Mówi się w środowiskach kinematograficznych Los Angeles, że podziwiani ludzie kina udają, że stale są zapracowani przy realizacji „wielkich życiowych planów”. Tak mniej więcej opisują normalny dzień:

„Wstajecie o ósmej rano. Wypijacie sok pomarańczowy i zażywacie waszą dzienną porcję witaminek. Pól godzinki spaceru przygotowuje was na śniadanie. Potem czytacie gazety i korespondencję. Około dziesiątej trzydzieści wzmacniające pływanie w basenie, a potem pół godziny gimnastyki, prysznic i opalanie. Potem czas na obiad, który wypada zjeść z przyjaciółmi.Po obiedzie kawa i prywatna projekcja filmu lub zakupy i oczywiście kilka telefonów do przyjaciół. O szesnastej tenis i golf. Po powrocie po raz drugi basen i trochę zajęć na siłowni lub sali gimnastycznej. Po tych ćwiczeniach prysznic, masaż i koniecznie krótka drzemka. A gdy się przebudzicie z tej popołudniowej drzemki, macie już osiemdziesiątkę na karku.

Niewielu z nas ma możliwość spędzenia tak wygodnego życia. Wydawać by się mogło na zewnątrz bardzo szczęśliwego, bo bez trosk dnia codziennego, ale wydaje mi się – i taki był chyba cel autora tego opowiadania – życia pozbawionego jakiejkolwiek reflesji nad tym, jak to życie się przeżywa. Czyli świadomego przeżywania tego co „tu i teraz” się robi. Dziękowania za każdy przeżyty dzień.

Nasza codzienność pochłonięta jest licznymi obowiązkami, aktywnością, a nasz umysł zaprzątnięty jest wieloma myślami, bo ciągle musi się „coś dziać”. Świat codziennych informacji, newsów, jak to mówimy także „fake newsów” (często oszczerczych i kłamliwych informacji) – zaśmieca nam, często niepotrzebnymi rzeczami, jasne wiedzenia prostych spraw. Życie zaczyna nam się coraz bardziej gmatwać i komplikować. Niezałatwione sprawy, nie podana wcześniej ręka pomocy, teraz „krzyczy” sama o tę pomoc. Trzeba pomóc, a samemu ma się świadomość, że nie pomogło się tam, gdzie była taka potrzeba. Nowe sprawy, nowe zadania i wyzwania, nowi ludzie. Świat się kręci, a my wraz nim.

Chyba sami to czujemy, że przychodzi czasem taki dzień, taka chwila, czas, u jednej osoby częściej, u drugie rzadziej, że chcemy się zatrzymać, że w tej „machinie szybkości” coś nie gra i zaczynamy nad tym już nie panować. I jest to chyba pierwszy znak, że każdy z nas potrzebuje czasu dla siebie, chwili odosobnienia, czas na chwilę refleksji nad tym co robi i ku czemu zdąża. Przede wszystkim jednak potrzebujemy czasu dla siebie, zatrzymania się, zwolnienia, refleksji nad tym, co się dzieje „tu i teraz”. Każdy z nas potrzebuje odpoczynku, spokoju, czasu na nabranie i zregenerowanie sił. Zupełnie inaczej widzi się świat, gdy siedzi się na krzesełku karuzeli, które w powietrzu szybko kręci się i nie ma możliwości zobaczenia na to, co dzieje się w koło nas. Widzimy tylko przez ułamki sekundy, fragmentarycznie to, co przemyka koło naszych oczu, widzimy bowiem tylko zamazaną i zniekształconą rzeczywistość. Inaczej jest, gdy widzimy tę karuzelę z pewnego dystansu. Rozumiemy wtedy mechanizm jej działania, bo widzimy ją w całości.

W jednym ze swoich filmów, Charlie Chaplin („Modern Times” tzn. „Dzisiejsze czasy”) gra człowieka, który zostaje przyjęty do fabryki, gdzie jego zadaniem jest dokręcania śrubki w płytkach, które mkną po taśmie produkcyjnej. Szybkość tej taśmy jest ogromna. Tuż za nim stoi już kolejnych dwóch panów, którzy przybijają młotkami w ogromne gwinty. Nad trzyosobową grupą pracowników stoi szef, który pogania ich palcem, aby pracowali jeszcze szybciej. Charlie Chaplin ogromnymi szczypcami trzymanymi w rękach dokręca śrubę i widać, że ma tego dosyć, bo nie ma ma chwili odpoczynku. Kończy się te scena jak wpada w tryby maszyny i w niej zostaje uwięziony. Mimo woli Charlie Chaplin staje się trybem w maszynie przemysłowej, która kręci całym światem. Film z roku 1936 już wtedy był symbolem wprowadzenia industrializacji, przemysłu i automatyzacji do naszego codziennego życia. Symbolicznie, Charlie nawet po zakończeniu pracy, wychodząc z pracy nadal automatycznie wykonuje ruchy rękami, które naśladują to, co ma na co dzień w pracy. Też takie symboliczne, bo pokazujące jak bardzo praca oddziałuje na nasze codzienne życie. Charlie Chaplin ukazuje człowieka, który staje się automatem, robotem, narzędziem wykonującym bezrefleksyjnie to, co nakazuje mu świat zewnętrzny i nie ma z tego wyjścia.

W dzisiejszym tekście Ewangelii św. Marka czytamy o tym, że wokoło Jezusa gromadziły się tłumy ludzi, którzy bardziej widzieli w Nim lekarza ciała, niż lekarza duszy. Jezus był pochłonięty ciągłym pomaganiem ludziom w ich niedoli, nieszczęściu, smutku, dramacie: „Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił”. Jednym słowem Jezus miał wiele pracy i był wciąż bardzo zajęty. Ale trzeba też dodać, że w tym wszystkim, w tej walce o uzdrowienia każdego człowieka nie zapominał o samym sobie. Czytamy dalej w Ewangelii Marka: „Nad ranem, gdy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił”. Jezus potrzebuje czasu dla siebie, odpoczynku i modlitwy. Potrzebuje miejsca, gdzie w spotkaniu z Ojcem będzie mógł podjąć zobowiązujące decyzje, które pozwolą mu na jeszcze bardziej efektywne i skuteczne działania w przyszłości.

Dlatego czas wolny od ludzi, czas odpoczynku i czas na modlitwę jest dla niego tak bardzo ważny. Dlatego każdy z nas powinien również znaleźć czas dla siebie, abyśmy nie obudzili się w wieku tych „gwiazd kina” z Los Angeles i nie zorientowali się, że to co już za nami było tylko „przespaniem całego życia”, chwilą iluzji, która dawała namiastkę szczęścia w życiu. „Przespane”, czyli nieświadome tego, co robiliśmy, a tym samym nie dające satysfakcji nam samym z tego, co już osiągnęliśmy. Nie ma nic gorszego niż brak doświadczenia radości z własnego, ofiarowanego nam przez Boga życia i satysfakcji z tego, co już się udało zrobić i przeżyć.

Kiedyś jeden z ludzi interesów, zmęczony i zestresowany wieloma zajęciami, udał się do mistrza życia duchowego po radę. Mistrz mu powiedział: „Ryba, która opuszcza wodę, szybko umiera. Również i ty zaczynasz umierać w chwili, gdy dajesz się opanować sprawom tego świata. Ryba może ocalić swoje życie, jeśli natychmiast powróci do wody. Ty natychmiast musisz powrócić do samotności”. Biznesmen zaniepokoił się. „Czy mam zatem zostawić wszystkie moje sprawy i udać się do klasztoru?” Pustelnik odpowiedział: „Absolutnie nie! Zajmij się interesami i przede wszystkim zwróć się w kierunku swego serca!”.

Andrew J. Dubrin powiedział: „Zasadą stania się zamożnym nie jest skupienie się na byciu bogatym. Zamiast tego należy skoncentrować się na pasjonującej i dającej przyjemność pracy. Bogactwo jest produktem ubocznym wykonywania ekscytującej pracy”.

W słowniku duchowości znajduje się piękne słowo: „skupienie”. Określa ono chwilę w której zatrzymujemy się, aby scalić – zebrać w jedno cząstki nas samych, które dzień w dzień „codzienność” rozrzuciła po ziemi.Aby móc zebrać te cząstki „nas samych” potrzebny jest „czas dla siebie samego, czas odpoczynku i czas modlitwy”, czyli spotkania z Bogiem. Każdego dnia prośmy, aby ten kontakt z Nim w nas stale wzrastał, bo tylko to może rokować zmianę naszego życia na jeszcze lepsze.

Mk 1, 29-39

Po wyjściu z synagogi Jezus przyszedł z Jakubem i Janem do domu Szymona i Andrzeja. Teściowa zaś Szymona leżała w gorączce. Zaraz powiedzieli Mu o niej. On podszedł i podniósł ją, ująwszy za rękę, a opuściła ją gorączka. I usługiwała im.

Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; i całe miasto zebrało się u drzwi. Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił, lecz nie pozwalał złym duchom mówić, ponieważ Go znały.

Nad ranem, kiedy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił. Pośpieszył za Nim Szymon z towarzyszami, a gdy Go znaleźli, powiedzieli Mu: «Wszyscy Cię szukają». Lecz On rzekł do nich: «Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo po to wyszedłem».

I chodził po całej Galilei, nauczając w ich synagogach i wyrzucając złe duchy.