Dziesięć panien oczekiwało na przyjście pana młodego. Wszystkie miały lampy. Wszystkie wyszły mu na spotkanie. Wszystkie zasnęły, bo pan młody się opóźniał. A jednak tylko pięć z nich weszło na ucztę. Co je różniło? Nie to, że jedne zasnęły, a drugie czuwały. Zasnęły wszystkie. Różnica polegała na tym, że pięć roztropnych miało zapas oliwy, a pięć nierozsądnych posiadało jedynie lampy.
Można mieć lampę, która dobrze wygląda, a jednak nie daje światła. Można zachowywać religijne zwyczaje, znać modlitwy i uczestniczyć w nabożeństwach, a mimo to nie mieć w sercu oliwy żywej wiary, miłości i dobra. Można nosić krzyżyk na szyi, ale nie nieść krzyża drugiego człowieka. Można zapalić świecę w kościele, ale zgasić nadzieję w domu przez ostre słowo, obojętność albo nieprzebaczenie.
Jezus mówi dzisiaj: „Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny”. Czuwanie nie oznacza życia w strachu. Chrześcijanin nie czeka na Boga jak oskarżony na ogłoszenie wyroku. Czeka jak człowiek zakochany na spotkanie z kimś bliskim. Czuwanie to życie w taki sposób, aby nie trzeba było w ostatniej chwili naprawiać wszystkiego, co przez lata zaniedbywaliśmy. Kiedy zabrzmiało wołanie: „Pan młody idzie!”, nierozsądne panny powiedziały do pozostałych: „Użyczcie nam swej oliwy”. Ta prośba wydaje się rozsądna. Dlaczego więc roztropne panny nie podzieliły się oliwą? Czy nie zabrakło im miłosierdzia?
Jezus przypomina nam, że istnieją rzeczy, których nie można otrzymać od drugiego człowieka w ostatniej chwili. Nikt nie może za mnie kochać. Nikt nie może za mnie przebaczyć. Nikt nie może przeżyć za mnie mojego życia ani podjąć za mnie decyzji, która należy do mojego sumienia. Możemy modlić się za drugiego człowieka, wspierać go i wskazywać mu drogę. Nie możemy jednak zastąpić jego osobistej odpowiedzi udzielonej Bogu. Rodzice mogą przekazać dzieciom wiarę, ale nie mogą wierzyć zamiast nich. Kapłan może głosić Ewangelię, lecz nie może otworzyć za słuchacza jego serca. Wspólnota może pomagać człowiekowi iść do Boga, ale nie może za niego powiedzieć: „Panie, oddaję Ci moje życie”.
Oliwę gromadzi się każdego dnia. Każda szczera modlitwa jest kroplą oliwy. Każdy dobry czyn, przebaczenie, cierpliwie zniesiona przykrość i uczciwie spełniony obowiązek napełniają naszą lampę. Czasami wydaje nam się, że są to rzeczy małe i niezauważalne. Jednak właśnie z takich kropli powstaje światło całego życia.
Pewien starszy człowiek miał dwóch synów. Każdemu z nich podarował piękną lampę oliwną. Pierwszy syn ustawił lampę na honorowym miejscu. Codziennie ją wycierał, polerował i pokazywał gościom. – To lampa mojego ojca – mówił z dumą. Drugi postawił swoją lampę przy drzwiach domu. Wieczorami zapalał ją, aby podróżni mogli odnaleźć drogę, a sąsiedzi bezpiecznie przejść przez ciemną ulicę.
Po wielu latach ojciec odwiedził synów. Lampa pierwszego była piękna, czysta i zupełnie pusta. Lampa drugiego była okopcona i nosiła ślady używania, ale nadal płonęła. Ojciec popatrzył na obie i powiedział: – Pierwszy syn zachował mój podarunek. Drugi zrozumiał, po co go otrzymał[1]. Wiara nie została nam dana po to, abyśmy ją jedynie podziwiali i o niej opowiadali. Została nam dana, aby rozświetlała życie innych ludzi. Można troszczyć się o zewnętrzny wygląd lampy, a zapomnieć o jej najważniejszym zadaniu. Lampą jest nasze chrześcijańskie życie. Oliwą jest miłość. Płomieniem jest dobro, które dzięki nam dociera do drugiego człowieka.
Dzisiejszym przewodnikiem jest św. Augustyn, biskup i doktor Kościoła. Jego życie pokazuje, że Bóg potrafi obudzić człowieka nawet z bardzo głębokiego snu. Augustyn przez wiele lat szukał szczęścia daleko od Boga. Był człowiekiem niezwykle zdolnym, ambitnym i niespokojnym. Szukał prawdy w różnych filozofiach. Pragnął miłości, lecz podejmował decyzje, które nie dawały jego sercu pokoju. Odkładał nawrócenie. Wiedział, że powinien zmienić życie, ale nie chciał zrobić tego natychmiast. Jego modlitwę można by wyrazić słowami: „Panie, daj mi nowe życie, ale jeszcze nie teraz”. Czy nie jest to także nasza pokusa?
„Kiedyś zacznę się naprawdę modlić. Kiedyś pojednam się z tą osobą. Kiedyś znajdę czas dla rodziny. Kiedyś uporządkuję swoje sumienie. Kiedyś wrócę do Boga”. Jednak Ewangelia nie mówi: „Przygotujcie się kiedyś”. Jezus mówi: „Czuwajcie”. Dzisiaj. Teraz. W tej chwili, którą otrzymaliśmy. W życiu Augustyna nadeszła chwila przebudzenia. Usłyszał głos mówiący: „Weź i czytaj”. Otworzył Pismo Święte, a przeczytane słowa dotknęły jego serca. Zrozumiał, że nie może dłużej odkładać odpowiedzi. Pozwolił Bogu zapalić swoją lampę. Później napisał słowa, które pozostają aktualne dla każdego człowieka: „Niespokojne jest serce nasze, dopóki nie spocznie w Tobie”.
Augustyn miał wiele, ale nie miał pokoju. Dopiero kiedy odnalazł Boga, wszystkie elementy jego życia zaczęły układać się w jedną całość. Jego przeszłość nie została wymazana. Została przemieniona. Bóg nawet z jego błędów uczynił drogę, dzięki której później potrafił rozumieć zagubionych. Święty Augustyn mówi nam dzisiaj: nigdy nie jest za późno na nawrócenie, ale nie warto odkładać go na później.
W małym miasteczku mieszkał stary zegarmistrz. W jego warsztacie wisiały dziesiątki zegarów. Jedne chodziły szybko, inne się spóźniały, a niektóre zupełnie się zatrzymały. Pewnego dnia przyszedł do niego młody człowiek i powiedział: – Chciałbym kupić zegar, który pokaże mi, ile czasu jeszcze mi pozostało. Zegarmistrz spojrzał na niego i odpowiedział: – Takiego zegara nie potrafię wykonać. Mogę jednak dać ci inny. Podał mu niewielki zegarek bez cyfr. Na jego tarczy widniało tylko jedno słowo: „Teraz”. – Dlaczego nie ma godzin? – zapytał młody człowiek. – Ponieważ jedyną chwilą, w której możesz kochać, przebaczyć, pomóc komuś i wrócić do Boga, jest właśnie teraz[2]. Nie znamy długości swojego życia, ale znamy wartość obecnej chwili. Czuwanie oznacza wierne wykorzystanie czasu, który Bóg daje nam dzisiaj.
Nie wystarczy obudzić się na dźwięk wołania! Wszystkie panny usłyszały wołanie i wszystkie się obudziły. Samo przebudzenie jednak nie wystarczyło. Trzeba było jeszcze mieć oliwę. Czasami człowiek budzi się dopiero wtedy, gdy przychodzi choroba, śmierć bliskiej osoby, kryzys w rodzinie albo bolesna samotność. Nagle dostrzega, co naprawdę ma znaczenie. Widzi, ile czasu stracił na kłótnie, urażoną dumę, pogoń za rzeczami, które nie dają szczęścia. Bóg potrafi wykorzystać takie przebudzenie. Nie chce jednak, abyśmy czekali na dramatyczne wydarzenie. Zaprasza nas, byśmy byli gotowi już teraz.
Nie chodzi o robienie wielkich rzeczy. Wystarczy zapytać: Czy w mojej lampie jest oliwa modlitwy? Czy jest oliwa cierpliwości wobec najbliższych? Czy jest oliwa przebaczenia? Czy jest oliwa czasu ofiarowanego komuś samotnemu? Czy jest oliwa dobra wykonywanego bez oczekiwania na pochwałę? Bóg nie zapyta, czy nasza lampa była najpiękniejsza. Zapyta, czy dawała światło.
Pewien ksiądz zapytał kiedyś starszą kobietę: – Czy boi się pani spotkania z Bogiem? Odpowiedziała: – Nie. Przez całe życie z Nim rozmawiam. Będzie to wreszcie spotkanie twarzą w twarz. To jest właśnie chrześcijańskie czuwanie. Nie nerwowe patrzenie na zegarek, lecz codzienne życie w obecności Boga.
Święty Augustyn długo spał. Kiedy jednak się obudził, pozwolił Bogu rozpalić swoje serce. Niech jego modlitwa stanie się także naszą modlitwą:
Panie, nie pozwól mi odkładać dobra na później.
Napełnij moją lampę wiarą, nadzieją i miłością.
Naucz mnie czuwać nie ze strachu, ale z tęsknoty za Tobą.
Abym, kiedy przyjdziesz, nie musiał dopiero szukać światła, lecz abym mógł wyjść Ci na spotkanie z lampą płonącą dobrym życiem.
Mt 25, 1-13
Przypowieść o dziesięciu pannach
Jezus opowiedział swoim uczniom tę przypowieść:
«Podobne będzie królestwo niebieskie do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie pana młodego. Pięć z nich było nierozsądnych, a pięć roztropnych. Nierozsądne wzięły lampy, ale nie wzięły z sobą oliwy. Roztropne zaś razem z lampami zabrały również oliwę w swoich naczyniach. Gdy się pan młody opóźniał, senność ogarnęła wszystkie i posnęły.
Lecz o północy rozległo się wołanie: „Oto pan młody idzie, wyjdźcie mu na spotkanie!” Wtedy powstały wszystkie owe panny i opatrzyły swe lampy. A nierozsądne rzekły do roztropnych: „Użyczcie nam swej oliwy, bo nasze lampy gasną”. Odpowiedziały roztropne: „Mogłoby i nam, i wam nie wystarczyć. Idźcie raczej do sprzedających i kupcie sobie”.
Gdy one szły kupić, nadszedł pan młody. Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną, i drzwi zamknięto. Nadchodzą w końcu i pozostałe panny, prosząc: „Panie, panie, otwórz nam!” Lecz on odpowiedział: „Zaprawdę, powiadam wam, nie znam was”.
Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny».
[1] Opowiadanie pt. “Dwie lampy”
[2] Opowiadanie pt. „Zegarmistrz”









