„Na zbliżające się Święta Bożego Narodzenia pewien cukiernik zapragnął zrobić coś wyjątkowego, co nie tylko będzie smaczne i słodkie, ale będzie też przypominało to, co wiele lat temu naprawdę wydarzyło się w Betlejem. Chciał, aby ten specjalny cukierek przywodził na myśl Jezusa i Jego miłość do nas, która nigdy nie ustaje.

Zaczął od długiego, twardego, białego kawałka masy cukrowej. Biel – to kolor czystości, niewinności. Chociaż Jezus przyszedł na świat tak jak każdy człowiek, to nigdy nie popełnił żadnego grzechu. Twardość – miała podkreślać wierność Jezusa, to że możemy oprzeć się na Nim w życiu, tak jak na skale. Następnie cukiernik zawinął słodką masę w kształt litery „J” – aby przypominała imię Jezusa – naszego Zbawiciela, a kiedy obrócimy literę „do góry nogami”, zobaczymy laskę, taką jakiej używają pasterze.

Jezus jest Dobrym Pasterzem, przyszedł na ziemię do ludzi, którzy są zagubieni jak owce i pragnie poprowadzić ich do Nieba. Na koniec wokół laseczki cukiernik owinął czerwone cukrowe paski – symbol krwi Pana Jezusa przelanej za nas na krzyżu, abyśmy mogli być zbawieni.

Niestety, zazwyczaj cukierek ten znany jest tylko jako świąteczna dekoracja, ale znaczenie Bożonarodzeniowej laski jest wciąż takie samo dla tych, którzy mają uszy, aby słyszeć i oczy, aby widzieć, że ta dekoracja została zrobiona po to, aby symbolizować wielką Bożą miłość do ludzi, wyrażoną poprzez przyjście na świat Syna Bożego ponad 2 tysiące lat temu.

Papież Benedykt XVI w czasie homilii wygłoszonej podczas Pasterki w Bazylice św. Piotra, 24 grudnia 2011 roku powiedział: „Boże Narodzenie to epifania – objawienie się Boga i Jego wielkiego światła w dziecku, które dla nas się narodziło. Narodziło się w stajence w Betlejem, a nie w pałacach królewskich. (…) Bóg stał się ubogi. Jego Syn urodził się w ubóstwie stajenki. W Dzieciątku Jezus Bóg stał się zależny, potrzebujący miłości ludzi, zmuszony prosić o ich – o naszą miłość. Dziś Boże Narodzenie stało się świętem sklepów, których olśniewający blask zasłania tajemnicę pokory Boga, wzywającej nas do pokory i prostoty. Tymczasem jak jest? Do świętego Mikołaja rozdającego prezenty w domu towarowym podchodzi Jasio, zaczyna tarmosić go za spodnie i krzyczy: – Tato, mama mówiła, żebyś kupił mleko i masło, jak będziesz wracał do domu.

Święta to dla nas specjalny czas, gdzie w gronie najbliższych: rodziny, przyjaciół, tych, których kochamy i szanujemy spędzamy wspólny czas. Nasze codzienne problemy jakby zostają „zawieszone w próżni”, bo zapominamy o całym świecie, aby ucieszyć się czasem, gdzie Bóg się rodzi w naszych sercach i naszych najbliższych. Chrystus właśnie takich ludzi: „ubogich, głodnych, prostaczków i maluczkich zaprasza do współpracy: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię” (Mt 11,28). On jest tym, który zna Ojca i objawia Go wszystkim ludziom. Ubodzy i chorzy zawsze pierwsi otaczali Chrystusa, szukając u Niego pomocy, dotykając Jego płaszcza. Utrudzeni i obciążeni doświadczeniami życia, chorobami, troską o byt rodziny, o pracę i o jutro. Jezus proponuje swoje przykazania, które nie są ciężkie (por. 1 J 5,3) i wyrażają się w dwóch wymaganiach: miłości Boga i bliźniego[1]. Jak mamy miłować?

Pewien chłopiec chciał się dowiedzieć, czym jest miłość? Poszedł więc do swego ojca i pyta: – Tato, powiedz mi proszę, po czym rozpoznać prawdziwą miłość? Ojciec popatrzył na swego małego synka, po czym odrzekł: – Widzisz synu, to jest tak jak w tej bajce:

Pewien król miał trzech synów. Każdy z nich mieszkał w innej części królestwa. Pierwszy odwiedzał swojego ojca co miesiąc i kiedy przybył na jego dwór przez cały dzień z nim rozmawiał, po czym następnego dnia opuszczał pałac i wracał do swego domu. Drugi też przyjeżdżał co miesiąc i przywoził swemu ojcu mnóstwo podarunków. Zostawiał wszystkie prezentu i szybko odjeżdżał. Trzeci zaś przybywał do swego ojca równie często jak jego bracia, ale ten nie przywoził ojcu prezentów ani nie przesiadywał z nim rozmawiając przez cały dzień. On, skoro tylko pojawił się w domu swego ojca, starał się przez cały dzień służyć królowi. Dbał o jego zdrowie, przynosił mu rzeczy, o które prosił ojciec i załatwiał wszystkie sprawy, które ten mu zlecił. Jak myślisz, który z nich tak naprawdę kochał swego ojca? – Nie wiem tato. Myślę, że wszyscy trzej. – Ten trzeci synu, on wiedział, że miłość to postawa służby na rzecz drugiej osoby. Kochać znaczy służyć, „tracić” swe życie dla ukochanej osoby[2].

Święta Bożego Narodzenia to czas rodzinny, kiedy możemy powiedzieć drugiej osobie, jak bardzo ją kochamy. Bardzo często jednak tego nie rozumiemy, bo do wielu prawd dochodzimy dopiero w momencie, gdy tej drugiej osoby już przy nas nie ma, bo już jest za późno. Dlatego Święta Bożego Narodzenia to dla nas też czas refleksji nad życiem i jego sensem. Tak jak Boże Narodzenie to „Tajemnica życia”, tak Święta Wielkanocne, to „Święta śmierci i Zmartwychwstania”.

Pewien filozof, patrząc, jak żona czyści różne przedmioty w domu, poprawia kwiaty w wazonie, naprawia bieliznę, myślał sobie: „To rzeczywiście prawda, że istnieją dwa typy ludzi: ci, co potrafią używać rąk, i ci, co umieją posługiwać się głową. Na szczęście ja należę do tych ostatnich” – powiedział bardzo egoistycznie, robiąc przykrość własnej żonie, która potem niespodziewanie umarła i już nikt nie zajmował się więcej domem filozofa. Początkowo nawet mu to odpowiadało, ponieważ myślał sobie, że dzięki temu nikt z otoczenia nie może wpływać na jego myśli. Mylił się jednak w swym osądzie, ponieważ pajęczyny, kurz, nieporządek przyćmiły powoli jego inteligencję. Okazało się, że wcześniej harmonia, jaką otaczała go żona, była prawdziwą ostoją jego mądrości.

Filozof buntował się wobec tak głupiej hipotezy. Aż pewnego wieczora, kiedy już nie mógł powiązać myśli, podniósł z ziemi wazonik, który żona własnoręcznie ozdobiła. Patrząc na niego, pomyślał: „Ta kobieta miała zręczne ręce”. A kiedy to mówił, ozdabiające wazon kwiaty zostały mu w rękach żywe i pachnące.

I wtedy filozof, który – podobnie jak wszyscy filozofowie – miał wielkie myśli, ale mało uczuć, pojął, że praca jego żony, wyrażana rękami, tak naprawdę była dziełem jej serca. Może i było to drobne, w kółko powtarzające się zajęcie, ale stanowiło kolebkę jego inteligencji. Bo tak naprawdę jego inteligencja zaczęła zamierać, kiedy przestało bić jej serce[3].

Oczywiście to opowiadanie nie ma na celu deprecjonować inteligencji żon, ale wydaje mi się, że najważniejszą myślą przewodnią tego opowiadania jest to, że współczesny świat stawia dziś na myślenie, rozum, dziś też coraz częściej mówimy o sztucznej inteligencji, technologii, przepływie i szybkości informacji, ale w tym samym czasie zapominamy o tym, co jest dla człowieka najważniejsze. Jest nim świat uczuć, emocji, serca, który próbuje się zakopać w rządzy posiadania coraz więcej i więcej, a tymczasem zobaczmy, że „przychodzimy na ten świat bez niczego. Umieramy nie zabierając niczego. A w międzyczasie kłócimy się o wszystko. I po co, jeśli potrzeba nam po prostu bliskości drugiej osoby i bycia dobrym człowiekiem.

O Bożym Narodzeniu powstało wiele pięknych legend. Oto jedna z nich, którą opowiada Selma Lagerlof. Przez pustynne pastwiska wędruje starszy mężczyzna. Szuka ognia, aby rozpalić ognisko i ogrzać Matkę wraz z Dziecięciem złożonym w skalnej grocie. Z dala spostrzegł płonące ognisko, dookoła którego spały owce, a obok czuwał pasterz. Wielki psy, pilnujące stada, zerwały się i chciały szczekać, ale nie mogły wydać głosu. Rzuciły się na starca, ale nie mogły wyrządzić mu krzywdy. Starzec stąpając po owcach przyszedł do ognia. Nieuprzejmy pasterz rzucił w niego kijem, ale kij przeszedł obok. Zezwolił jednak wziąć ogień, sądząc, że i tak nie weźmie, bo nie ma ani naczynia, ani płonącej głowni. Ale starzec wybrał rękami kilka węgli i włożył do kieszeni płaszcza, a one go nie parzyły ani nie paliły. Co za dziwna noc? – zapytał siebie zdziwiony pasterz. Psy nie gryzą obcego, owce się nie budzą, kij nie uderza, a ogień nie parzy.

Zaciekawiony poszedł za nieznajomym i przekonał się, że on nie miał nawet nędznej chaty, a uboga Matka i Dziecię znajdują się w zimnej skalnej grocie. I choć sam był człowiekiem twardego serca, na widok takiej nędzy wzruszył się i ofiarował skórę jagnięcia. Ale zaledwie spełnił szlachetny czyn, ujrzał czego nie widział i nie słyszał wcześniej. Ujrzał chóry aniołów, śpiewających cudowną pieśń o Zbawicielu, który narodził się tej nocy. I zrozumiał tajemnicę tej cudownej nocy, dobroć zwierząt i radość wszelkiego stworzenia. Odkrył także czym powinno być jego życie… Odtąd bowiem stał się dobrym człowiekiem…

Wigilijny wieczór, jedyny w roku, w którym serce każdego wierzącego człowieka bije trochę mocniej. Wieczór, w którym bierzemy do ręki chleb i składając sobie życzenia dzielimy się z tymi, z którymi złączyło nas życie. Wigilijny opłatek jest znakiem naszej otwartej ręki, życzliwej i dobrej postawy, jest symbolem naszych najpiękniejszych i najbardziej ukrytych pragnień pokoju, radości, szczęścia i wzajemnej życzliwości. Jest wreszcie bardzo wyraźnym wezwaniem do zauważania zwykłych gestów miłości. Łatwo bowiem podzielić się chlebem, o wiele trudniej sercem i miłością. Zwykłym gestem tej miłości… Tymczasem Chrystus mówi nam: „Przykazanie nowe daje wam, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak ja was umiłowałem”. Te słowa, które kierowaliście do siebie, niech dają wam na co dzień: pokój, wiarę, nadzieję i miłość. Tego życzę ja wam wszystkim, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, bo On was pokrzepi i da wam nowego ducha, który nada nową jakość waszemu życiu.

„Wtedy jest Boże Narodzenie”, Autor: Matka Teresa z Kalkuty

Zawsze, ilekroć uśmiechasz się do swojego brata
i wyciągasz do niego ręce,
jest Boże Narodzenie.

Zawsze, kiedy milkniesz, aby wysłuchać,
jest Boże Narodzenie.

Zawsze, kiedy rezygnujesz z zasad,
które jak żelazna obręcz uciskają ludzi
w ich samotności,
jest Boże Narodzenie.

Zawsze, kiedy dajesz odrobinę nadziei „więźniom”,
tym, którzy są przytłoczeni ciężarem fizycznego,
moralnego i duchowego ubóstwa,
jest Boże Narodzenie.

Zawsze, kiedy rozpoznajesz w pokorze,
jak bardzo znikome są twoje możliwości
i jak wielka jest twoja słabość,
jest Boże Narodzenie.

Zawsze, ilekroć pozwolisz by Bóg
pokochał innych przez ciebie,

Zawsze wtedy,
jest Boże Narodzenie.

——————-
[1] https://www.ekspreshomiletyczny.pl/index.php?page=pokora-i-prostota-ks-jan-machniak
[2] Marcin Melon, Opowiadanie: „Miłość”, https://adonai.pl/opowiadania/rodzinne/?id=14
[3] Pier D’Aubrigy, Opowiadanie: „O kochających rękach”, https://adonai.pl/opowiadania/rodzinne/?id=36

——————-

Mt 1, 1-25

Rodowód Jezusa Chrystusa i zapowiedź Jego narodzenia

Rodowód Jezusa Chrystusa, syna Dawida, syna Abrahama.

Abraham był ojcem Izaaka; Izaak ojcem Jakuba; Jakub ojcem Judy i jego braci; Juda zaś był ojcem Faresa i Zary, których matką była Tamar. Fares był ojcem Esroma; Esrom ojcem Arama; Aram ojcem Aminadaba; Aminadab ojcem Naassona; Naasson ojcem Salmona; Salmon ojcem Booza, a matką była Rachab. Booz był ojcem Obeda, a matką była Rut. Obed był ojcem Jessego, a Jesse ojcem króla Dawida.

Dawid był ojcem Salomona, a matką była dawna żona Uriasza. Salomon był ojcem Roboama; Roboam ojcem Abiasza; Abiasz ojcem Asy; Asa ojcem Jozafata; Jozafat ojcem Jorama; Joram ojcem Ozjasza; Ozjasz ojcem Joatama; Joatam ojcem Achaza; Achaz ojcem Ezechiasza; Ezechiasz ojcem Manassesa; Manasses ojcem Amosa; Amos ojcem Jozjasza; Jozjasz ojcem Jechoniasza i jego braci w czasie przesiedlenia babilońskiego.

Po przesiedleniu babilońskim Jechoniasz był ojcem Salatiela; Salatiel ojcem Zorobabela; Zorobabel ojcem Abiuda; Abiud ojcem Eliakima; Eliakim ojcem Azora; Azor ojcem Sadoka; Sadok ojcem Achima; Achim ojcem Eliuda; Eliud ojcem Eleazara; Eleazar ojcem Mattana; Mattan ojcem Jakuba; Jakub ojcem Józefa, męża Maryi, z której narodził się Jezus, zwany Chrystusem.

Tak więc od Abrahama do Dawida jest w sumie czternaście pokoleń; od Dawida do przesiedlenia babilońskiego czternaście pokoleń; od przesiedlenia babilońskiego do Chrystusa czternaście pokoleń.

Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak.

Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie.

Gdy powziął tę myśl, oto Anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: «Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do Siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, on bowiem zbawi swój lud od jego grzechów». A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: «oto dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel», to znaczy Bóg z nami.

Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił Anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie, lecz nie zbliżał się do Niej, aż porodziła Syna, któremu nadał imię Jezus.

Wersja krótsza

Mt 1, 18-25

Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak.

Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie.

Gdy powziął tę myśl, oto Anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: «Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do Siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, on bowiem zbawi swój lud od jego grzechów». A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: «oto dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel», to znaczy Bóg z nami.

Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił Anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie, lecz nie zbliżał się do Niej, aż porodziła Syna, któremu nadał imię Jezus.