Pewien rozczarowany uczestnik kilkudniowych rekolekcji, pod koniec swego pobytu, postawił retoryczne pytanie w grupie rekolektantów: – Dlaczego mój pobyt tutaj nie przyniósł żadnych owoców? – Być może dlatego, że zabrakło ci odwagi, by potrząsnąć drzewem – odpowiedział łagodnie rekolekcjonista.

„Siej i zbieraj” – tak łatwo się to mówi, ale kiedy przyjdzie nam zapracować i czekać na konkretne owoce, wtedy niejednemu z nas brakuje cierpliwości. Rezygnujemy zatem z ciężkiej pracy i zbierania owoców, gdyż brakuje nam pokory w uznaniu, że cokolwiek robimy nie zależy od nas, ale od Tego, który nas stworzył. Chcemy, tak jak na filmie w TV, aby wszystko działo się szybko i sprawnie, tymczasem to, co jest związane z życiem ma swój rytm i potrzebuje czasu.

Pracowity Chińczyk Li-peng zaorał i obsiał swoje poletko. Po paru tygodniach od zasiewu dziwił się, że ziarno tak powoli wzrasta. Na sąsiednim polu widział już duże zielone kiełki! Z każdym dniem malała jego cierpliwość. Nie mógł sypiać. W końcu wpadł na pewien pomysł. Pobiegł na pole i zaczął ciągnąć w górę delikatne źdźbła. Była to oczywiście żmudna praca, ale wytrwałość wieśniaka pokonała zniechęcenie. Po przyjściu do domu opowiedział sąsiadom, jak pomógł rosnąć zbożu. Ci, zaciekawieni pobiegli zobaczyć dzieło Li-penga. Ujrzeli zwiędły i zniszczony zasiew. Długo jeszcze po tym wydarzeniu śmiano się we wsi z człowieka, który nie umiał czekać.

Jezus wiedział, że to, co zasiewa w ludzkich sercach, wcześniej czy później zakiełkuje i będzie z tego konkretny owoc. Czasu jednak nie da się przyspieszyć i trzeba nieraz wiele cierpliwości, aby doczekać się tego, co przed nami. Jezus miał wielu, którzy chcieli „przyspieszyć historię”, ale On wiedział, że wszystko zależy od Ojca, który jest w niebie.

Każdy z nas potrzebuje czasu, aby dorosnąć do pewnych prawd życia. Aby pojąć zawiłości tego świata potrzebny jest każdemu z nas czas na zrozumienie i wzrost. To przysłowiowe ziarnko to obraz naszej wiary, która powinna się rozwijać i wzrastać po to, aby jej rozmiary przekraczały ludzkie pojmowanie rzeczywistości. Wiemy, że wiara potrafi zdziałać cuda, stąd tak ważne jest to, aby w naszym sercu znalazło się to ziarnko działające cuda.

Proboszcz przechodził obok pola, na którym pracował rolnik, przeklinający bez przerwy. Ksiądz zatrzymał się i prosił gospodarza, aby ten przestał przeklinać, bo obraża tym Boga. Usłyszawszy napomnienie, chłop odpowiedział: – Jeśli Bóg postanowił, że mam iść do piekła, to mi żadna modlitwa nie pomoże, a jeśli mam iść do nieba, to pójdę, choćbym nie wiem, jak klął. – W takim razie – odparł ksiądz – nie pojmuję, dlaczego orzecie to pole. Jeśli Bóg postanowił, że pole obrodzi, to obrodzi i bez orki, a jeśli postanowił, że nic z pola nie będziecie mieć, to szkoda waszego trudu. – Bez orki nie ma żniwa – odpowiedział chłop. – Skoro tak, to zaprzeczyliście swojemu poprzedniemu zdaniu – roześmiał się ksiądz. Źle pojmują wiarę ludzie, którzy myślą: co komu przeznaczone, to go nie minie.

Jezus jest tym, który daje nam wiarę i możliwość uwierzenia. Dzięki Niemu rozwija się ona jak to małe ziarnko gorczycy. Przez tą Jego obecność nasze życie może być pełną przygód historią, która daje satysfakcję nie tylko nam, ale również innym ludziom. Wiara bowiem czyni cuda, ale potrzebne jest też nasze zaangażowanie. Jeśli nie ma zaangażowania, to końcowy efekt jest marny… Wręcz tragiczny… 

Ziarno pszenicy ukryło się w stodole. Nie chciało, aby je zasiać. Nie chciało umrzeć. Nie chciało się poświęcić. Chciało uratować swoje życie. Nie chciało być chlebem. Nie pojawiło się na stole. Nie zostało pobłogosławione ani podzielone. Nie dało życia. Nie podarowało radości. Pewnego dnia przyszedł rolnik. Razem z kurzem stodoły wymiótł również i ziarno.

To, co siejemy – wcześniej czy później – urośnie. Jest takie powiedzenie, że „Człowiek rodzi się z zaciśniętymi pięściami, jakby chciał pokazać: zdobędę wszystko, a umiera z otwartymi ramionami, nie mając nic”. Ja bym może dodał, że to „nic” zależy od nas. Możemy odejść siejąc to, co mamy w niekończonej ilości: miłość. Niech ona wzrasta i buduje przyszły świat. Owocu tego może nie skosztujemy za życia, ale sama świadomość, że ta miłość może zakwitnąć w ludzkich sercach teraz lub w przyszłości, powinna dać nam radość i uśmiech już teraz za naszego życia ziemskiego i w perspektywie życia wiecznego. 

Mk 4, 26-34

Jezus mówił do tłumów:

«Z królestwem Bożym dzieje się tak, jak gdyby ktoś nasienie wrzucił w ziemię. Czy śpi, czy czuwa, we dnie i w nocy, nasienie kiełkuje i rośnie, sam nie wie jak. Ziemia sama z siebie wydaje plon, najpierw źdźbło, potem kłos, a potem pełne ziarno w kłosie. Gdy zaś plon dojrzeje, zaraz zapuszcza sierp, bo pora już na żniwo».

Mówił jeszcze: «Z czym porównamy królestwo Boże lub w jakiej przypowieści je przedstawimy? Jest ono jak ziarnko gorczycy; gdy się je wsiewa w ziemię, jest najmniejsze ze wszystkich nasion na ziemi. Lecz wsiane, wyrasta i staje się większe od innych jarzyn; wypuszcza wielkie gałęzie, tak że ptaki podniebne gnieżdżą się w jego cieniu».

W wielu takich przypowieściach głosił im naukę, o ile mogli ją rozumieć. A bez przypowieści nie przemawiał do nich. Osobno zaś objaśniał wszystko swoim uczniom.