Przebywać z grzesznikami…

Powołanie Lewiego

Jezus wyszedł znowu nad jezioro. Cały lud przychodził do Niego, a On go nauczał. A przechodząc, ujrzał Lewiego, syna Alfeusza, siedzącego w komorze celnej, i rzekł do niego: Pójdź za Mną! On wstał i poszedł za Nim. Gdy Jezus siedział w jego domu przy stole, wielu celników i grzeszników siedziało razem z Jezusem i Jego uczniami. Było bowiem wielu, którzy szli za Nim.

Niektórzy uczeni w Piśmie, spośród faryzeuszów, widząc, że je z grzesznikami i celnikami, mówili do Jego uczniów: Czemu On je i pije z celnikami i grzesznikami? Jezus usłyszał to i rzekł do nich: Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników.

Opowiadanie pt. „Jak się grzeszy nosem”

Pewna stara plotkarka poszła wyspowiadać się do młodego księdza. Kiedy skończyła, wyjawiła mu swoje „zmartwieniem”: – Rozumiem, jak można zgrzeszyć rękami, oczami, ustami i uszami. Ale jak się grzeszy nosem?

Z drugiej strony konfesjonału padła natychmiast odpowiedź: – Wtykając go w sprawy innych ludzi.

Refleksja

Przebywać, czy nie przebywać z tymi, którzy popełniają błędy lub grzechy, które czynią notorycznie? Takie pytanie wciąż pojawia się w naszym życiu, jeśli chodzi o innych ludzi. Takie samo pytanie jednak rzadko pojawia się, jeśli dotyczy to naszej rodziny, tych najbliższych. Nie wyobrażamy sobie bowiem, że nie można pomóc w każdej sytuacji życiowej tym, których kochamy naszym całym sercem…

Jezus pomagał każdemu, kogo spotkał na swojej drodze. Pomagał szczególnie tym, którzy swoim grzesznym życiem zranili siebie, ale też i wielu ludzi, którzy żyli w około nich. Tym bardziej gest otwartej dłoni i serca wypływał od Niego, aby podźwignąć tych, którzy upadli na ciele i duchu. Jezus zaiste przyszedł nie do sprawiedliwych, ale tych, którzy się źle mieli, by uratować ich przed samounicestwieniem…

3 pytania na dobranoc i dzień dobry

1. Czy przebywanie z grzesznikami jest dla nas dobre, czy złe?
2. Dlaczego pomagamy innym ludziom?
3. Czy mamy pomagać tylko sprawiedliwym?

I tak na koniec…

– Tam na dole – podjął – żyją ludzie, którzy pójdą za każdym smokiem, będą czcić każdego boga, dopuszczą się każdego występku. A wszystko to ze zwykłej monotonii, codziennego zła. To nie prawdziwie wybitna, twórcza ohyda wielkich grzeszników, ale rodzaj masowo produkowanego mroku dusz. Grzech, można powiedzieć, bez krzty oryginalności. Akceptują zło nie dla tego, że mówią mu „tak”, ale dlatego, że nie mówią mu „nie” (Terry Pratchett)