Wszystkich Świętych, Krok po kroku, Mt 5, 1–12a

Total
0
Shares

Kiedy patrzymy na świętych przedstawionych na obrazach, możemy odnieść wrażenie, że wszystko przychodziło im łatwo. Spokojne twarze, oczy wzniesione ku niebu, ręce złożone do modlitwy. Nawet aureola zawsze na swoim miejscu. A my? Rano trudno wstać. Potem ktoś nas zdenerwuje. Powiemy o jedno słowo za dużo. Wieczorem obiecujemy sobie poprawę, a następnego dnia znowu potykamy się o tę samą słabość. I myślimy: „Świętość? To chyba dla innych. Ja mam za trudny charakter, za mało cierpliwości i za dużo spraw na głowie”. 

Dzisiejsza uroczystość mówi nam: święci również mieli swoje słabości. Pozwalali jednak Bogu, żeby ich przemieniał. Nie przyszli na świat z aureolą. Dorastali do miłości. Czasem powoli, czasem boleśnie. Uczyli się przepraszać, zaczynać od nowa, ufać mimo lęku. Dlatego są nam tak bliscy. Pokazują, że droga do nieba jest otwarta również dla nas. Jezus w dzisiejszej Ewangelii siada na górze i mówi: „Błogosławieni”. Szczęśliwi. Ale jakże dziwna jest ta Jego lista szczęśliwych ludzi! Ubodzy w duchu, płaczący, cisi, miłosierni, prześladowani… Przecież świat podpowiada inaczej: szczęśliwy ten, kto ma pieniądze, wpływy, święty spokój i zawsze ostatnie słowo. Jezus pokazuje nam jednak szczęście, które sięga głębiej. Człowiek może płakać i nadal być blisko Boga. Może stracić wiele, a nie stracić zdolności kochania. Może zostać zraniony i nie pozwolić, żeby krzywda zamieniła jego serce w kamień. Błogosławieństwa są drogą człowieka, którego Bóg prowadzi do świętości.

Pewien młody człowiek przyszedł do starego rzeźbiarza, który wykonywał figury do kościoła. Na środku warsztatu stał duży kawałek drewna. Był popękany, nierówny, pełen sęków. – Z tego chce pan zrobić świętego? – zapytał chłopak z niedowierzaniem. – Właśnie z tego. – Ja poszukałbym lepszego drewna. Rzeźbiarz uśmiechnął się i wrócił do pracy. Młodzieniec zaczął go odwiedzać. Z każdym tygodniem z drewna wyłaniała się ludzka postać. Pewnego dnia jednak dłuto natrafiło na twardy sęk. Odłamał się kawałek przy dłoni figury. – No i wszystko zepsute! – westchnął chłopak. Stary człowiek długo przyglądał się uszkodzeniu. Potem odłożył narzędzia. – Muszę pomyśleć, jak dalej pracować.

Po kilku dniach chłopak zobaczył, że rzeźbiarz zmienił ułożenie ręki. Dłoń była teraz otwarta, wyciągnięta ku komuś, kto potrzebuje pomocy. – Ta ręka wygląda lepiej niż wcześniej – przyznał. – Dużo mnie kosztowała – odpowiedział rzeźbiarz. Kiedy figura była gotowa, młodzieniec długo stał przed nią w milczeniu. – Ja chyba nigdy nie będę święty – powiedział w końcu. – We mnie też jest za dużo takich sęków. Rzeźbiarz popatrzył na niego życzliwie. – Wiesz, co najbardziej przeszkadzało mi w pracy nad tą figurą? – Twarde drewno? – Zamknięte drzwi warsztatu. Dopóki rano ich nie otworzyłem, nic nie mogło się wydarzyć. Po chwili dodał: – Otwieraj Bogu drzwi. Codziennie. Z resztą będziecie pracować razem. Morał tego opowiadania jest prosty: nie musisz najpierw uporządkować całego życia, żeby przyjść do Boga. Przyjdź do Niego z tym, co wymaga uzdrowienia, i pozwól Mu działać.Oczywiście drewno pozostaje bierne, a człowiek jest wolny. Możemy współpracować z łaską albo się przed nią zamknąć. Dlatego świętość wymaga naszej odpowiedzi. Modlitwy, uczciwego spojrzenia na siebie, spowiedzi, naprawienia wyrządzonej krzywdy. Nie wystarczy powiedzieć: „Panie Boże, zmień mnie”, a potem kurczowo trzymać się własnej zawziętości. 

Czasem Bóg zaczyna nas przemieniać właśnie w tej chwili, gdy mamy ochotę odpowiedzieć złośliwie, lecz wybieramy spokojne słowo. Gdy moglibyśmy powtórzyć plotkę, lecz zatrzymujemy ją na sobie. Gdy trudno przyznać się do winy, ale jednak mówimy: „Przepraszam. To ja cię zraniłem”. Tak wyglądają małe kroki do świętości. Spójrzmy na świętych Kościoła.  Święty Piotr kochał Jezusa, a jednak się Go zaparł. Musiał poznać bolesną prawdę o własnej słabości. Potem przyjął przebaczenie i na nowo odpowiedział na wezwanie Chrystusa. Jego historia daje nadzieję każdemu, kto myśli: „Po tym, co zrobiłem, Bóg już mnie nie potrzebuje”. Święty Augustyn długo szukał szczęścia i długo odkładał przemianę życia. Jego droga przypomina nam, że nawet po latach błądzenia można zwrócić się ku Bogu. Święta Teresa od Dzieciątka Jezus odkrywała wielkość małych czynów spełnianych z miłością. To ważne dla nas, którzy większość życia spędzamy przy zwyczajnych obowiązkach. Przy garnkach, za kierownicą, w pracy, przy łóżku chorego, podczas sprzątania kościoła czy przygotowywania posiłku dla rodziny.

Nie każdy wygłosi wielkie kazanie. Każdy może kogoś cierpliwie wysłuchać. Nie każdy wyjedzie na misje. Każdy może zauważyć człowieka, który od tygodni czeka na telefon. Nie każdy odda życie w jednej heroicznej chwili. Wielu oddaje je po kawałku, opiekując się chorym współmałżonkiem, wychowując dzieci, wiernie wypełniając obowiązki, których nikt nie oklaskuje. Pomyślmy o sytuacji dobrze znanej z życia wielu rodzin. Dorosła córka wraca zmęczona z pracy. Jeszcze zakupy, kolacja, własne zmartwienia. I telefon od starszej mamy. Mama opowiada coś, co córka słyszała już kilka razy. Pierwszy odruch? „Mamo, nie teraz. Nie mam czasu”. Ale córka słyszy w jej głosie samotność. Siada więc na chwilę i pyta: – A jak się dzisiaj czujesz? Nikt tego nie zobaczy. Nie będzie zdjęcia ani podziękowania przed całą wspólnotą. A jednak właśnie tam dzieje się coś bardzo ważnego: człowiek robi miejsce drugiemu człowiekowi. Tak dojrzewa miłość. Tak dojrzewa świętość. Jezus mówi: „Błogosławieni miłosierni”. Możemy więc zapytać siebie: czy przy mnie człowiek, który popełnił błąd, ma szansę się podnieść? Czy będę mu ten błąd przypominał przez następne dziesięć lat? Jezus mówi: „Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój”. Czy po mojej rozmowie ludzie są bliżej siebie? A może wychodzą jeszcze bardziej skłóceni? Jezus mówi: „Błogosławieni czystego serca”. Czy potrafię pomóc bez ukrytego rachunku: „Teraz ty będziesz mi coś winien”? Czy umiem cieszyć się dobrem, nawet kiedy pochwałę otrzyma ktoś inny?

To są pytania o naszą drogę do nieba. Bardzo konkretne. Dotykające domu, wspólnoty, pracy i naszych codziennych rozmów. Dążenie do doskonałości może jednak stać się pułapką, jeśli zaczniemy rozumieć je jako obowiązek bezbłędności. Wtedy każde potknięcie rodzi rozpacz, a cudza słabość wywołuje oburzenie. Doskonałość chrześcijańska dojrzewa w miłości. Człowiek święty umie uznać prawdę o sobie, przyjąć przebaczenie i dalej kochać. Z upływem czasu mniej zajmuje się własną nieskazitelnością, a bardziej tym, czego potrzebuje bliźni. Dlatego nie odkładajmy świętości na spokojniejsze czasy. „Będę cierpliwy, kiedy skończą się problemy”. „Zacznę się modlić, kiedy będę miał więcej czasu”. „Pojednam się, kiedy tamten pierwszy wyciągnie rękę”. Życie płynie. Zawsze znajdzie się jakaś trudność. A Bóg przychodzi dzisiaj, do tego życia, które naprawdę mamy. Na koniec Jezus mówi: „Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie”. To obietnica spotkania z Bogiem. Zapewnienie, że miłość ma przyszłość. Że żadna łza otarta z czyjejś twarzy, żadna wierna modlitwa, żadne uczciwe dobro nie giną przed Jego obliczem.

Dzisiaj radujemy się chwałą Wszystkich Świętych. Tych znanych z imienia i tych, których ziemskie życie pozostało ukryte. Możemy też z nadzieją powierzać Bogu naszych bliskich zmarłych, wdzięczni za dobro, którego nas nauczyli. A sami zróbmy następny krok. Może będzie nim spowiedź, którą długo odkładamy. Może telefon do samotnej osoby. Może zakończenie obmowy. Może spokojne: „Spróbujmy jeszcze raz”, wypowiedziane w domu, w którym ostatnio było zbyt wiele ostrych słów. 

Panie Jezu, otwieramy Ci drzwi. Wejdź także tam, gdzie wstydzimy się własnej słabości. Ucz nas miłosierdzia, prostoty i wierności. Daj nam odwagę zaczynać od nowa, aż do dnia, w którym spotkamy Cię razem ze Wszystkimi Świętymi.

Mt 5, 1-12a

Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie

Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie. Wtedy otworzył usta i nauczał ich tymi słowami:

«Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.

Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni.

Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię.

Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni.

Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią.

Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.

Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi.

Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.

Błogosławieni jesteście, gdy wam urągają i prześladują was i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe o was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie».

Total
0
Shares
(fot. Baskjev / flick.com / CC BY-ND 2.0)

Wszystkich Świętych, Kroczkami do nieba, Mt 5, 1–12a

Gdyby ktoś zapytał nas dzisiaj: „Czy chcesz iść do nieba?”, zapewne odpowiedzielibyśmy: „Oczywiście!”. Gdyby jednak zapytał: „Czy chcesz…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Może spodoba Ci się też...