Pewien uczony w Prawie zapytał Jezusa: „Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?”. Nie było to pytanie łatwe. Żydowscy nauczyciele wyliczali w Prawie aż 613 różnych nakazów i zakazów. Można więc było długo dyskutować, które z nich jest najważniejsze.
Jezus nie wdaje się jednak w skomplikowane rozważania. Odpowiada jasno: „Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. (…) Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego”.
W ten sposób Jezus mówi nam: jeżeli chcesz wiedzieć, czy twoje życie zmierza we właściwym kierunku, zobacz, ile jest w nim prawdziwej miłości. Nie tylko pięknych słów i pobożnych uczuć, ale konkretnych czynów.
Jezus nie mówi: „Miłuj Boga od czasu do czasu”. Nie mówi: „Pamiętaj o Bogu, kiedy będziesz czegoś potrzebował”. Mówi: „Miłuj całym sercem, całą duszą i całym umysłem”. Bóg nie chce być jedynie dodatkiem do naszego życia. Nie chce być jak przedmiot odłożony na półkę, po który sięgamy w chorobie, lęku albo nieszczęściu. Pragnie być obecny w centrum naszego życia: w naszych decyzjach, relacjach, pracy, odpoczynku, radości i cierpieniu.
Miłować Boga całym sercem nie znaczy ciągle odczuwać religijne wzruszenie. Uczucia przychodzą i odchodzą. Miłość do Boga wyraża się przede wszystkim w wierności: w modlitwie również wtedy, gdy nie mamy na nią ochoty; w uczciwości, choć moglibyśmy coś zyskać przez kłamstwo; w przebaczeniu, mimo że rana nadal boli.
W małej kaplicy paliły się przed tabernakulum dwie świece. Pierwsza była duża, pięknie ozdobiona i stała w złotym lichtarzu. Druga była mała, nierówna i postawiona w prostym szklanym naczyniu. Duża świeca powiedziała: – Zobacz, jaka jestem piękna. Wszyscy, którzy wchodzą do kaplicy, od razu mnie zauważają. Mała świeca odpowiedziała: – To prawda. Jesteś piękna. Po pewnym czasie do kaplicy wszedł starszy człowiek. Uklęknął w ostatniej ławce i zaczął się modlić. Na jego twarzy pojawiły się łzy. Mała świeca pochyliła swój płomień, jakby chciała być bliżej niego. Duża świeca zapytała: – Dlaczego tak się pochylasz? Przecież przez to wypalasz się szybciej. – Bo on potrzebuje dziś trochę światła – odpowiedziała mała świeca.
Nad ranem obie były już znacznie krótsze. Złoty lichtarz nadal błyszczał, ale to płomień małej świecy rozjaśnił miejsce, w którym człowiek walczył ze swoim cierpieniem[1]. Nie jest najważniejsze, jak wyglądamy przed Bogiem i ludźmi. Najważniejsze, czy nasze życie daje komuś światło. Miłość, która nic nie kosztuje, pozostaje tylko ozdobą.
Boga nie można oddzielić od człowieka. Jezus łączy dwa przykazania w jedno. Nie można prawdziwie kochać Boga, a jednocześnie gardzić człowiekiem. Nie można długo się modlić, a później przez cały dzień osądzać, ranić i obmawiać innych. Czasami łatwiej jest powiedzieć: „Kocham całą ludzkość”, niż cierpliwie wysłuchać jednego człowieka, z którym mieszkamy. Łatwiej wzruszyć się cierpieniem ludzi na drugim końcu świata niż zauważyć samotność sąsiada. Łatwiej złożyć ofiarę, niż powiedzieć w domu: „Przepraszam, nie miałem racji”. Największe przykazanie staje się konkretne właśnie w naszych codziennych relacjach. Bliźnim jest ten człowiek, którego Bóg dzisiaj postawił na mojej drodze. Niekiedy sympatyczny, a czasami trudny. Niekiedy wdzięczny, a czasami nawet nieświadomy, że coś dla niego zrobiliśmy.
Miłość bliźniego nie oznacza, że musimy ze wszystkim się zgadzać. Nie polega również na pozwalaniu, by ktoś nas krzywdził. Oznacza jednak, że nigdy nie wolno nam odebrać drugiemu człowiekowi jego godności. Możemy stanowczo sprzeciwić się złu, ale nie możemy przestać widzieć w drugim dziecka Bożego.
Święty Pius X: papież prostego serca. Dzisiejszy patron, św. Pius X, urodził się w 1835 roku w ubogiej rodzinie jako Józef Sarto. Jego ojciec był listonoszem, a matka krawcową. Rodziny nie było stać na kosztowne wykształcenie, dlatego młody Józef musiał podejmować wiele wyrzeczeń, aby przygotować się do kapłaństwa. Kiedy został papieżem, nie zapomniał, skąd pochodzi. Za jego papieskim strojem pozostało serce prostego kapłana. Jego zawołaniem były słowa: „Odnowić wszystko w Chrystusie”.
Święty Pius X pragnął, aby ludzie nie tylko wiedzieli coś o Chrystusie, ale naprawdę się z Nim spotykali. Dlatego zachęcał do częstej Komunii Świętej. Umożliwił także wcześniejsze przystępowanie dzieci do Pierwszej Komunii. Wiedział, że Eucharystia nie jest nagrodą dla doskonałych, lecz pokarmem dla tych, którzy chcą wzrastać w miłości.
Pius X przypomina nam, że Kościół nie może zatrzymać się na ceremoniach, dokumentach i przepisach. One mają znaczenie, ale muszą prowadzić do Chrystusa. Człowiek może znać wszystkie przykazania, a jednak nie mieć miłości. Może wiedzieć, jak zachować się w kościele, ale nie umieć okazać cierpliwości we własnym domu.
Świętość zaczyna się tam, gdzie wiara przechodzi z ust do serca, a następnie z serca do rąk.
W pewnej parafii przygotowano uroczysty obiad dla ważnego gościa. Stoły zostały pięknie nakryte, a na każdym miejscu położono kartkę z nazwiskiem zaproszonej osoby. Kiedy wszystko było gotowe, do sali wszedł starszy, ubogo ubrany człowiek. Był przemoczony i zmarznięty. – Czy mógłbym dostać coś ciepłego do picia? – zapytał nieśmiało. Jedna z osób przygotowujących uroczystość odpowiedziała: – Dzisiaj mamy zamknięte spotkanie. Wszystkie miejsca są zajęte. Staruszek przeprosił i wyszedł. Po chwili przybył honorowy gość. Kiedy usłyszał, co się wydarzyło, zdjął płaszcz i powiedział: – Proszę usunąć kartkę z moim nazwiskiem. Moje miejsce należało do tamtego człowieka. Następnie wyszedł, odnalazł staruszka i przyprowadził go do sali. Posadził go na swoim miejscu, a sam usiadł na końcu stołu. Wtedy jeden z uczestników powiedział: – Przygotowaliśmy najlepsze miejsce dla najważniejszej osoby. Gość odpowiedział: – Właśnie dlatego powinien na nim usiąść człowiek, którego nikt nie uważał za ważnego[2]. Miłość nie pyta najpierw, czy ktoś zasługuje na pomoc. Pyta, czego ten człowiek teraz potrzebuje. Kiedy robimy miejsce dla zapomnianego człowieka, robimy miejsce dla samego Chrystusa.
Dzisiejsza Ewangelia stawia przed nami trzy proste pytania.
Po pierwsze: czy Bóg rzeczywiście zajmuje pierwsze miejsce w moim życiu? Nie chodzi o odpowiedź ustami. Trzeba spojrzeć na swoje decyzje, sposób wykorzystania czasu i hierarchię wartości.
Po drugie: jak traktuję ludzi, od których niczego nie mogę otrzymać? Łatwo być uprzejmym wobec kogoś, kto może się nam odwdzięczyć. Prawdziwa miłość ujawnia się w stosunku do słabych, samotnych, chorych i pomijanych.
Po trzecie: czy umiem kochać samego siebie? Jezus mówi: „Miłuj bliźniego jak siebie samego”. Nie chodzi o egoizm, ale o przyjęcie siebie jako człowieka stworzonego i kochanego przez Boga. Kto nie potrafi przyjąć własnych słabości, często staje się surowy dla słabości innych.
Pod koniec życia Bóg nie zapyta nas przede wszystkim, ile rzeczy posiadaliśmy, jakie stanowiska zajmowaliśmy ani ilu ludzi nas podziwiało. Zapyta raczej: Czy kochałeś? Czy nakarmiłeś głodnego? Czy pocieszyłeś smutnego? Czy przebaczyłeś? Czy zauważyłeś człowieka, obok którego inni przeszli obojętnie?
Prośmy dzisiaj za wstawiennictwem św. Piusa X o serce proste, wierne i eucharystyczne. Niech spotkanie z Jezusem w Komunii Świętej uczy nas kochać Boga całym sercem, a człowieka nie tylko słowem, lecz cierpliwością, przebaczeniem i konkretną pomocą.
Bo całe chrześcijaństwo można ostatecznie zamknąć w jednym zdaniu: pozwolić Bogu, aby nas kochał, a następnie przekazywać tę miłość dalej.
Mt 22, 34-40
Największe przykazanie
Gdy faryzeusze posłyszeli, że zamknął usta saduceuszom, zebrali się razem, a jeden z nich, uczony w Prawie, wystawiając Go na próbę, zapytał: «Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?»
On mu odpowiedział: «„Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem”. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego”. Na tych dwóch przykazaniach zawisło całe Prawo i Prorocy».
[1] Opowiadanie pt: “Dwa płomienie”
[2] Opowiadanie pt. “Ostatnie miejsce przy stole”








