Potrzeba uznania to jeden z silniejszych motywów naszego postępowania. Jest to jeden z „motorów działania”, czy też „napędu” ludzkiego życia. Często człowiek coś czyni, aby zwrócić uwagę innych, bo chce się pokazać, otrzymać oklaski, zdobyć uznanie, aprobatę, bo chce komuś zaimponować. Ta prawda, że potrzeba uznania tkwi w każdym z nas, już od małego dziecka, jest to pewnego rodzaju głód, którzy za wszelką cenę wielu z nas ludzi, chce zaspokoić. Na pokaz wystawiamy często to, czym nie warto się chwalić, co nie zasługuje na pochwałę ludzi mądrych i rozsądnych. Ile mamy dziś dziwactw, ekstrawagancji (zobaczymy choćby dziś, co publikuje się w social media), tego, co nie jest bezpieczne. Tylko p oto, aby zaimponować komuś zrobimy wiele, nawet za cenę własnego i kogoś życia.

To było od koniec lipca 1984 roku, w nocy z piątku na sobotę. W dyskotece panował świetny nastrój. Pomimo to o godzinie 1:30 w nocy Birgit powiedziała: – „Musze wracać do domu. Kto idzie ze mną?”. Owej soboty odbywał się bowiem wesele jej brata. Swoją gotowość odwiezienia Birgit i jej przyjaciółki zgłosił Gerhard, który wypił już sporą ilość alkoholu. Nie mieli daleko. Z Oberfelden do Niederwaldu jest tylko 5 km. 

Dziewiętnastoletni Gerhard cieszył się, że będzie mógł pokazać dziewczynom, co potrafi. Niebezpieczne wzniesienie przed Oberfaldem pokonywał z prędkością 160 km / godz. W łagodny, lecz śliski zakręt w lewo wpadł jak z procy i stracił kontrolę nad pojazdem. Auto wyleciało z szosy, uderzyło o pień drzewa i wylądowało w zaroślach. Po jakiejś godzinie Gabi zdołała otworzyć tylne drzwi i wyczołgać się. Biegła w kierunku Niederwaldu, aż zatrzymała samochód. Dziewczyna była w takim szoku, że kierowca, który ją zabrał, musiał tłumaczyć wszystko policji. 

Kiedy policja dowiedziała się, że w samochodzie są jeszcze uwięzione dwie osoby, wezwała pomoc spawaczy ze straży pożarnej. O czwartej nad ranem byli oni ma miejscu, gdzie znaleźli zgniecione auto. Strażak zabrał się zaraz do uwalniania dwojga młodych ludzi. Po wielu trudach udało mu się w kupie metalu wypalić otwór. Szok był straszny, dopiero wtedy bowiem strażak zobaczył, że ranny chłopak jest jego własnym synem. 

Gerhard wylizał się szybko ze swoich ran. Gabi musiała spędzić pięć miesięcy w szpitalu. Dla Brigit pomoc nadeszła zbyt późno. Ta zaledwie 17-letnia dziewczyna zmarła w drodze do szpitala. Wesele jej brata odbywało się tej soboty… ale nie w takim nastroju, jakiego oczekiwano (tekst znaleziony na znalezionych kartkach papieru).       

Chęć zdobycia uznania może wkraść się w ludzkie serce i doprowadzić do tragedii. Chęć uznania może wtargnąć również w życie religijne człowieka. Tu mam na myśli praktyki religijne, dzieła miłosierdzia, które robione są na pokaz, aby popisać się swoją religijnością i to tak, aby innym „poszło w pięty”. Osobiście poznałem ludzi, którzy chcieli wykazać się taką zażyłością z Panem Bogiem, żeby wywołać w drugiej osobie zazdrość. Gdy rozgłos w takich sytuacjach, tzn. modlitwie, poście czy jałmużnie jest głównym motywem naszego postępowania, wtedy zachowujemy się jak faryzeusze i uczeni w Piśmie.

Przed taką właśnie postawą ostrzega nas sam Jezus. Sytuacja opisana jest przez Ewangelistę Mateusza. Kościół również zachęca – zwłaszcza dziś w Środę Popielcową – do uwolnienia się od tego rodzaju postępowania i do zachęca do nawrócenia z tak źle obranej drogi. Pokuta i nawrócenie, czego symbolem jest posypanie naszej głowy popiołem, które zawsze ma miejsce na końcu Mszy św. Symbolicznie, bo mamy iść i dawać świadectwo naszego nawrócenia. „Pamiętaj, żeś z prochu powstał i w proch się obrócisz, ale Pan wskrzesi cię w dniu ostatecznym” oraz „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”. Te słowa usłyszymy w czasie posypania głów. 

Tych słów już nie usłyszymy, kiedy tym prochem sami już będziemy. Dlatego tak bardzo jesteśmy zachęcanie, abyśmy „nie jutro!”, ale „jeszcze dziś!” przyjęli słowa prawdy o nawróceniu, prawdy o uznaniu o swojej małości wobec Boga. Nie można przejść koło tych słów obojętnie, bo są to słowa skierowane przez samego Boga, który nas stworzył i ciągle kocha bezgranicznie. 

Jezus proponuje nam trzy propozycje, które mają nas przygotować do Świąt Wielkanocnych. Są nimi jałmużna, modlitwa i post. Przy okazji dostajemy też wskazówki, czego mamy nie robić w czasie praktykowania tych praktyk pokutnych, które mają oczyścić nasze życie ze złych skłonności i tym samy jeszcze bardziej przybliżyć nas do Pana Boga. Przy okazji mamy je czynić w pokorze, bez błędnego nagłaśniania tych uczynków pobożnych przed ludźmi, tylko dlatego, żeby nas widzieli i podziwiali, ale w skrytości serca ofiarując wszystko Bogu, który przecież wszystko widzi. On wie wszystko zanim jeszcze weźmiemy się do działania. Zna bowiem nasze serca i umysły. 

Pewnemu chrześcijaninowi śniło się, że umarł i że po śmierci został zaprowadzony przez anioła do wiecznych przybytków. I oto znalazł się we wspaniałej świątyni. Z uznaniem podziwiał wspaniałą architekturę. Nagle jednak odkrył w sklepieniu brzydką dziurę. Wyglądało na to, że ktoś naumyślnie wytrącił brakujący kamień. Anioł wyjaśnił mu szybko: „- Dziura ta jest twoim dziełem. Bóg wyznaczył cię, abyś naprawił tę szkodę, ale ty masz inne rzeczy w głowie i ani myślisz o wypełnieniu swoich obowiązków!”. W tym momencie obudził się spocony chrześcijanin i postanowił, że od tej pory nie będzie już narzekał i biadolił na swoją parafię, lecz weźmie się rzetelnie do współpracy, aby naprawić uczynione zniszczenia”[1].       

Ta krótka opowieść wydaje się być tak banalna, ale za to ma w sobie tyle treści i bardzo głębokie przesłanie. Ukazuje nam bowiem, jak powinniśmy postępować. Nie ma co się oszukiwać, ale trzeba się przyznać przed sobą, że w każdym z nas jest taka nuta myślenia, – oczywiście w mniejszym lub mniejszym stopniu – że ja to przecież nic złego nie zrobiłem/am, ale za to inni, to są „tacy, albo tacy…” lub że to oni powinni zrobić, a ja się będę z boku przyglądał i w odpowiednim momencie zainterweniuje. Nic bardziej mylnego! Nic bardziej mylnego, bo najczęściej w tym ostatnim etapie, to są jedyni zbędnego komentarze, które nie pomagają, ale tylko poszerzają pole do wzajemnego oczerniania i „trucia atmosfery”, niszczenia Bożej obecności wśród ludzi. 

Pytanie powinno pójść zupełnie innym kierunku: co ja mogę jeszcze od siebie dać, co zrobić, jak wspomóc? Porównywanie się do innych, przyrównywanie swoją miarą do drugiej osoby, zawsze zakończy się zgorzknieniem i rozczarowaniem nie tylko drugą osoba, ale w końcu także i sobą. Musimy mieć świadomość, że świat nie jest idealni, bo człowiek nie jest idealny. Jesteśmy jedynie niedoskonałym narzędziem w rękach Boga, który zachęca nas do współpracy ze sobą. Od naszego zaangażowania sercem zależy końcowy sukces. Bez niego zawsze będziemy skupiać się nie na celu, ale środkach do celu. Mamy budować Królestwo Boga na ziemi swoimi niedoskonałymi narzędziami i rękami w pocie czoła. Przy okazji wspomagając siebie w niedoskonałościach, minimalizując przewinienia i grzechach, nosząc jedni drugich brzemię, które nie jest lekkie. To nie jest łatwe zadanie w dzisiejszych trudnych czasach, kiedy widmo wojny i zło z nim związane zaczyna opanowywać świat. Tam, gdzie jest wojna, tam jest zło. Za tym złem zawsze stoją konkretni ludzie, którzy pod maską uśmiechów potrafią czynić krzywdę i spustoszenie. Takie jest oblicze zła i szatana, który pod pozorami dobra sieje spustoszenie, grozę i śmierć. Ten mechanizm znany jest od pokoleń i nie ma na to zło dobrej recepty, bo jest to „wirus nienawiści”, który zbiera swoje żniwo w odpowiednim czasie. Aby mu przeciwdziałać potrzeba jeszcze więcej miłości, przed którą zło „ucieka, gdzie tylko pieprz rośnie”.

Kiedy dwom sąsiadującym krajom groziła wojna i wojsko rozłożyło się już po obu stronach granicy, wodzowie wysłali zwiadowców, aby rozpoznali teren i dowiedzieli się, którędy najłatwiej wtargnąć do kraju przeciwnika. Obie służby zwiadowcze zameldowały swoim dowódcom to samo: „-Jest tylko jedno miejsce, przez które można się wedrzeć do kraju sąsiada, ale akurat na tym miejscu stoi chata biednego wieśniaka. Mieszka tam z żoną i dzieckiem. Kochają się i są szczęśliwi. Można powiedzieć: są najszczęśliwsi na świecie. Jeżeli teraz przejdą tamtędy nasze wojska, zostanie zniszczone wielkie szczęście. A więc – zakończyli zwiadowcy – nie może być żadnej wojny. Po wysłuchaniu raportu – jak mówi ta piękna bajka z Chin – żaden z wodzów nie odważył się wydać rozkazu do przemarszu przez granicę”[2].        

To piękna bajka o władcach o dobrym, szlachetnym i miłosiernym sercu. Bez niego rozpoczęłaby się wojna, która zabrałaby życie wielu ludzi. Dlatego kiedy porówna się tą bajkę w realiów naszego świata, to jest w nas pewien zgrzyt, lęk, obawy, niepokój i złość.  

Parę dni temu, prawie już tydzień, w nocy rozpoczęła się kolejna odsłona wojny, która niszczy ludzkie życie. Tym razem terenem walk jest Ukraina, która chce żyć we własnych granicach jak to małżeństwo z tej bajki. Ale niestety jeden z „władców” współczesnego świata nie potrafi się wsłuchać we własne serce, które powinno bić i ukazywać odruchy życia, a tymczasem jest jedynie kamieniem, takim kawałkiem lodu, jak to w opowiadaniu o „Królowej lodu”, która chce zniszczyć i zagrabić to, co nie należy do niej. Sieje za to chłód serca i przerażenie wokół siebie, widząc we wszystkich wroga, którego trzeba powoli, ale systematycznie, albo zniszczyć albo „zamrozić” bez większego rozgłosu. Zło i diabeł zbierają swoje żniwa. Tak rodzi się potęga złego, który – tak powiem na pocieszenie – zginie, bo zło samo z sobą nie jest w stanie wytrzymać. Wcześniej, czy później zło zawsze siebie wykończy. Jest to „tylko” i „aż” kwestia czasu.

Może zbędny jest ten mój prywatny wywód, ale osobiście jest we mnie ból i rozterka, co będzie dalej. Tak wiele lat pokoju i usiłowań, żeby nie doszło do kolejnej, tym razem III Wojny Światowej, doprowadziła świat do katastrofy, której skutki będą nie do oszacowania, a potem do odbudowania przez wiele pokoleń nie tylko w Europie, ale i na całym świecie. 

Tym bardziej potrzeba nam dziś pokuty, która przypomina nam to, że nie jesteśmy Bogiem, ale również i to, że bez Niego – Boga, nie jest możliwe życie przyjaźni ludzkiej. Zrozumienie, przyjęcie i realizowanie tej prawdy jest gwarantem szczęścia na całej ziemi. Im szybciej ludzkość to pojmie, tym szybciej nastanie pokój, którego dzisiaj tak bardzo nam brakuje.      

Mt 6, 1-6. 16-18

Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej bowiem nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie.

Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę, powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.

Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni to lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.

Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy. Przybierają oni wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą. Zaprawdę, powiadam wam, już odebrali swoją nagrodę. Ty zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i obmyj twarz, aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie».


[1] Kazimierz Wójtowicz CR, Glosarium, O dziurze w świątyni, s. 1099.  

[2] Kazimierz Wójtowicz CR, Glosarium, O wojnie, której nie było, s. 467.  

(fot. Hamed Parham / flickr.com / CC BY-ND 2.0)