Po co mówić o wierze? Czym jest wiara? Przekonaniem? TAK!!! trzeba być przekonanym przynajmniej co do jednego: że Bóg jest i że interesują Go nasze sprawy (Hbr 11,6). To jest jakby punkt wyjścia Ale to jednocześnie jest za mało. Apostoł powiada: Wierzysz, że jest jeden Bóg? Słusznie czynisz – lecz także złe duchy wierzą i drżą.

Z przekonań rodzi się nowy sposób widzenia rzeczywistości. Horyzonty rozszerzają się niepomiernie. Świat staje się piękniejszy. Nawet samego siebie człowiek widzi w innym świetle. To rodzi entuzjazm. Ślad tego widać w Ewangelii. Odpowiedź Piotra: Ty jesteś Mesjasz, z takiego właśnie ludzkiego entuzjazmu płynie. Jest to bardzo potrzebne człowiekowi! Ale to wszystko mało – wiara w samej swej istocie jest oparciem ludzkiego życia na Bogu. W rezultacie człowiek potrafi na Nim budować całą swoją teraźniejszość i przyszłość. Dziękując Mu również za przeszłość.

Eugene O’Neill do 25 roku życia prowadził tzw. beztroskie życie. Nie liczył się z normami moralnymi, nie miał jakiegoś określonego celu życia. Pewnego dnia poważnie zachorował i znalazł się w szpitalu. Pozostał tam przez dłuższy czas. Ten pobyt stworzył dla niego szansę głębokiego zastanowienia się nad swoim życiem. Odkrył także zdolności pisarskie. Po wyjściu ze szpitala rozpoczęła się jego wspaniała kariera. Jego cierpienie stało się źródłem realizacji życiowego powołania.

Trochę inna sytuacja miała miejsce w życiu Oscara Wilde’a. Za przestępstwo został osądzony w więzieniu. Po odbyciu wyroku zmienił się nie tylko on, ale także jego twórczość. W utworach zaczął ukazywać prawdziwe wartości, które miały odniesienie do wiary w Boga. Zapisał wtedy” „Tam, gdzie jest cierpienie, tam jest święta ziemia”. I w innym miejscu dodał: „W jaki inny sposób, niż tylko przez złamane serce, Chrystus, mój Pan, może wejść w moje życie?”.

W taki sposób nasza wiara często rodzi się i powinna rodzić się w splotach naszych wydarzeń codziennego życia. Często niestety rozwija się w cierpieniu i smutku. Dla wielu wtedy już jest niestety za późno… Tradycyjnie przypowieść mam nadzieje zobrazuje to co chce przekazać…

Było dwóch ludzi. Jeden Bohater, drugi Mięczak. Bohater – człowiek uzdolniony, tryskający życiem, powszechnie lubiany. Człowiek sukcesu. Dobrze zarabiał jako kierownik działu. W tej samej firmie pracował Mięczak. Wiedzę miał ogromną, talenty też. Nie miał jednak siły przebicia. Wobec trudności chował się jak ślimak w muszli. Zostawały mu najmniej efektowne i najgorzej płatne zadania. Taki życiowy niedorajda i pechowiec. Mięczak był człowiekiem religijnym. Wiarę miał prostą, dziecięcą, nie zastanawiał się nad jej zawiłościami, może nawet ich nie dostrzegał. Bohater przeciwnie – lubił dyskutować na tematy religijne, ale tak naprawdę wiara nie interesowała go wcale. Sobie zawdzięczał wszystko.

Któregoś dnia jechali samochodem, z nimi ich dzieci. Z tyłu najechała na nich ogromna wywrotka. Tak nieszczęśliwie, że obie dziewczynki z ciężkimi obrażeniami trafiły do szpitala. „Zrobiliśmy, co możliwe” – powiedział lekarz. Mięczak dwoił się i troił, okazało się, że możliwe są jeszcze inne drogi ratowania dziecka. Mięczak chodził, jeździł, załatwiał. Przeszedł samego siebie. To już nie był ten Mięczak co przedtem. Zaś Bohater bez reszty się załamał. Całymi popołudniami przesiadywał milcząco w fotelu, nie reagował na nic. Dzieci wróciły do domów z bardzo widocznymi śladami przebytego wypadku. Tak już miało zostać do końca ich życia. Córka Bohatera zastała dom pogrążony w smutku. Dlatego jej udziałem stał się smutek. Córka Mięczaka zastała dom pełen nadziei, radości, wręcz entuzjazmu: razem będziemy się uczyć nowego życia, żebyś teraz bardziej niż przedtem cieszyła się życiem. „Teraz? Jak nie potrafię prosto chodzić i na buzi mam blizny?”. Tak, właśnie teraz – odpowiedział – i zobaczysz, że to możliwe. Miał rację. Fizyczna ułomność dziecka zeszła na dalszy plan wobec radości, wobec żywiołowości, jaką potrafił obudzić w niej ojciec.

Ostateczną próbą wiary jest krzyż. Jezus tę próbę przeszedł. A szedł ku niej z pełną świadomością rzucając jej wyzwanie. Piotr, który wtedy tego jeszcze nie rozumiał, został ostro napomniany. A my? Trudno pójść na spotkanie cierpieniu. Jeszcze trudniej, gdy ono zaskoczy znienacka. Dobrze, jeśli zawczasu naszą siłą będzie wiara. Nie zawsze sprawdzają się w życiu tak proste schematy jak przypowieść o Bohaterze i Mięczaku. Ale bez wątpienia wiara jest i powinna być istotnym elementem naszego życia. Bo z jednej strony pozwala przetrwać czas krzyża, z drugiej – dodaje sił, by każdy dzień wypełniać dobrem. Taką wiarę widać poprzez dobre uczynki a nie przez tylko słowa. I o taką wiarę, czyli o wiarę czynów, a nie tylko deklaracji,  módlmy się każdego dnia.