Przysolić dobrocią
Opowiadanie pt. “Sól i światło”
W pewnym miasteczku, na skraju rynku, stała mała piekarnia. Nie była nowa ani szczególnie piękna. Szyld był już trochę wyblakły, a drzwi skrzypiały przy każdym otwarciu. Ale ludzie mówili: – Chleb stamtąd smakuje inaczej.
Pewnego dnia młody człowiek zapytał piekarza: – Dlaczego twój chleb jest lepszy niż w supermarketach? Przecież mąka ta sama, piec podobny… Piekarz uśmiechnął się i nic nie odpowiedział. Zamiast tego zaprosił go na zaplecze. Pokazał worki z mąką, wodę, drożdże. A potem wziął do ręki małą garść soli. – Widzisz to? – zapytał. – To jest sekret. – Ale to przecież tak niewiele – zdziwił się chłopak. – Tak – odpowiedział piekarz. – Sól nigdy nie jest najważniejsza na wagę. Jest najważniejsza na smak.
Chłopak wrócił do domu, ale te słowa nie dawały mu spokoju. Zaczął je widzieć wszędzie. Zobaczył starszą kobietę, która codziennie przychodziła do piekarni po chleb, choć ledwo chodziła. Zawsze mówiła „dziękuję”, nawet gdy nikt na nią nie zwracał uwagi. Zobaczył nauczyciela, który po lekcjach zostawał z jednym uczniem, bo wiedział, że w domu nikt mu nie pomoże. Zobaczył sąsiada, który zapalał światło w oknie co wieczór – nie dla siebie, ale po to, by wracający późno syn wiedział, że ktoś czeka. I wtedy zrozumiał.
Świat nie psuje się dlatego, że brakuje w nim wielkich rzeczy. Psuje się wtedy, gdy brakuje małej soli: cierpliwości, uczciwości, cichej miłości, obecności.
Kilka dni później chłopak znów spotkał piekarza i powiedział: – Już wiem, dlaczego twój chleb smakuje inaczej. – Dlaczego? – zapytał piekarz. – Bo nie boisz się dodać soli. Piekarz spojrzał na niego uważnie i odpowiedział: – A teraz pamiętaj jedno: świat też potrzebuje ludzi, którzy nie boją się być solą. I którzy nie gaszą światła, nawet gdy nikt im nie dziękuje. Czasem wystarczy odrobina wiernej miłości i jedno zapalone światło, by całe życie – czyjeś i nasze – nabrało smaku.
Refleksja
Sól, która traci smak, wygląda jak sól, ale nią nie jest. Podobnie bywa z wiarą. Sól nie krzyczy. Nie dominuje. Jest mała – ale bez niej wszystko traci sens. „Wy jesteście solą ziemi. Wy jesteście światłem świata.” A więc: nie trać smaku Ewangelii, nie chowaj światła pod lękiem, wygodą i obojętnością, bądź solą tam, gdzie życie staje się mdłe, bądź światłem tam, gdzie ktoś idzie po omacku. Bo czasem jedno dobre słowo, jeden gest, jedna wierna postawa wystarczą, by ktoś nie zgubił drogi.
Jezus nie mówi dziś do uczniów: „Starajcie się być solą” albo „Spróbujcie być światłem”. Mówi jasno: „Wy jesteście”. To znaczy: taka jest wasza tożsamość. Tak was widzi Bóg. W czasach Jezusa sól była na wagę złota. Rzymscy żołnierze otrzymywali część żołdu w soli – stąd słowo salary. Sól konserwowała żywność, chroniła przed zepsuciem. Sól oczyszczała rany – bolało, ale leczyło. Sól nadawała smak temu, co bez niej było mdłe. I Jezus mówi: tacy macie być. Chrześcijanin nie jest po to, żeby być „niewidoczny”, „bezpieczny”, „neutralny”. Jest po to, by: zatrzymywać zło, nadawać smak dobru, leczyć świat miłością, nawet jeśli czasem to boli.
3 pytania na dobranoc i dzień dobry
- Czy jesteś solą w środowisku, gdzie przebywasz i żyjesz?
- Czy świacisz, czyli dajesz śwoadectwo swojej wiary w Jrzuysa?
- Czy dajesz z siebie wszystko?
I tak na koniec…
(…) żeby kogo poznać w doli i w niedoli,
Trzeba z nim zjeść beczkę soli.
Jan Brzechwa, Śledź i dorsz









