Każdy, kto pije tę wodę, znów będzie pragnął. Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskającej ku życiu wiecznemu. Rzekła do Niego kobieta: Daj mi tej wody, abym już nie pragnęła i nie przychodziła tu czerpać…

Pewien chłopiec co lato wyjeżdżał z rodzicami na miesiąc do starego, wiejskiego domu. Kiedy go kupiono, miał już 150 lat i nie było w nim kanalizacji. Przez wszystkie te lata wodę czerpano ze studni, znajdującej się nieopodal głównego wejścia. Studnia ta miała jedną wspaniałą właściwość – nigdy nie wysychała. Nawet w czasie największej letniej posuchy wiernie dostarczała chłodnej, przejrzystej wody.

Nadszedł dzień, kiedy rodzina chłopca postanowiła wyremontować dom. Kilkaset stóp od domu wywiercono nową studnię, a starą przykryto, by mogła służyć w razie awarii.

Stara studnia stała bezużytecznie przez kilka lat, aż pewnego dnia chłopiec, który zdążył już wyrosnąć na młodego mężczyznę, powodowany ciekawością zdjął pokrywę i zajrzał do środka. Odsłaniając studnię, spodziewał się ujrzeć tę samą chłodną, wilgotną czeluść, którą tak dobrze pamiętał z dzieciństwa. Wody nie było jednak ani kropli.

Dopiero po długich dociekaniach zrozumiał, co stało się ze studnią. Dowiedział się, że ten typ studni jest zasilany przez setki maleńkich podziemnych strumyczków, którymi sączy się nieustannie świeża woda. Kiedy pobiera się wodę ze studni, napływa do niej nowa, utrzymując te niepozorne kanaliki w czystości i zapewniając ich przepustowość. Kiedy jednak studnia stoi nieużywana, woda nie jest pobierana regularnie i strumyczki * zapychają się. Studnia, która służyła niezawodnie przez tyle lat, wyschła – nie dlatego, że skończyła się woda, ale ponieważ przestano jej używać…

Podobnie sytuacja wygląda z każdym człowiekiem. My również doświadczamy obecności Pana Boga i wtedy przez ten kontakt (modlitwę, rozmowę z Panem Bogiem, praktyki religijne i pokutne, czytanie Pisma świętego) otrzymujemy od Niego „wodę żywą” która nadaje sens naszemu życiu. Jeśli tylko zaniedbamy pobierania tej wody, której źródłem jest sam Bóg, wtedy nasze serce umiera. Co prawda pragnienie Boga w nas jeszcze jest, ale często pod gruzami zranień (grzechów) pozostaje tylko dobre wspomnienie i w sumie …. niesmak goryczy ł zwątpienia porażką.

Doświadczamy może tego co przeżył św. Augustyn, który powiedział: „Niespokojne jest nasze serce, póki nie spocznie w Tobie, mój Boże”. Człowiek jest wypełniony głodem absolutnej ojczyzny, poczucia bezpieczeństwa, głodem utraconego raju, nawet jeśli pozornie dąży ku innym celom. Nawet w ludziach, którzy całkiem odwrócili się od Boga, odzywa się tęsknota za czymś więcej, za czymś całkiem innym, za Tym, Który sam wystarcza. Kiedy wgłębimy się w nasze pragnienia i marzenia, zawsze w końcu natrafimy na tę tęsknotę. Augustyn mówi sam o sobie: „Nie sądzę, abym znalazł coś, za czym tęskniłbym tak, jak za Bogiem”.

Szukał przez całe życie. Najpierw próbował odnaleźć swoje szczęście w związku z kobietą, potem w filozofii, w nauce, w sukcesie, w przyjaźni. W końcu musiał przyznać się przed sobą, że ostatecznym motorem jego poszukiwań był Bóg. Dopiero kiedy odnalazł Boga, jego serce stało się spokojne.

Rozmowa z Samarytanką jest najpiękniejszą katechezą przeprowadzoną przez Jezusa zanotowaną przez ewangelistów. Zaczęło się od prośby o wodę, a zakończyło się wyznaniem wiary w Jezusa jako Mesjasza. W sumie: uzyskaniem wolności, pozostawieniem tego co ją trapiło. Chrystus wyciągnął do niej rękę, aby pozbyła się tego wszystkiego co nie pozwalało jej pójść do przodu. Co było blokadą przed stanięciem w prawdzie, może było źródłem wstydu i bezradności: „Miałaś bowiem pięciu mężów, a ten, którego masz teraz, nie jest twoim mężem”. Chrystus wychodzi z sytuacji egzystencjalnej tej kobiety, konkretu jej życia, od tego co ją bolało, co może nie pozwalało spać, co gryzło głęboko w sercu. Ten stan trwał prawdopodobnie lata…

https://www.youtube.com/watch?v=vfluXdanY40

W Zatoce Neapolitańskiej żyje pewien gatunek meduzy i odmiana ślimaka o nieosłoniętych skrzelach. Kiedy ślimak jest jeszcze mały, meduzie zdarza się go połknąć i wciągnąć do przewodu pokarmowego. Ale skorupka chroni go przed strawieniem. Ślimak przytwierdza się do wnętrza meduzy i powoli zaczyna zżerać ją od środka. Do czasu, gdy dorośnie, zdąży ją całkowicie skonsumować. Gdyby chodziło o zbrodnię, można by mówić o „sprawcy działającym od wewnątrz”.

Wielu z nas przypomina taką meduzę – mamy swojego ślimaka, który zżera nas od środka. Może nim być alkohol, gniew, niepewność, przygnębienie, zmartwienie, chciwość itp. Powoli rosnąc, zaczynają nas gryźć. Burzymy się w środku, a w końcu zostajemy pożarci od wewnątrz. A zatem – co cię gryzie? Na to pytanie warto sobie odpowiedzieć zwłaszcza teraz w czasie okresu wielkiego postu, okresu przygotowującego nas do Świąt Wielkanocnych. Co ciebie gryzie? Co odcina od życiodajnego źródła jakim jest sam Bóg?

Doktor Howard Kelly, sławny chirurg z Baltimore, znany był z wierności zasadom chrześcijańskim. Bardzo często w klapie jego marynarki można było zauważyć kwiat róży. Z wiadomych tylko jemu powodów róża ta zachowywała świeżość i piękno przez bardzo długi czas. Kiedy pytano go o sekret, jaki się za tym kryje, dr Howard odwracając klapę marynarki pokazywał małą buteleczkę z wodą. Łodyga róży przechodziła przez dziurkę w klapie marynarki i sięgała wody. I to był sekret żywotności róż. W ten to sposób dr Howard dawał do zrozumienia pytającym, że źródłem udanego życia jest zanurzenie się w ożywiającej wodzie, którą jest Jezus Chrystus.

Każdy z nas jest wezwany, aby świadczyć swoim życiem wobec drugiego człowieka o obecności w naszym sercu Pana Boga. Wcale nie trzeba heroicznych czynów, którym nie jesteśmy w stanie podołać, albo które wymagają od nas ponad ludzkich wysiłków. Często bowiem wystarczy „tylko”, albo „aż”: dobre słowo, czyli życzliwość. Tą postawę powinniśmy czerpać z Boga, który jest źródłem naszego życia, wodą dzięki której my żyjemy – egzystujemy, dzięki której zmieniamy nasze życie i dzięki której nasze życie nabiera sensu tu na ziemi.

J 4, 5-42

Jezus przybył do miasta samarytańskiego zwanego Sychar, w pobliżu pola, które dał Jakub synowi swemu, Józefowi. Było tam źródło Jakuba. Jezus zmęczony drogą siedział sobie przy źródle. Było to około szóstej godziny.

Wówczas nadeszła kobieta z Samarii, aby zaczerpnąć wody. Jezus rzekł do niej: «Daj Mi pić!» Jego uczniowie bowiem udali się przedtem do miasta, by zakupić żywności.

Na to rzekła do Niego Samarytanka: «Jakżeż Ty, będąc Żydem, prosisz mnie, Samarytankę, bym Ci dała się napić? » Żydzi bowiem i Samarytanie unikają się nawzajem.

Jezus odpowiedział jej na to: «O, gdybyś znała dar Boży i wiedziała, kim jest Ten, kto ci mówi: „Daj Mi się napić”, to prosiłabyś Go, a dałby ci wody żywej».

Powiedziała do Niego kobieta: «Panie, nie masz czerpaka, a studnia jest głęboka. Skądże więc weźmiesz wody żywej? Czy Ty jesteś większy od ojca naszego, Jakuba, który dał nam tę studnię, i on sam z niej pił, i jego synowie, i jego bydło?»

W odpowiedzi na to rzekł do niej Jezus: «Każdy, kto pije tę wodę, znów będzie pragnął. Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem tryskającym ku życiu wiecznemu».

Rzekła do Niego kobieta: «Panie, daj mi tej wody, abym już nie pragnęła i nie przychodziła tu czerpać».

A On jej odpowiedział: «Idź, zawołaj swego męża i wróć tutaj!»

A kobieta odrzekła Mu na to: «Nie mam męża». Rzekł do niej Jezus: «Dobrze powiedziałaś: Nie mam męża. Miałaś bowiem pięciu mężów, a ten, którego masz teraz, nie jest twoim mężem. To powiedziałaś zgodnie z prawdą».

Rzekła do Niego kobieta: «Panie, widzę, że jesteś prorokiem. Ojcowie nasi oddawali cześć Bogu na tej górze, a wy mówicie, że w Jerozolimie jest miejsce, gdzie należy czcić Boga».

Odpowiedział jej Jezus: «Wierz Mi, kobieto, że nadchodzi godzina, kiedy ani na tej górze, ani w Jerozolimie nie będziecie czcili Ojca. Wy czcicie to, czego nie znacie, my czcimy to, co znamy, ponieważ zbawienie bierze początek od Żydów. Nadchodzi jednak godzina, nawet już jest, kiedy to prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie, a takich to czcicieli szuka Ojciec. Bóg jest duchem; trzeba więc, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie».

Rzekła do Niego kobieta: «Wiem, że przyjdzie Mesjasz, zwany Chrystusem. A kiedy On przyjdzie, objawi nam wszystko».

Powiedział do niej Jezus: «Jestem nim Ja, który z tobą mówię».

Na to przyszli Jego uczniowie i dziwili się, że rozmawiał z kobietą. Żaden jednak nie powiedział: «Czego od niej chcesz? – lub: Czemu z nią rozmawiasz?» Kobieta zaś zostawiła swój dzban i odeszła do miasta. I mówiła ludziom: «Pójdźcie, zobaczcie człowieka, który mi powiedział wszystko, co uczyniłam: Czyż On nie jest Mesjaszem?» Wyszli z miasta i szli do Niego.

Tymczasem prosili Go uczniowie, mówiąc: «Rabbi, jedz!» On im rzekł: «Ja mam do jedzenia pokarm, o którym wy nie wiecie».

Mówili więc uczniowie między sobą: «Czyż Mu kto przyniósł coś do zjedzenia?»

Powiedział im Jezus: «Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał, i wykonać Jego dzieło. Czyż nie mówicie: „Jeszcze cztery miesiące, a nadejdą żniwa?” Oto powiadam wam: Podnieście oczy i popatrzcie na pola, jak się bielą na żniwo. Żniwiarz otrzymuje już zapłatę i zbiera plon na życie wieczne, tak iż siewca cieszy się razem ze żniwiarzem. Tu bowiem okazuje się prawdziwym powiedzenie: Jeden sieje, a drugi zbiera. Ja was wysłałem, abyście żęli to, nad czym wy się nie natrudziliście. Inni się natrudzili, a wy w ich trud weszliście».

Wielu Samarytan z owego miasta zaczęło w Niego wierzyć dzięki słowu kobiety świadczącej: «Powiedział mi wszystko, co uczyniłam». Kiedy więc Samarytanie przybyli do Niego, prosili Go, aby u nich został. Pozostał tam zatem dwa dni. I o wiele więcej ich uwierzyło dzięki Jego słowu, a do tej kobiety mówili: «Wierzymy już nie dzięki twemu opowiadaniu, usłyszeliśmy bowiem na własne uszy i wiemy, że On prawdziwie jest Zbawicielem świata».