Dzisiejszą Ewangelię można podzielić jakby na dwie części. Pierwsza pokazuje nam dwie postawy człowieka w życiu religijnym obejmującym jego stosunek do Boga i bliźnich. Druga zaś mówi o synu marnotrwanym, jego bracie i ojcu. Tematem przewodnim tego fragmentu jest miłosierdzie względem tych, którzy zgrzeszyli przeciw nam.

Wpierw zatem zobaczmy postawę faryzeuszów i uczonych w Piśmie, którzy uważali siebie za przywódców narodu wybranego, a więc tych, którzy mieli wskazywać innym ludziom ich drogę życia. Faryzeusze, a warto to wciąż przypominać, byli przekonani o swojej doskonałości, nieskazitelności i bezgrzeszności. Stronili od celników, czyli poborców podatków oraz innych mniej ważnych ludzi – w ich mniemaniu – grzeszników. Nie chcieli mieć z nimi żadnych kontaktów i zarazem odnosili się do nich z wielką pogardą. Od tej postawy wyrażnie wyróżnia się sposób postępowania Chrystusa do którego – jak zaznacza Ewangelia Łukasz (5, 1-32) – zbliżali się wszyscy celnicy i grzesznicy. Jezus ich nie odrzucał, ale pragnął być przy nich i w ten sposób odmieniać ich życie. Takie zachowanie Jezusa wzbudzało oczywiście oburzenie wspomnianych faryzeuszów i uczonych w Piśmie, dlatego mówią oni te znamiene słowa: „Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi” – i byli przy tym oburzeni…

Wobec zaistniałej sytuacji Chrystus musiał dać jakieś wyjaśnienie. Uczynił to, można powiedzieć w „swoim stylu”, czyli przykładem zaczerpniętym z codziennego życia, a zarazem zrozumiałym dla każdego z obecnych, co było dla Niego bardzo ważne, by słowa te docierały do wszystkich bez wzgledu na stan ich wiedzy, edukacji, władzy, majątku, czy prestiżu społecznego. Jezus więc mówi o codzienności ludzi z którymi przyszło mu na codzień żyć; przywołuje scenę z codziennego życia: o zagubionej owcy, której poszukuje zatroskany pasterz, opuszczając przy tym – pozornie – pozostałe 99. Jezus wspomina również o zagubionej drachmie, którą pilnie poszukiwała uboga niewiasta.

Obydwa opowiadania zakończone i podsumowane zostają wielką radością, jaka powstaje po odnalezieniu zguby. I ta właśnie radość jest najważniejsza w tych opowiadaniach. To słowo „klucz” tego, co przekazuje nam Ewangelista św. Łukasz.

Podobnie jest i z grzesznikiem, gdy wróci na właściwą drogę. Taką radością cieszy się Pan z powrotu „syna marnotrwanego”. Bóg nie stroni od grzeszników, o czym zapomnieli faryzeusze. A nawet można powiedzieć, że szuka On człowieka, bo pragnie dla niego zbawienia. Jednak to, co najbardziej charakterystyczne to fakt, że grzesznik też ma w swoim nawróceniu chociaż część własnego udziału. Ewangelista podkreśla wyraźnie: „zbliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać”. Z tego wynika, że wsłuchiwanie się w to, co ktoś do nas mówi jest pierwszym warunkiem prawdziwego nawrócenia.

Ciężko, a nawet można powiedzieć, że jest to niemożlwie, aby kogokolwiek nawrócić, gdy ten nie słucha. Ci grzesznicy z Ewangelii chcieli słuchać i to właśnie ich uratowało. Nie przyszli tylko z ciakowści i nowinkarstwa, czy aby zebrać kolejną garść sensacji, którymi potem mogli pochwalić się kolegom, czy najbliższym przyjaciołom. Nie przyszli też po to, aby spędzić miło czas, czy po to, aby wykorzystać zasłyszaną wiedzę przeciwko drugiej osobie. Tak robili faryzeusze, którzy nie słuchali, bowiem oni tylko sami chcieli mówić jak mają inni postępować i w ten spoósb zatrzymali się we własnym, bardzo hermetycznym  świecie.

Tymczasem grzesznicy, słychając słów Jezusa, zastanawiali się nad swoim postępowaniem, reflektowali nad tym co i jak czynią, dostrzegali zło, które było ich udziałem, porównywali to wszystko ze swoim zachowaniem i dlatego postanowili zmienić dotychczasowe życie. Nawrócenie zawsze dokonuje się w sercu człowieka i dopiero z niego wypływają dobre czyny.

Dzisiejszy opis przekazuje nam św. Łukasz, którego słusznie nazywamy Ewangelistą Miłosierdzia Bożego. To miłosierdzie ukazało się w całym życiu i działalności Jezusa, który nie potępia, ale zbawia. On jest dobrym Pasterzem, który bierze każdą zbłąkaną owieczkę na ręce. To właśnie ten obraz – Jezusa, Dobrego Pasterza – towarzyszy chrześcijaństwu od początku. Każdy z nas potrzebuje Miłosierdzia Bożego. Dlatego dziękujmy Panu Bogu za to, co już otrzymaliśmy, co mamy, co posiadamy, czego doswiadczyliśmy w naszym codziennym życiu, a nie zastanawiamy się nad brakami, czy nad tym, czego nie mamy. Gdy w ten sposób podejmujemy trud naszego życia, wtedy ono staje się nie tylko dla nas łatwiejsze do zaakceptowania, ale także innych ludzi, którzy są w około nas. Ludzka cierpliwość jest cienką nitką i biada kiedy się ją zerwie. Natomiast cierpliwość Boga jest grubą liną, trzymającą się mocno. Bóg zawsze jest gotów, aby podtrzymać człowieka, który upadł.

Dziś Ewangelista św. Łukasz, w swoim 15 rozdziale (11-32), w dalszej części mówi nam również o „synu marnotrawnym” i jego bracie, ale głównym bohaterem tej przypowieści jest oczywiście „miłosierny Ojciec”. Wsłuchując się w tę Ewangelię widzimy oczami wyobraźni różne postawy ludzi i ich zachowania. Bóg ma wiele cierpliwości w stosunku do każdgo człowieka. Uczy nas jak być cierpliwymi i przede wszystkim miłosiernymi. Ale trzeba też powiedzieć, że „błądzenie jest rzeczą ludzką” i nie da się go wyeliminować z codziennego życia, bo przecież każdy z nas nie jest Bogiem, ale jest człowiekem, który został stworzony na Jego podobieństwo.

Dlatego można śmiało powiedzieć, że człowiek nie jest istotą idealną, ma gorsze i lepsze dni. Nie zawsze postępuje tak jak powinien. Czytając tę dzisiejszą Ewangelię Łukasza, od razu może się domyślamy, że pierwszym bohaterem jaki przychodzi nam na myśl, człowiekem który pobłądził w swoim życiu i zapłacił za to dużą cenę, jest syn marnotrawny, który zażądał od ojca swojej części majątku i udał się w świat, aby roztrwonić go bardzo szybko na rozrywce i rozpuście. Ostatecznie w wielkiej biedzie zrozumiał bezsens swojego postępowania i własną winę. Postanowił udać się do domu, prosić o przebaczenie. zatrudnić się jako najemnik, sługa swojego Ojca.

Najważniejsze, że ów syn zrozumiał błąd jaki popełnił i można powiedzieć, że przez to się nawrócił. Człowiek już tak jest stworzony, że musi uczyć się na swoich błędach, których już więcej w życiu nie popełni. W ludzkich dziejach – dziejach przeszłości, teraźniejszości, zapewne też i przyszłości (hisoria lubi się powtarzać, mówimy), nieustannie powtarza się pokusa szukania szczęścia na własną rękę, jakby niezależnie od Boga. Wtedy nie jeden raz doświadczamy słabości naszej ludzkiej natury, wtedy popadamy w grzech. I im bardziej ten grzech będzie nas opanowywał, tym bardziej będziemy zniewoleni. Takie trochę: kólko zamknięte… bez wyjścia…

Takim przykładem pojścia własną drogą jest Ikar, jego za wysoki lot był zgubą i błędem który kosztował go życie. Jego postawę można przyrównać do postawy wielu młodych ludzi w dzisiejszych czasów, którzy nie umieją się powstrzymać od zrobienia czegoś wbrew własnym opiekunom i płacą za to wysoką cenę, a nawet życiem. Ikar sprzeciwił się spokojowi, opanowaniu, doświadczeniu, ojcu, który dla młodego człowieka jest uosobieniem ograniczeń jego praw, zasad i poglądów. Jako młody chłopak chce szaleć i poznawać nieznane. Wydaje się że jest to związane z naturą młodego człowieka jego buntowniczym nastawieniem do życia i świata otaczającego go z wszystkich stron.

Tymczasem działanie Boga jest zupełnie inne. Wymaga od czlowieka tylko jednego: zaufania Bogu, ale również uwierzenia w siebie samego, odwagi. To tak jak w pewnej wiosce, w której mieszkał ze swoimi rodzicami młody chłopak. Nie wyróżniał się niczym spośród swoich kolegów, może jedynie tym, że często przesiadywał samotnie nad brzegiem górskiego potoku. Zamykał oczy i wsłuchując się w szum wody, która swoim prądem obmywała głazy spoczywające na dnie potoku – marzył o tym, co chciał zrobić w życiu.

Marzył o tym, żeby opuścić wioskę i udać się w podróż, zwiedzić nieznane kraje, poznać nowych ciekawych ludzi. Czasem przychodziła mu do głowy myśl, aby spakować swoje rzeczy w plecak i nie oglądając się wstecz, ruszyć w niezanne. Jednak zawsze, kiedy taka myśl przychodziła ma o głowy ogarniał go lęk. Jak sobie poradzi w tym nowym nieznanym świecie, w któym czycha na niego tak wiele niebezpieczeństw, o których on nawet nie wie. Martwił się tym, że nie będzie miał z czego żyć i ie bedzia miał gdzie mieszkać. Być może przyjdzie mu spedzić noce pod gołym niebem. Ten strach go paraliżował, zawsze wtedy otwierał oczy i smutny wracał do domu.

Pewnego razu, gdy jak zwykle siedział nad brzegiem potoku i wsłuchiwał się w szum  wody, zobaczył za swoimi plecami postać starca. Był to jeden z sędziwych mieszkańców wioski. – Co tu robisz? – zapytał starzec. Marzę! – odpowiedział chłopiec. – A o czym marzysz? – O podróży w nieznane, o tym, żeby poznać nowych ciekawych ludzi. – To czemu nie opóscisz wioski? – Boję się tego, co mnie czeka. Nie mam pienięzy, nie będę mial gdzie mieszkać. Staruszek popatrzył na chłopaka po czym rzekł: – Pamiętaj, że tylko jedno może unicestwić nasze marzenia – strach przed porażką.

Opowieści o synu marnotrawnym i chłopcu znad rzeki są bardzo podobne. Różnica jednak polegała na tym, że syn marnotrawny poszedł tam, gdzie miał na to ochotę. Chłopiec znad rzeki miał wielkie marzenia i ich nie realizował.

Różnica podstawowa między nimi polega na tym, że „syn marnotrawny” chciał iść za głosem swoich zachcianek i pustych nieprzemyślanych marzeń. I zrobił to, poszedł za tem, co podsuwała mu wyobrażnia. Była odwaga, ale brak było mądrości. Chciał spróbować życia takim jakie ono jest. Na szczęście w odpowiednim czasie nastapiło nawrócenie. Tymczasem, chłopiec znad rzeki nie jest jest naiwniakiem. Ma świadomość, że życie w świecie potrafi spłatać niejednego figla. Wiedział, że jest w świecie wielu ludzi, którzy mogą zrobić mu krzywdę, wykorzystać go, zranić. W nim jednak była mądrość, brakowało tylko odwagi. Syn marntrawny: była odwaga, ale brak mądrości. Chłopiec znad rzeki: była madrość, brak było odwagi.

W naszym życiu powinnismy realizować nasze marzenia. Pamiętajmy jednak o tym, że „życie podobne jest do drogi pełnej zakrętów. Widzimy tylko odcienek do kolejnego zakrętu. Ale wiemy i powinniśmy mieć tego świadomość, że Bóg ogarnia wzrokiem całą drogę” (Anton Kner). Dlatego potrzebna jest nam i mądrość i odwaga w codziennym życiu. O tę mądrość i odawge na codzień módmy się każdego dnia.

—————–

Łk 15, 1-32

Radość z nawrócenia grzesznika

W owym czasie przybliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie, mówiąc: «Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi».

Opowiedział im wtedy następującą przypowieść:

«Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za zgubioną, aż ją znajdzie? A gdy ją znajdzie, bierze z radością na ramiona i wraca do domu; sprasza przyjaciół i sąsiadów i mówi im: „Cieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która mi zginęła”.

Powiadam wam: Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia.

Albo jeśli jakaś kobieta, mając dziesięć drachm, zgubi jedną drachmę, czyż nie zapala światła, nie wymiata domu i nie szuka starannie, aż ją znajdzie? A znalazłszy ją, sprasza przyjaciółki i sąsiadki i mówi: „Cieszcie się ze mną, bo znalazłam drachmę, którą zgubiłam”.

Tak samo, powiadam wam, radość nastaje wśród aniołów Bożych z powodu jednego grzesznika, który się nawraca».

Powiedział też: «Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca: „Ojcze, daj mi część własności, która na mnie przypada”. Podzielił więc majątek między nich. Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swoją własność, żyjąc rozrzutnie.

A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie, i on sam zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł i przystał na służbę do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola, żeby pasł świnie. Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał.

Wtedy zastanowił się i rzekł: „Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu przymieram głodem. Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Niebu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mnie choćby jednym z twoich najemników”. Zabrał się więc i poszedł do swojego ojca.

A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: „Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Niebu i wobec ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem”.

Lecz ojciec powiedział do swoich sług: „Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi! Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i weselić się, ponieważ ten syn mój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się”. I zaczęli się weselić.

Tymczasem starszy jego syn przebywał na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. Przywołał jednego ze sług i pytał go, co to ma znaczyć. Ten mu rzekł: „Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego”.

Rozgniewał się na to i nie chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu. Lecz on odpowiedział ojcu: „Oto tyle lat ci służę i nie przekroczyłem nigdy twojego nakazu; ale mnie nigdy nie dałeś koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę”.

Lecz on mu odpowiedział: „Moje dziecko, ty zawsze jesteś ze mną i wszystko, co moje, do ciebie należy. A trzeba było weselić się i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się”».

Wersja krótsza

Ewangelia Łk 15, 1-10

Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza

W owym czasie przybliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie, mówiąc: «Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi».

Opowiedział im wtedy następującą przypowieść:

«Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za zgubioną, aż ją znajdzie? A gdy ją znajdzie, bierze z radością na ramiona i wraca do domu; sprasza przyjaciół i sąsiadów i mówi im: „Cieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która mi zginęła”.

Powiadam wam: Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia.

Albo jeśli jakaś kobieta, mając dziesięć drachm, zgubi jedną drachmę, czyż nie zapala światła, nie wymiata domu i nie szuka starannie, aż ją znajdzie? A znalazłszy ją, sprasza przyjaciółki i sąsiadki i mówi: „Cieszcie się ze mną, bo znalazłam drachmę, którą zgubiłam”.

Tak samo, powiadam wam, radość nastaje wśród aniołów Bożych z powodu jednego grzesznika, który się nawraca».