Niedziela jak co tydzień. Ludzie idą na mszę. Te same twarze, Ci sami ludzie. Ale jest ktoś nowy. Do kościoła wchodzi w łachmanach, pijany zataczający się starszy człowiek, Chce uklęknąć ale przewraca się. Wszyscy odsuwają się z obrzydzeniem. Wreszcie udało mu się jakoś uklęknąć.

To klęcząc to przewracając się i mamrocząc coś pod nosem przetrwał tak całą mszę.

Wszyscy wyszli a on jeszcze został. Pod kościołem została grupka osób która głośno dyskutowała na temat pijaka, że smród że po co on tu przyszedł. Obok stał zakonnik odziany kapturem którego nigdy tu nie widzieli. W pewnym momencie zakonnik odezwał się.

– Dlaczego krytykujecie tego pijanego, dlaczego nie spojrzycie na siebie. On pragnął tu przyjść. Pragnął choć chwilę spędzić z Bogiem Jego pragnienie było tak silne że pierwszy raz w swoim życiu odstawił butelkę od ust i poszedł do kościoła na mszę żeby porozmawiać z Bogiem.

A czy pragnienie któregoś z Was było tak silne? Czy zostawilibyście coś bardzo ważnego tak jak dla niego była ważna ta butelka i przyszlibyście tu?

Czy Wasze pragnienie byłoby równie silne? Jego ofiara została przyjęta. A Wasza którzy tylko krytykować umiecie? Kogo zobaczyliście w nim – pijaka, łachmaniarza? A Bóg dojrzał w nim człowieka, dojrzał istotę którą umiłował

Po czym oddalił się i znikł im z oczu…

Autor nieznany

https://www.youtube.com/watch?v=uxF7pizlzFc