Trzech Beduinów przedzierało się przez pustynię. Szalała akurat burza piaskowa i podróżnicy byli bliscy zgubienia drogi. W pewnym momencie wszystko ucichło, w powietrzu zaległa martwa cisza. Niebo zajaśniało i wędrowcy zdali sobie sprawę, że za chwilę staną się świadkami czegoś wyjątkowego. Z zapartym tchem oczekiwali aż Stwórca wyjawi im tajemnicę ich istnienia lub coś w tym stylu. Zamiast tego usłyszeli Głos mówiący: „Nazbierajcie kamieni do sakiew. Następnie podróżujcie przez jeden dzień. U kresu waszej wędrówki będziecie szczęśliwi smutni zarazem”
Beduini byli mocno zdziwieni i zawiedzeni tym co usłyszeli. Spodziewali się wyjawienia jakiejś wielkiej tajemnicy lub czegoś co uczyni ich Wybrańcami Losu. Jednak przez szacunek dla nadprzyrodzonego zjawiska jakiego byli świadkami wrzucili trochę kamieni do sakiew i ruszyli w dalszą drogę. Po całym dniu wędrówki dotarli do oazy która była celem ich podróży. Gdy zajrzeli do sakiew, ich oczom ukazał się wspaniały widok. Wszystkie kamienie zamieniły się w najprawdziwsze diamenty.
Faktycznie, byli szczęśliwi i smutni zarazem. Szczęśliwi, bo stali się bogatymi ludźmi, smutni bo przecież mogli nazbierać więcej kamieni, gdy mieli ku temu okazję.
Podobnie jest z naszym życiem i karierą. W pewnym momencie pojawią się diamenty. Jednak aby w ogóle się one pojawiły trzeba nazbierać kamieni. Czym są te kamienie: wszystkim tym co nie jest proste, wymaga sporego wysiłku i z pozoru nie wygląda jakby miało się stać diamentem[1].
Jak ogromny wysiłkek musieli wokonać Trzej Królwoie, aby pojść do małego Jezusa. Gwiazda, co prawda pokazała im drogę, czyli ułatwiła im podrożowanie i znalezienie kierunku, ale nie była to przecież droga łatwa. Wszystko, co robimy w naszym życiu okupione jest wysiłkiem i pracą. Nic nie przychodzi łatwo i tak sobie, ale potrzeba czasu i trudu, aby osiągnąć upragniony cel. To rozumieli Mędrcy, którzy przecież tę drogę Jezusa mogli zrobić sobie bardzo łatwą. Byli wszak władcami, którzy mogli zatrudnić cały swój dwór, aby ich droga do Jezusa była prosta, łatwa i z wszelkimi udogdnieniami. Tymczasem oni sami, bez pomocy swoich sług i własnych bogactw, ruszyli w drogę do Jezusa, aby osobiście ukłanić się przed Jego obliczem. Ugiąć kolano przed Jezusem, a nie pokazać własnych bogactw i tym, kim byli.
Pokora jest cechą, która charakterysuje ludzi wielkich. Nie ma w nich bowiem pychy, która jest początkiem każdych problemów w życiu każdego człowieka. Pycha potrafi zakryć prawdę o człowieku i to zarówno jego dobrych, ale zwłaszcza słabych stron. Pewne przysłwiei mówi: “Głupota i pycha rosną na tym samym drzewie”. I zły, czyli szatan o tym wie i to dlatego będzie tylko szukał, aby wykorzystać głupotę, pychę i naiwność człowieka.
Pycha Heroda, który za wszelką cenę chciał znaleźć małe dziecię Jezus, aby Go zabić, chciał właśnie posłużyć się Mędrcami, aby to oni go doprowadzili do miejsca, gdzie na nich czekał. Był na tyle głupi, że wierzył, że mu się to uda. Gdyby Mędrcy byli tak jak on pyszni, to nie odkryliby niecnego planu Heroda i nie poszliby inną, czyli własną drogą do swoich miejsc zamieszkania. Dlaczego? Zapewne wiedzieli, że “Pycha śledzi nas na każdym kroku, ponieważ wszyscy nosimy w sobie przeklęte dziedzictwo Lucyfera. I zamiast wbijać się w pychę z powodu tego, co wiemy, powinniśmy zmierzyć nieskończoność, której nie znamy” (N. Salvaneschi). Mędrcy szli w nieznane, ale mieli też świadomość, że Herod dowiedziałby się, jak dojść do Jezusa, aby go pojmać i zabić, a przy okazji pozbyłby się również i ich, aby nie było świadków tego wydarzenia. Taki był nikczemny plan Heroda, który w ten sposób chciał pozbyć się Jezusa i to rękami Mędrców. W ten sposób Mędrcy przyczynili by się do tego, że Jezus przestałby Herodowi przeszkadzać w jego niecnym planie rządzenia światem. “Pycha jest najbardziej niepocieszoną z namiętności – nie potrafi karmić się niczym innym jak tylko sobą” (G. Giusti).
Iść własną drogą to też przede wszystkim ochrona własnego życia, aby nie oddać się pod władanie tego, który tym życiem chce zwładnąć i pozbawić nie tylko wolności, ale własnego życia. Jeśli człowiek jest niewolnikiem, to wtedy nie ma nic do zaoferowania, bo jest też i nie ma nic. Mędrcy byli ludźmi wolnym, dlatego przynieśli Jezusowi swoje dary. Ofiarowali Mu je z całego serca.
Bardzo dobrze zostało to wytłumaczone przez Ansela Gruna: “Mędrcy otwierają swoje skrzynie ze skarbami i przynoszą Dzieciątku złoto, kadzidło i mirrę. Od dawien dawna w różnoraki sposób tłumaczono te trzy dary. W drugim stuleciu święty Ireneusz z Lyonu widział w złocie znak królewskiej godności Dzieciątka, w kadzidle jego Boskość, a mirra miała według niego symbolizować śmierć na krzyżu. Kardynał Kari Rahner twierdzi, że złoto wskazuje na naszą miłość, kadzidło na naszą tęsknotę, a mirra na nasze bóle. W darach nie widzi więc obrazów symbolizujących tajemnicę Bożego Dzieciątka, lecz znaki naszego oddania, naszych ludzkich postaw właściwych w stosunku do Wcielonego Boga. Złota legenda zna jeszcze inne wyjaśnienie. Królowie wręczają złoto z powodu ubóstwa Maryi, „kadzidło z powodu nieprzyjemnego zapachu stajni, mirrę, by wzmocnić ciało Dzieciątka i odegnać złe robaki”. Złoto może też symbolizować bóstwo, kadzidło pobożną duszę, a mirra czyste ciało, chroniąc je przed różnymi nieczystościami. Widocznie starożytni z zadowoleniem fantazjowali na temat darów.
Złoto zawsze fascynowało ludzi. W antyku mówiono o złotym blasku bóstw. Dla świętego Klemensa Aleksandryjskiego mądrość Chrystusa jako wiecznego Logosu jest królewskim złotem. Złoto zostaje oczyszczone przez ogień. Nie można z nim niczego zmieszać. Od dawien dawna złoto było używane podczas kultu, bo złoto przynależy bogom. Złoto ukazuje nie tylko Boską naturę Dzieciątka w żłobie, lecz także wskazuje na złoty blask naszej duszy.
Nie jesteśmy tylko ludźmi ziemi, lecz także ludźmi nieba. Nasza dusza odbija złoty blask Boga. W naszym obliczu jaśnieje Boża chwała. W naszej duszy uczestniczymy w Bożym blasku.
W wielu kulturach kadzidła używa się jako przyjemnego środka zapachowego. Snujące się do nieba kadzidło jest obrazem naszej modlitwy, która wznosi się do Boga. Obrazem naszej tęsknoty, wykraczającej poza codzienność. Nasza tęsknota tak jak kadzidło unosi się do nieba. Nie pozwala uwięzić się tu na ziemi. Posiada lekkość kadzidła. Przenika także przez wszystkie zamknięte drzwi. Otwiera ona nasze serce i poszerza je. Kadzidło pięknie pachnie. Napełnia nasze życie tajemniczym zapachem, boskim aromatem. W czasie pobytu na górze Atos zafascynował mnie jedyny w swym rodzaju zapach tamtejszego kadzidła. Kościoły oddychają tym zapachem. Rodzi się wtedy natychmiast poczucie tajemnicy, poczucie bycia u siebie w domu, bezpieczeństwa, tęsknoty i miłości. I chociaż kadzidło dawno uleciało do góry, pozostawia jednak w całym pomieszczeniu szczególny zapach. Wdycham go świadomie i czuję się natchniony Bożym poczuciem piękna. Odpowiednie zapachy wywołują w mojej świadomości silne odczucie przeszłości. Zapach siana przypomina mi urlop. Doświadczenie urlopu pojawia się nie tylko w głowie, lecz w całym ciele. Tak też jest i z kadzidłem. Czuję wtedy wspaniałą, tajemniczą obecność Boga, wtedy dostrzegam Go całym ciałem.
Mirra była dla starożytnych rajskim zielem. Wskazuje na stan Raju, za którym wszyscy tęsknimy. Mirra jest jednocześnie środkiem uzdrawiającym, leczącym nasze rany. W podarunku mirry powierzamy Bogu wszystkie nasze rany. Przynosimy to, co mamy najcenniejszego, wiele zranień z historii naszego życia. Rany nas odmieniły. Zmusiły nas, by zdystansować się od zdobytego bogactwa. Najwartościowsze, co posiadamy, to serce, potrafiące kochać. Rany przywiodły nas do kontaktu z naszym sercem. Złamane i zranione serce przynosimy Bożemu Dzieciątku, ufając, że te rany uzdrowi i przemieni. Powierzając Bożemu Dzieciątku naszą zranioną i załamaną historię życia, możemy odczuć, że wszystko jest dobrze. Nie wadzimy się już więcej z naszymi ranami. Powierzamy się wraz z naszymi ranami tej miłości, która jaśnieje w Bożym Dzieciątku. Wtedy mimo wszystkich zewnętrznych i wewnętrznych zagrożeń jesteśmy w Raju.
Wyszukaj takie dary, które odpowiadają Tobie i Twojej chwilowej sytuacji i przynieś je Bożemu Dzieciątku. Pozwól prowadzić się wizji, która najbardziej Ci odpowiada. Ona pragnie zaprowadzić Cię do Dzieciątka. To sprawi, że upadniesz przed Tym, przy którym możesz czuć się u siebie; zapomnisz o sobie samym, gdy uwolnisz się od krążenia wokół siebie. Kiedy zapomnisz o sobie, wtedy całkowicie będziesz sobą, wtedy będziesz naprawdę wolny[2].
Mędrcy – Trzej Królowie pokazują nam wartość wolności. Nie ma nic cenniejszego, dlatego warto za nią oddać nawet życie, jeśli jest taka potrzeba. Z braku wolności biorą się wszelkie kłopoty, bo pycha zastępuje podtępnie wolność, dając jej poczucie panowania nad sytuacją, tymczasem egozim jest tym, co zabija a nie wyzwala. Pamiętajmy jednak także to, że “i Dobro, i Zło potrafią bowiem zniewolić człowieka, dopiero wybór pomiędzy nimi prowadzi do wolności” (Dorota Terakowska, Tam, gdzie spadają Anioły).
Mt 2, 1-12
Pokłon mędrców ze Wschodu
Gdy Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: «Gdzie jest nowo narodzony Król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem Jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać Mu pokłon».
Skoro to usłyszał król Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima. Zebrał więc wszystkich arcykapłanów i uczonych ludu i wypytywał ich, gdzie ma się narodzić Mesjasz. Ci mu odpowiedzieli: «W Betlejem judzkim, bo tak zostało napisane przez Proroka: A ty, Betlejem, ziemio Judy, nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy, albowiem z ciebie wyjdzie władca, który będzie pasterzem ludu mego, Izraela».
Wtedy Herod przywołał potajemnie mędrców i wywiedział się od nich dokładnie o czas ukazania się gwiazdy. A kierując ich do Betlejem, rzekł: «Udajcie się tam i wypytajcie starannie o Dziecię, a gdy Je znajdziecie, donieście mi, abym i ja mógł pójść i oddać Mu pokłon». Oni zaś, wysłuchawszy króla, ruszyli w drogę.
A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, postępowała przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było Dziecię. Gdy ujrzeli gwiazdę, bardzo się uradowali. Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; padli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę.
A otrzymawszy we śnie nakaz, żeby nie wracali do Heroda, inną drogą udali się z powrotem do swojego kraju.
[1] Trzej Wędrowcy
[2] Anselm Grün „Boże Narodzenie — świętować Nowy Początek”, O tajemnicy Objawienia Pańskiego.









