32 N. zwykła, Czuwajcie, bo…, Mt 25, 1-13

Total
0
Shares

„Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny”.

Dzisiaj Jezus opowiada nam historię dziesięciu panien, które czekały na przybycie oblubieńca. Wszystkie miały lampy. Wszystkie zostały zaproszone na wesele. Wszystkie chciały uczestniczyć w radości. Ale tylko pięć z nich pomyślało o tym, że trzeba zabrać zapas oliwy. Pozostałe pięć było przekonanych, że jakoś to będzie. I właśnie te trzy słowa: „Jakoś to będzie”, są jednymi z najbardziej niebezpiecznych słów w życiu człowieka, rodziny, Kościoła, a nawet całego narodu. 

„Jakoś to będzie”, mówi człowiek, który zaniedbuje swoje zdrowie. „Jakoś to będzie”, mówią małżonkowie, którzy przestali ze sobą rozmawiać. „Jakoś to będzie”, mówi chrześcijanin, który odkłada modlitwę, spowiedź i pojednanie na później. „Jakoś to będzie”, mówi naród, który zapomina o własnej historii, lekceważy zagrożenia i zaczyna wierzyć, że wolność została mu dana raz na zawsze. A potem przychodzi północ. Przychodzi niebezpieczeństwo. Przychodzi chwila próby. I nagle okazuje się, że lampy gasną, a oliwy zabrakło.

Dzisiaj, kiedy obchodzimy 108. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości, ta Ewangelia nabiera szczególnego znaczenia. Bo niepodległość jest jak lampa. Może świecić przez wiele lat, ale jeżeli zabraknie oliwy, może zgasnąć. A tą oliwą są: wiara, pamięć, jedność, odpowiedzialność, odwaga, prawda, honor i miłość do Ojczyzny.

Pewien król zbudował piękne miasto otoczone potężnymi murami. Mieszkańcy czuli się bezpieczni. Na murach ustawiono strażników, których obowiązkiem było pilnowanie bram. Pewnego wieczoru młody strażnik powiedział do starszego: „Po co właściwie mamy tutaj stać? Przecież od wielu lat nikt nas nie zaatakował. Wrogów nie widać. Możemy spokojnie odpocząć”. Starszy strażnik odpowiedział: „Właśnie dlatego, że od wielu lat pilnujemy murów, mieszkańcy mogą spokojnie spać”. Młody człowiek roześmiał się. „Przesadzasz! Jedna noc niczego nie zmieni”. I zasnął. Tej samej nocy pod bramę podeszli nieprzyjaciele. Zobaczyli, że nikt nie pilnuje wejścia. Otworzyli bramę i zajęli miasto niemal bez walki.

Nazajutrz młody strażnik, widząc zniszczenia, zapytał ze łzami: „Jak to możliwe, że straciliśmy wszystko w ciągu jednej nocy?”. Starszy strażnik odpowiedział: „Nie straciliśmy miasta w jedną noc. Traciliśmy je każdego dnia, kiedy zaczynaliśmy wierzyć, że nie trzeba już czuwać”[1].

To opowiadanie jest wymyśloną przypowieścią, ale jego morał jest boleśnie prawdziwy. Narody nie zawsze tracą wolność nagle. Czasem zaczynają ją tracić dużo wcześniej. Kiedy przestają szanować własną historię. Kiedy zamiast rozmawiać, zaczynają się wzajemnie nienawidzić. Kiedy dobro wspólne przegrywa z prywatnym interesem. Kiedy uczciwość staje się naiwnością, a zdrada własnych zasad nazywana jest sprytem. Kiedy młode pokolenie nie wie już, dlaczego na polskiej fladze są biel i czerwień i ile ludzkiej krwi kosztowało prawo do wywieszania tej flagi. Wolność najpierw umiera w sercach, a dopiero później może zniknąć z mapy. I właśnie przed tym ostrzega nas dzisiejsza Ewangelia. Nie wystarczy mieć lampę. Trzeba jeszcze mieć oliwę. Nie wystarczy mieć państwo. Trzeba jeszcze umieć o nie zadbać. Nie wystarczy śpiewać „Jeszcze Polska nie zginęła”. Trzeba tak żyć, żeby Polska rzeczywiście nie zginęła.

W 1795 roku Polska zniknęła z mapy Europy. Nie było polskiego państwa. Nie było własnej armii. Nie było niepodległego rządu. Trzej zaborcy podzielili między siebie naszą Ojczyznę. I tak przez 123 lata. Pomyślmy: 123 lata! To więcej niż całe ludzkie życie. Rodziły się dzieci, dorastały, zakładały rodziny, umierały, nigdy nie zobaczywszy wolnej Polski. A jednak Polska przetrwała. Dlaczego? Bo byli ludzie, którzy pilnowali oliwy. Były matki, które uczyły dzieci polskich modlitw. Byli ojcowie, którzy opowiadali o historii Ojczyzny. Byli nauczyciele, którzy bronili polskiego języka. Byli kapłani, którzy podtrzymywali nadzieję. Byli żołnierze i powstańcy, którzy za wolność oddawali życie. Nie wszyscy trzymali karabin. Niektórzy trzymali różaniec. Inni książkę, pióro albo pług. Ale wszyscy, każdy na swój sposób, mogli strzec tego samego płomienia.

I wreszcie przyszedł 11 listopada 1918 roku. Polska odzyskała niepodległość. Nie był to cud bez ludzkiego wysiłku. Był to owoc ofiar, pracy, walki i niezwykłej wytrwałości pokoleń. Ale historia nie zakończyła się szczęśliwie raz na zawsze. Minęło zaledwie 21 lat i we wrześniu 1939 roku Polska została zaatakowana przez hitlerowskie Niemcy, a następnie przez Związek Sowiecki. Znów przyszła wojna, okupacja, więzienia, deportacje, Katyń, Auschwitz, łzy matek, śmierć dzieci i zniszczone miasta. Nie dlatego, że Polacy nie kochali wolności. Zostaliśmy napadnięci przez agresorów. Ale ta tragedia przypomina nam, że nawet najgorętsza miłość do Ojczyzny nie zastąpi mądrego przygotowania, silnych instytucji, sojuszy i zdolności do obrony. Wolność można utracić bardzo szybko. Jej odzyskanie może kosztować całe pokolenia cierpienia.

Dzisiaj żyjemy w innych czasach. Polska jest wolnym państwem, należy do NATO i Unii Europejskiej. Ale to nie oznacza, że nie ma zagrożeń. Widzimy wojnę za naszą wschodnią granicą. Widzimy agresję Rosji przeciw Ukrainie. Widzimy próby zastraszania, dezinformację i działania, które mają skłócać społeczeństwa. Musimy być roztropni wobec każdego zagrożenia, niezależnie od tego, skąd przychodzi. Równocześnie nie wolno nam uznawać całych narodów za wrogów. Potrzebujemy mądrości w relacjach zarówno ze Wschodem, jak i z Zachodem, umiejętności odróżniania prawdziwych przyjaciół od tych, którzy chcą wykorzystać naszą słabość. I dlatego dzisiaj Jezus przypomina: „Czuwajcie!”. Nie mówi: „Bójcie się wszystkich”. Nie mówi: „Nienawidźcie swoich sąsiadów”. Mówi: „Bądźcie przygotowani!”. Bo chrześcijańska roztropność nie polega na sianiu strachu. Polega na odpowiedzialności.

Pewien dziadek każdego roku, 11 listopada, wyjmował z szafy starą, biało-czerwoną flagę. Była trochę wyblakła, miejscami pożółkła, a na jednym rogu starannie zszyta. Jego wnuk zapytał kiedyś: „Dziadku, dlaczego nie kupisz nowej? Przecież ta wygląda już bardzo staro”. Dziadek uśmiechnął się i odpowiedział: „Bo ta flaga wiele pamięta”. „Ale przecież to tylko kawałek materiału!”. Dziadek usiadł, wziął wnuka za rękę i powiedział: „Kiedy byłem mały, mój ojciec ukrywał ją podczas okupacji. Za samo jej posiadanie mógł trafić do więzienia albo stracić życie. Po wojnie długo nie mogliśmy jej wywieszać tak, jak chcieliśmy. A kiedy wreszcie nadeszły wolne czasy, ojciec powiedział mi: Synu, teraz możesz wywiesić ją bez strachu. Ale pamiętaj, że ktoś inny zapłacił za to swoją krwią”.

Chłopiec długo milczał. Wreszcie zapytał: „Dziadku, a co ja mogę zrobić dla Polski? Przecież nie jestem żołnierzem”. Dziadek odpowiedział: „Nie musisz umierać za Polskę. Postaraj się tak żyć, żeby Polska nie musiała znowu prosić swoich dzieci, aby za nią umierały”. I dodał: „Ucz się. Bądź uczciwy. Nie kradnij. Nie kłam. Szanuj innych. Pomagaj słabszym. Nie pozwól, żeby ktoś nauczył cię nienawidzić drugiego Polaka tylko dlatego, że inaczej myśli. Kochaj swoją Ojczyznę nie tylko od święta”. Wnuk spojrzał na flagę i powiedział: „Dziadku, to może w tym roku wywiesimy ją razem?”[2]. Patriotyzm nie zaczyna się na polu bitwy. Zaczyna się w domu, w rodzinie, w szkole, w pracy i w ludzkim sumieniu.

To drugie, również symboliczne opowiadanie przypomina nam, że niepodległość nie jest tylko sprawą polityków i żołnierzy. Jest sprawą każdego z nas. Również nas, Polaków żyjących w Australii. Możemy mieszkać tysiące kilometrów od Warszawy, Krakowa czy Gdańska, czy Wrocławia, a jednak nadal nosić Polskę w sercu. Kiedy uczymy wnuki polskiego języka, kiedy przekazujemy im wiarę, kiedy opowiadamy o historii naszego narodu, kiedy modlimy się za Ojczyznę, dokładamy oliwy do lampy polskości. Bo Ojczyzna to nie tylko ziemia, na której mieszkamy. To także pamięć, kultura, język, historia i ludzie, których kochamy.

Na polskich sztandarach wojskowych widnieją słowa: BÓG, HONOR, OJCZYZNA. To nie jest tylko piękne hasło. To program życia. Bóg, bo człowiek potrzebuje sumienia i prawdy większej niż jego własny interes. Wiara przypomina nam, że nawet największa władza nie jest absolutna, a każda osoba ma niezbywalną godność. Honor, bo człowiek bez honoru potrafi sprzedać wszystko: własne przekonania, przyjaciół, a nawet Ojczyznę. Honor to uczciwość również wtedy, kiedy nikt nie patrzy. To dotrzymywanie słowa. To odwaga powiedzenia prawdy, nawet kiedy prawda kosztuje. Ojczyzna, bo nie żyjemy tylko dla siebie. Jesteśmy częścią większej wspólnoty, która była przed nami i która powinna istnieć po nas.

Można mieć piękny dom, drogi samochód, wielkie oszczędności, a jednocześnie być człowiekiem, który nie potrafi poświęcić niczego dla innych. Można także mieć niewiele, ale posiadać wielkie serce i być gotowym służyć Bogu, rodzinie i Ojczyźnie. Właśnie takich ludzi potrzebuje Polska. I takich ludzi potrzebuje Kościół.

Wróćmy jeszcze do dziesięciu panien z Ewangelii. Zauważmy coś niezwykle ważnego. Wszystkie zasnęły. Także te roztropne. Różnica nie polegała na tym, że jedne nigdy nie były zmęczone, a drugie były leniwe. Różnica polegała na przygotowaniu. Roztropne miały zapas oliwy. Nieroztropne żyły tylko chwilą. I właśnie tutaj znajduje się bardzo ważna lekcja dla naszego narodu. Nie wystarczy reagować dopiero wtedy, kiedy pojawi się niebezpieczeństwo. Nie wystarczy przypominać sobie o jedności dopiero wtedy, kiedy przyjdzie wojna. Nie wystarczy mówić o honorze dopiero wtedy, kiedy ktoś nas zdradzi. Nie wystarczy wołać do Boga dopiero wtedy, kiedy wszystkie inne nadzieje zawiodą. Roztropność polega na tym, żeby robić dzisiaj to, za co jutro nie będziemy musieli płacić łzami. A czy dzisiaj w Polsce nie brakuje nam czasem takiej roztropności? Patrzymy na nasze spory polityczne, na wzajemne oskarżenia, na język pogardy. Jedni uważają, że tylko oni są prawdziwymi patriotami. Drudzy odpowiadają tym samym. Rodziny kłócą się przy świątecznym stole. Przyjaciele przestają ze sobą rozmawiać. A przecież można różnić się poglądami i nadal kochać tę samą Ojczyznę. Można inaczej oceniać historię, politykę i gospodarkę, a mimo to szanować drugiego człowieka. Wolność potrzebuje mądrej debaty, nie ślepej jednomyślności.

Naród, który całą swoją energię zużywa na walkę z samym sobą, może nie zauważyć prawdziwego niebezpieczeństwa przychodzącego z zewnątrz. To nie znaczy, że mamy milczeć wobec zła. Przeciwnie. Mamy bronić prawdy, sprawiedliwości i godności człowieka. Ale nie wolno nam mylić patriotyzmu z nienawiścią. Nie wolno nam mylić odwagi z agresją. Nie wolno nam mylić wiary w Boga z przekonaniem, że Bóg zawsze stoi po stronie naszych politycznych sympatii. Bo Bóg nie jest własnością żadnej partii ani żadnego ugrupowania. Jest Panem ludzkich sumień.

Pewien ojciec zaprowadził syna na cmentarz wojskowy. Chłopiec zobaczył setki białych krzyży ustawionych w równych rzędach. Zapytał: „Tato, dlaczego jest ich tak dużo?”. Ojciec odpowiedział: „Bo wielu ludzi oddało życie, żebyśmy mogli być wolni”. Chłopiec przez chwilę milczał, a potem zapytał: „A gdyby dzisiaj przyszła wojna, czy oni mogliby jeszcze raz nas uratować?”. Ojciec spojrzał na groby i powiedział: „Nie, synku. Oni już zrobili swoje. Teraz kolej na nas, żeby mądrze strzec tego, co nam zostawili”[3]. To bardzo prosta historia, ale jej przesłanie jest głębokie.

W Ewangelii panny nieroztropne proszą roztropne: „Użyczcie nam swej oliwy”. Ale słyszą odpowiedź, że oliwy może nie wystarczyć dla wszystkich. Nie chodzi tutaj o egoizm. Jezus przypomina, że istnieją rzeczy, których nie można przygotować za drugiego człowieka. Nikt nie może za mnie przeżyć mojego życia. Nikt nie może za mnie zbudować mojego sumienia. Nikt nie może za mnie dochować wierności Bogu. I podobnie żadne pokolenie nie może bez końca żyć wyłącznie zasługami swoich przodków. Nasi dziadkowie i pradziadkowie zapłacili ogromną cenę za wolność. Ale my nie możemy powiedzieć: „Oni już wszystko zrobili. Teraz możemy spokojnie spać”. Bo niepodległość nie jest pamiątką, którą wystarczy postawić na półce. Jest zadaniem, które trzeba podejmować każdego dnia.

Za chwilę zakończymy tę Eucharystię. Wrócimy do naszych domów. Być może zaśpiewamy hymn, zobaczymy biało-czerwone flagi, wspomnimy naszych bohaterów. Ale chciałbym, abyśmy zabrali ze sobą jedno pytanie: Czy moja lampa jeszcze płonie? Czy jest w niej oliwa wiary? Czy jest oliwa uczciwości? Czy jest oliwa honoru? Czy jest oliwa miłości do Ojczyzny? Czy jest oliwa odpowiedzialności za przyszłe pokolenia? Bo możemy mieć najpiękniejsze sztandary, najwspanialsze uroczystości i najgłośniej śpiewać patriotyczne pieśni, ale jeśli zabraknie nam prawdy, jedności, odwagi i odpowiedzialności, pozostaniemy jak panny, które miały piękne lampy, lecz nie miały oliwy.

Dzisiaj dziękujemy Bogu za 108 lat, które minęły od odzyskania niepodległości. Dziękujemy za wszystkich, którzy walczyli, cierpieli, modlili się i umierali za Polskę. Dziękujemy za tych, którzy w czasach niewoli nie pozwolili zgasić płomienia nadziei. I prosimy Boga, abyśmy nigdy nie musieli przeżywać tego, co przeżywały poprzednie pokolenia. Aby nasze dzieci nie musiały chować się w piwnicach przed bombami. Aby matki nie musiały żegnać synów idących na wojnę. Aby ojcowie nie musieli patrzeć na zburzone domy. Aby polska ziemia nigdy więcej nie musiała nasiąkać krwią tych, którzy pragną jedynie żyć w wolnym kraju.

Niech Bóg da nam mądrość, abyśmy umieli rozpoznać niebezpieczeństwo, zanim będzie za późno. Niech da nam odwagę, abyśmy potrafili bronić tego, co dobre. I niech da nam serca zdolne do pojednania, bo naród podzielony nienawiścią jest narodem osłabionym. Pamiętajmy: wolność można stracić w jednej chwili, ale jej odzyskanie może kosztować sto lat cierpienia. Dlatego nie bądźmy jak panny nieroztropne, które obudziły się dopiero wtedy, gdy było już za późno. Bądźmy jak panny roztropne. Czuwajmy nad naszą wiarą. Czuwajmy nad naszym sumieniem. Czuwajmy nad naszymi rodzinami. Czuwajmy nad naszą Ojczyzną. Bo Polska nie potrzebuje tylko ludzi gotowych za nią umrzeć. Polska potrzebuje przede wszystkim ludzi, którzy będą dla niej uczciwie żyć. Niech więc nigdy nie zabraknie nam oliwy w naszych lampach. Niech nigdy nie zabraknie nam wiary w Boga, honoru w sercu i miłości do Ojczyzny. A kiedy zaśpiewamy: „Jeszcze Polska nie zginęła, kiedy my żyjemy”, pamiętajmy, że są to nie tylko słowa hymnu. To również zobowiązanie. Bo dopóki żyją ludzie wierni Bogu, prawdzie, honorowi i Ojczyźnie, dopóty płomień nadziei nie zgaśnie.

Mt 25, 1-13

Przypowieść o dziesięciu pannach

Jezus opowiedział swoim uczniom tę przypowieść:

«Podobne będzie królestwo niebieskie do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie pana młodego. Pięć z nich było nierozsądnych, a pięć roztropnych. Nierozsądne wzięły lampy, ale nie wzięły z sobą oliwy. Roztropne zaś razem z lampami zabrały również oliwę w swoich naczyniach. Gdy się pan młody opóźniał, senność ogarnęła wszystkie i posnęły.

Lecz o północy rozległo się wołanie: „Oto pan młody idzie, wyjdźcie mu na spotkanie!” Wtedy powstały wszystkie owe panny i opatrzyły swe lampy. A nierozsądne rzekły do roztropnych: „Użyczcie nam swej oliwy, bo nasze lampy gasną”. Odpowiedziały roztropne: „Mogłoby i nam, i wam nie wystarczyć. Idźcie raczej do sprzedających i kupcie sobie”.

Gdy one szły kupić, nadszedł pan młody. Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną, i drzwi zamknięto. Nadchodzą w końcu i pozostałe panny, prosząc: „Panie, panie, otwórz nam!” Lecz on odpowiedział: „Zaprawdę, powiadam wam, nie znam was”.

Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny».


[1] Opowiadanie pt. “O strażniku, który zasnął”

[2] Opowiadanie pt. “O dziadku, wnuku i starej fladze”

[3] Opowiadanie pt. “Oliwa, której nie można pożyczyć”

Total
0
Shares
(fot. nsmithtnz / flickr.com / CC BY-NC 2.0)

32 N. zwykła, Mądrość i roztropność, Mt 25, 1-13

W roku 2001 studiowałem na 4-tym roku teologii w Katowicach. Był on potrzebny do otrzymania świeceń kapłańskich. Dojeżdżałem…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Może spodoba Ci się też...