Pewien mężczyzna i pewna kobieta w dość późnym wieku zawarli związek małżeński. Ku ich zdziwieniu i radości narodził się im syn. Wychowali go z miłością, troszcząc się o wszystko, co możliwe. Pomimo że byli ubodzy, posłali go do szkoły mądrego mistrza, by mógł wzrastać również duchowo. Gdy chłopiec powrócił do domu, chciał w jakiś sposób spłacić dług zaciągnięty wobec rodziców.

– Czy mógłbym coś zrobić – pytał – coś, co by wam dało radość? – Ty jesteś naszą radością, naszym największym skarbem – odpowiedzieli staruszkowie. – Jeśli jednak chcesz zrobić nam prezent, to postaraj się o trochę wina. Lubimy wino, a od wielu lat nie piliśmy nawet łyka…

Chłopiec nie miał ani grosza, ale pewnego dnia, gdy poszedł do lasu po drzewo, zanurzył ręce w wodzie spadającej z wodospadu, zaczerpnął trochę i wypił. Zdawało się mu, że woda ma smak słodkiego wina. Wypełnił wodą bukłaczek, który miał z sobą i wrócił domu. – Oto mój podarunek – rzekł rodzicom – oto bukłaczek z winem dla was. Rodzice spróbowali napoju, ale nie czuli niczego poza smakiem wody, ale uśmiechnęli się do syna i podziękowali mu.

W przyszłym tygodniu przyniosę wam następny bukłaczek – powiedział syn. I tak czynił, przez wiele tygodni. Staruszkowie przystali do tej gry. Z entuzjazmem pili wodę i byli szczęśliwi widząc radość syna. Stało się coś nadzwyczajnego minęły ich wszelkie dolegliwości i zniknęły zmarszczki. Tak, jakby ta woda miała w sobie jakąś cudowną moc.

Istnieje „cud wdzięczności”, bo… są osoby, które piorą, prasują, gotują dla innych przez dziesięć, dwadzieścia, trzydzieści lat. Towarzyszą im, troszczą się, kochają dniem i nocą…i nigdy nie usłyszały słowa „dziękuję”.

Powiedzieć „dziękuję” to nie tylko kwestia dobrego wychowania. Oznacza to powiedzieć komuś: „zauważyłem, że jesteś, że istniejesz”. Z tego powodu świat jest pełen osób niewidzialnych.

Wdzięczność… To piękne słowo, choć w naszej rzeczywistości może nieco obrosłe dwuznacznymi skojarzeniami (żeby wspomnieć tu choćby wyrażenie „dowód wdzięczności” będące zakamuflowaną nazwą łapówki). Jednak dzisiejsza Ewangelia daje nam przykład wdzięczności bez podtekstów – szczerej i spontanicznej. Niestety, daje również dziewięć przykładów niewdzięczności.

Zarówno wdzięczność, jak i niewdzięczność może przybierać różne formy. Najczystszą formą wdzięczności jest radość i zachwyt otrzymanym darem. Jak widać, taka wdzięczność uzdrowionego Samarytanina spodobała się Jezusowi. On nie czekał na rewanż. Z drugiej jednak strony, odczuł wyraźny smutek, gdy dziewięciu Izraelitów potraktowało swe uzdrowienie jak coś najzwyczajniejszego pod słońcem; jak coś, co im się należało.

Mówiąc o niewdzięczności, nieraz przywołujemy słowa o żmii wyhodowanej na piersi czy też kąsaniu ręki swego dobroczyńcy: to najwyższa forma niewdzięczności, tracącą wręcz o jakieś nieludzkie cechy, o serce z kamienia i sumienie, którego zasadą jest brak zasad. Ale niewdzięczność może mieć również twarz znudzoną i obojętną, traktującą wszelkie otrzymane dobro jako coś oczywistego.

Długa zapewne jest lista osób, którym powinniśmy być wdzięczni. Gdzieś tam zapewne jest na niej Pan Bóg… tak przynajmniej twierdzimy, nie chcąc uchodzić za niewdzięczników. Czasem jednak zdarza się, że w głębi duszy nosimy mniej lub bardziej skrywaną pretensję do Niego o nasze życie: o to, czego nie mamy, o sytuację i środowisko, w którym przyszło nam żyć. Oczywiście, niełatwo mówić ludziom dotkniętym przez los, że mają być wdzięczni. Niełatwo powiedzieć to matce siedzącej przy łóżku swego umierającego dziecka czy nawet człowiekowi, który właśnie stracił pracę i zastanawia się, jak wyżywić rodzinę. Jednak nawet w tak ekstremalnych sytuacjach miłość Pana Boga nie przestała ich obejmować – a Jego dary i łaska spływają nieustannie.

Jeśli nie będziemy umieli dostrzec tego, że wszystko – począwszy od daru naszego istnienia, poprzez każdy dzień, jest darem, nie będziemy również umieli okazać prawdziwej i szczerej wdzięczności także na płaszczyźnie czysto ludzkiej, w relacjach z innymi. Brak wdzięczności skutkuje różnymi postawami: od życia w ciągłej zgryzocie i pretensji, przez postawę roszczeniową („bo przecież mnie się należy!”), do nieumiejętności przyjmowania dobra, które ktoś nam wyświadczył i niewiary w to, że można być dobrym tak po prostu, bezinteresownie. Wtedy patrzy się na życzliwość i dobroć jako na narzędzia manipulowania innymi i uzależniania ich od siebie. Z tym wiąże się także nieumiejętność bezinteresownego świadczenia dobra, nieżyczliwość i zamknięcie serca na innych oraz zazdrość.

Życie w postawie wdzięczności zabezpiecza nas przed tym. Sama wdzięczność zaś jest bardzo skuteczną szczepionką przeciwko tym wszystkim negatywnym postawom. Jeśli zaś trudno przychodzi nam uświadomienie sobie, za co i komu powinniśmy być wdzięczni, można wziąć kartkę papieru i wypisać na niej: 10 naszych dobrych cech, 10 dobrych i radosnych wydarzeń z naszego życia oraz 10 sytuacji, kiedy ktoś okazał nam życzliwość. A potem – niczym Samarytanin z dzisiejszej Ewangelii – podziękujmy za to Jezusowi. Niech to będzie nasza „praca domowa” z wdzięczności.

Na wspomnienie Bugsa Bunny, czyli Królika Bugsa, wielu z nas już zaczyna się uśmiechać. Jestem pokoleniem, które wyrosło na jego krótkich zabawnych historiach. Na wspomnienie Charliego Jonesa wielu z nas otwiera ze zdziwienia oczy, marszczy brwi. A jednak Bugs Bunny, Któlik Bugs, zawdzięcza swoją popularność Charliemu Jonesowi.

W latach trzydziestych, Jones był artystą zatrudnionym w Warner Bros Studio. Podjął on projekt Bugsa Bunny i doprowadził do realizacji jednego z najbardziej popularnych filmów rysunkowych, wyprodukowanych w Hollywood.

W tym samym czasie, Walt Dysney stworzył sławny film rysunkowy pt.: „Trzy małe świnki”. Jones wysłał Disneyowi list z gratulacjami. Disney tak bardzo był wdzięczny za ten gest, że osobiście napisał mu i podziękował.

Po latach, Disney leżał na łożu śmierci w szpitalu. Odwiedził go Charlie. Podczas wizyty Disney przypomniał mu list sprzed trzydziestu laty. I jeszcze raz podziękował za pamięć. „Zachowałem ten list” – wyznał Jonesowi. „Pan był jedynym artystą który do mnie kiedykolwiek napisał”.

„Bóg ma dwa mieszkania” – powiada Izaak Waltan. „Jedno w niebie, a drugie – w łagodnym, pamięającym i wdzięcznym sercu”.

 

Amerykański pisarz i propagator zwykłego życia, Henry Thoreau, każdego ranka po obudzeniu się stawiał sobie trzy te same pytanie:

1. Co dobrego jest w moim życiu?
2. Z jakiego powodu można być szczęśliwym?
3. Za co powinienem być wdzięczny?

Według Thoreau odpowiedzi na te trzy pytania od samego rana nastawiają nas pozytywnie i przyjacielsko do świata. Potęgują zaufanie w wybraną przez nas drogę i przypominają nam dobre rzeczy, których doświadczyliśmy w kontaktach z sobą samym lub innymi ludźmi. Jeśli przez kilka tygodni sami wypróbujecie koncepcję Thoreau, każdy człowiek może stwierdzić, że odpowiedzi na pierwsze i drugie pytanie nie zawsze napawają optymizmem. Zależą one od nastroju. Ale trzecie pytanie to strzał w dziesiątkę. Wszystko jedno, jak ciężki zapowiada się dzień, jakie jest wasze samopoczucie -z całą pewnością znajdziecie kilka rzeczy, za które możecie być wdzięczni. Poczucie wdzięczności wzmocni waszą odporność i podsyci ochotę do życia.

Wdzięczność to siła życia starczająca i dająca owoce do późnego wieku. Anthony de Mello opowiada historię o starszym mężczyźnie kopiącym w ogrodzie głębokie dziury: – Co tam robisz? – zapytał sąsiad. – Sadzę drzewa mango – padła odpowiedź. – Czyżbyś zamierzał jeść owoce tych drzew? – Ależ skąd, tak długo nie będę żyć. Ale po mnie przyjdą inni. Całe życie jadłem owoce mango z drzew, które zasadzili inni. Wyrażam w ten sposób tylko moją wdzięczność…”

Ten, kto jest wdzięczny za coś, co otrzymał od innych, jest przyjacielem przeszłości. Ten, kto z wdzięczności za to znów uczyni coś dobrego, jest przyjacielem teraźniejszości. Ten, kto pokaże innym, jak wiele zawdzięczamy sobie nawzajem, jest przyjacielem przyszłości.

Módlmy się za nas samych, aby wdzięczność była obecna w każdym momencie i całym naszym życiu.

Łk 17,11-19
Stało się, że Jezus zmierzając do Jerozolimy przechodził przez pogranicze Samarii i Galilei. Gdy wchodzili do pewnej wsi, wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych. Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami. Na ich widok rzekł do nich: Idźcie, pokażcie się kapłanom. A gdy szli, zostali oczyszczeni.

Wtedy jeden z nich widząc, że jest uzdrowiony, wrócił chwaląc Boga donośnym głosem, upadł na twarz do nóg Jego i dziękował Mu. A był to Samarytanin. Jezus zaś rzekł: Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? żaden się nie znalazł, który by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec. Do niego zaś rzekł: Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła.