Wspomnienie św. Grzegorza Wielkiego, papieża i doktora Kościoła, Bóg nie rezygnuje z człowieka, Łk 5, 1–11

Total
0
Shares

Najtrudniejsze bywają nie te dni, w których mamy dużo pracy, ale te, po których myślimy: „Tyle wysiłku i wszystko na nic”.

Rodzice starają się dobrze wychować dzieci, a później patrzą z bólem na ich wybory. Ktoś próbuje naprawić małżeństwo, ale każda rozmowa kończy się kłótnią. Ktoś pomaga we wspólnocie, poświęca czas, a zamiast wdzięczności słyszy pretensje. Przychodzi wtedy pokusa: „Dość. Już nie będę próbował”.

Z takim zmęczeniem spotykamy dzisiaj Piotra. Po nieudanym połowie płucze sieci. Właśnie wtedy Jezus wchodzi do jego łodzi. Nie czeka, aż rybak odniesie sukces. Przychodzi do niego po porażce.

A potem mówi: „Wypłyń na głębię”. Piotr odpowiada: „Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci”. Łk 5, 1–11.

To jest początek wiary: nie muszę wszystkiego rozumieć, żeby zaufać Jezusowi. Mogę powiedzieć Mu szczerze o swoim zmęczeniu, a jednak zostawić miejsce na Jego słowo.

Nie tylko próbować jeszcze raz, ale inaczej

Wyobraźmy sobie sytuację, którą można spotkać w niejednym domu.

Ojciec nie potrafił porozumieć się z dorastającym synem. Każda rozmowa zaczynała się od pytań o szkołę, obowiązki i przyszłość. Kończyła się podniesionym głosem oraz trzaskaniem drzwiami. „Już wszystkiego próbowałem” powtarzał ojciec.

Pewnego dnia żona zapytała go spokojnie: „A próbowałeś posłuchać go do końca, bez poprawiania?” Nie spodobało mu się to pytanie. Przecież chciał dobrze. Przecież miał doświadczenie. Przecież syn powinien wreszcie zrozumieć!

Wieczorem jednak zapukał do jego pokoju. „Chciałbym z tobą porozmawiać. Ale dzisiaj nie będę ci mówił, co masz robić. Chcę usłyszeć, co się z tobą dzieje”. Początkowo syn wzruszył ramionami. Potem powiedział kilka zdań. Ojciec już otwierał usta, żeby zaprzeczyć, ale się powstrzymał. Słuchał.

Rozmowa nie rozwiązała wszystkich problemów. Następnego dnia nie stali się idealną rodziną. Ale kiedy ojciec wychodził, usłyszał: „Tato, jutro też możemy pogadać?” Dotąd ojciec liczył, ile razy przemówił synowi do rozsądku. Tego wieczoru po raz pierwszy zapytał siebie, czy naprawdę poznał jego serce.

Morał jest prosty: czasem nie trzeba mocniej ciągnąć tych samych sieci. Trzeba pozwolić Jezusowi zmienić sposób, w jaki je zarzucamy.

Może naszą głębią będzie właśnie słuchanie. Może przeproszenie bez dodawania: „Ale ty też…”. Może poproszenie o pomoc, bo dotychczas upieraliśmy się, że sami poradzimy sobie ze wszystkim.

Wiara nie oznacza, że każdy następny wysiłek zakończy się sukcesem. Nie daje nam władzy nad drugim człowiekiem. Daje natomiast odwagę, by nadal czynić dobro, nie wymuszając rezultatów.

Grzegorz: od ciszy klasztoru do troski o ludzi

Wspominany dzisiaj święty Grzegorz Wielki także musiał pozwolić Bogu zmienić swoje plany.

Był prefektem Rzymu, lecz zrezygnował z urzędu i rozpoczął życie mnisze. Cenił modlitwę, studium i ciszę. Później został jednak powołany do innych zadań, a ostatecznie do posługi papieża. Przyszło mu służyć w czasach głodu, zarazy i zagrożenia wojną. Organizował pomoc żywnościową, wspierał potrzebujących, wykupywał jeńców i zabiegał o pokój. Benedykt XVI, katecheza o św. Grzegorzu Wielkim.

To bardzo konkretny przykład z życia świętego. Człowiek pragnący klasztornej ciszy podejmuje odpowiedzialność za głodnych i zagrożonych ludzi.

Nie wystarczyło mówić im o Bożej miłości. Trzeba było zatroszczyć się również o chleb.

Jaki płynie z tego morał? Bliskość Boga nie oddala od ludzkich problemów. Uczy dostrzegać je i podejmować odpowiedzialność na miarę swoich możliwości.

My również możemy mieć własny plan na spokojne życie. Tymczasem pojawia się choroba bliskiej osoby, ktoś potrzebuje opieki, we wspólnocie brakuje rąk do pomocy. Nie każdą prośbę musimy przyjąć. Nie wszystko jest naszym zadaniem. Warto jednak zapytać: „Panie, czy właśnie tutaj mnie potrzebujesz?”

Jezus widzi więcej niż nasze słabości

Po cudownym połowie Piotr uświadamia sobie własną grzeszność. Jezus jednak nie odchodzi. Powierza mu misję.

To ważne dla każdego, kto myśli: „Ze mnie już nic dobrego nie będzie. Za dużo błędów. Za wiele zmarnowanych okazji”.

Chrystus nie lekceważy naszych grzechów. Wzywa do nawrócenia. Ale nie sprowadza człowieka do jego najgorszego czynu. Widzi także dobro, które dzięki łasce może się jeszcze narodzić.

My nieraz mówimy o kimś: „Znam go. On się nie zmieni”. A czy pozwalamy mu się zmienić? Czy po przeprosinach wciąż przypominamy dawną winę? Czy człowiek wracający do wspólnoty znajduje u nas miejsce, czy tylko podejrzliwe spojrzenia?

Jezus powołuje niedoskonałych ludzi. Także nas. Nie po to, żebyśmy wywyższali się nad innymi, ale żebyśmy pomagali im Go spotkać.

Bracia i Siostry, może dzisiaj przyszliśmy do kościoła z poczuciem pustych sieci. Przynieśmy je przed ołtarz. Nie trzeba udawać przed Bogiem, że wszystko się udało.

Powiedzmy Mu:

Panie Jezu, jestem zmęczony, ale chcę Cię słuchać.
Pokaż mi, co powinienem podjąć na nowo, a co zmienić.
Daj mi pokorę, by przyjąć pomoc, i odwagę, by służyć.
Jak Piotra ucz mnie zaufania. Jak świętego Grzegorza ucz mnie troski o ludzi.

Bo moja dzisiejsza bezradność nie musi być końcem drogi. Może być miejscem, w którym wreszcie zrobię miejsce dla Ciebie.

Łk 5, 1-11

Cudowny połów ryb i powołanie apostołów

Pewnego razu – gdy tłum cisnął się do Jezusa, aby słuchać słowa Bożego, a On stał nad jeziorem Genezaret – zobaczył dwie łodzie stojące przy brzegu; rybacy zaś wyszli z nich i płukali sieci. Wszedłszy do jednej łodzi, która należała do Szymona, poprosił go, żeby nieco odbił od brzegu. Potem usiadł i z łodzi nauczał tłumy.

Gdy przestał mówić, rzekł do Szymona: «Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów!» A Szymon odpowiedział: «Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i nic nie ułowiliśmy. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci». Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać. Skinęli więc na współtowarzyszy w drugiej łodzi, żeby im przyszli z pomocą. Ci podpłynęli; i napełnili obie łodzie, tak że się prawie zanurzały.

Widząc to, Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: «Wyjdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiekiem grzesznym». I jego bowiem, i wszystkich jego towarzyszy w zdumienie wprawił połów ryb, jakiego dokonali; jak również Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, którzy byli wspólnikami Szymona.

A Jezus rzekł do Szymona: «Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił». I wciągnąwszy łodzie na ląd, zostawili wszystko i poszli za Nim.

Total
0
Shares
(fot. Paul Sableman / flickr.com / CC BY 2.0)

23 N. zwykła, Przebaczaj w nieskończoność, Mt 18, 15-20

Szekspir napisał, że przebaczenie jest podwójnym błogosławieństwem. Błogosławieństwem dla tego, kto przebacza i dla tego, który doznaje przebaczenia.…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Może spodoba Ci się też...