Kochać – to nie tak łatwo…

Miłość bliźniego

Powstał jakiś uczony w Prawie i wystawiając Go na próbę, zapytał: Nauczycielu, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne? Jezus mu odpowiedział: Co jest napisane w Prawie? Jak czytasz? On rzekł: Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem; a swego bliźniego jak siebie samego.

Jezus rzekł do niego: Dobrześ odpowiedział. To czyń, a będziesz żył. Lecz on, chcąc się usprawiedliwić, zapytał Jezusa: A kto jest moim bliźnim? Jezus nawiązując do tego, rzekł:

Pewien człowiek schodził z Jerozolimy do Jerycha i wpadł w ręce zbójców. Ci nie tylko że go obdarli, lecz jeszcze rany mu zadali i zostawiwszy na pół umarłego, odeszli. Przypadkiem przechodził tą drogą pewien kapłan; zobaczył go i minął. Tak samo lewita, gdy przyszedł na to miejsce i zobaczył go, minął.

Pewien zaś Samarytanin, będąc w podróży, przechodził również obok niego. Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko: podszedł do niego i opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem; potem wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i pielęgnował go. Następnego zaś dnia wyjął dwa denary, dał gospodarzowi i rzekł: Miej o nim staranie, a jeśli co więcej wydasz, ja oddam tobie, gdy będę wracał.

Któryż z tych trzech okazał się, według twego zdania, bliźnim tego, który wpadł w ręce zbójców? On odpowiedział: Ten, który mu okazał miłosierdzie. Jezus mu rzekł: Idź, i ty czyń podobnie!

Opowiadanie pt. „O Samarytaninie – wersja współczesna”

Jezus, nawiązując do podchwytliwego pytania jakiegoś uczonego (chodziło o to, kogo z grona bliskich zaliczyć można do bliźnich?), opowiedział następującą przypowieść:

Pewien człowiek szedł z Jerozolimy do Jerycha i został napadnięty przez zbójców, którzy nie tylko go złupili, lecz jeszcze rany mu zadali i zostawiwszy na pół umarłego, odeszli.

Tą drogą przechodzili różni ludzie, ale nikt nie udzielił rannemu konkretnej pomocy: pełnomocnik kościelnej organizacji charytatywnej nie ruszył palcem, bo nie było odpowiedniej decyzji kompetentnych gremiów; dziennikarz zrobił tylko dla wieczornych wiadomości reportaż o pogwałceniu praw człowieka, krytykując na tym tle niezaradność miejscowych władz, które nie potrafią zapewnić bezpieczeństwa podróżnych; robotnik wzburzony takim bezprecedensowym obchodzeniem się z człowiekiem, zwołał w trybie pilnym posiedzenie związku zawodowego, gdzie ogłoszono jednogodzinny strajk ostrzegawczy; student zorganizował wielką demonstrację w mieście, podczas której z krzykiem piętnowano zwyrodnienia i schorzenia społeczne.

Nieprzytomnego, wykrwawionego podróżnego podniósł dopiero dyżurny ze służby drogowej. Opatrzywszy mu rany, wsadził do furgonetki i zawiózł do pobliskiego szpitala, gdzie po kilkudniowym pobycie na oddziale intensywnej terapii doszedł do siebie – na dowód tego, że i dziś są ludzie z sercem.

Refleksja

Miłować tych, których się bardzo dobrze zna, to nie jest łatwe. Zwłaszcza, że to oni potrafią zranić bardzo mocno nasze serce. Miłować tych, których się w ogóle nie zna, jest sprawą jeszcze bardziej trudną. Pomoc okazana naszym przyjaciołom i nieznajomym leży u podstaw chrześcijaństwa, bo wynika z przykazania miłości i to nawet największych nieprzyjaciół. Każdemu z nas należy się szacunek, bo jesteśmy dziećmi Boga, stworzonymi na Jego obraz i podobieństwo…

Jezus uczy nas, że miłować trzeba każdego, tzn. tego, który jest nam życzliwy, ale też i tego, co „zieje” do nas nienawiścią. Tylko w ten sposób, choć jest to trudna droga, możliwe jest porozumienie, zgoda i pokój na ziemi. Wielu dziś tego nie rozumie i pod płaszczykiem (niestety) przekonań religijnych niszczą to, co jest dla nas ludzi najcenniejsze, tzn. nasze życie…

3 pytania na dobranoc i dzień dobry

1. Dlaczego tak ciężko kochać ludzi?
2. Dlaczego miłość bliźniego jest tak ważna?
3. W jaki sposób możliwa jest zgoda na ziemi?

I tak na koniec…

Zarówno w metropolii, jak w wiosce nadal najbardziej ulubionym widowiskiem jest upadek któregoś z bliźnich (Emil Cioran)