Jakaś kobieta w przestarzałej odzieży weszła do sklepu spożywczego. Zbliżyła się do kierownika i po cichu spytała, czy może uzyskać trochę żywności na kredyt. Tłumaczyła mu, że mąż jest chory i nie może pracować, a ich dzieci (czwórka) są głodne. Mężczyzna warknął zniecierpliwiony i kazał jej odejść. Kobieta błagała go dalej: „Proszę pana, wkrótce przyniosę pieniądze!”. Właściciel sklepu oświadczył twardo, że nie udziela kredytu i poradził jej, żeby poszukała sobie innego sklepu w tej dzielnicy.

Pewien klient, który tam się znajdował, zbliżył się do niego i poprosił go, by wysłuchał próśb kobiety. Właściciel sklepu z niechęcią spytał kobietę: „Ma pani listę zakupów?”. „Tak, proszę pana” – odpowiedziała z odrobiną nadziei w głosie. „Dobrze!” – powiedział kierownik – „niech pani położy listę na wadze. Dam pani tyle towarów, ile waży ta lista”. Kobieta zawahała się przez chwilę, spuściła głowę i wyciągnęła z torby kawałek papieru, po czym pospiesznie coś na nim napisała. Umieściła kartkę na szali wagi, trzymając głowę ciągle opuszczoną. Oczy właściciela sklepu i klienta rozszerzyły się ze zdumienia, gdy zobaczyli, że szala wagi nagle obniżyła się i pozostała w tej pozycji. Właściciel, spoglądając na wagę, wyszeptał: „Niesłychane!”. Klient uśmiechnął się, a właściciel zaczął umieszczać torebki z żywnością na drugiej szali wagi. Stawiał na niej pudełka i puszki, ale waga nie poruszała się.

Kontynuował układanie żywności z coraz bardzo widocznym grymasem niechęci na twarzy. W końcu wziął karteczkę i spojrzał na nią, sinv ze złości i bardzo zmieszany. To nie był spis zakupów. To była modlitwa: „Boże, Ty znasz moją sytuację i wiesz, czego potrzebuję. Wszystko oddaje w Twoje ręce!”.Właściciel sklepu dał kobiecie wszystko to, czego potrzebowała, w kłopotliwym milczeniu. Kobieta podziękowała i wyszła ze sklepu. Jedynie Bóg zna wagę modlitwy[1].

Św. Augustyn pisze: „Wiara rodzi modlitwę, zaś modlitwa wzmacnia wiarę”. Modlitwa staje się płonącą lampą naszej wiary. Owocem modlitwy jest wiara. Owocem wiary jest miłość. Owocem miłości jest służba. Owocem służby jest pokój.

Niemoc jest uwarunkowana różnymi przyczynami, ale można je z większym lub mniejszym błędem sprowadzić do wspólnego mianownika, którym jest prowadzenie naszego życia chrześcijańskiego na miernym poziomie. Minimalizm, rutyna, oziębłość, niechęć wobec wiedzy religijnej, a czasami nawet cynizm względem wiary – w dużej mierze przyczyniają się do osłabienia relacji z Bogiem, a tym samym do pogłębienia dystansu pomiędzy tym, co święte, a tym, co codzienne, często szare, nudne, nie przynoszące radości – tym, co potocznie nazywamy naszym życiem.

Pewien młodzieniec spytał swego duchowego mistrza, ile i jak powinien się modlić, by stać się miłym Bogu. Mądry starzec uśmiechnął się i zaczął mu opowiadać historyjkę. „- Pewnego przebogatego wieśniaka, w chwili śmierci, zapytali synowie, jakich to użył środków dla zgromadzenia tak wielkiej fortuny. Pragnąc, by synowie gorliwie pracowali, człowiek ten odpowiedział: „Jest taki jeden dzień w roku, kiedy, jeśli jesteśmy bardzo zajęci pracą, staniemy się bogaci. Próżno by jednak dochodzić, który to dzień. Nie bądźcie więc leniwi i zawzięcie pracujcie przez wszystkie dni w roku, w bojaźni, że ów błogosławiony dzień nadejdzie, a nie zastanie was przy pracy. Trudy i znoje całego roku poszłyby na marne…”. Tak jest i z modlitwą, mój chłopcze – ciągnął mistrz. – Bóg nawiedza cię, kiedy chce, a chwili Jego wizyty absolutnie nie da się przewidzieć. On jest niestrudzony w swej miłości do nas. A nasze dziękczynienie powinno być nieustające, nasza adoracja nieprzerwana, nasze „tak” – niezłomne. Przeżyć całe życie w modlitwie, to jak zanurzyć się w sercu Boga, nigdy już stamtąd nie wychodząc[2].

Nie tylko nieustępliwość i systematyczność w modlitwie, ale przede wszystkim nastawienie serca wpływa na jakość naszej modlitwy. Intencja naszej modlitwy, jeśli jest zła, nie jest przydatna nie tylko nam samym, ale całemu światu. Jest skazana na porażkę, bo wszystko, co od złego pochodzi, nie ma szans przetrwania.

Chrystus jest prawdą, drogą i życiem. To On modlił się do swego Ojca o ducha i siłę w wypełnianiu Jego woli. Bóg kocha tych, którzy w pokorze serca i z wiarą, proszą o pokój i dobro dla siebie oraz drugiego człowieka, a  tym samym i całego świata. Kto szuka prawdy, ten szuka Boga. Modlitwa jest nam potrzebna, aby zgłębić tajemnicę tej prawdy, ale też i jedności oraz pokoju.

Wierzę w Miłość. Wierzę w Boga, który jest Miłością. Wierzę w Jezusa Chrystusa – widzialny Znak Łaski Bożej. Wierzę w Ducha Świętego, który z umysłem człowieka woła „Abba” – Ojcze! Wierzę, że Ojciec uczynił nas dzięki Duchowi Świętemu swoimi w Chrystusie. Wierzę w Kościół – eucharystyczną wspólnotę miłości. Wierzę w Ewangelię, która jest radosnym Zwiastowaniem nieskończonej Miłości. Wierzę w ludzi, którzy kochają i żyją w służbie miłości. Wierzę w ludzi, którzy chcą być objęci mocą miłości. Wierzę w świat, w którym dzięki chrześcijańskiej miłości zapanuje pokój i wolność. Wierzę w życie wieczne miłości, ponieważ Wieczny Bóg jest Miłością[3].

Jak żyć taką modlitwa? Pewien wielki i znany na całym świecie święty asceta mieszkał w ukrytej jaskini. Przez cały dzień zagłębiał się w medytacji, a jego myśli były zawsze zwrócone w stronę Boga.Jednak pewnego dnia, kiedy oddawał się rozmyślaniu, z dziury wyszła myszka i zaczęła obgryzać mu sandały. Pustelnik otworzył oczy ze wściekłością. „- Dlaczego mi przeszkadzasz medytować?”. „- Bo jestem głodna” – zapiszczała żałośnie myszka. „- Uciekaj stąd, paskudztwo” – krzyknął asceta – „jak śmiesz przeszkadzać mi właśnie wtedy, kiedy rozmawiam z Bogiem?”. „- Ciekawe w jaki sposób udaje ci się z Nim porozumieć” – zapytała myszka – „jeśli nie potrafisz rozmawiać nawet ze mną?”. Czasami nam się wydaje, że potrafimy rozmawiać z Bogiem, a tym czasem nie chcemy się nawet porozumieć z Jego stworzeniami[4]. Prośmy za nas, aby modlitwa pomagała nam być jeszcze bardziej ludźmi z otwartymi sercami na każdego, kogo spotkamy na naszej drodze i potrzebuje naszej pomocy. Wiara i modlitwa bez uczynków bowiem – martwa jest!

Łk 18, 1-8

Wytrwałość w modlitwie

Jezus opowiedział swoim uczniom przypowieść o tym, że zawsze powinni się modlić i nie ustawać: «W pewnym mieście żył sędzia, który Boga się nie bał i nie liczył się z ludźmi.

W tym samym mieście żyła wdowa, która przychodziła do niego z prośbą: „Obroń mnie przed moim przeciwnikiem!” Przez pewien czas nie chciał; lecz potem rzekł do siebie: „Chociaż Boga się nie boję ani z ludźmi się nie liczę, to jednak, ponieważ naprzykrza mi się ta wdowa, wezmę ją w obronę, żeby nie nachodziła mnie bez końca i nie zadręczała mnie”».

I Pan dodał: «Słuchajcie, co mówi ten niesprawiedliwy sędzia. A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę. Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?»


[1] Bruno Ferrero, Jedynie Bóg zna wagę modlitwy, https://adonai.pl/opowiadania/modlitwa/?id=11

[2] Migne, We wszystkie dni roku, https://adonai.pl/opowiadania/modlitwa/?id=10

[3] Opowiadanie pt. „Wyznanie wiary

[4] Autor nieznany, Asceta i myszka, https://adonai.pl/opowiadania/modlitwa/?id=5