10 N. zwykła, Wewnętrznie skłócony, Mk 3, 20-35

Total
0
Shares

Jezus wykazuje absurd zarzutu, który wobec niego skierowano. Bo przecież jeśli czynimy dobre czyny, to zawsze będą z niego dobre efekty. I odwrotnie, bo przecież jeśli źle czynimy, to efekt końcowy naszego postępowania również będzie zły. Nawet wtedy, jeśli na początku jest on umiejętnie zakamuflowany pod różnymi postaciami kolorowych świecidełek. Prawda i kłamstwo mają tendencję do tego, że wcześniej czy później zawsze zostaną zdemaskowane.

Wiele osób, które spotykały się z Jezusem, nie były mu obojętne. Czar Jego osoby, ale również tego, co robił: nauczał, karmił, leczył, uzdrawiał, wskrzeszał z martwych, nie mogły być obojętne zwłaszcza dla tych osób, które potrzebowały konkretnej pomocy. Jedni ludzie zatem byli nim zachwyceni, czy wręcz zauroczeni, a inni nienawidzili go i to do szpiku kości. W tej samej grupie osób był zatem takie, które uważały go za cudotwórcę, ale były i takie, które były przekonane, że to osoba psychicznie chora, pozbawiona zmysłów, która nimi manipuluje. To, co różni te dwie grupy to to, że pierwsza grupa nie miała w sobie zawiści i zazdrości, natomiast druga grupa miała je w nadmiarze. 

Czym jest zawiść, a czym zazdrość? Zawiść – uczucie znacznie silniejsze niż zazdrość, polegające na odczuwaniu silnej niechęci lub wrogości w stosunku do osoby, której czegoś się zazdrości. Zawiść może występować w sytuacjach, gdy osobiste cechy, posiadane przedmioty lub osiągnięcia nie dorównują ich poziomowi/jakości u innych osób. 

Papież Franciszek powiedział, że „zazdrość prowadzi do zabijania. Zawiść prowadzi do zabijania. To właśnie przez tę bramę, bramę zazdrości diabeł wszedł przez świat. Biblia mówi: Śmierć weszła na świat przez zawiść diabła”. Zazdrość i zawiść otwierają drzwi do wszelkiego zła. Dzielą również wspólnoty. Wspólnota chrześcijańska, gdy cierpi – niektóre jej członki – z powodu zawiści, zazdrości w końcu się dzieli: jeden przeciw drugiemu. To silna trucizna”. Ojciec Święty dodał, że w „sercu osoby dotkniętej zazdrością i zawiścią rodzi się gorycz. Nie potrafi ona śpiewać, wielbić Boga, nie ma radości, nieustannie patrzy na to, co mają inni, a czego ona nie ma. A to prowadzi do goryczy, rozprzestrzeniającej się na całą wspólnotę. Natomiast drugie efektem zawiści sa plotki, próba poniżenia drugiej osoby, aby samemu ukazać się nieco lepszym”. 

Zawiść i zazdrość potrafią zaślepić człowieka do tego stopnia, że nie widzi on już spraw i życia obiektywnie, tylko poprzez pryzmat widzenia go przez pryzmat własnej pychy. Tak, jakby w krzywym zwierciadle, które zniekształca to, co szlachetne i piękne w człowieku. Taka osoba wchodzi na inny poziom rozumowania. Jest ona bardzo bezkrytyczny i samolubny i o bardzo zawężonym polu widzenia. Towarzyszy temu myśleniu brak jakiejkolwiek logiki, która nie liczy się z konsekwencjami swojego zachowania. Dlatego Jezus wyjaśnia ten sposób rozumowania, który nie prowadzi do zawiści, ale przede wszystkim uczy, jak z każdego wydarzenia wyciągnąć naukę.

Starzec spotyka młodego mężczyznę, który pyta: “Czy mnie Pan pamięta ?”. Starzec zaprzecza. Wówczas młody człowiek mówi mu, że był jego uczniem, a nauczyciel pyta: „Co robisz? Czym zajmujesz się w życiu?”. Młody człowiek odpowiada: „Cóż… zostałem nauczycielem”. „Ach, jak dobrze, to zupełnie jak ja, nieprawdaż?” pyta staruszek. “No tak. Właściwie, to zostałem nauczycielem dzięki Panu. Zainspirował mnie Pan swoją osobą ”.

Zaciekawiony starzec pyta młodego człowieka, kiedy zdecydował się zostać nauczycielem a on opowiada mu następującą historię: „Pewnego dnia mój szkolny kolega przyszedł do szkoły z nowym, super zegarkiem, którego zapragnąłem. Ukradłem go więc, zwyczajnie wyjąłem z jego kieszeni. Niedługo potem kolega zauważył, że jego zegarek zaginął i natychmiast poskarżył się naszemu nauczycielowi, czyli Panu. Wówczas zwrócił się Pan do klasy, mówiąc: „Zegarek tego ucznia został dziś skradziony podczas zajęć. Kto go ukradł, proszę go zwrócić ”. Nie zwróciłem go wtedy, nie chciałem tego zrobić. Wówczas zamknął Pan drzwi i powiedział nam wszystkim, żebyśmy wstali i stanęli w kręgu. Zamierzał Pan przeszukać nasze kieszenie, jedną po drugiej, po kolei, aż zegarek zostanie znaleziony.

Dodatkowo jeszcze kazał nam Pan zamknąć oczy, ponieważ życzy Pan sobie odnaleźć zegarek tylko wtedy, gdy wszyscy będziemy mieli zamknięte oczy. Tak też uczyniliśmy.

Chodził Pan od kieszeni do kieszeni, od ucznia do ucznia a kiedy przeszukiwał Pan moją kieszeń i znalazł zegarek, wyjął go Pan i mimo to, kontynuował Pan przeszukiwanie wszystkich kieszeni, a kiedy Pan skończył, powiedział Pan: „Otwórzcie oczy. Zegarek się odnalazł. ” Nikomu Pan o tym nie powiedział. Nigdy więcej Pan o tym nie wspomniał. Nigdy też nikt się nie dowiedział, kto ukradł zegarek. Tego dnia na zawsze ocalił Pan moją godność.  To był najbardziej haniebny dzień w moim życiu. Lecz był to także dzień, w którym postanowiłem nie zostać złodziejem czy też złym człowiekiem w szerokim tego słowa pojęciu. Nigdy nic mi Pan nie powiedział, ani nawet nie skarcił mnie Pan, nie wziął na stronę, aby dać mi lekcję moralną. Nigdy. Mimo tego, otrzymałem jasne przesłanie, odczytałem Pana wiadomość bardzo wyraźnie. Dzięki Panu zrozumiałam, jak powinien postępować prawdziwy pedagog. Pamięta to Pan, profesorze?

Stary profesor przytaknął: „Tak, pamiętam tą sytuację ze skradzionym zegarkiem, którego szukałem w kieszeniach wszystkich uczniów. Nie pamiętałem Ciebie, ponieważ wówczas, szukając zguby, również miałem zamknięte oczy”.

To jest istota, esencja nauczania: “Jeżeli musisz kogoś poniżyć, by wzbudzić w nim chęć poprawy, nie masz pojęcia o nauczaniu”.

Przez całe nasze życie uczymy się sami, ale też i nauczamy innych. Musi być zgodność tego, czego nauczamy z tym, co robimy. Jeśli tak nie jest, wtedy tracimy wiarygodność nie tylko w czyichś oczach, ale – to kwestia czasu – również i w swoich. Konsekwencją i objawem tego jest właśnie to, że jedno się mówi, a drugie się robi. Jest to jakby rozdwojenie jaźni. Życie w dwóch odrębnych światach, których nie da się w żaden sposób ze sobą pogodzić. To taka schizofrenia duchowa, która czyni z nas niewolników. W sercu, naszym wewnętrznym pragnieniem pożądamy jednego, a nasze czyny pokazują dokładnie coś odwrotnego. Słowo mówi jedno, a postawa pokazuje drugie. Rozdwojenie osobowości. Wewnętrzne skłócenie, które nie pozwala nam normalnie funkcjonować, bo nie jesteśmy w stanie wciąż kłamać wobec siebie i innych. Wcześniej, czy później pogmatwamy się pomiędzy tym fikcyjnym, a realnym światem. Jeden zastąpi drugi i zaczniemy żyć w permanentnym kłamstwie, które zawsze wprowadza dysharmonię i niepokój w życiu. Wszechobecny lęk przed pokazaniem własnej, prawdziwej twarzy może doprowadzić do kryzysu tożsamości i życia w zakłamaniu. 

Warto też dziś wspomnieć o tym, jak Jezus potraktował swoją matkę. Dla wielu z nas Jego zachowanie wydaje się być nieładne, brzydkie, czy wręcz brutalne. Tak to wygląda na zewnątrz. I tak, chce Wam powiedzieć, że właśnie weszliśmy w logikę myślenia szatana, który próbuje nam wmówić, że Jezus nie szanował swojej matki, która przecież od momentu narodzin swojego Syna, towarzyszy mu wszędzie, gdzie się porusza na spotkanie z ludźmi. Ona ma tego świadomość, że słowa skierowane do niej przez Syna nie mają na celu jest zdyskredytowania, ale przede wszystkim uwydatnienie i zaakcentowania woli Ojca w niebie. Więzy krwi nie są tak ważne, jak pierwszeństwo życia w łasce u Boga i z Bogiem. To Ona przyjęła przecież wolę Ojca i wypełniła swoje zobowiązanie w sposób doskonały. Maryja znała swoje powołanie Matki Jezusa. Miała swoją godność, ale i określoną pozycję. Znała wolę Ojca, stąd zgadzała się na wszystko, co mówił Jej Syn. Dlaczego? Wiedziała, co się w około niej dzieje. „Ciesz się małymi rzeczami, bo może któregoś dnia obejrzysz się za siebie i zdasz sobie sprawę, że były to rzeczy wielkie” (Robert Brault). 

Maryja właśnie miała pełną świadomość tego, że dzieją się koło Niej rzeczy wielkie. Gdyby interweniowała po ludzku, to nigdy te wielkie rzeczy, zaplanowane przez Boga Ojca, nie zostałyby zrealizowane. Nasze ludzkie myślenie zawsze było, jest i będzie bardzo ograniczone. Tylko odwieczny plan Boga ogrania całą ludzkość i wszechświat. Pokora Maryi była tak wielka, że w pokorze przyjmowała wszystko. Ktoś kiedyś pięknie powiedział, że „ludzie, którzy nie mają za co przepraszać, przepraszają za wszystko, a ci, którzy powinni za wszystko przepraszać, nigdy tego nie robią”. Słowo „przepraszam” jest sposobem komunikowania się w pokorze, która jest Słowem Boga. Maryja nie przepraszała za to, że żyje, ale właśnie tym życiem potwierdzała wybór wybrania drogi Ojca. Małymi kroczkami realizował Jego plan, który po ludzku był nie do udźwignięcia. Przyjęła jednak rozumowanie Boga i Jego plan i systematycznie go realizowała, będąc przy tym wewnętrznie spójna. Wiedziała, że jeśli byłaby wewnętrznie rozdarta, to szatan zamieszałby w Jej życiu i nie pozwoliłby zrealizować plany Boga. Człowiek wewnętrznie skłócony, wcześniej czy później poprzez zewnętrzne czyny zostanie pokonany przez zło.   

Mk 3, 20-35

Szatan został pokonany

Jezus przyszedł z uczniami swoimi do domu, a tłum znów się zbierał, tak że nawet posilić się nie mogli. Gdy to posłyszeli Jego bliscy, wybrali się, żeby Go powstrzymać. Mówiono bowiem: «Odszedł od zmysłów».

A uczeni w Piśmie, którzy przyszli z Jerozolimy, mówili: «Ma Belzebuba i mocą władcy złych duchów wyrzuca złe duchy».

Wtedy przywołał ich do siebie i mówił im w przypowieściach: «Jak może Szatan wyrzucać Szatana? Jeśli jakieś królestwo jest wewnętrznie skłócone, takie królestwo nie może się ostać. I jeśli dom wewnętrznie jest skłócony, to taki dom nie będzie mógł się ostać. Jeśli więc Szatan powstał przeciw sobie i jest z sobą skłócony, to nie może się ostać, lecz koniec z nim. Nikt nie może wejść do domu mocarza i sprzęt mu zagrabić, jeśli mocarza wpierw nie zwiąże, i dopiero wtedy dom jego ograbi.

Zaprawdę, powiadam wam: Wszystkie grzechy i bluźnierstwa, których by się ludzie dopuścili, będą im odpuszczone. Kto by jednak zbluźnił przeciw Duchowi Świętemu, nigdy nie otrzyma odpuszczenia, lecz winien jest grzechu wiecznego». Mówili bowiem: «Ma ducha nieczystego».

Tymczasem nadeszła Jego Matka i bracia i stojąc na dworze, posłali po Niego, aby Go przywołać.

A tłum ludzi siedział wokół Niego, gdy Mu powiedzieli: «Oto Twoja Matka i bracia na dworze szukają Ciebie».

Odpowiedział im: «Któż jest moją matką i którzy są moimi braćmi?»

I spoglądając na siedzących dokoła Niego, rzekł: «Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten jest Mi bratem, siostrą i matką».

Total
0
Shares
(fot. Alan Levine / flickr.com / CC0 1.0)

10 N. zwykła, Piekło i Raj, Mk 3, 20-35

Pewnego razu, wielki, nie grzeszący inteligencją samuraj, przyszedł do niewielkiego, lecz słynącego z mądrości mnicha. – Mnichu –…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Może spodoba Ci się też...