Do starej wioski w górach przyszedł pewnego dnia młody człowiek. Był wzburzony, zagniewany, gotowy, by wykrzyczeć wszystkim swoją wersję zdarzenia. – On mnie okłamał! – mówił, wskazując na sąsiada. – Jest nieuczciwy, wszyscy powinni wiedzieć!
Staruszek, który siedział na ławce przed karczmą i splatał kosze z wikliny, spojrzał na niego spokojnie. – Jesteś pewien? – zapytał. – Oczywiście! – odparł młody. – Widziałem część tego, co zrobił. Wystarczy, by znać prawdę.
Starzec wstał i powoli zaprowadził go na skraj wioski. Tam, między sosnami, leżały trzy wielkie kamienie. – Spójrz – powiedział. – Pod tym kamieniem jest jedna trzecia prawdy. Pod drugim – kolejna. Pod trzecim – ostatnia. Tylko ten, kto zajrzy pod wszystkie trzy naraz, pozna całość. Każdy, kto zagląda tylko pod jeden, zobaczy tyle, ile mu wygodne… a resztę dopowie sobie sam.
Młody człowiek próbował podnieść pierwszy kamień, ale był ogromny. Zrezygnował. Staruszek uśmiechnął się łagodnie. – Widzisz? Łatwo mówić o prawdzie, trudniej ją unieść. To, co widziałeś, to tylko jeden fragment. A człowiek, który zna tylko fragment, nie powinien nazywać drugiego kłamcą. Bo może się okazać, że oskarża… własną niewiedzę.
Młody spuścił głowę. – Co więc mam zrobić? – zapytał cicho. Starzec odpowiedział: – Zanim nazwiesz kogoś kłamcą, upewnij się, że twoje serce widziało wszystko. A jeśli nie widziało – zapytaj, słuchaj, próbuj zrozumieć. Prawda nie lubi krzyku. Prawda mieszka tam, gdzie człowiek potrafi być pokorny[1]. Ten, kto nie zna wszystkich faktów, zna tylko swój cień prawdy. A cień, choć przypomina kształt, nigdy nie jest całością. Starzec przeszedł do drugiego. – Tu jest prawda, której nie chciałeś zauważyć albo o niej nie wiesz. Elias tylko westchnął. Abel dotknął trzeciego. – A tu, pod najcięższym, jest to, co widzi tylko Bóg. Zamiary, lęki, okoliczności, serce człowieka. Młody zamilkł. Starzec dodał łagodnie: – Kto zna jedną część, nie zna prawdy. Kto zna dwie, nadal nie wie wszystkiego. A ten, kto nie rozumie trzeciej – niech nie rzuca oskarżeń. Bo prawda to nie kamień, który można podnieść siłą, ale światło, które przychodzi do pokornego serca.
Młodzieniec usiadł w trawie. Po raz pierwszy zobaczył, jak wiele nie wiedział… i jak łatwo było zranić drugim słowem. Starzec odszedł, zostawiając go z myślą, która była cięższa niż te wszystkie kamienie: „Prawda nie krzyczy. Prawda czeka, aż człowiek do niej dorośnie.”
Dzisiejsza Ewangelia przypomina nam, że Jezus jest Drogą, Prawdą i Życiem (J 14,6). A prawda Jezusa nigdy nie jest powierzchowna, jednostronna ani pochopna. Zbyt łatwo oceniamy innych, nie znając wszystkich faktów. Tymczasem Jezus mówi: „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni” (Mt 7, 1). Nie dlatego, że wszystko wolno, ale dlatego, że człowiek widzi jedynie fragment. Tylko Bóg widzi całość: serce, intencje, historię, lęki, zranienia.
Kiedy więc chcemy kogoś oskarżyć o kłamstwo, przypomnijmy sobie trzy kamienie z opowiadania. Może znamy tylko pierwszą część historii. Może brakuje nam drugiej. A trzeciej – nawet nie jesteśmy w stanie unieść. Prawda nie rodzi się z krzyku, lecz ze spotkania, dialogu, słuchania. Nie rodzi się z pychy, lecz z pokory przed Bogiem. I dlatego Jezus mówi dziś do każdego z nas: „Zanim powiesz o kimś: kłamca – najpierw zapytaj, zanim osądzisz – posłuchaj, zanim wydasz wyrok – pomyśl, czy znasz całą prawdę.” A kiedy nie znasz – lepiej milczeć niż ranić. Bo człowiek, który zna tylko fragment, a rzuca oskarżenia, nie broni prawdy. On broni własnego braku wiedzy. Ten, kto zna tylko część historii, nie powinien wydawać wyroków – bo wtedy oskarża nie człowieka, lecz własną niewiedzę.
Ile razy w życiu widzimy tylko jeden wycinek historii? Jeden gest, słowo, zachowanie… i już tworzymy cały obraz. Już osądzamy. Już mówimy: „On kłamie”, „Ona jest winna”, „Ja wiem swoje”. A tymczasem prawda bywa jak te trzy kamienie: Pierwszy – to to, co widzimy. Drugi – to to, czego nie widzimy. Trzeci – to to, co zna tylko Bóg. Kiedy o tym zapominamy, stajemy się surowi, szybcy w osądzie, pewni siebie… ale niekoniecznie działamy w imieniu prawdy.
Pewnego dnia pięciu ślepców postanowiło przekonać się, jak wygląda słoń. Każdy z nich dotknął innej części zwierzęcia. Każdy był więc przekonany, że to, co trzyma, to cały słoń.
Pierwszy, który chwycił trąbę, uważał, że słoń ma postać wijącego się węża. Drugi, który dotknął ucha, upierał się, że słoń ma kształt liścia palmowego. Trzeci, ściskając mocno jedną z nóg słonia, oznajmił że zwierzę ma wgląd drzewa. „Ależ nie!” – oświadczył czwarty, który klepał słonia po boku – „Ta bestia wygląda jak ściana!”. Wówczas piąty ślepiec, który był najbardziej głośny z całej grupy, chwycił ogon zwierzęcia i krzyknął: „Bracia moi, wy jesteście nie tylko ślepi, ale i głupi! Przecież słoń ma kształt liny!”[2].
W pewnym miasteczku na południu siedmiu sąsiadów spotykało się co tydzień przy wspólnym stole. Każdy przynosił coś z domu: chleb, oliwki, ser, wino. I – oczywiście – opinie. A tych mieli tyle, że gdyby je zważyć, stół by się pod nimi załamał. Jeden mówił, że Kościół powinien być bardziej surowy. Drugi – że bardziej łagodny. Trzeci – że Msza za krótka. Czwarty – że zbyt długa. Piąty chciał więcej śpiewu. Szósty – mniej kazania. A siódmy… ten sam nie wiedział, czego chce, ale opinie miał o wszystkim.
Kłócili się więc zawsze przy najlepszym jedzeniu. Aż pewnego wieczoru, kiedy znów rozgorzała dyskusja, najstarszy z nich – stary Jakub, którego nikt słuchać nie lubił, bo mówił mało – wstał, położył na stole świecę i powiedział: – Popatrzcie. Każdy z was przyniósł coś innego. Każdy coś innego mówi. Ale gdy zgasną światła, nikt nie pyta, kto przyniósł świecę. Wszyscy korzystamy z jednego światła. – I co nam to ma powiedzieć? – burknął ten, co opinie miał o wszystkim. Jakub uśmiechnął się łagodnie. – To, że możemy mieć różne zdania, różne spojrzenia, różne temperamenty. Ale jest tylko jedno Światło, które nas prowadzi. Chrystus nie pyta, kto miał rację. Pyta, kto pozwolił, by Jego światło oświetliło mu drogę. Zapadła cisza. Pierwsza od miesięcy[3].
Opinie mogą nas dzielić, ale tylko wtedy, gdy zapominamy, że prowadzi nas jeden Chrystus. To nie nasze racje budują jedność, lecz Jego światło.
J 14, 1-12
Ja jestem drogą i prawdą, i życiem
Jezus powiedział do swoich uczniów:
«Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie! W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce. A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem. Znacie drogę, dokąd Ja idę».
Odezwał się do Niego Tomasz: «Panie, nie wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę?»
Odpowiedział mu Jezus: «Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie. Gdybyście Mnie poznali, znalibyście i mojego Ojca. Ale teraz już Go znacie i zobaczyliście».
Rzekł do Niego Filip: «Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy».
Odpowiedział mu Jezus: «Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie widzi, widzi także i Ojca. Dlaczego więc mówisz: „Pokaż nam Ojca”? Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie? Słów tych, które wam mówię, nie wypowiadam od siebie. To Ojciec, który trwa we Mnie, On sam dokonuje tych dzieł. Wierzcie Mi, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie. Jeżeli zaś nie – wierzcie przynajmniej ze względu na same dzieła!
Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, a nawet większe od tych uczyni, bo Ja idę do Ojca».
[1] Opowiadanie pt. “Prawda pod trzema kamieniami”
[2] Starożytna przypowieść hinduska
[3] Różne opinie, ale jeden Chrystus









