21. N. zwykła, Prosto w oczy, Mt 16, 13-20

Total
0
Shares

Jezus stawia dzisiaj uczniom bardzo ciekawe pytanie: „Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?” I natychmiast pojawiają się odpowiedzi: „Jedni za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za Jeremiasza albo za jednego z proroków”. Zwróćmy uwagę: wszyscy coś mówią. Jedni słyszeli to, drudzy tamto. Jedni mają taką opinię, inni zupełnie inną. I można powiedzieć, że od dwóch tysięcy lat niewiele się zmieniło. Ludzie bardzo lubią mówić o innych. „Wiesz, jaki on jest?” „A słyszałaś, co ona zrobiła?” „Podobno ksiądz powiedział…” „Podobno ksiądz zrobił…” „Ktoś mi mówił…” „Ja nic nie wiem, ale ludzie mówią…” I właśnie od takiego niewinnego: „ludzie mówią” może zacząć się wielkie zło.

Jezus nie pyta tylko o opinię ludzi. Jezus słucha odpowiedzi uczniów, ale nie zatrzymuje się na tym. Pyta: „A wy za kogo Mnie uważacie?” To już zupełnie inne pytanie. Jakby Jezus mówił: Nie pytam teraz, co słyszałeś. Nie pytam, co mówi większość. Nie pytam, co powiedział sąsiad. Pytam ciebie. Piotr odpowiada: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego”. To nie jest plotka. To nie jest powtórzona opinia. To jest osobiste wyznanie wiary. 

I tutaj Ewangelia dotyka bardzo ważnego problemu naszego życia. Można całe życie żyć tym, co mówią inni. Można patrzeć na księdza przez to, co powiedział ktoś inny. Można patrzeć na sąsiada czy sąsiadkę, czy kogoś ze wspólnoty przez zasłyszaną historię. Można przestać rozmawiać z człowiekiem, którego nigdy osobiście nie zapytaliśmy o prawdę. I wtedy nie żyjemy już prawdą. Żyjemy opiniami o prawdzie. I wtedy zaczyna się nieszczęście. Jakie? Niech to opowiadanie pewnego księdza pt. “Pęknięty dzwon”, który opisał własnymi słowami, ukazując życie własnej, małej parafii do której go skierowano: 

“To historia o mojej, małej parafii. Przez wiele lat ludzie byli tam bardzo blisko siebie. Pomagali sobie, spotykali się, wspólnie pracowali. Przyszedłem tam jako nowy ksiądz. Jak każdy człowiek mam swoje zalety i swoje słabości. Czasem coś zrobiłem dobrze, czasem popełniłem błąd. Ale kilka osób zaczęło mówić: „Słyszałeś, co zrobił?” „Podobno powiedział…” „Mnie się wydaje, że bardziej lubi tamtych”. „Za poprzedniego księdza było inaczej”. Początkowo były to tylko rozmowy przy kawie. Potem zaczęły powstawać grupy. Jedni byli „za księdzem”, drudzy „przeciw księdzu”. Ludzie, którzy wcześniej siedzieli razem przy jednym stole, przestali ze sobą rozmawiać. Ktoś odszedł z chóru. Ktoś przestał pomagać. Ktoś zaczął chodzić do innego kościoła. Młodzi patrzyli na to wszystko i pytali: „Jeżeli tak wygląda wspólnota chrześcijańska, to po co mamy tutaj przychodzić?” A ci, którzy najwięcej obgadywali, zaczęli mówić: „Widzicie? Ksiądz zniszczył parafię”.

Pewnego dnia jeden z nich powiedział staremu kościelnemu: „Kiedyś tutaj była piękna wspólnota. Ten ksiądz wszystko zniszczył”. Staruszek wskazał na wieżę kościelną. „Widzisz ten dzwon? Kiedyś pojawiło się na nim maleńkie pęknięcie. Można było je naprawić. Nikt tego nie zrobił. Przy każdym uderzeniu pęknięcie robiło się większe, aż dzwon trzeba było zdjąć”. Mężczyzna zapytał: „Co to ma wspólnego z naszą parafią?” Staruszek odpowiedział: „Wspólnota też nie pęka jednego dnia. Najpierw jest jedno złe słowo. Jedna uraza. Jedna zazdrość. Jedna plotka. Potem następna i następna. A kiedy wszystko się rozpadnie, każdy szuka winnego. Tylko niewielu pyta: ile razy ja sam uderzyłem w to pęknięcie?”. 

To jest pytanie także dla nas: Ile razy ja sam uderzyłem w pęknięcie naszej wspólnoty?”. Kościół można budować albo rozbierać. Jezus mówi dzisiaj Piotrowi: „Ty jesteś Piotr, czyli Skała, i na tej Skale zbuduję Kościół mój”. Zwróćmy uwagę na jedno słowo: „Zbuduję”. Chrystus buduje. To bardzo ważny obraz. Kościół nie jest tylko budynkiem. Kościół to ludzie. A skoro Kościół jest budowany z ludzi, to każdy z nas może być albo cegłą, która wzmacnia wspólnotę, albo kimś, kto codziennie wyciąga z niej kolejną cegłę. Możemy budować słowem. Możemy też słowem niszczyć. Możemy powiedzieć: „Nie wiem, jak było naprawdę. Zapytajmy”. Albo: „Ja wiem swoje. Ludzie przecież mówią”. Możemy człowieka obronić. Albo możemy dodać: „Ja też coś o nim słyszałem…” Czasem wydaje nam się, że przecież nic wielkiego nie zrobiliśmy. Tylko powiedzieliśmy kilka słów. Ale właśnie kilka słów może zniszczyć zaufanie budowane przez wiele lat.

Pewien chłopiec miał bardzo gwałtowny charakter. Kiedy ktoś go zdenerwował, natychmiast mówił wszystko, co przyszło mu do głowy. Potrafił zranić kolegę, siostrę, sąsiada. Ojciec dał mu pewnego dnia pudełko gwoździ. Powiedział: „Za każdym razem, kiedy kogoś zranisz słowem, wbij jeden gwóźdź w drewniany płot za domem”. Pierwszego dnia chłopiec wbił kilkanaście gwoździ. Potem było ich coraz mniej. W końcu nadszedł dzień, kiedy nie wbił żadnego. Dumny pobiegł do ojca. „Tato, dzisiaj nikogo nie zraniłem!” Ojciec uśmiechnął się i powiedział: „Teraz za każdym razem, kiedy kogoś przeprosisz i naprawisz wyrządzone zło, wyciągnij jeden gwóźdź”. Minęło wiele tygodni. Wreszcie chłopiec wyciągnął ostatni gwóźdź. „Wszystkie wyciągnięte!” powiedział. Ojciec zaprowadził go do płotu. „Dobrze zrobiłeś. Ale spójrz”. W drewnie zostały dziesiątki dziur. Ojciec powiedział: „Gwoździe można wyciągnąć. Ale nie każdą dziurę można usunąć. Tak samo jest ze słowem. Możesz przeprosić, ale czasem rana pozostaje długo”. Chłopiec patrzył na płot. A ojciec dodał: „Dlatego zanim wbijesz następny gwóźdź, zastanów się, czy naprawdę musi zostać wbity”. Można powiedzieć: „Ja tylko powiedziałem prawdę”. Ale warto zapytać: Czy powiedziałem ją właściwej osobie?[1] Bo jeśli widzę problem z księdzem, powinienem porozmawiać z księdzem. Jeżeli mam problem z drugim człowiekiem, powinienem najpierw porozmawiać z nim. A jeśli zamiast tego opowiadam o nim dziesięciu innym osobom, być może nie próbuję już rozwiązać problemu. Być może chcę zdobyć dziesięciu ludzi dla własnej urazy. I wtedy zaczyna się niszczenie wspólnoty.

Zazdrość potrafi przebrać się za troskę. Jest jeszcze coś trudniejszego. Czasami mówimy: „Ja przecież troszczę się o parafię”. Ale pod troską może ukrywać się coś zupełnie innego. Uraza. Bo ktoś mnie nie zapytał. Zazdrość. Bo wybrano kogoś innego. Ambicja. Bo moje zdanie nie zostało przyjęte. Pragnienie znaczenia. Bo kiedyś byłem w centrum, a teraz już nie jestem. I wtedy człowiek potrafi przekonać samego siebie: „Ja walczę o dobro Kościoła”. A tymczasem walczy o własne zranione ego. To jest bardzo niebezpieczne. Bo najtrudniej zauważyć zło, które przebrało się za dobro.

I dlatego wracamy do pytania Jezusa: „A wy za kogo Mnie uważacie?” Jeżeli naprawdę wierzę, że Jezus jest Mesjaszem i Synem Boga żywego, to nie wystarczy powiedzieć tego ustami podczas Credo. To musi być widoczne w moim życiu. Także w tym, jak mówię o innych. Nie mogę w niedzielę mówić:„Wierzę w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół”, a w poniedziałek niszczyć jedność tego Kościoła swoim językiem. Nie mogę przyjmować Ciała Chrystusa przy ołtarzu, a potem ranić Ciała Chrystusa, którym jest wspólnota. To jest przecież ten sam Chrystus. Chrystus w Eucharystii i Chrystus obecny w swoim Kościele.

Jest jeszcze jeden piękny szczegół dzisiejszej Ewangelii. Jezus wybiera Piotra. A przecież Piotr nie był człowiekiem bez wad. Nie był idealny. Będzie się mylił. Będzie działał pochopnie. Będzie się bał. W końcu zaprze się Jezusa trzy razy. A jednak Jezus mówi: „Tobie dam klucze królestwa niebieskiego”. Dlaczego? Bo Kościół od początku nie został zbudowany z ludzi idealnych. Został zbudowany z ludzi, których Chrystus potrafi przemieniać. Dlatego we wspólnocie nie chodzi o to, żeby znaleźć człowieka bez wad. Takiego księdza nie znajdziemy. Takiego parafianina też nie znajdziemy. Chodzi o to, żebyśmy pomimo naszych słabości pozwalali Chrystusowi budować z nas wspólnotę.

Może więc warto dzisiaj zamiast pytać: „Co ksiądz zrobił?” „Co oni zrobili?” „Kto zawinił?”, to zadać sobie trzy inne pytania: Czy moje słowa budują tę wspólnotę, czy ją rozbijają? Czy kiedy mam problem z człowiekiem, rozmawiam z nim, czy o nim? I wreszcie: Czy jestem dla tej wspólnoty skałą, na której można coś zbudować, czy kolejnym uderzeniem w pęknięty dzwon? 

Jezus mówi: „Na tej Skale zbuduję Kościół mój”. Niech więc po naszej obecności w parafii pozostanie coś zbudowanego, a nie zburzonego. Niech po naszych słowach ludzie będą sobie bliżsi, a nie bardziej podzieleni. Niech po naszych rozmowach ktoś odzyska dobre imię, a nie je straci. Bo wspólnotę buduje się latami. A zniszczyć ją można w… kilka zdań. Chrystus buduje swój Kościół. Pytanie brzmi: Czy ja Mu w tym pomagam? Czy pomagam Chrystusowi, czy Złemu, czyli Szatanowi? Na to pytanie niech każdy spróbuje sam odpowiedzieć, bezpośrednio patrząc Chrystusowi prosto w oczy.

Mt 16, 13-20

Ty jesteś Piotr i tobie dam klucze królestwa niebieskiego

Gdy Jezus przyszedł w okolice Cezarei Filipowej, pytał swych uczniów: «Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?»

A oni odpowiedzieli: «Jedni za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za Jeremiasza albo za jednego z proroków».

Jezus zapytał ich: «A wy za kogo Mnie uważacie?»

Odpowiedział Szymon Piotr: «Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego».

Na to Jezus mu rzekł: «Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr, czyli Opoka, i na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie».

Wtedy surowo zabronił uczniom, aby nikomu nie mówili, że On jest Mesjaszem.


[1] Opowiadanie pt. “Trzy gwoździe”

Total
0
Shares
(fot. mike barwood / flickr.com / CC BY-NC-SA 2.0)

21 N. zwykła, Klucze, które otwierają niebo, Mt 16, 13-20

Dzisiejsza Ewangelia stawia przed nami bardzo osobiste pytanie. Jezus zwraca się do uczniów: „A wy za kogo Mnie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Może spodoba Ci się też...