Dziś słyszymy w Ewangelii Jana następujące słowa: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata” (J 1,29) Co oznacza słowo „gładzić”? W pierwszym rozumieniu „gładzić”, to czynić gładkim i tak, gładzimy drewno przez polerowanie, a kamień czy metal przez szlifowanie. Jest też inne znaczenie tego słowa: gładzić to także niszczyć. Gdy używa się tego słowa w tym znaczeniu w stosunku do ludzi, to wtedy oznacza to, że niszczy się czyjeś życie. Zgładzić człowieka, pozbawić go życia to czyn zły moralnie. Można też go zgładzić czy zniszczyć poprzez nasze złe słowo, które do niego kierujemy. Dręczenie, wykorzystywanie, lekceważenie, czy także symboliczne milczenie może zniszczyć czyjeś życie do granic możliwości.

Z drugiej strony, bardzo często, gdy słyszymy to samo słowo, zdanie, jakąś powszechną prawdę i do tego powtarzaną w nieskończoność, mamy bardzo często tendencję do spłycania, lekceważenie, „gładzenia” tego, co słyszymy. Powtarzane słowa „wygładzają się”, to znaczy: nie tylko stają się gładkie, że nasza uwaga jakby „ześlizguje się” po nich, ale nadto jakby „giną”, czy ulegają „zgładzeniu” w naszych uszach, co potem przenosi się na nasze czyny.

W każdym grzechu, który człowiek czyni, powtarza się głęboko to samo. Schemat jego powstawania i realizacji jest zawsze taki sam. Pokusa, której człowiek ulega prowadzi do grzechu. Wtedy człowiek ma tendencje do bagatelizowania go, stania się obojętnym, łagodzenia jego skutków w naszym życiu. I na zewnątrz wydaje nam się, że wszystko jest ok, ale wewnątrz? Co się dzieje wewnątrz człowieka? Jest takie opowiadanie – kawał, który oddaję tę prawdę…

Policja zorganizowała konkurs „Bezpieczna jazda”. Ten, kto w miejscu, gdzie postawiono ograniczenie prędkości przejedzie przepisowo miał dostać nagrodę 1000 zł. Policjanci stoją w krzakach, mandaty się sypią, aż wreszcie powoli nadjeżdża mercedes. Zatrzymują kierowcę, salutują i mówią:
– Gratulujemy, jechał pan z przepisową prędkością. W nagrodę otrzymuje pan 1000 zł. Co zrobi pan z tymi pieniędzmi?
Facet drapie się po głowie i po chwili mówi:
– Wie pan, chyba wreszcie zrobię kurs prawa jazdy.
Na to odzywa się jego żona:
– Niech panowie nie słuchają, on zawsze takie bzdury gada po pijanemu…
Na to z tylnego siedzenia babcia:
– Mówiłam, że kradzionym daleko nie zajedziemy!
Ktoś puka z bagażnika:
– Czy to już Berlin?

Ta historia, choć zabawne, oddaje pewną prawdę o człowieku. Ten samochód z pasażerami na zewnątrz nie dawało żadnych podejrzeń czy poszlak, które mogłyby wskazywać na to, kto tak naprawdę jedzie w tym aucie. Często na zewnątrz wielu ludzi przybiera pewne maski i zachowuje się – jak to się mówi – „political correct”: na zewnątrz uporządkowani, mili, radośni, otwarci a nawet wciąż uśmiechnięci, a później w sytuacjach trudnych, tzw. „napięciowych” okazuje się, że była to tylko maska. Bardzo dobrze dobrana i umieszczona wręcz idealnie, ale niestety przyklejona sztucznie na własnej twarzy. Zawsze tak się dzieje, bo gdy wejdzie się w serce tego człowieka, to okazuje się, że obrzeża tego serca i umysłu wypełnione są zazdrością, złością, niewiarą (także we własne możliwości), a grzechy, które „wygładzone” mają się dobrze, stały się integralną częścią i codziennością życia. A banalizowanie tego stanu rzeczy prowadzi często do wielu dramatów, konfliktów sumienia, brakiem radości, stanami depresyjnymi, piętrzącymi się problemami. Z biegiem czasu, ciężko pozbyć się tego, co przez wiele lat, a może i dziesiątków lat, tak „troskliwie” było hodowane i tak pieczołowicie skrywane. Grzechy codzienności, m.in. nałogi – różnego rodzaju, maści i koloru trudne są do wyeliminowania i wytępienia.

Kiedyś stary nauczyciel wyszedł pewnego razu ze swym uczniem na spacer do lasu. Nagle staruszek zatrzymał się, zaintrygowany czterema roślinami. Pierwsza z nich zaczynała się dopiero ukazywać tuż przy ziemi; druga zapuściła już solidne korzenie; trzecia była małym krzewem; a czwarta dojrzałym, już wysokim drzewem.

Opiekun rzekł do swego młodszego towarzysza:
– wyrwij najpierw tą pierwszą.
Chłopak bez trudu wyciągnął palcami roślinkę.
– Wyrwij teraz drugą.
Chłopak posłuchał, ale nie było to już takie proste.
– A teraz trzecią.
Chłopak musiał wytężyć wszystkie swe siły, używając obu rąk, by wyciągnąć krzew z korzeniami.
– A teraz – rzekł mistrz – spróbuj sił przy czwartej.
A gdy młodzieniec chwycił mocno dłońmi konar wysokiego drzewa, zadrżały ledwo jego liście.
– Tak właśnie synu ma się sprawa z naszymi nałogami. Kiedy są młode, możemy ja z Bożą pomocą dość łatwo wyplenić, ale kiedy są stare, ciężko je wykorzenić i to pomimo naszych usilnych modlitw i zmagań.

Dziękując Chrystusowi – którego Jana nazwał „Barankiem Bożym, który gładzi grzechy świata” prośmy Go o łaskę pokory, aby te wszystkie grzechy i nałogi, które są i naszym udziałem, mogli my zawsze oddać je Chrystusowi, który oczyści nasze serca. Poprzez sakrament pokuty możemy zawsze wzrastać w naszej chrześcijańskiej doskonałości i świętości. Mamy wzrastać w naszej wierze ucząc się na własnych błędach, ale także i błędach innych ludzi, którzy w ten sposób „wygładzają”, czyli niszczą nasze grzechy i przybliżają nas do samego Boga tu na ziemi i otwierają nasze serca.

——————

J 1, 29-34

Chrystus jest Barankiem, który gładzi grzech świata

Jan zobaczył podchodzącego ku niemu Jezusa i rzekł: «Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata. To jest Ten, o którym powiedziałem: „Po mnie przyjdzie Mąż, który mnie przewyższył godnością, gdyż był wcześniej ode mnie”. Ja Go przedtem nie znałem, ale przyszedłem chrzcić wodą w tym celu, aby On się objawił Izraelowi».

Jan dał takie świadectwo: «Ujrzałem ducha, który zstępował z nieba jak gołębica i spoczął na Nim. Ja Go przedtem nie znałem, ale Ten, który mnie posłał, abym chrzcił wodą, powiedział do mnie: „Ten, nad którym ujrzysz ducha zstępującego i spoczywającego na Nim, jest Tym, który chrzci Duchem Świętym”. Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym».