Nowy okres liturgiczny, którym jest Adwent rozpoczyna nowy rok kościelny i liturgiczny w Kościele katolickim – rok B. Zmieniamy przy tej okazji rytm i układ czytań, które podane nam do refleksji pozwalają nam zastanowić się nad własnym życiem. Adwent jest taki czasem szczególnym, gdyż oczekujemy w nim na ponowne przyjścia Pana. Oczekujemy na Jego narodzenie. Adwent poprzedza i przygotowuje nas do Bożego Narodzenia, ale także uświadamia, że Jezus ponownie przyjdzie w swej chwale.

Dziś Ewangelia św. Marka (13, 33-37) zachęca nas do czuwania, czyli do nieustannej refleksji, zastanawiania się na własnym życiem, aby ono pozwoliło nam kiedyś w niebie z odwagą stanąć przed obliczem Boga przed którym zdamy kiedyś relację z naszych myśli i czynów. Całe nasze życie jest jednym wielkim egzaminem, jest ciągłym odpowiadaniem na pytania i realizowaniem tego, co postanowiliśmy. Z tych postanowień będziemy później zdawali egzamin generalny a jest nim sąd ostateczny. Jeszcze nie tak dawno temu mówiono o nim częściej strasząc nim, aby w ten sposób skłonić ludzi do opamiętania się. A czy jest czego się bać jeśli będziemy rozliczani z naszej miłości. Staniemy bowiem przed Bogiem miłosiernym, przepełnionym miłością.

Tymczasem często boimy się sądu ostatecznego, a także wielu innych, mniej ważnych spraw i wydarzeń których byliśmy autorami, ale też i widzami. Często nasza niewiedza jest powodem naszego wstydu. Czujemy się bezradni wobec niewiedzy o przyszłości. Mówi o tym dzisiejsza Ewangelia: „Uważajcie i czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy czas ten nadejdzie”. Nie brakuje na tym świecie ludzi, którzy próbują przepowiedzieć przyszłość. Sam o tym się przekonałem we Włoszech i to parę miesięcy temu. Min. na Planu Navona (Piazza Navona) widać było siedzących w kolorowych strojach „przepowiadaczy przyszłości” – wróżbitów. Nie mogłem uwierzyć, że prawie połowa Włochów wierzy w to, co usłyszą z ich ust. W naszej codzienności obecne są w różnych mediach, czy to gazetach, TV czy internecie horoskopy, które mówią nam co się wydarzy w najbliższym czasie. Biorytmy zaś mówią jak się dziś czuję i jaka jest moja kondycja psycho-fizyczna. Przepowiednie określają ściśle co wydarzy się w moim życiu prywatnym, zawodowym, czy w relacjach z żoną, mężem czy dziećmi.

Gdy człowiek czyta, że akurat „dziś masz zły dzień”, że nic Ci dziś nie wyjdzie i zarazem uwierzy w to, co mu się pokazuje, to nie ma takiej siły, która by pozwoliła, aby ten dzień zaliczyć do udanych. Jeśli bowiem człowiek sam siebie przekreśli, czytając, oglądając czy słuchając o tym w radiu, gazecie, TV, czy internecie, nie może za bardzo liczyć na pomoc, bo tej pomocy może udzielić sobie samemu! Jak? Na pewno nie czytając niekończących się opowieści horoskopów czy biorytmów. Jest to bowiem kółko zamknięte…

Nie brakuje też i tych, którzy przedstawiają nam przewidywania naukowe, tego co się może wydarzyć w przyszłości. Wszystko po to, aby wypełnić pustkę i napięcie egzystencjalne dotyczące niepokojącej nas przyszłości. Wiele jest książek i programów, które straszą nasze życie obecną rzeczywistością, a nie zachęcają nad refleksją nad tym życiem. Są też i dobre pozycje. Kiedyś czytałem książki Alvina Tofflera, m.in. jego „Szok przyszłości” czy „Trzecia fala”. Autor nakreślił w nich wizję świata za 30 lat, a pisał pod koniec lat 70-tych. Nie była to wizja katastroficzna, ale realne spojrzenie na świat taki, jaki faktycznie on jest z jego wadami, ale i pozytywami. Dzięki tej wiedzy człowiek może wiele rzeczy i spraw zobaczyć w innym świetle, a także przewidzieć następstwa podjętych przez ludzkość decyzji.

A Ewangelia mówi, a wręcz zapewnia nas, że „Czas się wypełnił – przybliżyło się Boże królestwo”. Jest nim królestwo miłości. Bóg do nas przyszedł, narodził się i jest wśród nas. W naszym życiu doświadczamy konfliktu rozumu i serca. Wiedzę opieramy na rozumie, a to, co jest dla niego niedostępne oceniamy jako wątpliwe, a często i podejrzane. Św. Paweł pisze w liście do Koryntian (1 Kor 8, 1): „Wiedza „nadyma”, wbija w pychę; jedynie miłość buduje, umacnia”. Stąd paradoksalne stwierdzenie mistyków, którzy uznawali, że prawdziwą wiedzą o Bogu jest „niewiedza” – ograniczoność ludzkiej wiedzy, która bez miłości. ale przede wszystkim i nadziei wiele zdziałać nie może…

Kiedyś na wieńcu adwentowym paliły się cztery świece. Było bardzo cicho. Tak cicho, że słychać było, jak świece zaczęły ze sobą rozmawiać. Pierwsza z nich westchnęła i powiedziała: „Nazywam się pokój. Moje światło pali się, ale ludzie nie zachowują pokoju, oni wcale mnie nie chcą”. Jej płomień stawał się coraz mniejszy, aż wreszcie zgasł.

Druga świeca zamigotała i powiedziała: „Nazywam się wiara. Ale jestem zbędna na tym świecie. Ludzie nie chcą nic wiedzieć o Bogu. Mój płomień na ma już żadnego sensu”. Zrobił się przeciąg i podmuch wiatru zgasił drugą świecę.

Cichutko i bardzo smutno zabrała głos trzecia świeczaka: „Ja nazywam się miłość. Brak mi już siły, aby dalej się palić. Ludzie odstawiają mnie gdzieś w kąt. Dostrzegają jedynie siebie samych, a zapominają o innych, których powinni kochać”. Jej płomień zamigotał po raz ostatni i zgasł.

Po chwili do pokoju weszło dziecko. Spojrzało na świece i powiedziało: „Ależ wy musicie się palić!!! Nie możecie zgasnąć!!!” I było bliskie płaczu. A wtedy zabrała głos czwarta świeczka, która powiedziała: „Nie bój się! Jak długo ja będą się paliła, możemy ponownie zapalić pozostałe świece, ponieważ nazywam się nadzieja”. Dziecko wzięło do ręki zapałkę i odpaliło ją od płonącej świecy. Dzięki niej znowu zajaśniały płomyki pierwszych świec. Płomyki pokoju, wiary i miłości.

Oby pokój, wiara, nadzieja i miłość towarzyszyły nam w czasie tego Adwentu – okresu oczekiwania na ponowne przyjście Pana.

Mk 13, 33-37

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Uważajcie, czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy czas ten nadejdzie. Bo rzecz ma się podobnie jak z człowiekiem, który udał się w podróż. zostawił swój dom, powierzył swym sługom staranie o wszystko, każdemu wyznaczył zajęcie, a odźwiernemu przykazał, żeby czuwał.

Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie: z wieczora czy o północy, czy o pianiu kogutów, czy rankiem. By niespodzianie przyszedłszy, nie zastał was śpiących. Lecz co wam mówię, do wszystkich mówię: Czuwajcie!»