W Ewangelii szukamy wskazówek dla naszej codzienności. Szukamy zwykle dla siebie najważniejszego zdania, sentencji, które byłyby drogowskazem dla naszego życia. Jezus mówi do nas wszystkich: „Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie”/J 13,31-33a.34-35/. Słowa skierowane do pierwszych chrześcijan, wyznawców Jezusa, których poganie nazywali „tymi, którzy się miłują”, dziś są może tylko pożywką dla wątpiących w to przykazanie. Stają się tylko argumentem przemawiającym za ich niewiarą, ponieważ mówią: – Zobaczcie, jakie jest życie? Każdy grzeszy, popełnia błędy, ludzie często zamiast kochać, nienawidzą się nawzajem.

Taki jest ten świat… Słowa sobie, a życie sobie… bo z prawdziwą miłością jest jak z „pojawieniem się duchów: wszyscy o nich mówią, ale mało kto je widział” (Francois La Rochefoucauld).

Po co zatem nowe przykazanie? Nie wystarczy zatrzymać się i najpierw zrealizować to starotestamentalne? Później zaś, wziąć się za to „nowe”…

Pan Jezus nazywa to przykazanie miłości nowym, choć przecież Stary Testament nakazywał miłować bliźniego jak siebie samego. Jezus dając przykład dobrowolnego pójścia na śmierć i to śmierć krzyżową, podnosi te słowa na wyższy poziom. Świadectwem swojego życia udowodnił człowiekowi, że potrafi on miłować „aż do końca swoich dni”.

Potrafi pokochać tak mocno, że śmierć nad nim nie ma już władzy. „Człowiek bowiem jest stworzony z miłości i do miłości” (Adolf Kopiing). I tylko ta miłość (zwyciężająca wszystko, wychodząca ponad wszystko) jest najważniejsza w jego ziemskim życiu.

Stary Testament bardziej akcentował tę ostatnią część zdania o miłowaniu: „siebie samego”. Patrzono na świat przez pryzmat człowieka. Jezus wprowadza „novum”, mówi: „nie siebie, ale jak siebie samego”, czyli wprowadza w tok myślenia człowieka element relacji międzyosobowej. Człowiek nie poświęca odtąd uwagi tylko sobie, ale bardziej relacji z drugim człowiekiem. Nie chce dobra tylko dla siebie, ale także dla drugiego człowieka.

Jest takie opowiadanie, pt. ” Kto tam”, które to doskonale obrazuje. Wielbiciel puka do drzwi swojej wybranki: – Kto tam? – pyta dziewczyna. – To ja – wyznaje chłopiec. – Odejdź, proszę, bo w tym domu nie ma miejsca dla ciebie i dla mnie. Odtrącony kawaler udał się na pustynię i medytował w samotni nad słowami umiłowanej. W końcu powrócił i spróbował jeszcze raz. Znowu zapukał: – Kto tam? – To ty. I natychmiast otworzono drzwi.

Jak wiele dziś mamy heroicznych przykładów ludzi poświęcających się drugiemu człowiekowi. Praca w niedziele i pojawiające się dylematy: „Msza św. niedzielna, czy praca?”.

Pochylając się nad chorym, który potrzebuje naszej pomocy 24 godziny na dobę, zastanawiamy się, czy nie grzeszymy, gdy nie pójdziemy sami do kościoła?

Wyrzuty sumienia kołaczące się w sercu nie pozwalają ucieszyć się realizacją najważniejszego przykazania Jezusa: „miłości bliźniego”.

Fiodor Dostojewski napisał: „Silna miłość do człowieka słabego bywa nieraz potężniejsza i bardziej męcząca niż wzajemne uczucie dwóch równych sobie charakterów, ponieważ mimo woli bierze się odpowiedzialność za słabszego”.

Jesteśmy w „drodze do Boga: już sama ta okoliczność nadaje sens każdej godzinie i każdemu dniu” (Georg Moser).

Z pewnością to zdążanie będzie łatwiej podjąć razem, niż indywidualnie. Stąd przykazanie miłości jest tak bardzo ważne do zrealizowania już teraz, a nie kiedyś…

Najważniejsze są bowiem chwile, bo od nich zależy jakość naszego życia.