Wojna 1992 roku na froncie serbsko – chorwackim. Zwiad przeczesuje wioskę opuszczoną poprzedniego dnia przez nieprzyjaciela. W zniszczonym domu żołnierze znaleźli kołyskę z małym dzieckiem. Zwiadowca sięgnął po dziecko. W ostatniej dosłownie chwili jego koledzy zauważyli drut przeciągnięty od kołyski do miny. Stanęli jak wryci przed okrucieństwem zdolnym poświęcić niewinne życie dziecka, aby tylko zaszkodzić wrogowi.

Jeden z żołnierzy, narażając swoje życie odwiózł dziecko z frontu do sierocińca w Zagrzebiu. W drodze spadła na niego hiobowa wieść – podczas bombardowania rodzinnej wioski zginęli żona i dwoje dzieci. Bezradny stał nad grobami najbliższych. Rozbity psychiczne mężczyzna nie wiedział co ze sobą zrobić. Powrócił na front…

W swoim wielkim bólu przypomniał sobie po pewnym czasie o sierocińcu, postanowił odwiedzić „znajdę”. Dziecko – o dziwo! – rozpoznało swego wybawcę. Pozwoliło się objąć, ukołysać. Trzymając sierotę w ramionach zrozumiał nagle: to dziecko nie ma nikogo na świecie i on też jest samotny. Nie zastanawiał się długo. Zaadoptował małą dziewczynkę i powoli odnalazł spokój serca, zranionego bólem po utracie najbliższych[1].

Człowiek został stworzony dla drugiego człowieka. Ludzie muszą się odnaleźć dla siebie nawzajem.„Nie radzę sobie, pogubiłem się…” Te słowa to nie tylko stwierdzenie, że komuś „pomieszało się” w życiu, ale również informacja, że nadal „ktoś nie wie, co dalej robić…”  Także wielu z nas zastanawia się co dalej robić, co jest dla mnie dobre, a co złe…

Rodzice Jezusa szukają go, bo się zgubił. Ale czy na pewno? A może to oni poszli własną drogą i się pogubili? Ich nie pokój i podenerwowanie nie dały jasne spojrzenia na to, co się dzieje w ich życiu. Na szczęście jest mały Jezus, który  uspokoił sytuację. Rodzice mimo, że nie rozumieli tego wszystkiego, zaufali swojemu synowi i dzięki temu odzyskali spokój ducha. 

My również szukamy ludzi, którzy zostali dla nas stworzeni, aby uspakajać naszego ducha. Jak tego możemy dokonać? Podpowiedzią niech będą sowa Alberta Einstein’a, który powiedział, że „kto chce znaleźć w życiu szczęście, powinien związać się z jakimś celem, a nie z ludźmi czy rzeczami”. Aby osiągnąć ten cel jakim jest niebo, powinniśmy być w stale w gotowości, przygotowani, ale też i w ciągłym otwarciu na to, co oferuje nam Bóg. 

Całe nasze młodzieńcze życie przygotowujemy się do naszego dorosłego życia. W dużej mierze to od tego okresu zależy nasza przyszłość. Potrzebny jest zatem młodzieńczy zapał w tym co robimy. Tak jak dzieci mamy tą radością zapalać siebie i innych do podjęcia potem codziennego trudu, gdy będziemy już dorośli. Nasze życie to nieustanna nauka na błędach, ale też i dziękczynienie za życie, które dał nam Bóg.

Jezus wykorzystał swoje młodzieńcze lata do nauki i zdobycia wiedzy, która była mu potrzebna do zrealizowania misji, którą zlecił Mu Jego Ojciec. Całe młodzieńcze lata były podporządkowane tej misji, która dała nadzieję zbawienia dla wszystkich wierzących. Jego misja i działalność na ziemi była możliwa tylko dlatego, że wykorzystał on czas dany mu od Ojca. Tylko wierne pójście za słowem Ojca jest gwarantem naszego zbawienia. Jezus przygotowywał się do podjęcia misji, jaką zlecił mu Jego Ojciec. 

Lis przyszedł pewnego razu do dzika w odwiedziny, gdy ten akurat ostrzył kły na starym dębie. – Co robisz – zapytał zdumiony – przecież nie widać, jak okiem sięgnąć, żadnego niebezpieczeństwa? – To prawda – odpowiedział odyniec – właśnie dlatego przygotowuję się do walki; bo jeżeli wróg nadejdzie; to trzeba walczyć, a nie dopiero brać się do ostrzenia zębów![2]

Nie w sposób pominąć i powiedzieć kilka słów o reakcji rodziców, których dziecko nagle znika z oczu i nie mogą go znaleźć. Ile to razy słyszymy w mediach i nie tylko, że zaginęła młoda dziewczyna czy chłopak. Jak trudny to musi być czas dla rodziców, który tracą swoje dziecko, które kochają z całego serca. Po ludzku jest to sytuacja wręcz tragiczna i niewyobrażalna dla osób, które tego nie przechodziły. Relacja między rodzicami i dzieckiem, czy też między dzieckiem i rodzicami, to więzi bez których nie idzie żyć.  

Było to na cmentarzu w jednej parafii. Dziewczynka w wieku około 14 lat stoi nad grobem i płacze. W ręku trzyma mocno zużytą kartkę. – Dlaczego tu stoisz? – To grób mojej mamy. Zmarła, gdy mnie rodziła. Przed śmiercią na tej kartce napisała: „Jeżeli urodzi się dziewczynka – niech będzie Basia. To jestem ja. Zawsze tu przychodzę, gdy jest mi ciężko. Kocham ją nad życie.”

Pewnie nigdy nie myślałaś o mnie, nosząc pod sercem, ani potem, tuląc do piersi, że urodzisz i wychowasz – płomień. Myślałaś: będzie silny, szczęśliwy, bez trosk… – Maleńka, droga matko, cóż Ci o sobie powiem? Nauczyłem się walczyć i cierpieć, nienawidzić i kochać, kochać tak mocno, jak tylko potrafi człowiek (Edward Szymański, Do mojej matki)[3].

Miłość matki jest cierpliwa i pełna poświęcenia. Matka oczekuje na wzrost swojego dziecka, opiekując się nim dzień i noc. Daje potrzebny czas na popełnianie błędów, ale też na ich naprawienie. Kiedy nadchodzi ciężki moment dla dziecka to pomaga. Kiedy potrzeba pomocy w prawdziwym niebezpieczeństwie, wtedy nie ma chwili zawahania w podjęciu prawidłowej decyzji.

Serce matki czuje więcej i działa z wyprzedzeniem. Jest mądre, bo pochodzi z kobiecej wiedzy i intuicji. Jest wielu szczęśliwców na tej ziemi, którzy tego doświadczyli. Dziękujemy mamom, które dały życie, czas, poświęcenie i całe swoje serce swemu ukochanemu dziecku.

Rola ojca jest nie mniej ważna. To on przecież przekazuje dziecku poczucie bezpieczeństwa. Taka jest jego rola, aby pewność siebie, siła, odwaga i mądrość życiowa, a zwłaszcza ta praktyczna, pomagała w pokonywaniu wszelkich przeszkód i trudności związanych z codzienną egzystencją. To ojciec powinien również uczyć, bawić, zachęcać do działania i robić wszystko, aby dziecko miało dostęp do otaczającego go świata, aby zmieniać jego oblicze na lepsze. Codzienna praca i jej trud mają hartować ciało i ducha, aby były mocne wobec wszystkich wyzwań, jakie stawia współczesny świat.   

Według starej legendy indyjskiej Himalaje – najwyższy łańcuch górski na świecie – były kiedyś małą mrówką. Mrówka-matka zostawiła pewnego dnia swą córeczkę samą w mrowisku i poszła szukać coś do jedzenia. Rodzicielka uczyła dzieci, że kiedy zostają same, mają stale myśleć o Bogu i wciąż do Niego się modlić, gdyż – argumentowała – istota modląca się jest zabezpieczona w Bogu i nic jej się nie może stać, nic złego przydarzyć.

Gdy tylko mrówka-matka wyszła za próg, zjawił się mrówko-niedźwiedź, aby na śniadanie spożyć między innymi naszą małą mrówkę. I już wysunął swój jęzor, ale ofiara stała się natychmiast większa niż jego pysk. Miś jednak nie dawał za wygraną i starał się wszelkimi sposobami dostać młodą mrówkę. Daremnie.

Mrówka rosła i rosła, aż jej plecy dotknęły nieba. Wtedy Bóg pogłaskał czule grzbiet mrówki i przyzwolił, aby już taka pozostała na zawsze. To są właśnie Himalaje – modląca się mrówka – fundamentem wsparte o ziemię, a szczytem sięgające nieba[4].

Jezus zachęca nas, abyśmy „stali się jaki dzieci”. Sam jako dziecko, a potem jako już dorosły mężczyzna, przebywał z dziećmi, uczył się od nich, ale uczył także ich, że otwartość małego dziecka jest jedyną metodą, aby jednać ludzkie serca. Dziecko bowiem ma coś z niewinności, otwartości i bezbronności, która otwiera nasze ludzkie serca. Nasze dorosłe życie jest bowiem zależnością od innych ludzi. To od otwartości serca ludzi zależy, czy to życie na ziemi, przeżyjemy jak dzieci Boga, które dziękują Mu za dar życia tu na ziemi.

Mamy wielką szansę wiele się nauczyć i to od tych najmniejszych. To one, dzieci potrafią swoją szczerością i autentycznością pociągnąć niejednego z nas i ucząc prostoty życia. Od nich uczymy się także, że szczerość otwiera nie jedno ludzkie serce. Śmiech, radość i gest otwartej ręki to nauczyciele, którzy potrafią otworzyć niejedne drzwi nie tylko domów, miast, czy państw, ale przede wszystkim ludzkich serc. Dlatego też chyba Alighieri Dante powiedział, że „Trzy rzeczy zostały z raju: gwiazdy, kwiaty i oczy dziecka”. 

Dzieci nie potrzebują coraz więcej zabawek. To, co jest im bardziej potrzebne to rodzic, który znajduje czas, żeby się z nimi pobawić. Jak pisała św. Urszula Ledóchowska: „Kto daje dzieciom Boga, daje im wszystko. Kto nie daje Boga, nie daje im niczego”. Nie bójmy się zatem i nie wstydźmy się dawać dzieciom tego największego daru, jakim jest wiara w Boga. Rodzina, jak to kiedyś powiedział „jak gałęzie na drzewie wszyscy rośniemy w różnych kierunkach, lecz korzenie mamy wspólne”. Korzenie to nie tylko nasze pochodzenie od Boga, ale także wiara, bez której nie ma życia. Bardzo ważne jest poukładanie sobie priorytetów.   

Istnieją trzy rzeczy w naszym życiu, które nigdy nie powrócą: 
– czas, – słowa, – okazje

Istnieją trzy rzeczy w naszym życiu, które mogą nas zniszczyć: 
– duma, – kłamstwo, – zazdrość

Istnieją trzy rzeczy w naszym życiu, których nie powinniśmy nigdy stracić: 
– nadzieja, – sprawiedliwość, – cierpliwość

Istnieją trzy rzeczy w naszym życiu, które są bezcenne:
– miłość, – przyjaźń, – rodzina.

Mężczyzna poślubił piękną dziewczynę. Bardzo ją kochał. Pewnego dnia rozwinęła się u niej choroba skóry. Powoli zaczęła tracić urodę. Tak się stało, że pewnego dnia jej mąż wyjechał na wycieczkę. Podczas drogi powrotnej miał wypadek i stracił wzrok. Jednak ich życie małżeńskie trwało dalej normalnie. Ona wraz z upływem dni stopniowo traciła urodę. Niewidomy mąż o tym nie wiedział i nie robiło to żadnej różnicy w ich życiu małżeństwie. On nadal ją kochał, a ona też bardzo kochała jego. Pewnego dnia umarła. Jej śmierć przyniosła mu wielki smutek. Skończył jej ostatnie namaszczenie i chciał opuścić miasto.

Podszedł do niego mężczyzna od tyłu i zapytał: „Jak teraz będziesz mógł chodzić sam? Przez te wszystkie dni twoja żona ci pomagała”. Odpowiedział: „Nie jestem ślepy. Udawałem, bo gdyby wiedziała, że widzę stan jej skóry spowodowany chorobą, bolałoby ją to bardziej niż choroba. Nie kochałem jej za piękno, ale zakochałem się w jej troskliwej i kochającej osobie. Więc udawałem ślepego. Chciałem tylko, żeby była szczęśliwa”.

Morał: Kiedy kogoś naprawdę kochasz, posuniesz się do każdego stopnia, aby uszczęśliwić ukochaną osobę, a czasem dobrze jest, abyśmy zachowywali się ślepi i ignorowali swoje krótkie przeżycia, złe dni, aby być szczęśliwym. Piękno z czasem przeminie, ale serce i dusza zawsze będą takie same. Kochaj osobę za to, kim jest w środku. Za jej dobre serce, dobroć, troskę, nie za wygląd zewnętrzny[5].

Rodzina nie musi być idealna, musi być szczęśliwa i trzymać się razem bez względu na wszystkie okoliczności. Dlaczego? Ponieważ „rodzina nie jest tylko czymś ważnym. One jest wszystkim”[6].

Łk 2, 41-52

Rodzice znajdują Jezusa w świątyni

Rodzice Jezusa chodzili co roku do Jeruzalem na Święto Paschy. Gdy miał lat dwanaście, udali się tam zwyczajem świątecznym. Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został młody Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego Rodzice. Przypuszczając, że jest wśród pątników, uszli dzień drogi i szukali Go między krewnymi i znajomymi. Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jeruzalem, szukając Go.

Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami.

Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do Niego: «Synu, czemu nam to uczyniłeś? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie». Lecz on im odpowiedział: «Czemu Mnie szukaliście? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?» Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział.

Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany. A Matka Jego chowała wiernie wszystkie te sprawy w swym sercu. Jezus zaś czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi.


[1] Opowiadanie pt. „Dla siebie nawzajem”

[2] Opowiadanie pt. „O lesie i dziku”

[3] Opowiadanie pt. „Śmierć i narodziny”

[4] Opowiadanie pt. „O mrówce i Himalajach”

[5] ~ Feniks z popiołów – Motywacja

[6] Michael J. Fox