– Ileż to już dyskutowano i ileż nadal się rozprawia o Bogu! Co o tym myślisz, mistrzu? – spytał dnia pewnego uczeń wielkiego nauczyciela. – Czy widzisz tę pszczołę? – odrzekł mistrz. – Czy słyszysz jej brzęczenie? Ustanie ono, gdy pszczoła znajdzie kwiat i będzie sączyć z niego nektar. Czy widzisz tę amforę? Teraz wlewam do niej wodę. Czy słyszysz jej bulgot? Ustanie on, kiedy amfora będzie pełna. A teraz obserwuj to surowe ciastko, które rzucam na oliwę. Czy słyszysz, jak się smaży i skwierczy? Kiedy będzie dobrze uprażone, ten dźwięk ustanie. Tak samo jest z ludźmi. Dyskutują i czynią wiele hałasu wokół Boga, ponieważ Go nie znaleźli. Ten, który Go znalazł, milczy w uwielbieniu[1].

Spotykamy się dziś – a opisują to Dzieje Apostolskie – z postaciami siedmiu mężów na których apostołowie włożyli ręce i zlecili im ważną posługę. To właśnie oni zostali uznani za godnych głoszenia Chrystusa, zarówno słowem, jak i czynem. Tym wymaganiom sprostał na pewno św. Szczepan, bohater i męczennik, który – jak czytamy w Dziejach Apostolskich – „był pełen łaski i mocy”. Łaska oznacza w księgach natchnionych specjalną życzliwość Boga oraz nawiązanie między człowiekiem i jego stwórcą, ścisłej łączności, a nawet przyjaźni. Z kolei w Ewangelii św. Łukasza czytamy, jak anioł pozdrowił Maryję: „bądź pozdrowiona pełna łaski”, a więc przyjaźni z Bogiem. Tego właśnie określenia: „pełen łaski” dziś usłyszeliśmy w stosunku do śp. Szczepana – pierwszego męczennika za Chrystusa, który kiedy był zabijany „milczał w uwielbieniu” swojego Mistrza i Pana. Dzieje Apostolskie mówią także o Szczepanie, że jego postawa ukazywała wielką moc. I faktycznie, kiedy człowiek jest zjednoczony z Bogiem, to tak, jakby miał „drugie plecy”, bo ma odwagę, żeby iść przed siebie, jest pewny swego, bo jest przekonany, że idzie wraz z nim Bóg. Taki człowiek jest przede wszystkim silny nie tylko słowem, ale przede wszystkim czynem i działaniem. Oddał się bez reszty Temu, którego kochał ponad swoje życie. 

Mimo iż Henri Matisse był blisko dwadzieścia osiem lat młodszy niż Auguste Renoir, obaj wielcy artyści byli serdecznymi przyjaciółmi i często spędzali razem czas. Kiedy Renoir prawie nie opuszczał domu w ostatnich latach swego życia, Matisse odwiedzał go codziennie. Niemal sparaliżowany artretyzmem Renoir mimo swej choroby nie przestawał malować. Pewnego razu Matisse obserwował, jak starszy kolega maluje w swojej pracowni, zmagając się ze straszliwym bólem utrudniającym każde pociągnięcie pędzla. W końcu nie wytrzymał i poruszony wykrzyknął: – Auguste, dlaczego nadal malujesz, gdy dręczy Cię tak okropny ból? Renoir odrzekł z prostotą: – Ból przemija, a piękno pozostaje. I tak, prawie do dnia swojej śmierci Renoir nakładał farbę na płótno. Jeden ze swoich najsłynniejszych obrazów: Kąpiące się artysta ukończył na dwa lata przed śmiercią, czternaście lat po tym, jak zaatakowała go bolesna choroba[2]. Do końca swojego życia, Renoir robił to, co kochał. 

Dlaczego przeciwnicy Szczepana nie mogli go pokonać? Ponieważ zakochany był w Jezusie, w prawdzie, ale też nie mogli sprostać jego mądrości i sile, bo był przepełniony Jego „łaską i mocą”. Przeciwnicy męczennika Szczepana chcieli dokonać nad nim sąd za to, że głosił Chrystusa. Nie wiedzieli do końca jakimi argumentami mu się przeciwstawić. Są przez to źli, coraz bardziej wzburza się w nich nienawiść, a ona zawsze zaślepia człowieka. Ta nienawiść pcha ich do wypróbowanej już przez nich metody, czyli kłamstwa. Przedstawiają fałszywych świadków, którzy mają zrobić swoje. Sytuacja się powtarza z procesu Jezusa. Przypisują bluźnierstwo Szczepanowi przeciwko Bogu i Mojżeszowi. Stawiają te same argumenty, co to, stawiane Jezusowi, że zburzy Świątynię i dokona zmiany w prawie Mojżesza, które dla Żydów było święte, którego po prostu się nie zmienia i… kropka. 

Te fałszywe oskarżenia wcale nie wyprowadziły Szczepana z równowagi. Był zjednoczony z Bogiem i „pełen łaski i mocy” i to wystarczyło, aby do sytuacji w której się znalazł zachował spokój u równowagę. Po ludzku patrząc na to, co się w około niego dzieje, to ten pokój, który miał w swoim sercu nie byłby możliwy do osiągnięcia, gdyby nie było w jego sercu i umyśle zjednoczenia z Bogiem, z Chrystusem. Gdyby miał w sobie jedynie ludzkie myślenie, to każda błahostka mogłaby go doprowadzić do napięcia, nerwów i destabilizacji, która zniszczyłby jego pełne zaufania serce. Irytacja, stres, podenerwowanie czy przywiązania, a zwłaszcza egoizm, nie pozwalają jasno widzieć siebie wobec Boga. Nie pozwalają także widzieć innych ludzi. Emocję biorą górę nad rozumem. Tymczasem Chrystus mówi: „Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe o was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie”. 

Chłopiec stał boso przed sklepem z butami, trzęsąc się z zimna.  Mężczyzna podszedł i powiedział:„Mój mały przyjacielu, na co tak intensywnie patrzysz w tym oknie?” Odpowiedział: „Proszę Boga, aby dał mi parę butów lub bluzkę”. Mężczyzna wziął go za rękę, zaprowadził do sklepu i poprosił urzędnika o ciepłą koszulę oraz parę skarpet dla chłopca i parę butów. Zapytał urzędnika, czy mógłby podać miskę z wodą i ręcznik, i zabrał dziecko na tyły sklepu. Z miłością zaczął myć stopy dziecka i suszyć.  Potem włożył koszulę, skarpetki i buty. Poklepał chłopca po głowie i powiedział: „Bez wątpienia, mój mały przyjacielu, powinieneś teraz czuć się bardziej komfortowo”. Kiedy odwrócił się, by wyjść, bardzo szczęśliwe dziecko wyciągnęło rękę i spojrzało na niego ze łzami w oczach i zapytało: „Pan jest Bogiem? I mężczyzna odpowiedział: „Nie. Jestem tylko wdzięczną osobą za wszystko, co mi dał”. Drodzy, wyobraźcie sobie, jak wyglądałby świat, gdyby był bardziej powszechny?

Dlatego dziś prośmy Jezusa dla nas o spokój ducha w sytuacjach trudnych i skomplikowanych, czy wręcz beznadziejnych. Zwłaszcza tam, gdzie chodzi o nasze zdrowie, bezpieczeństwo i poczucie własnej wartości, godność. Abyśmy, zwłaszcza w takich sytuacjach zawierzyli Bogu o byli Jego narzędziem budowania dobra na ziemi. Niech Jezus daje nam siły, a zwłaszcza wiarę, nadzieję i miłość, które zawieźć nas nie mogą.   

Mt 10, 17-22

Duch Ojca waszego będzie mówił przez was

Jezus powiedział do swoich Apostołów:

„Miejcie się na baczności przed ludźmi. Będą was wydawać sądom i w swych synagogach będą was biczować. Nawet przed namiestników i królów będą was wodzić z mego powodu, na świadectwo im i poganom. Kiedy was wydadzą, nie martwcie się o to, jak ani co macie mówić. W owej bowiem godzinie będzie wam poddane, co macie mówić.

Gdyż nie wy będziecie mówili, lecz Duch Ojca waszego będzie mówił przez was. Brat wyda brata na śmierć i ojciec syna; dzieci powstaną przeciw rodzicom i o śmierć ich przyprawią. Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony”.

Dz 6, 8-10; 7, 54-60

Ukamienowanie św. Szczepana

Szczepan pełen łaski i mocy działał cuda i znaki wielkie wśród ludu. Niektórzy zaś z synagogi, zwanej synagogą Libertynów i Cyrenejczyków, i Aleksandryjczyków, i tych, którzy pochodzili z Cylicji i z Azji, wystąpili do rozprawy ze Szczepanem. Nie mogli jednak sprostać mądrości i Duchowi, z którego natchnienia przemawiał.

Gdy usłyszeli to, co mówił, zawrzały gniewem ich serca i zgrzytali zębami na niego.

A on pełen Ducha Świętego patrzył w niebo i ujrzał chwałę Bożą i Jezusa, stojącego po prawicy Boga. I rzekł: „Widzę niebo otwarte i Syna Człowieczego, stojącego po prawicy Boga”.

A oni podnieśli wielki krzyk, zatkali sobie uszy i rzucili się na niego wszyscy razem. Wyrzucili go poza miasto i kamienowali, a świadkowie złożyli swe szaty u stóp młodzieńca, zwanego Szawłem.

Tak kamienowali Szczepana, który modlił się: „Panie Jezu, przyjmij ducha mego!” A gdy osunął się na kolana, zawołał głośno: „Panie, nie poczytaj im tego grzechu”.

Po tych słowach skonał.


[1] Pszczoła, amfora i ciasteczko, SR, https://adonai.pl/opowiadania/duchowe/?id=222

[2] Ból przemija, piekno pozostaje, Autor nieznany, https://adonai.pl/opowiadania/duchowe/?id=20