Niepokój, popiół, czas i nadzieja

Często zauważamy, że w około nas i całym świecie nie dzieje się dobrze. Wiele osób z trudem wiąże koniec z końcem. Nie ma pracy, a jeśli nawet ona jest, to i tak pieniędzy do pierwszego ledwo starcza. Trudno wychować dzieci, uchronić je przed tragicznym wpływem zdemoralizowanego środowiska rówieśników. Jeszcze trudniej myśleć o ich przyszłości, pracy, czy mieszkaniu… Mówimy często: „Nie jest dobrze na tym świecie”!

Na dodatek tego złego, zdarzają się dziś powodzie czy inne kataklizmy. I nie ma się co dziwić, że ludzie są zabiegani, zatroskani, nawet zgorzkniali i najczęściej smutni. Na nic nie mają czasu, nie mają siły, aby podnieść głowę, nie widzą sensu. Tak, to prawda… nie jest dobrze!

Trzeba sobie jednak bardzo wyraźnie powiedzieć, że to nie tylko nam jest ciężko, że to tylko my przeżywamy kolejny kryzys. W całej historii człowieka, od raju aż po dzień dzisiejszy, spokój przeplata się z wojną, dobrobyt z biedą i rozpacz z nadzieją. Nasze czasy nie są może najlepsze, ale nie są też najgorsze. Proroctwo Izajasza na wiele setek lat przed Chrystusem opisuje smutną sytuację Izraela w takich słowach:

„Kraj wasz spustoszony, wasze miasta spalone ogniem, cudzoziemcy tratują wam niwy na waszych oczach: spustoszenie jak po zagładzie, Sodomy” (Iz 1, 7)

Wciąż są na świecie ludzie „bezbronni wobec szumu morza i jego nawałnicy”. Wciąż żyją gdzieś tacy, którzy „mdleją ze strachu w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi”, tacy, którzy życie mają jeszcze smutniejsze niż my. Nie wiadomo tylko, czy jest to kolejny powód zmartwienia, czy też jakaś pociecha w całej tej smutnej sytuacji?

John Irving napisał:

” W dzi­siej­szych cza­sach al­bo wszys­tko sta­nowi prob­lem mo­ralny, al­bo prob­lemów mo­ral­nych nie ma. Al­bo nie ma kom­pro­misów, al­bo są sa­me kom­pro­misy. Zaw­sze nieza­leżny, czu­wam sta­le. Nie na­leży so­bie folgować.”

Słusznie zatem czekamy „aktywnie” na lepsze, jaśniejsze dni. Szukamy w znakach na niebie i ziemi czegoś, co nas choć trochę podniesie na duchu, uspokoi, nada nowy kierunek. Na próżno nam bowiem rozpamiętywać to, co dawno jest już za nami i pokryło kurzem zapomnienia.

Należy jednak pamiętać, że prawdziwego, pełnego szczęścia na tym świecie nie osiągniemy. Nigdy nie będziemy mogli powiedzieć: „Mam już wszystko, czego mi potrzeba”! Zatem to szukanie szczęścia, czekanie na szczęście musi być mądre. Przecież jako chrześcijanie tak w głębi serca wiemy, gdzie go szukać, wiemy, że człowieka nie można inaczej zrozumieć, jak tylko poprzez prawdę Ewangelii. Tylko w Jezusie możemy spokojnie złożyć nasze nadzieje na przyszłość. On nie tylko pozwala się odnaleźć, ale wręcz sam nas szuka, sam do nas przychodzi.

Właśnie teraz, w czasie 40 dni postu, ze szczególną uwagą myślimy o Jego trudnej drodze na Kalwarię. Warto przy Nim być, czuwać i czekać. To owo bycie, czekanie i czuwanie pomaga unikać rozpaczy. Warto czekać, bo to ono nadaje zupełnie inny sens tym dziwnym czasom oraz nowe znaczenie tym zawirowaniom dziejowym, które przeżywamy w naszym sercu.

A jak czekać? Przecież nie można siedzieć z założonymi rękami, bo to nic nie da. Nie można się też tylko rozglądać, bo to też za mało. To czekanie musi być aktywnym szukaniem każdej najmniejszej możliwości czynienia dobra z zachwytu. Marc Chagall bardzo ujął to tak:

„God­ność ar­tysty tkwi w obo­wiązku ciągłego roz­budza­nia w ludziach umiejętności zachwy­tu. Pod­czas długiego czu­wania mu­si on często zmieniać spo­soby sty­mulac­ji; ale także zwal­czać u sa­mego siebie nieus­tanną chęć snu”.

„Miłość to czu­wanie nad cudzą samotnością” – powiedział Rainer Maria Rilke. Nie wolno zatem przeoczyć przyjścia Pana w sierotach, głodnych i więźniach. Nie wolno przeoczyć Pana przychodzącego w sakramentach, a szczególnie w Eucharystii, gdzie On oddaje się nam całkowicie. Trzeba tylko mieć oczy i serce szeroko otwarte. On wzywa każdego dnia:

„Obmyjcie się, czyści bądźcie! Usuńcie zło uczynków waszych sprzed moich oczu! Przestańcie czynić zło! Zaprawiajcie się w dobrym! Troszczcie się o sprawiedliwość, wspomagajcie uciśnionego, oddajcie słuszność sierocie, w obronie zlęknionych i samotnych (…) Choćby grzechy wasze były jak szkarłat, jak śnieg wybieleją; choćby czerwone były, jak purpura, staną się jak biała wełna” (Iz 1,16-18).

Rozpoczynając ten Wielki Post dajemy sobie szansę odwrócenia się od grzechu. Jest to jeszcze jedna szansa spotkania Pana, jeśli gdzieś pobłądziliśmy na drodze naszego życia.

Bądźmy zatem czujni i czekajmy! Nie wiemy przecież, kiedy Pan przyjdzie. Już idzie!

Zamiast zakończenia

Anonimowy autor, „A czas ucieka…”

Mijają dni godziny i minuty
I lato, jesień, zima, styczeń
I już luty …

I tak codziennie czas szybko ucieka
I nie wiem ile w nas jeszcze zostało człowieka

Pracujemy, biegamy i ciągle czegoś szukamy
A przez to nawet nocek nie dosypiamy

I nagle mówimy stop!
Dłużej już tak nie mogę, przecież wszystko mnie boli
Jak wyrwać się z tej niewoli

Teraz już nic zrobić nie mogę
Tylko leżeć, siedzieć i myśleć mogę

I niby nic mnie już nie rusza
A jednak myśl się ciśnie natrętnie i do refleksji zmusza

Zastanów się człowieku
Czego właściwie ci trzeba?
Pragniesz pieniędzy, rozrywki, czy może kawałek nieba?
Pieniądze szczęścia nie dają

Rozrywki nudne się stają
Kawałek nieba za mało
Bo całe mieć by się chciało

Więc do roboty człowieku
Uklęknij na dwa kolana
I poproś o to Jezusa, Króla, naszego i Pana

Gdzie niebo? On wie najlepiej

I drogę ci nawet wskaże
A żebyś na niej nie zbłądził
Znaki ci na niej pokaże

Wszystko od ciebie zależy
Masz przecież wolną wole
Rozważ to w swoim sercu, i nie płacz nad swoją niedolą

A gdy się skończy już droga
Staniemy w Obliczu Boga
I wtedy nam się ukaże
Jaka to była droga

Nie zmarnuj szansy człowieku
Która jest dzisiaj ci dana
Bo życie na ziemi minie i staniesz przed sądem Pana!