W swojej autobiografii pt. „Just I am”, Billy Graham pisze: „Kilka lal temu bylem z Ruth na Karaibach. W czasie naszego pobytu, jeden z najbogatszych ludzi świata zaprosił nas do swojego wspaniałego domu na lunch. Gospodarz miał 75 lat. W czasie posiłku był bliski łez. Aż w końcu powiedział: ,,Jestem najbardziej nieszczęśliwym człowiekiem na świecie. Mam luksusowy jacht. Mogę podróżować, gdzie tylko chcę. Mam prywatny samolot i helikopter. Mogę mieć wszystko, co jest potrzebne do szczęścia. A jednak jestem naprawdę nieszczęśliwszym człowiekiem”. Długo rozmawialiśmy z nim i modliliśmy się razem, probując wskazać na Chrystusa, który nadaje ostateczny sens naszemu życiu i jest źródłem radości. 

Tego samego popołudnia zaprosił nas pastor z miejscowego kościoła baptystów. On także mial 75 lat. Był wdowcem. Większość czasu poświęcał swoim niepełnosprawnym siostrom. W czasie rozmowy powiedział z uśmiechem: „Nie mam nawet 10 dolarów na swoim koncie, ale czuję się najszczęśliwszym człowiekiem na świecie”.

Ta historia przypomina trochę tę historię z robotnikami w winnicy, opisaną przez Ewangelistę Mateusza (Mt 20,1-16a). Możemy mieć wiele żalu do Pana Boga, że jedni są bogaci, a drudzy nie. Jedni mają wszystko nie przykładając się zbytnio, albo w ogóle do pracy, a drudzy zaś muszą pracować ciężko, w pocie czoła, aby utrzymać się przy życiu. Żadne pójście w skrajności nie jest dobre, ale w większości sytuacji jest tak, że w pogoni za tym, co my nazywamy szczęściem, to właśnie ono  często najszybciej umyka nam pomiędzy palcami. Zaczynamy obserwacje tego, co mam, z tym czego nie mam, a co mógłbym mieć. Zaczynamy wtedy porównywać, zazdrościć innym i zatrzymywać się często nad tym… czego nie da się zmienić. Uciekające dni życia wprowadzają tylko dodatkowe napięcie, frustrację i zasłaniają to, co w naszym życiu jest najważniejsze, czyli ucieszenie się tym, co już mam, co posiadam, kim powinienem być i stawać się. Ucieszeniem się tą chwilą życia, która dana jest nam od Pana Boga, a nie zatrzymywaniem się i poświęceniem czasu sprawom mało lub w ogóle nieistotnym.

Bruce Marshall w swojej znakomitej książce pt. „Ale i oni otrzymali po denarze”, która weszła do kanonu lektur katolickich, myśląc o Kościele i tych, których Pan Bóg powołuje do swojej służby, dochodzi do wniosku, że w gruncie rzeczy dla pracujących w winnicy Pana juz sama praca dla Niego i w Jego obecności jest wystarczającą zapłatą. Stąd właśnie z całą prostotą przyjmuje za rzecz nieomal oczywistą to, co zawiera się w przypowieści 0 robotnikach winnicy – każdy, bez względu na zdolności, trud i czas pracy, otrzymuje tyle samo. Szukamy klucza do szczęścia, a ostatecznie to przecież sam Pan Bóg jest naszą nagrodą.

Kiedyś młody człowiek przyszedł do mędrca po radę. Chciał być szczęśliwy. Szukał szczęścia na różnych drogach. Czasami wydawało mu się, że je odnalazł, ale wkrótce okazywało się, że było to złudzenie, ulotne uczucie szczęścia, które zostawiało po sobie niedosyt i niesmak. Czy jest możliwe szczęście w świecie tylu niedogodności i cierpienia? Młodzieniec zwierzył się, że dla zdobycia trwałego i pełnego szczęścia, niezależnego od zewnętrznych okoliczności, gotów jest na wiele wyrzeczeń. Mędrzec cierpliwie wysłuchał młodego człowieka, po czym powiedział:

„W drodze do szczęścia musisz wyzbyć się całego balastu złudzeń, które stwarzają jedynie pozory tego, co nazywasz szczęściem. Musisz stanąć w prawdzie przed Bogiem i – co najtrudniejsze – pokochać innych tak samo mocno, jak kochasz siebie. Wtedy odnajdziesz prawdziwą drogę do szczęścia”.

Gdybyśmy chcieli odczytywać słowa dzisiejszej Ewangelii jako wykład nauki społecznej o sprawiedliwości, czy sugestię dla jakiejś nowej ekonomii z przydomkiem „ewangeliczna”, znaleźlibyśmy się w dużym kłopocie. Mogłoby się bowiem okazać, że w krótkim czasie pojawiłyby się zastępy robotników „ostatniej godziny”. Większość wyruszałaby na poszukiwanie pracy przed zachodem słońca, by niewiele pracując, korzystać z zapłaty, jaką otrzymali ci, co pracowali cały dzień. Tak jakoś jesteśmy skonstruowani, że często wolimy pójść na łatwiznę, wymagając zazwyczaj od innych wiele, a od siebie prawie nic…

Tymczasem nie o ekonomię i nie 0 pracę tu chodzi. Przypowieść chce nam przybliżyć prawdę 0 zbawieniu, prawdę o szczęściu tu na ziemi, które w dużej mierze zależy od naszego traktowania Pana Boga, drugiego człowieka i siebie samego, a wreszcie także traktowania życia i tego co jest w nim obecnie. Dlatego warto żyć tu i teraz każdego dnia, który został nam dany i zadany.

Mt 20, 1-16a
Przypowieść o robotnikach w winnic

Jezus opowiedział swoim uczniom następującą przypowieść:

«Królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy.

Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: „Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam”. Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił.

Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: „Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie?” Odpowiedzieli mu: „Bo nas nikt nie najął”. Rzekł im: „Idźcie i wy do winnicy”.

A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: „Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych”. Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze.

Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: „Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzy znosiliśmy ciężar dnia i spiekotę”. Na to odrzekł jednemu z nich: „Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czyż nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje, i odejdź. Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?” Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi».

 

(Main Photo: Benjamin Forrest / flickr.com / CC BY 2.0)