i energię do postępowania zgodnie z naszą wiarą, nadzieją i miłością.

Jezus uczy nas, abyśmy wpierw postawili stabilny fundament naszego życia, które jeśli jest pełnym zaufaniem Bogu, wtedy może przenosić góry i doliny. Solidność postawionego fundamentu zależy przede wszystkim od naszej wiary, czyli decyzji pójścia za głosem Boga i sumienia. Ten proces zawsze odbywa się z pomocą samego Boga, który każdego dnia daje nam moc i energię do postępowania zgodnie z naszą wiarą, nadzieją i miłością…

Dlaczego nie chcemy podjąć trudu podejmowania decyzji i działania? Dlaczego nie stawiam celów na naszej drodze życia? Dlaczego nie ufamy Bogu w trudzie naszego życia? Twoje życie przepełnione jest radością, czy smutkiem? Jak znaleźć złoty środek przeżywania naszych codziennych dni? Czy łatwo nam zdystansować się od „ciemności myśli”? Dlaczego warto podejmować trud życia każdego dnia? Dlaczego uciekamy przed sobą i ludźmi? Dlaczego warto współpracować z Jezusem?

Pewnego dnia, pewien stary profesor został zaangażowany aby przeprowadzić kurs dla grupy dwunastu szefów wielkich koncernów amerykańskich, na temat skutecznego planowania czasu. Kurs ten był jednym z pięciu modułów przewidzianych na dzień szkolenia. Stary profesor miał więc do dyspozycji tylko jedna godzinę by wyłożyć swój przedmiot. Stojąc przed ta elitarna grupa (która była gotowa zanotować wszystko, czego ekspert będzie nauczał), stary profesor popatrzył powoli na każdego z osobna, następnie powiedział: „Przeprowadzimy doświadczenie”. Z pod biurka, które go oddzielało od studentów, stary profesor wyjął wielki dzban (o pojemności 4 litrów), który postawił delikatnie przed sobą.

Następnie wyjął około dwunastu kamieni, wielkości piłki do tenisa, i delikatnie włożył je kolejno do dzbana. Gdy dzban był wypełniony po brzegi i niemożliwym było dorzucenie jeszcze jednego kamienia, podniósł wzrok na swoich studentów i zapytał ich: „Czy dzban jest pełen?” Wszyscy odpowiedzieli: „Tak” Poczekał kilka sekund i dodał: „Na pewno?” Następnie pochylił się znowu i wyjął spod biurka naczynie wypełnione żwirem. Delikatnie wysypał żwir na kamienie po czym potrząsnął lekko dzbanem. Żwir zajął miejsce miedzy kamieniami… aż do dna dzbana. Stary profesor znów podniósł wzrok na audytorium i znów zapytał: „Czy dzban jest pełen?”

Tym razem świetni studenci zaczęli rozumieć. Jeden z nich odpowiedział: „Prawdopodobnie nie.”„Dobrze” – odpowiedział stary profesor. Pochylił się jeszcze raz i wyjął spod biurka naczynie z piaskiem. Z uwaga wsypał piasek do dzbana. Piasek zajął wolna przestrzeń miedzy kamieniami i żwirem. Jeszcze raz zapytał: „Czy dzban jest pełen?”

Tym razem, bez zająknienia, świetni studenci odpowiedzieli chórem: „Nie!”. „Dobrze” – odpowiedział stary profesor. I tak, jak się spodziewali, wziął butelkę wody, która stała na biurku i wypełnił dzban aż po brzegi Stary profesor podniosł wzrok na grupę studentów i zapytał ich: „Jaka wielka prawdę ukazuje nam to doświadczenie?” Najbardziej odważny z uczniów, biorąc pod uwagę przedmiot kursu, odpowiedział: „To pokazuje, ze nawet jeśli nasz kalendarz jest całkiem zapełniony, jeśli naprawie chcemy, mażemy dorzucić więcej spotkań, więcej rzeczy do zrobienia”. „Nie” – odpowiedział stary profesor – „To nie o to chodziło”.
„Wielka prawda, która przedstawia to doświadczenie jest następujaca: Jeśli nie włożymy kamieni, jako pierwszych do dzbana, później nie będzie to możliwe”. Zapanowało głębokie milczenie, każdy uświadomił sobie oczywistość tego stwierdzenia.

Stary profesor zapytał ich: „Co stanowi kamienie w waszym życiu?” „Wasze zdrowie?”, „Wasza rodzina?”, „Przyjaciele?”, „Zrealizowanie marzeń?”, „Robienie tego, co jest waszą pasją?”, „Uczyć się?”, „Odpoczywać?”, „Dać sobie czas…?”, „Albo jeszcze coś innego?”. Należy zapamiętać, że najważniejsze jest włożyć swoje KAMIENIE jako pierwsze do życia, w przeciwnym wypadku ryzykujemy przegrać… własne życie. Jeśli damy pierwszeństwo drobiazgom (żwir, piasek), wypełnimy życie drobiazgami i nie będziemy mieć wystarczająco dużo cennego czasu, by poświęcić go na ważne elementy życia.

Zatem nie zapomnijcie zadać sobie pytania: „Co stanowi kamienie w moim życiu?”. Następnie, włóżcie je na początku do waszego dzbana (życia)”.

Co jest Twoim kamieniem, skałą, opoką? Spraw Panie, abyś był zawsze na właściwym miejscu w naszym życiu (Kamienie życia, autor nieznany).

Aby sobie na te pytania odpowiedzieć, potrzebny jest Ktoś, komu mogę zaufać i podążyć za Jego podpowiedziami. Jezus dziś do nas mówi: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych”. Idźmy zatem na spotkanie z Ojcem i naszym Panem.

Mt 11, 25-30

W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: «Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie.

Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić.

Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem słodkie jest moje jarzmo, a moje brzemię lekkie».