27 N. zwykła, Narzędzie pokoju, Mt 21, 33-43

Total
0
Shares

Jedną z najbardziej znanych opowieści franciszkańskich jest historia św. Franciszka i wilka z Gubbio. Znajdziemy ją w Kwiatkach św. Franciszka. Warto opowiadać ją jako franciszkańską legendę, a nie jako wydarzenie, którego każdy szczegół możemy dziś potwierdzić. Mieszkańcy Gubbio bali się wilka, który napadał na zwierzęta i ludzi. Bali się wychodzić poza miasto. Franciszek postanowił wyjść mu naprzeciw. Nazwał go „bratem wilkiem”, ale nie udawał, że wyrządzone przez niego zło nie miało znaczenia. Zaproponował pokój: wilk przestanie napadać, a mieszkańcy będą go karmić. Według opowieści obie strony dotrzymały słowa[1]. Pokój nie polega na przemilczeniu krzywdy. Wymaga odwagi, zmiany postępowania i troski o drugą stronę. Franciszek zobaczył zagrożenie, którego bali się mieszkańcy, ale dostrzegł też głód wilka. Dlatego szukał rozwiązania, które pozwoli im żyć razem.

Można to połączyć z Ewangelią o winnicy: gdy uznajemy innych za wrogów, łatwo odpowiadać przemocą na przemoc. Franciszek pokazuje, że w winnicy Boga można przynieść inny owoc: pokój, który zaczyna się od spotkania i prowadzi do konkretnych czynów. W dzisiejszej Ewangelii gospodarz zakłada winnicę. Przygotowuje ją starannie, a potem oddaje w ręce dzierżawców. Ufa im. Liczy, że będą się o nią troszczyć i oddadzą należne owoce. Oni jednak z czasem zaczynają zachowywać się tak, jakby winnica należała wyłącznie do nich. Odrzucają sługi gospodarza, a w końcu zabijają jego syna. To przypowieść, którą Jezus kieruje do swoich słuchaczy, ale ona stawia pytanie również nam: co zrobiłem z tym, co Bóg powierzył w moje ręce?

Winnicą może być moja rodzina, wspólnota, praca, zdrowie, czas i zdolności. Winnicą jest także świat, w którym żyję. Wszystko to zostało mi dane, abym się o to troszczył i przynosił dobre owoce. Mogę jednak zacząć myśleć: „To moje. Nikt nie będzie mi mówił, jak mam żyć. Nawet Bóg”. Wtedy łatwo odrzucić nie tylko Jego słowo, ale też człowieka, przez którego On do mnie przychodzi. Jezus kończy przypowieść słowami: „Kamień, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgła”. Mówi o sobie. Ludzie odrzucili Syna, ale Bóg właśnie na Nim oparł dzieło zbawienia. To jest źródło naszej nadziei. Odrzucenie i śmierć nie miały ostatniego słowa.

W tym roku wspominamy 800 lat od śmierci św. Franciszka z Asyżu, od jego narodzin dla nieba. Franciszek zmarł w 1226 roku, a jego świadectwo wciąż przemawia do ludzi. Dlaczego? Bo pozwolił, aby Chrystus stał się kamieniem węgielnym jego życia[2]. Franciszek mógł oprzeć swoje życie na majątku, uznaniu i planach, które inni uważali za rozsądne. Wybrał inną drogę. Odkrył, że nie musi posiadać wszystkiego, aby być szczęśliwym. Że człowiek biedny, chory czy odrzucony nie jest kimś, od kogo należy odwracać wzrok. W swoim Testamencie wspominał spotkanie z trędowatymi: to, co wcześniej wydawało mu się gorzkie, po okazaniu im miłosierdzia przemieniło się dla niego w słodycz[3]. Może właśnie tu zaczyna się nawrócenie. Nie zawsze od wielkich słów i niezwykłych czynów. Czasem zaczyna się wtedy, gdy człowiek zatrzyma się przy kimś, kogo dotąd omijał.

Pewien mężczyzna odziedziczył po ojcu stary dom. Kiedy rozpoczął remont, znalazł w piwnicy ciężki, nierówny kamień. Uznał, że do niczego się nie nadaje, i kazał go wyrzucić. Murarz poprosił jednak, żeby zostawić go jeszcze na chwilę. Przy budowie nowego wejścia okazało się, że właśnie ten kamień najlepiej pasuje do miejsca, w którym trzeba było podeprzeć mur. „Dobrze, że go pan nie wyrzucił” — powiedział murarz. Mężczyzna długo patrzył na kamień. Tego samego dnia zadzwonił do brata, z którym nie rozmawiał od lat. Przez cały ten czas uważał, że brat nie ma już miejsca w jego życiu. Teraz po raz pierwszy pomyślał, że może jeszcze da się coś odbudować. Człowiek odrzucony przez nas nie traci przez to swojej wartości. A pojednanie może stać się początkiem odbudowy tego, co uznaliśmy za stracone.

Święty Franciszek uczy nas dziś patrzeć uważniej. Łatwo zachwycić się opowieścią o nim, a potem wrócić do codzienności pełnej gniewu, pośpiechu i obojętności. Jego pozdrowienie „Pokój i dobro” jest jednak czymś więcej niż miłym hasłem. Pokój trzeba wprowadzać tam, gdzie żyjemy: przy rodzinnym stole, w rozmowie z sąsiadem, we wspólnocie, w sposobie mówienia o człowieku, z którym się nie zgadzamy. Dobro trzeba czynić, także wtedy, gdy nikt tego nie widzi. Franciszek sam pragnął, by jego bracia nieśli ludziom pokój[4]. 

Dwie sąsiadki przez wiele lat nie rozmawiały ze sobą po dawnej kłótni. Każda była przekonana, że to ta druga powinna pierwsza przeprosić. Pewnego poranka jedna z nich zauważyła, że starsza sąsiadka ma trudność z wniesieniem zakupów po schodach. Podeszła i bez wielkich wyjaśnień wzięła od niej torbę. Przy drzwiach usłyszała ciche: „Dziękuję”. Nazajutrz sąsiadka przyniosła jej kilka jabłek. Minęło jeszcze trochę czasu, zanim potrafiły porozmawiać o tym, co je poróżniło. Ale pojednanie zaczęło się już tamtego ranka, na schodach. Pokój często zaczyna się od małego dobra, na które decydujemy się jako pierwsi.

Współczesny świat bardzo potrzebuje Franciszka. Potrzebuje ludzi, którzy potrafią żyć prościej, dzielić się z potrzebującymi, szanować stworzenie i nie odpowiadać nienawiścią na nienawiść. Potrzebuje także chrześcijan, którzy pamiętają, do kogo należy winnica. Nie jesteśmy jej właścicielami. Bóg nam ją powierzył, a kiedyś zapyta o jej owoce. Nie musimy wszyscy żyć tak samo jak Franciszek. Każdy z nas może jednak postawić dziś konkretne pytanie: jaki owoc przyniosę z tej winnicy? Może będzie nim telefon do kogoś samotnego. Uczciwe wykonanie pracy. Przeproszenie bliskiej osoby. Pomoc komuś, kogo zwykle nie zauważam. Zrezygnowanie ze słów, które mogłyby zranić.

Za chwilę spotkamy Chrystusa w Eucharystii. Tego samego Syna, którego odrzucili dzierżawcy. Prośmy Go, aby nie był tylko gościem, którego przyjmujemy na chwilę, lecz kamieniem węgielnym naszego życia. Wtedy także w naszej winnicy dojrzeją owoce, których tak bardzo potrzebuje świat: “pokój i dobro”.

Modlitwa o pokój

Panie, uczyń mnie narzędziem Twojego pokoju.

Tam, gdzie jest nienawiść, pozwól mi nieść miłość.
Tam, gdzie jest krzywda, pozwól mi nieść przebaczenie.
Tam, gdzie jest niezgoda, pozwól mi nieść jedność.
Tam, gdzie jest zwątpienie, pozwól mi nieść wiarę.
Tam, gdzie jest rozpacz, pozwól mi nieść nadzieję.
Tam, gdzie jest ciemność, pozwól mi nieść światło.
Tam, gdzie jest smutek, pozwól mi nieść radość.

Spraw, Panie, abym bardziej pragnął pocieszać, niż szukać pocieszenia;
rozumieć, niż domagać się zrozumienia;
kochać, niż oczekiwać miłości.

Bo dając, otrzymujemy;
przebaczając, doznajemy przebaczenia;
a umierając, rodzimy się do życia wiecznego.

Dwóch sąsiadów od lat się nie odzywało. Pewnego dnia jeden z nich postanowił zrobić pierwszy krok. Stanął pod drzwiami drugiego i powiedział: – Przyszedłem się pogodzić. Sąsiad spojrzał na niego podejrzliwie: – A kto powiedział, że się pokłóciliśmy? – Nikt. Dlatego pomyślałem, że najwyższy czas wreszcie to wyjaśnić! Można po nim dodać: Czasem tak długo pielęgnujemy urazę, że już nie pamiętamy, od czego się zaczęła. A ktoś musi pierwszy zapukać. O to właśnie prosimy w modlitwie: „Panie, uczyń mnie narzędziem Twojego pokoju”.

Najbardziej znaną pieśnią napisaną przez św. Pieśń słoneczna” Franciszka jest nazywana też „Pieśnią stworzeń” lub „Pieśnią brata Słońca”. Zaczyna się od uwielbienia Boga, a dalej Franciszek dziękuje Mu za brata Słońce, siostrę Księżyc i całe stworzenie. Ułożył ją pod koniec życia, gdy był ciężko chory.

Pieśń brata Słońca

Najwyższy, wszechmocny, dobry Panie,
Tobie należy się chwała, sława, cześć
i wszelkie błogosławieństwo.
Tobie samemu, Najwyższy, one przystoją,
a żaden człowiek nie jest godzien wymówić Twego imienia.

Bądź pochwalony, Panie mój, przez wszystkie Twoje stworzenia,
szczególnie przez pana, brata Słońce,
który niesie dzień i którym nas oświecasz.
Jest piękny i promienny w swoim blasku,
i Ciebie, Najwyższy, przypomina.

Bądź pochwalony, Panie mój, przez siostrę Księżyc i gwiazdy,
które na niebie stworzyłeś jasne, cenne i piękne.

Bądź pochwalony, Panie mój, przez brata Wiatr,
przez powietrze, chmury, pogodę i każdą porę,
dzięki którym dajesz życie swoim stworzeniom.

Bądź pochwalony, Panie mój, przez siostrę Wodę,
która jest bardzo pożyteczna, pokorna, cenna i czysta.

Bądź pochwalony, Panie mój, przez brata Ogień,
którym rozświetlasz noc.
Jest piękny, radosny, mocny i silny.

Bądź pochwalony, Panie mój, przez naszą siostrę, matkę Ziemię,
która nas żywi i nosi,
wydaje różne owoce, barwne kwiaty i zioła.

Bądź pochwalony, Panie mój, przez tych,
którzy przebaczają z miłości do Ciebie
i znoszą chorobę oraz cierpienie.
Błogosławieni, którzy wytrwają w pokoju,
bo Ty, Najwyższy, ich ukoronujesz.

Bądź pochwalony, Panie mój, przez naszą siostrę, śmierć cielesną,
przed którą żaden żyjący człowiek nie ucieknie.
Biada tym, którzy umierają w grzechu śmiertelnym.
Błogosławieni, których zastanie ona w Twojej najświętszej woli,
bo druga śmierć nie wyrządzi im krzywdy.

Chwalcie i błogosławcie mojego Pana,
dziękujcie Mu i służcie z wielką pokorą.

Mt 21, 33-43

Przypowieść o dzierżawcach winnicy

Jezus powiedział do arcykapłanów i starszych ludu:

«Posłuchajcie innej przypowieści. Był pewien gospodarz, który założył winnicę. Otoczył ją murem, wykopał w niej tłocznie, zbudował wieżę, w końcu oddał ją w dzierżawę rolnikom i wyjechał.

Gdy nadszedł czas zbiorów, posłał swoje sługi do rolników, by odebrali plon jemu należny. Ale rolnicy chwycili jego sługi i jednego obili, drugiego zabili, trzeciego zaś ukamienowali. Wtedy posłał inne sługi, więcej niż za pierwszym razem, lecz i z nimi tak samo postąpili. W końcu posłał do nich swego syna, tak sobie myśląc: Uszanują mojego syna.

Lecz rolnicy, zobaczywszy syna, mówili do siebie: „To jest dziedzic; chodźcie, zabijmy go, a posiądziemy jego dziedzictwo”. Chwyciwszy go, wyrzucili z winnicy i zabili. Kiedy więc przybędzie właściciel winnicy, co uczyni z owymi rolnikami?»

Rzekli Mu: «Nędzników marnie wytraci, a winnicę odda w dzierżawę innym rolnikom, takim, którzy mu będą oddawali plon we właściwej porze».

Jezus im rzekł: «Czy nigdy nie czytaliście w Piśmie: „Ten właśnie kamień, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgła. Pan to sprawił, i jest cudem w naszych oczach”. Dlatego powiadam wam: Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce».


[1] CapDox

[2] vatican.va

[3] Frati Francescani

[4] Frati Francescani

Total
0
Shares
(fot. John Watson Follow / Flickr.com / CC BY-NC 2.0)

27 N. zwykła, Zachłanność, albo wdzięczność, Mt 21, 33-43

Filozof Sokrates chodził ze swoimi uczniami każdego dnia na  rynek.  Ale  nigdy niczego nie kupował. Denerwowało to handlarzy,…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Może spodoba Ci się też...