8 września 1957 roku papież Pius XII przedstawił światu Encyklikę „Miranda prorsus”[1] w której zabrał głos na temat mediów. Jest to pierwszy dokument Kościoła, który porusza „zadziwiające wprost wynalazki techniczne, którymi szczyci się ludzkość współczesna”[2]. Omawiane są w nim podstawowe media masowe takie jak radio, prasa, film, telewizja, które bardzo szybko weszły w nasze codzienne życie i niekiedy są traktowane jako domownik, bez którego jest smutno, a czasami wręcz bez niego nie da się żyć.

Kościół przyjął te środki przekazu z wielką radością, ale też nie ukrywał, że z pewnym niepokojem, gdyż mogą one również przyczynić się do zła w świecie. Chciał przez to ustrzec nas przed wszystkimi niebezpieczeństwami, które nie służą osobie ludzkiej, ale ją wręcz niszczą. Człowiek przez nie, nie służy dobru, lecz złu. Buduje raczej cywilizację śmierci, a nie życia. Środki techniczne są „dostępne dzisiaj, rzec można, każdemu wywierają na człowieka potężny wpływ, prowadząc go zarówno do królestwa światła, do tego, co szlachetne, co piękne, jak i do królestwa ciemności i zepsucia, uległości niepohamowanym instynktom”[3].

W związku z tym, dziś bardzo często nasuwa się pytanie, czy treści religijne powinny pojawiać się w mediach, czy też nie? Jeśli tak, to w jakiej formie? Często bowiem pod wpływem ataków ludzi, którzy nie do końca są przychylni głoszeniu Ewangelii, treść ewangeliczna staje się wręcz pożywką dla krytyki i w dużym stopniu budowania „królestwa zła na ziemi”. Stają się często bardziej prowokacją, niż głoszeniem dobra w świecie. Pojawiły się bowiem błędy dotyczące wolności i rozpowszechniania wszelkiego rodzaju informacji. Nauka chrześcijańska, jak również cel, dla którego media powstały, zostały zniekształcone przez „tych, co chcieliby ich używać jedynie do celów politycznych i propagandowych lub używać je po prostu za narzędzie zysku”[4]. Może to prowadzić do paradoksów i tak np. Reuters, dnia 28 marca 2006 roku podał, że do księgarni trafiła cała fala książek o tematyce religijnej, gdyż autorzy chcieli wykorzystać sukces „Kodu da Vinci”, Dana Browna. W ten sposób pojawiła się też książka: „The Jesus Papers”, Michaela Baigenta, która… neguje, że Chrystus umarł na krzyżu.

W Stanach Zjednoczonych sprzedaż produktów religijnych w roku 2010 osiągnie ok. 10 mld USD. Wpływy te będą nadal pochodzić z projekcji filmów, sprzedaży książek religijnych, CD z muzyką, a także, co jest pewną nowością na rynku, wprowadzeniem gier komputerowych. Promotorzy tej metody docierania z treściami o tematyce religijnej widzą ogromne możliwości dotarcia zwłaszcza do młodego odbiorcy. W Los Angeles pokazała gra pt. „Left Behind: Sternal Forces”, która staje się prekursorem gier o tematyce religijnej, przygotowanej na poziomie konkurencyjnym z obowiązującymi standardami gier, które mocno dziś oddziaływają na myślenie młodego pokolenia. Wkrótce po niej powstała m.in. „A Fight for Faith”, której bohaterem jest postać stająca w obranie Słowa Bożego[5].

Zadziwiające wprost wynalazki techniczne są dzisiaj zastosowane w Ewangelizacji. Środki Społecznego Komunikowania, nie są już «złem koniecznym», które trzeba tępić czy się ich bać lub krytykować je, lecz środkiem do głoszenia Chrystusa i jego Orędzia – przepowiadania Dobrej Nowiny, budowania «cywilizacji miłości». Bóg przemawiał dotychczas za pomocą ludzkich słów (języka). Objawił się przez czyny i wydarzenia w historii świata. Chrystus przyszedł do człowieka i komunikował: mówił w przypowieściach, pobudzał do myślenia, do refleksji nad własnym postępowaniem, przekazał «Boże» życie. Spotykał liczne tłumy, ale słyszeli Go ludzie oddaleni od Niego co najwyżej kilkadziesiąt metrów. Duża część zatem na pewno w ogóle Go nie słyszała. Zatem Środki Społecznego Komunikowania w „różnorodności języków przez nie używanych (słowa, obrazy, dźwięki, gesty, wibracje i emocje etc.), są potencjalnymi «namiotami», w których Słowo nie „gardzi” zamieszkać. Są krawędziami Jego płaszcza, poprzez który może przychodzić do nas Jego zbawcza moc. Ale i tutaj nie powinniśmy ukrywać możliwych dwuznaczności: język ludzki jako nośnik orędzia i daru Bożego ich nie wyczerpuje. Bóg pozostaje zawsze większy niż słowa i gesty człowieka; mass media – nawet, gdy są najlepiej używane – mają przecież zdolność relatywną i ograniczoną”[6].

Kościół wydaje się, że stale czuwa i widzi wiele niebezpieczeństw i przez to wciąż uaktualnia swoje wypowiedzi. Wraz z rozwojem techniki wzrasta poczucie ich wartości, ale i nowych niebezpieczeństw. Droga, jaką Kościół przeszedł, od „Miranda prorsus”[7] do „Aetatis novae”[8] wymagała stałych i gruntownych analiz, badań, studiów, pogłębionych opracowań. Uniwersalizm wielu dokumentów pogłębia poczucie obowiązku do wniknięcia w to, czym są mass media, reklama. I tak np. «Novum» instrukcji „Aetatis novae” polega na tym, że po raz pierwszy postuluje, czy wręcz namawia do tworzenia programów w dziedzinie środków przekazu. Jest to również pierwszy dokument Kościoła, ogłoszony w okresie posttotalitarnym. Każdy dokument należy traktować jako wielką całość, każdy z nich się uzupełnia. Jednak „Aetatis novae” jest pierwszym pośród wymienionych, gdyż bazuje on na najnowszych osiągnięciach ludzkich. To on ukazuje manipulację, jaka miała i może nadal mieć miejsce we współczesnym świecie. Przedstawia również postulat dwustronnego przepływu informacji i współtworzenia społeczeństwa poinformowanego. W zakończeniu tej instrukcji wyrażony został żal, że w tej tak bardzo ważnej dziedzinie swojej aktywności Kościół wykazuje pewne zaniedbania i braki.

Znalazłem na stronie internetowej m.in. informację, że dziś na wymiar religijny otwiera się także telewizja. 21 maja 2006 roku brytyjski dziennik „Observer” napisał, że BBC czyni ostatnie poprawki projektu, który będzie prezentował życie Jezusa i wydarzenia, które doprowadziły do jego ukrzyżowania. W artykule tegoż dziennika omówione zostało również niedawne wręczenie nagród dla telewizyjnych programów o tematyce religijnej. Uroczystość miała miejsce w Lambeth Palace, siedzibie anglikańskiego arcybiskupa Canterbury. Zwycięzcą okazał się „A Test of Faith” kanału ITV. Dokument opisywał reakcje osób, które ucierpiały w zamachu terrorystycznym z 7 lipca. Drugą nagrodę otrzymał serial „Priest Idol„, który opowiadał o anglikańskim duchownym Jamesie McCaskillu. Duchowny podjął wysiłek ożywienia umierającej parafii. Nagrodę honorową otrzymał program z gatunku reality „The Monastery”, prezentujący doświadczenia pięciu mężczyzn, którzy spędzili 40 dni w jednym z opactw. Program przyciągnął przed ekrany 2,5 mln widzów, a obecnie planuje się jego drugą edycję.

Kolejny brytyjski dziennik „Independent” zastanawiał się nad popularnością religijnych programów reality. BBC2 wyemitowała program „The Convent„, który śledził doświadczenia czterech kobiet podczas sześciotygodniowego pobytu we wspólnocie mniszek. Również Channel 4 nadawał „Six Feet Under: The Muslim Way” na temat muzułmańskiego zakładu pogrzebowego w Londynie. „Independent” doszedł do wniosku, że aby przyciągnąć uwagę młodego pokolenia religia musi bawić, co czynią programy reality.

Programy reality pojawiły się też w Stanach Zjednoczonych. Pięcioczęściowy serial „God or the Girl” (A&E Television) opowiada o czterech mężczyznach, którzy mają podjąć decyzję, czy wstąpią do seminarium czy też wybiorą małżeństwo. W przygotowaniu jest amerykańska wersja brytyjskiego programu „The Monastery”, w którym pięciu mężczyzn i pięć kobiet spędza w klasztorze 40 dni. Mężczyźni od lutego do połowy marca mieszkali w Monastery of Christ, na północ od Santa Fe, w stanie Nowy Meksyk. Kobiety znajdowały się od grudnia do pierwszych dni lutego w Our Lady of Mississippi Abbey, w posiadłości leżącej w pobliżu Dubuque, w stanie Iowa. Producentka programu Sarah Woodford mówi, że interesuje ją zbadanie, jak zwyczajni ludzie mogą prowadzić dobre i użyteczne życie oraz czego współczesnych ludzi może nauczyć licząca 1500 lat tradycja monastyczna”[9].

Informacje wyżej podane wciąż prowokują nas do zadawania wciąż nowych pytań: czy ta „forma” dotarcia do człowieka z wartościami religijnymi jest dobra i pożyteczna, zwłaszcza w momencie podejmowania ważnych decyzji życiowych? Czy „religijny ekshibicjonizm” pomoże we wzroście wiary tym, którzy są twórcami, a także odbiorcami tego rodzaju programów? Czy pomoże tym, którzy nie tylko nie doświadczyli obecności Boga w swoim codziennym życiu, ale także tym, którzy stracili wiarę z różnych powodów? Czy sama bierna obserwacja tego co my nazywamy „religijnym przeżyciem”, nie powinna mieć jednak bardziej osobowej i bezpośredniej formy w kontakcie człowieka z Bogiem, zwłaszcza pewnej „intymności” w relacji z Bogiem. Staliśmy się bowiem społeczeństwem, które „przeżycie religijne” może bardziej identyfikować z obserwowaniem tylko czyichś przeżyć, niż z realnym, osobowym spotkaniem z Bogiem. Mając „…naście” lat wiele osób przeżyło dzięki TV wiele „estetycznych wzruszeń”. Tacy „młodzi dorośli” wpatrując się w ekran telewizora, czy komputera, mają za sobą śmierć swoich najbliższych, chorobę matki, ojca, przyjaciela, lęk przed popełnieniem błędu, pierwsze przeżycia zranionej miłości… Niestety są to zachowania z obserwacji, „zza szyby”.

https://youtu.be/GTfPvJugGUY

W wielu zakątkach świata hołduje się zasadom hedonizmu i konsumpcji, nie troszcząc się wcale o ich głębokie konsekwencje”[10]. Widoczny jest głęboki kryzys moralny człowieka, nikły poziom poczucia wartości życia ludzkiego, który powoduje zupełną obojętność w stosunku do innych osób i całego świata. Jednocześnie obserwowalne jest „wdrażanie odbiorcy do jednej roli – konsumenta, aby można było nim lepiej zarządzać, nakłaniać do oczekiwanych zachowań, aby nie lęgły mu się w głowie pomysły kontestowania cywilizacji, w której żyje. Jeśli tak, to chodziło by nie tylko o biznes, ale także o jakąś formę kontroli przez konsumpcję, wychowanie człowieka globalnego. Specjaliści zwracają uwagę, że wychowuje się dzieci mniej do wytwarzania i tworzenia, a bardziej do konsumpcji. Trzeba być jednak świadomym, że jeśli się wdraża tylko do takiej roli to musi to być kosztem innych ról: ojca, matki, męża, żony, patrioty, obywatela, członka społeczeństwa, odpowiedzialnego za wspólnotę, w której żyje”[11].

Promowany styl bycia w dzisiejszym świecie w bardzo dużej mierze jest taki, a nie inny dzięki licznym reklamom, które docierają przede wszystkim do ludzi młodych. Są oni zafascynowani fikcyjnym światem, w którym model konsumpcyjny jest szczególnie obecny. Rośnie przez to «społeczeństwo konsumpcyjne», które w sposób szczególny zniewala i zamyka ludzi młodych w „kręgu indywidualistycznej, materialistycznej i hedonistycznej interpretacji ludzkiej egzystencji. Jedynym ideałem życiowym staje się wówczas dobrobyt materialny, który trzeba osiągnąć za wszelką cenę i bezwarunkowo. Odrzuca się zatem wszystko to, co wiąże się z ofiarą oraz rezygnuje z trudu poszukiwania wartości duchowo-religijnych i życia zgodnego z nimi. Prymat «być» nad «mieć» zostaje przysłonięty przez wyłączną «troskę» o rzeczy, co powoduje, że wartość osoby oraz relacji międzyludzkich rozumie się i przeżywa nie według logiki daru i bezinteresowności, lecz według egoistycznej logiki posiadania, a także instrumentalnego stosunku do drugiego człowieka”[12].

Człowiek chce lepiej żyć, chce poznawać świat,  chce przeżywać obecność Boga w życiu. Chce żyć w harmonii ze światem, ludźmi i Bogiem. Jest to wpisane w jego naturę, jednak „błędnym jest styl życia, który wyżej stawia dążenie do tego, by mieć, aniżeli być, i chce więcej mieć nie po to, aby bardziej być, lecz by doznawać w życiu jak najwięcej przyjemności”[13]. Styl życia konsumpcyjnego wprowadza człowieka w stan życia bardzo aktywnego. Wszystko jawi się wtedy w kategoriach natychmiastowości i niezbędności. Samo życie odbierane jest w kategoriach konsumpcji. W zabieganiu człowiek nie jest w stanie pozwolić sobie na chwilę refleksji nad samym sobą, ludźmi, którzy go otaczają oraz światem. Liczą się tylko indywidualne potrzeby oraz możliwości ich zaspokajania. Do wejścia na drogę takiego «stylu życia» zachęca m.in. reklama. Wyrabiany jest w człowieku „konsumeryzm”, który jest procesem polegającym nie tylko na „nabywaniu dóbr, ale przede wszystkim na kreowaniu sensu własnej tożsamości”[14]. Jego istotą jest pragnienie posiadania danego przedmiotu i pojęcie jego braku. Nadrzędną wartością jest bycie atrakcyjnym dla siebie, jak i dla innych. Przybiera to często formę przejściową i nie do końca satysfakcjonującą.

W krajach uprzemysłowionych ludzie często pochłonięci są zachłannym zarabianiem pieniędzy, pogonią za dobrami materialnymi. Społeczeństwo konsumpcyjne ma większe tendencje do pogłębiania przepaści jaka dzieli ludzi bogatych w stosunku do biednych. Człowiek, dążąc do dobrobytu, ślepo lub po omacku kroczy drogami swojego życia, nie dostrzegając potrzeb innych ludzi, a nawet swoich bliskich (rodziców, rodzeństwa, żony, męża, dzieci). Wynika z tego podstawowy wniosek, że aby „zapewnić dobrobyt społeczny, kulturowy, duchowy, a także ekonomiczny każdemu członkowi społeczeństwa, trzeba koniecznie powstrzymać nieumiarkowaną konsumpcję dóbr doczesnych i unikać mnożenia sztucznych potrzeb. Umiarkowanie i prostota winny stać się kryterium naszego codziennego życia. Ogromna ilość dóbr pochłanianych przez znikomą część ludności świata stwarza popyt, który jest zbyt wielki w stosunku do istniejących zasobów. Zmniejszenie popytu jest pierwszym krokiem na drodze do złagodzenia ubóstwa, jeśli towarzyszą temu skuteczne działania zmierzające do sprawiedliwego podziału bogactw w skali światowej”[15].

Londyński „Telegraph”, z 26 marca 2006 roku, umieścił informację o projekcie przełożenia na język komiksu życia świętych. Tą formą przekazu, pomysłodawcy chcą przybliżyć sylwetki ludzi, którzy są „kamieniem węgielnym Kościoła”. Oni niejednokrotnie walczyli z ubóstwem tego świata. To Oni, święci, są świadkami działającego Boga we współczesnym świecie. Są świadkami Bożej Opatrzności względem ludzi.. Jak wiemy, największą ilość świętych beatyfikował, a tym samym „promował”, papież Jan Paweł II, ukazując ich drogę do świętości. Jest to przykład jak promować to, co jest „Boże”.

Nieuniknionym celem wydaje się dziś być formacja w dziedzinie środków społecznego komunikowania. Jawi się ona jako jedno z zadań podstawowych. Ukształtowanie młodego człowieka, ukazanie mu wartości etycznych i moralnych, należy przede wszystkim do rodziny, jako najmniejszej komórki społecznej. Wychowawcą może być i często jest nauczyciel, podwórko, szkoła, środowisko oraz środki społecznego komunikowania. Każdy powinien dążyć do doskonałości i przez to kształtować postawę otwartą na świat,  drugiego człowieka.

Pozostaje wciąż potrzeba, by dobrze poznawać treści i sposoby przekazu programów poszczególnych mediów oraz ich zasady funkcjonowania. Stąd wymóg i konieczność formacji. Nie chodzi tu o to by, Kościół wprowadzał listę nakazów i zakazów. Chodzi przede wszystkim o roztropne czuwanie i wypowiadanie się w imię dobra człowieka i jego integralnego rozwoju przez zapotrzebowanie elementarnych potrzeb, także zdrowych relacji z innymi ludźmi. Człowiek zamknięty w swoim egoizmie, samozadowoleniu, konsumpcjonizmie i hedonizmie izoluje się od innych ludzi. Żyje sam dla siebie, by w końcu później stracić nawet i ten sens. Do tego nie można dopuścić. Postawa „być i mieć”, muszą się ze sobą łączyć.

Pytanie, czy religia powinna być obecna w mediach jest pytaniem retorycznym. Oczywiście, że powinna, a pytanie powinno być zweryfikowane: w jaki sposób religia powinna być obecna? Czy należałoby pójść w kierunku biernego obserwatora, wczuwającego się tylko w sytuację osoby obserwowanej, czy też w kierunku dotknięcia realnych problemów we własnym życiu? Potrafimy bardzo często znaleźć celne i fachowe rozwiązanie innym, sami zaś często nie radzimy sobie z podstawowymi problemami, gdyż nie są one zobiektywizowane. Współczesna młodzież, nazywana była „Pokoleniem JPII”, a po ponad roku obecności wśród nas Jego następcy papieża Benedykta VI, pokoleniem „B16”. Obecnie nasze oczy skierowane są od roku 2013, na papieża Franciszka. Jesteśmy pokoleniem „Papa Francesco„. Kościół stale powtarzał, że człowiek ma być drogą Kościoła, a nie Kościół drogą człowieka. Wynika z tego, że nie bierność, bezczynność i obserwacja powinny charakteryzować współczesnego człowieka (a do tego często zmuszają nas media), lecz aktywna postawa wnikania w to, co ważne religijnie, stawania się świadkiem Chrystusa na ziemi.

———————-

[1] PIUS XII, Encyklika o kinematografii, radiu i telewizji „Miranda prorsus„, Città del Vaticano 1957.
[2] TAMŻE, AAS 49 (1957), s. 765; tłum. polskie za: F. Adamski, Kościół a kultura masowa, Kraków 1984, s. 237.
[3] TAMŻE, s. 239; por. także: Przemówienie do zebranych w Rzymie pracowników kinematografii włoskiej, AAS 47 (1955), s. 504.
[4] TAMŻE, s. 242.
[5] POR.: J. SOŁTYS (opracowanie), https://www.forum-znak.org.pl/index.php?t=sylwa&id=290
[6] C. M. Martini, Rozmowy z moim telewizorem, Kraków 1998, ss. 11-12.
[7] PIUS XII, Encyklika o kinematografii, radiu i telewizji „Miranda prorsus„, Città del Vaticano 1957; AAS 49 (1957), ss. 765-805.
[8] PAPIESKA RADA DS. ŚRODKÓW SPOŁECZNEGO PRZEKAZU, Instrukcja duszpasterska o przekazie społecznym „Aetatis novae„, Città del Vaticano 1992; AAS 84 (1992), ss. 447-468.
[9] J. SOŁTYS (opracowanie), https://www.forum-znak.org.pl/index.php?t=sylwa&id=290
[10]  TAMŻE, nr 13, s. 22.
[11] K. Krzysztofek, Wychowanie człowieka globalnego, Rzeczpospolita, 15 lutego 2000, s. 10.
[12]  JAN PAWEŁ II,  Adhortacja Apostolska „Pastores dabo vobis„, Città del Vaticano 1992, nr 8.
[13]  JAN PAWEŁ II, Encyklika „Centesimus annus„, Città del Vaticano 1991.nr 36; por. KDK, nr 35.
[14]  A. Leśniewska-Głowacka, Konsumeryzm – fałsze i manipulacje, AIDA 4 (1999), s. 7.
[15]  Jan Paweł II, Orędzie na Światowy Dzień Pokoju 1993, Jeśli pragniesz pokoju, wyjdź naprzeciw ubogim,  L’Osservatore Romano 1 (1993), nr 5, s. 7.