613… Ta tajemnicza liczba określała ilość norm, nakazów i przepisów jakie mieli przestrzegać Żydzi, aby być w zgodzie z Prawem. To ono regulowało ich sposób postępowania i codziennego życia. Przede wszystkim precyzowało to, co mogą, a czego nie mogą robić. W tej wielości przepisów regulujących życie religijne, społeczne i kulturalne ówczesnego społeczeństwa można było się bardzo łatwo pogubić i zagmatwać w gąszczu zawiłych zdań i sentencji, które często dawały jednocześnie wielość interpretacji. Sami wiemy, że człowiek często potrafili na własne potrzeby „trochę” zmodyfikować czy zaokrąglić wybrane przez siebie słowa czy zdania, a zwłaszcza te, które nie pasują do jego filozofii życia.

Kolejny raz Pan Jezus zostaje poddany próbie. Dziś jednak jakby zdaje egzamin z przepisów, które każdy dorosły i prawy Żyd powinien znać na pamięć. Przepisy te kształtowały każdego człowieka i jego sposób funkcjonowania pośród ludzi. I nie byłoby może w tym pytaniu uczonego w Prawie nic złego, gdyby nie to, że po co ono zostało zadane?

Jak czytamy w Ewangelii, ten który je zadał, chciał :”wystawić Jezusa na próbę”. To pytanie zadał jeden z uczonych żydowskich, faryzeusz, żarliwy obrońca Prawa. Ten, który był mistrzem w interpretowaniu słów zapisanych w tym Prawie. Pytanie, które zadał Jezusowi nie było błahe, bo przecież dla ludzi dobrej woli odpowiedź na nie była bardzo ważna. Wśród setek pytań, zdań, przepisów, norm, reguł, których – jak już podałem – było w sumie 613, można było bardzo łatwo się pogubić. Odpowiedź Jezusa była krótka i zarazem wyczerpująca. Nie było w jego odpowiedzi zbędnych słów, które znów mogły dać możliwość różnych interpretacji, a w wypadku faryzeuszów nawet nadinterpretacji wypowiadanych słów. Oba zdania Jezusa dotyczą tego samego: miłości. Można je nawet sprowadzić do jednego zdania: „należy miłować Boga ponad wszystko, a bliźnich jak siebie samego”. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy – jak czytamy w Ewangelii Mateusza (22, 34-40).

Bez miłości nie da się żyć. Człowiek potrzebuje miłości bardziej niż czegokolwiek na tym świecie. Nie tylko potrzebuje jej doznawać, ale ma także ogromną potrzebę, aby dzielić się nią z innymi ludźmi. Dawać ją drugiemu człowiekowi. Nie ma bowiem nic straszniejszego na tym świecie, niż samotność, życie tylko dla siebie samego. Miłość jest zobowiązaniem, wewnętrznym nakazem, który wpływa na naszą decyzję. Miłość nie jest tylko uczuciem, ale także naszym aktem woli. Często mylimy, że miłość to tylko uczucie. Tymczasem co innego jest kogoś lubić, czy darzyć uczuciem – doznawać przy tym przyjemności, a co innego jest kochać, czyli chcieć czyjegoś dobra ze względu na niego samego, a nie tylko ze względu na własną przyjemność czy korzyść, jakakolwiek by ona nie była.

W pierwszym czytaniu s Księgi Wyjścia czytamy m.in.: „Nie będziesz gnębił i nie będziesz uciskał cudzoziemców, bo wy sami byliście cudzoziemcami w ziemi egipskiej”. Izrael bogaty o własne doświadczenie, sam był w ciężkiej sytuacji. I kiedy sam był na dnie, to wtedy otrzymywał od Boga konkretną pomoc. Wyciągniętą Jego rękę. Podobnie jest i w naszym życiu…

Pamiętam, kiedy mój przyjaciel Krzysztof opowiadał mi o wydarzeniu, które wstrząsnęło nim, jego żoną i dwójką córek. Zdarzyło się to kilkadziesiąt już lat temu w Krakowie-Płaszowie. Kiedyś, jako młodzi rodzice wynajęli mieszkanie jednemu panu, który okazał się oszustem , bo on również to samo mieszkanie wynajął młodej parze małżonków. Pobrał przy tym opłatę za to mieszkanie z góry, za cały rok. Wziął pieniądze pomimo tego, że do niego nie należało, bo przecież… sam je wynajmował. Młoda kobieta spodziewała się dziecka; była w 8-mym miesiącu ciąży. Kiedy mój przyjaciel Krzysztof pojawił się w tym mieszkaniu, zamiast mężczyzny, któremu wynajął mieszkanie, a który nie płacił już za nie od paru miesięcy, zastał właśnie tę parę, która gdy tylko uświadomiła sobie, co się stało była zrozpaczona. Nie mieli bowiem gdzie mieszkać, nie było pieniędzy i za miesiąc miało na świat przyjść ich dzieciątko. Początek ich wspólnego życia przedstawiał się dramatycznie. Wtedy mój przyjaciel Krzysztof powiedział mi: „Wiesz Mariusz, powinienem im dać dwa, trzy tygodnie czasu na szukanie nowego miejsca, ale… no właśnie… było jedno „ale”… bo zawsze jest jedno „ale”…

Zaczął więc opowiadać… „Kilkanaście lat temu, wyszedłem do pracy. Moja żona Danuta poszła do sklepu kupić coś do jedzenia i potem do znajomej, która poprosiła ją o pomoc. Poszła tam z naszymi córeczkami. Jedna z nich miała trzy latka, a druga tylko roczek. Kiedy razem wróciliśmy do domo, to okazało się, że domu…. już nie ma. Spłonął w ogniu, który pochłonął nasz dobytek, zaoszczędzone pieniądze, dokumenty, meble, ubrania. Wszystko zamieniło się w  popiół. Straż pożarna stwierdziła krótko o przyczynie: „Zwarcie elektryczne”.

Pamiętam dobrze tą scenę, kiedy staliśmy na ulicy i świat w ciągu chwili nam się zawalił. Na początku naszego małżeństwa znaleźliśmy się w takiej samej sytuacji, jak ta para, która została oszukana przez nieuczciwego mężczyznę, któremu wynajęliśmy nasze mieszkanie. Dlatego zdecydowaliśmy się, ja z żoną, żeby zamieszkali w naszym domu aż do momentu, gdy będą mogli sobie samemu poradzić. Trwało to rok…”

Wracając do słów faryzeusza, który zadał pytanie, aby wystawić Jezusa na próbę. Intencja tego uczonego w Piśmie jest zła od samego początku. Spodziewał długiej odpowiedzi, bo i lista przykazań o które pytał była długa. Natomiast odpowiedź Jezusa była krótka. Dwa zdania. To daje nam wiele do myślenia, jak zachowywać się w podobnej sytuacji w której sami się zapewne znajdziemy. Nie wielość słów, które prowadzą często do nieporozumień, wprowadzają napięcie, czy zło w ludzkie serca. Często bowiem jest tak w naszym codziennym życiu, że gdy mówimy komuś jedno zdanie, naszą opinię w jakiejś sprawie, to potem okazuje się, że kątem ucha dowiadujemy się od ust przyjaciół, jak bardzo to jedno zdanie zostało zmodyfikowane, przekształcone, pozmieniane na czyjeś potrzeby. Zostało wzięte w nawias, dodano mu wykrzyknik, znak zapytania, cudzysłów, trzy kropki, wyśmiane, obgadaniem obdarte z autentycznych intencji autora. A później po takich przeróbkach przypisane komuś innemu. Wtedy warto zapytać się o intencję wypowiadanych tak przez nas słów, które mogą i często ranią inne osoby. Warto zapytać się gdzie w tym zdaniu pozostało miejsce na wyraz: miłość Boga i bliźniego.

Warto wziąć odpowiedzialność za wagę wypowiedzianych przez nas słów i zdań, za ich moc, znaczenie i cel. Mała ilość słów i cisza powinny być czasem w którym możemy zastanowić się co chcemy jeszcze powiedzieć. Jak ująć w zdania to, co trudne, a co może wywołać wojnę. W ciszy odnajdujemy miłość.

Istnieje stara przypowieść o ostatnich dniach życia Jana Ewangelisty. Dożył on bardzo sędziwego wieku i tak osłabł, że na spotkanie z wiernymi trzeba było go nosić. Z powodu swojej niemocy nie mógł też wygłaszać długich oracji. Na każdym zatem zebraniu we wspólnocie powtarzał te same słowa: – Dziateczki, miłujcie się wzajemnie. Jego uczniowie, znużeni ciągłym słuchaniem tych samych słów, zapytali go, dlaczego nigdy nie powie czegoś innego. Jan Ewangelista odparł wtedy: – To czyńcie, a to wystarczy.

Dziś powtarzając za Ewangelistą Janem módlmy się nawzajem za nas samych i czyńmy to wszystko o czym mówi św. Jan, naśladując słowa Chrystusa, a to nam wystarczy do bycia szczęśliwym ludźmi na tej ziemi.

Mt 22, 34-40

Gdy faryzeusze posłyszeli, że zamknął usta saduceuszom, zebrali się razem, a jeden z nich, uczony w Prawie, wystawiając Go na próbę, zapytał: «Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?»

On mu odpowiedział: «„Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem”. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego”. Na tych dwóch przykazaniach zawisło całe Prawo i Prorocy».