Przed wielu laty, miesięcznik Reader’s Digest poprosił H.G. Wellsa, aby wskazał na największą osobę, która kiedykolwiek żyła na świecie. Wells, który nie jest chrześcijaninem, wybrał Jezusa. Powiedział, że uświadamia sobie, iż wielu ludzi uważa Jezusa za kogoś „więcej niż tylko człowieka”. Lecz jego, jako historyka, to nie interesuje. Musi traktować Jezusa jako człowieka „podobnie jak malarz musi go namalować jako człowieka”. Dlaczego zatem Wells przyznał Jezusowi pierwsze miejsce? O to jaką podaje rację:

„To miejsce należy Mu się z powodu głębokich idei, jakie pozostawił – wielkiej wartości, jaką ma każda osoba wobec Boga Ojca oraz koncepcji królestwa niebieskiego. Jest to jedna z najbardziej rewolucyjnych zmian w spojrzeniu na świat, jaka kiedykolwiek poruszyła i zmieniła ludzkie myślenie. Kryterium wielkości jakiegoś człowieka, stosowanym przez historyków, jest stwierdzenie: „Co ten człowiek pozostawił, aby coś dalej wzrastało? Czy sprawił on, że ludzie zaczęli myśleć w sposób nowy, świeży i to z taką mocą, że trwa to nadal, po jego odejściu? Stosując to kryterium, ten test, trzeba przyznać Jezusowi pierwsze miejsce” – powiedział Wells. 

Jezus zostawił głębokie idee, które trwają nadal po jako odejściu i są nadal realizowane. Do tego nawiązuje dziś św. Łukasz, który na wstępie swojej Ewangelii ukazuje nam początek działalności Jezusa, gdzie sam osobiście, otwierając księgę proroka Izajasza, gdzie czyta na głos program działalności, który jest przez Niego realizowany przez całe Jego życie: „…ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnymi, abym obwoływał rok łaski Pana”.

Program można powiedzieć bardzo krótki, ale bardzo treściwy i poświęcony człowiekowi, drugiej osobie, aby osiągnęła „przebudzenie z dotychczasowego sposobu życia”, funkcjonowania, działania i przyzwyczajeń, które każdy człowiek posiada. Jezus chce nowego spojrzenia na własne serce po to, aby Bóg był obecny na co dzień w życiu człowieka. Chce przebudzenia!

Czym zatem jest to przebudzenie? Kiedyś Anthony de Mello w swojej książce pt. „Przebudzenie” podał takie opowiadanie o orle (to samo opowiadanie jest również w jego książce pt. „Śpiew ptaka”): „Pewien człowiek znalazł jajko orła. Zabrał je i włożył do gniazda kurzego w zagrodzie. Orzełek wylągł się ze stadem kurcząt i wyrósł wraz z nimi. Orzeł przez całe swoje dotychczasowe życie, zachowywał się jak kury z podwórka, myśląc, że jest podwórkowym kogutem. Drapał w ziemi szukając glizd i robaków. Piał i gdakał. Potrafił nawet trzepotać skrzydłami i fruwać kilka metrów w powietrzu. No bo przecież, czyż nie tak fruwają koguty? Minęły lata i orzeł zestarzał się. Pewnego dnia zauważył wysoko nad sobą, na czystym niebie wspaniałego ptaka. Płynął elegancko i majestatycznie wśród∂ powietrza, ledwo poruszając potężnymi, złocistymi skrzydłami. Stary orzeł patrzył w górę oszołomiony: „- Co to jest? – zapytał kurę stojącą obok. „- To jest orzeł, król ptaków. Ale nie myśl o tym. Ty i ja jesteśmy inni niż on” – odrzekła kura. 

Tak więc orzeł więcej o tym nie myślał. I umarł, wierząc, że jest kogutem w zagrodzie… 

Anselm Grün pisze w swojej „Książce o sztuce życia” o tym, co pisał de Mello: „czasami śpimy i marzymy, kołysząc się w rytm własnych snów, lecz wzbraniamy się przed przebudzeniem. Tymczasem tylko człowiek, który czuwa, może kształtować swój dzień… Człowiek może urzeczywistnić swoje marzenia, jeśli się z nich obudzi, powiedział kiedyś mądry życiowo realista. Czuwać to inaczej poznawać siebie, inaczej: wsłuchać się w to, co mówi nam serce… inaczej: wyjść poza to, co mnie otacza i spojrzeć na samego siebie z pewnego dystansu: nie usprawiedliwiając się, nie ganiąc, chwaląc… nie… zobaczyć siebie takim, jakim jestem. Jest to podstawowy element tego, co de Mello i Grün nazywają przebudzeniem, czyli przemianą człowieka. 

Zobaczmy np. jak bardzo łatwo przychodzi nam ocena drugiego człowieka. Mam na myśli pozytywne spojrzenie na daną osobą, a nie obmowę czy oczernianie, które są karykaturą prawdy. Często stawiamy szybką diagnozę i bardzo często prawidłową, np. jaki dana osoba ma charakter czy środowisko w jakim się obraca, predyspozycje, talenty czy zainteresowania. No właśnie: „Pstryk” i już jest bardzo łatwo postawiona „diagnoza”. Tymczasem, gdy mamy spojrzeć taki samym spojrzeniem na samego siebie, w ten sam sposób, wtedy pojawiają się tzw. usprawiedliwienia, wykręty, bo przecież musiałem/musiałam, bo nie wypadało, bo kontekst sytuacyjny, bo nie da się tego zmienić, bo się przyzwyczaiłem/łam… Zamiast zwykłego stwierdzenia suchego faktu, obserwacji, pojawiają się samousprawiedliwienia, które niszczą nam nasze realne spojrzenie na samego siebie. Ucieczka przed samym sobą nigdy nic dobrego nie da. Odwlekanie stanięcia w prawdzie jest oszukiwaniem samego siebie. Konfrontacja wtedy przyjdzie szybciej niż nam się wydaje. 

De Mello pisze o tym, jak kiedyś oglądał program TV, telewizji hiszpańskiej. Tam właśnie widział taką historyjkę o mężczyźnie, który pukając do drzwi swego syna, wołał: „- Jaine, obudź się!” Syn w odpowiedzi: „-Nie chce wstać, tato!”. Poirytowany ojciec: „-Wstawaj, musisz iść do szkoły!”. Jaine na to: „-Nie chce iść do szkoły!”. „-Dlaczego?” – pyta ojciec. „Są trzy powody ku temu” – stwierdził Jaine. „-Po pierwsze, bo jest tam potwornie nudno; po drugie, bo mi dzieciaki przeszkadzają i bardzo dokuczają; a wreszcie po trzecie, bo nienawidzę tej szkoły!”. Na to ojciec: „-To ja podam ci trzy powody, dla których powinieneś pójść do szkoły: po pierwsze, bo to jest twój obowiązek; po drugie, bo masz już swoje lata; i po trzecie, ponieważ jesteś dyrektorem tej szkoły”. 

Ucieczka przed sobą, swoimi obowiązkami, zadaniami i wymaganiami nigdy nic nie da dobrego. Wtedy bowiem dzieje się źle, bo trudno w tym wszystkim widzieć Boga, który jest miłością i działa w nas codziennie! Trudno wtedy też nieść dobrą nowinę – jeśli czujemy się zmęczeni, głosić dobrą nowinę – jeśli sami jesteśmy w kajdanach grzechu, przejrzenia – jeśli samemu nie widzi się drogi, po której kroczymy.

Życie w prawdzie wobec Boga, siebie samego, drugiego człowieka i środowiska naturalnego, które daje nam Bóg, daje ludziom siłę na każdy dzień ich życia. Pamiętajmy o tym za każdym razem, gdy przygotowujemy program naszego życia. To my jesteśmy odpowiedzialni za to dane nam przez Boga życie. Prośny Go o to, abyśmy codziennie stawali w prawdzie wobec siebie samego w każdej sytuacji życiowej w której się znajdziemy, aby była ona przepełniona Bożą radością i by umacniała nas na każdy dzień. Nie przebudzi nasze sumienia, które dadzą nam wolność, która wyzwala.  

Łk 1, 1-4; 4, 14-21

Słowa Pisma spełniły się na Chrystusie

Wielu już starało się ułożyć opowiadanie o zdarzeniach, które się dokonały pośród nas, tak jak nam je przekazali ci, którzy od początku byli naocznymi świadkami i sługami słowa. Postanowiłem więc i ja zbadać dokładnie wszystko od pierwszych chwil i opisać ci po kolei, dostojny Teofilu, abyś się mógł przekonać o całkowitej pewności nauk, których ci udzielono. W owym czasie:

Powrócił Jezus mocą Ducha do Galilei, a wieść o Nim rozeszła się po całej okolicy. On zaś nauczał w ich synagogach, wysławiany przez wszystkich.

Przyszedł również do Nazaretu, gdzie się wychował. W dzień szabatu udał się swoim zwyczajem do synagogi i powstał, aby czytać.

Podano Mu księgę proroka Izajasza. Rozwinąwszy księgę, znalazł miejsce, gdzie było napisane: «Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnymi, abym obwoływał rok łaski Pana».

Zwinąwszy księgę, oddał słudze i usiadł; a oczy wszystkich w synagodze były w Niego utkwione.

Począł więc mówić do nich: «Dziś spełniły się te słowa Pisma, które słyszeliście».