Kiedyś mały Jaś oglądał TV w której akurat pokazywano relację z toczącej się w Afryce wojny. Było mnóstwo zabitych i rannych. Wszystko wokół było zniszczone. Jaś zapytał swojego ojca, który właśnie wrócił z pracy: – Tato, od czego powstają wojny? – Wojna powstaje wtedy, kiedy dwa państwa mają odmienne zdanie na jakiś temat – wyjaśnił ojciec starając się dopasować odpowiedź do wieku małego Jasia, którego w sumie zadowoliła ta odpowiedź, ale po chwili zapytał ponownie: – A jaka jest najstraszliwsza broń na świecie? Ojciec już chciał odpowiedzieć, że broń atomowa, ale pomyślał chwilę, zastanowił się i w końcu rzekł: – Ze wszystkich rodzajów broni, jakie wynalazł człowiek, najstraszniejszą i najpotężniejszą jest ludzkie … słowo.

W dzisiejszej Ewangelii, Bóg porównuje swoje słowo do ziarna w którym drzemie ogromna siła. Słowo boga ma ogromna moc, podobnie jak i słowo wypowiedziane przez samego człowieka. Boże Słowo jest zawsze dobre, czego nie można powiedzieć o słowie, które wydobywa się z ludzkich ust. Ono nie zawsze jest dobre. Słowo ludzkie wypowiedziane zwłaszcza wobec drugiego człowieka nie zawsze jest budujące, często zawodzi i nie daje sił do życia. Nasze ludzkie słowo może być: dobre – niestety to dobre słowo rzadko wydaje upragniony owoc; ale słowo może też być złe – ono z kolei ma tendencję do szybkiego rozrastania się dookoła nas. Wydaje niestety, przeważnie owoc wielokrotnie przewyższający nasze spekulacje i obliczenia.

Sami wiemy, że można do kogoś skierować ogrom dobrych i życzliwych słów, a z nich jak zapadnie jedno na tysiąc w ludzkiej pamięci czy sercu i przyniesie zamierzony efekt to już i tak dobrze. Słowo złe, choćby zostało wypowiedziane choćby tylko raz to w bardzo szybkim czasie zbierze plon obfity. Chwasty rosną szybciej i to wszędzie na kuli ziemskiej. Nasza gleba serca podatna jest na przyjęcie i rozwój chwastów, dlatego wciąż potrzeba nam kontrolować każde ziarno, które pada na glebę naszego serca, a także z naszych ust.

Wciąż musimy sprawdzać swoje serce – glebę i oczyszczać ją ze słów, które słyszymy i wypowiadamy. Sami wiemy, że choćby jedno słowo wypowiedziane pod czyimś adresem w formie: obmowy, oczernienia czy plotki, potrafi zniszczyć pracę wieloletniej współpracy, poświęcenie i życzliwości. Słowo ma moc budowania, ale i niszczenia. Dlatego tak ważna jest kontrola wszystkich wypowiadanych przez nas słów.

Pewna pani wyznała kiedyś na spowiedzi u św. Filipa Neri, że plotkowała o innych. Jako pokutę św. Filip nakazał jej pójść na targowisko i kupić nieoskubaną kurę, a w drodze zaś powrotnej wyrywać pióra, jedno po drugim i rozrzucać po drodze. Potem miała wrócić do niego i dowiedzieć się, co robić dalej. Wyglądało to na nieco dziwną pokutę, ale owa pani poszła na targowisko i zrobiła dokładnie tak, jak usłyszała z ust świętego męża stanu.

Gdy wróciła, św. Filip pochwalił ją za posłuszeństwo. Powiedział: – Teraz zaś, aby uzupełnić pokutę, musisz wrócić i zebrać wszystkie pióra. – Ależ Ojcze! – zawołała – przecież Ojciec wie, że to jest niemożliwe. Wiatr rozwiał pióra i w żaden sposób nie zdołam ich z powrotem zebrać. – To prawda – odrzekł święty – Podobnie nie możesz odwołać szkodliwych słów o swoich sąsiadach, które przechodząc z ust do ust, dotarły tymczasem tam, gdzie nie możesz sięgnąć. Bądź ostrożna na przyszłość, waż każde wypowiedziane słowo, waż każde wypowiedziane słowo… bo nie wiesz, czy wkrótce właśnie to jedno słowo nie wypowie wojny w domu twojego sąsiada, przyjaciela, współmałżonka…

Nad procesem rozwoju złego ludzkiego słowa nie jest w stanie sam zapanować. Dyskusje, komentarze czy oceny są już bowiem poza nim. Jest to proces, który dzieje się już sam, bez udziału „siewcy”.

Słowo – jak widzimy – jest jak pszczoła: posiada miód i żądło (przysłowie żydowskie). Kto chce naprawdę zrobić coś pożytecznego, musi używać małą ilość słów, które przesiane przez sito dobra, dopiero wtedy przyniosą jedne owoc 30, drugie 60, a jeszcze inne 100 krotny. Język prawdy jest zawsze prosty. Słowa wychodzące z serca trafiają do serca. W taki razie, ktoś tego słuchając powie: „W takim razie lepiej w ogóle nic nie mówić, nie odzywać się….”. Czy niewypowiedzenie własnej opinii jest właściwym świadectwem życia? Chyba nie, ale trzeba czasem dać sobie i drugiej osobie czas, aby zrozumiała co zrobiła. Milczenie jest najlepszym „środowiskiem naturalnym”, gdzie słowo prawdy może powoli dotrzeć do osoby, która tym słowem posłużyła się do niecnych czynów: obmowy, plotki, oczernienia, czy kłamstwa.

Jedno jest pewne. Bóg dziś wzywa nas, abyśmy byli siewcami dobrego słowa i dobrą glebą w której rozwija się ziarno dobra. I mimo tego, że popełniliśmy, popełniamy i będziemy popełniać błędy, posługując się naszymi ustami, językiem i słowem, to warto odzywać się do drugiego człowieka dobrym słowem, bo w przyszłości może i na pewno wyda ono plon: 30, 60 lub 100 krotny. To kwestia tylko czasu. Na tym polega nasza chrześcijańska nadzieja składająca się przecież ze słów samego Boga.

Mt 13, 1-23

Owego dnia Jezus wyszedł z domu i usiadł nad jeziorem. Wnet zebrały się koło Niego tłumy tak wielkie, że wszedł do łodzi i usiadł, a cały lud stał na brzegu. I mówił im wiele w przypowieściach tymi słowami:

«Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał, jedne ziarna padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je. Inne padły na grunt skalisty, gdzie niewiele miały ziemi; i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka. Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały korzenia. Inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je. Inne wreszcie padły na ziemię żyzną i plon wydały, jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny.

Kto ma uszy, niechaj słucha!»

Przystąpili do Niego uczniowie i zapytali: «Dlaczego mówisz do nich w przypowieściach?»

On im odpowiedział: «Wam dano poznać tajemnice królestwa niebieskiego, im zaś nie dano. Bo kto ma, temu będzie dodane, i w nadmiarze mieć będzie; kto zaś nie ma, temu zabiorą nawet to, co ma. Dlatego mówię do nich w przypowieściach, że patrząc, nie widzą, i słuchając, nie słyszą ani nie rozumieją. Tak spełnia się na nich przepowiednia Izajasza:

„Słuchać będziecie, a nie zrozumiecie, patrzeć będziecie, a nie zobaczycie. Bo stwardniało serce tego ludu, ich uszy stępiały i oczy swe zamknęli, żeby oczami nie widzieli ani uszami nie słyszeli, ani swym sercem nie rozumieli, i nie nawrócili się, abym ich uzdrowił”.

Lecz szczęśliwe oczy wasze, że widzą, i uszy wasze, że słyszą. Bo zaprawdę, powiadam wam: Wielu proroków i sprawiedliwych pragnęło ujrzeć to, na co wy patrzycie, a nie ujrzeli; i usłyszeć to, co wy słyszycie, a nie usłyszeli.

Wy zatem posłuchajcie przypowieści o siewcy. Do każdego, kto słucha słowa o królestwie, a nie rozumie go, przychodzi Zły i porywa to, co zasiane jest w jego sercu. Takiego człowieka oznacza ziarno posiane na drodze.

Posiane na grunt skalisty oznacza tego, kto słucha słowa i natychmiast z radością je przyjmuje; ale nie ma w sobie korzenia i jest niestały. Gdy przyjdzie ucisk lub prześladowanie z powodu słowa, zaraz się załamuje.

Posiane między ciernie oznacza tego, kto słucha słowa, lecz troski doczesne i ułuda bogactwa zagłuszają słowo, tak że zostaje bezowocne.

Posiane wreszcie na ziemię żyzną oznacza tego, kto słucha słowa i rozumie je. On też wydaje plon: jeden stokrotny, drugi sześćdziesięciokrotny, inny trzydziestokrotny».