William Szekspir napisał, że miłosierdzie jest podwójnym błogosławieństwem: błogosławi temu, kto je okazuje, i temu, kto go doświadcza. Podobnie jest z przebaczeniem. Jest ono darem dla człowieka, któremu przebaczamy, ale również dla nas samych. Uwalnia od ciężaru krzywdy, gniewu i pragnienia odwetu. Odbudowuje jedność z Bogiem, a tam, gdzie jest to możliwe, także z drugim człowiekiem.
Czy można piękniej i bardziej przekonująco powiedzieć o konieczności przebaczenia niż czyni to dzisiejsza Ewangelia? Piotr pyta Jezusa: „Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat zawini przeciwko mnie? Czy aż siedem razy?” Piotrowi wydaje się zapewne, że proponuje bardzo wiele. Rabini mówili często o trzykrotnym przebaczeniu, a on tę liczbę podwaja i dodaje jeszcze jeden. Jezus odpowiada jednak: „Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy” (Mt 18,21-22).
Nie chodzi tu oczywiście o prowadzenie rachunku. Jezus nie mówi, że za siedemdziesiątym ósmym razem możemy już spokojnie odmówić przebaczenia. Ta symboliczna liczba oznacza nieskończoność. Serce chrześcijanina powinno pozostawać otwarte na przebaczenie zawsze, ponieważ Bóg także nie liczy, ile razy nam już przebaczył.
Przebaczenie nie jest jednak sprawą prostą. Łatwo mówi się o nim podczas kazania, trudniej przebaczyć człowiekowi, który wyrządził nam rzeczywistą krzywdę. Jeszcze trudniej, kiedy uczynił to świadomie, z premedytacją, kiedy zniszczył nasze dobre imię, zdradził zaufanie, odrzucił naszą miłość albo zranił kogoś z naszej rodziny.
Czasami rana jest tak głęboka, że samo wspomnienie wydarzenia wywołuje ból. Jezus zna ludzkie serce. Nie żąda od nas, abyśmy udawali, że nic się nie wydarzyło. Przebaczenie nie oznacza nazwania zła dobrem. Nie oznacza rezygnacji ze sprawiedliwości. Nie oznacza również, że natychmiast musimy ponownie zaufać komuś, kto nas zdradził.
Zaufanie można stracić w jednej chwili, ale odbudowuje się je długo. Przebaczenie jest decyzją: „Nie chcę odpłacać złem za zło. Nie chcę, aby ten człowiek i jego czyn nadal kierowali moim życiem. Oddaję mój ból Bogu i proszę Go, aby uzdrowił moje serce”.
Najtrudniej jest zrobić pierwszy krok. Niekiedy przeszkadza nam duma. Łatwo widzimy winę drugiego człowieka, ale nie chcemy dostrzec własnego udziału w konflikcie. Pamiętamy każde jego słowo, natomiast dziwnie szybko zapominamy o swoich słowach, gestach i zaniedbaniach. Wpadamy w mechanizm osądzania, a czasami nawet samouwielbienia: „Ja jestem niewinny, ja mam rację, to wszyscy inni powinni się zmienić”.
Opowiada się o pustelniku, który był znany ze swojej pobożności i surowego życia. Z czasem zaczął jednak coraz bardziej podziwiać samego siebie. Pewnego dnia, idąc do kościoła, zobaczył nad rzeką człowieka, który gorzko płakał. Rozpoznał w nim rozbójnika, postrach całej okolicy.
Rozbójnik padł przed nim na kolana, wyznał swoje zbrodnie i zapytał: „Czy taki człowiek jak ja może jeszcze liczyć na Boże przebaczenie?” Pustelnik porównał grzechy rozbójnika ze swoim, jak mu się wydawało, nieskazitelnym życiem. Pełen oburzenia uderzył laską o ziemię i powiedział: „Prędzej na tej suchej lasce zakwitną róże, niż sprawiedliwy Bóg przebaczy takiemu grzesznikowi jak ty!” Odwrócił się i odszedł, zostawiając człowieka w rozpaczy. Nie uszedł jednak daleko, kiedy poczuł, że laska wyślizguje mu się z ręki. Wpuściła korzenie w ziemię, pojawiły się na niej liście, pąki, a po chwili pokryła się pięknymi różami. Wtedy pustelnik usłyszał głos: „Prędzej sucha laska zakwitnie, niż miłosierny Bóg odrzuci skruszonego grzesznika. Łatwiej przebaczy rozbójnikowi, który żałuje, niż pyszałkowi przekonanemu o własnej doskonałości”. Pustelnik pobiegł z powrotem, odnalazł rozbójnika i usiadł obok niego. Tym razem nie przemawiał z wysokości. Obaj płakali i obaj prosili Boga o miłosierdzie.
To tylko opowieść, ale niesie ważny morał: człowiek, który sam żyje dzięki Bożemu miłosierdziu, nie może zamykać jego drzwi przed drugim człowiekiem. Nikt z nas nie jest właścicielem Bożego przebaczenia. Wszyscy jesteśmy jego dłużnikami.
Jezus pokazuje to w przypowieści o nielitościwym dłużniku. Sługa otrzymał darowanie ogromnego długu, którego nie byłby w stanie spłacić przez całe życie. Chwilę później spotkał człowieka, który był mu winien niewielką sumę. Chwycił go za gardło i zażądał natychmiastowej zapłaty. Zapomniał, że sam przed momentem został ocalony przez miłosierdzie.
To może być również nasza historia. Przychodzimy do spowiedzi i mówimy: „Boże, przebacz mi”. Odmawiamy: „Odpuść nam nasze winy”, a później dodajemy: „jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. Następnie wychodzimy z kościoła i przez lata przechowujemy w sercu listę cudzych przewinień. Prosimy Boga o miłosierdzie dla siebie, ale dla drugiego człowieka domagamy się surowego sądu.
Pewien starszy człowiek przez wiele lat nosił w kieszeni ciężki kamień. Za każdym razem, gdy dotykał go dłonią, przypominał sobie krzywdę, której doznał od swojego brata. Powtarzał: „Ten kamień pomoże mi nie zapomnieć”. Z czasem kieszeń jego płaszcza zaczęła się rozrywać, a od nierównego chodzenia rozbolał go kręgosłup. Pewnego dnia spotkał przyjaciela, który zapytał: „Dlaczego ciągle nosisz ten kamień?” „Bo przypomina mi, jak bardzo zostałem skrzywdzony”. Przyjaciel odpowiedział: „Twój brat zranił cię jeden raz. Ty tym kamieniem ranisz siebie każdego dnia”. Starszy człowiek długo patrzył na kamień. Wreszcie rzucił go do rzeki. Krzywda nie zniknęła z jego pamięci, ale po raz pierwszy od wielu lat poczuł, że może iść wyprostowany. Morał jest prosty: brak przebaczenia nie zawsze karze winowajcę. Bardzo często najbardziej karze człowieka skrzywdzonego. Nosząc urazę, pozwalamy, aby zło, które wydarzyło się kiedyś, nadal zatruwało każdą kolejną chwilę naszego życia.
Jest jeszcze historia o dwóch mnichach, którzy wędrowali przez góry. Kiedy doszli do wezbranej rzeki, zobaczyli kobietę, która bała się przejść na drugi brzeg. Jeden z mnichów wziął ją na ręce, przeniósł przez wodę i postawił bezpiecznie na brzegu. Mnisi ruszyli dalej. Po kilku godzinach drugi z nich powiedział z oburzeniem: „Nie powinieneś był dotykać tej kobiety. Złamałeś naszą regułę!” Pierwszy odpowiedział spokojnie: „Bracie, ja zostawiłem tę kobietę nad rzeką. Ty niesiesz ją w swojej głowie już od kilku godzin”.
Podobnie jest z naszymi urazami. Zdarzenie dawno się skończyło, człowiek być może już o nim nie pamięta, a my nadal nosimy je w myślach. Prowadzimy rozmowy, które nigdy się nie odbyły. Układamy odpowiedzi, przygotowujemy oskarżenia, rozdrapujemy ranę. Ciało żyje w teraźniejszości, ale serce wciąż pozostaje nad rzeką dawnej krzywdy. Przebaczyć znaczy wreszcie zostawić ciężar na brzegu i pójść dalej.
W powieści Henryka Sienkiewicza „Quo vadis” Chilon Chilonides zdradza chrześcijanina Glaukosa i wydaje go na śmierć. Kiedy widzi go płonącego jako żywą pochodnię Nerona, rozumie ogrom swojej zbrodni. Woła rozpaczliwie: „Glauku, w imię Chrystusa przebacz!” I wtedy człowiek, który przez niego umiera w straszliwych męczarniach, odpowiada: „Przebaczam”. To jedno słowo wstrząsa Chilonem bardziej niż oskarżenie czy przekleństwo. Przebaczenie Glaukosa staje się początkiem jego przemiany. Okazuje się silniejsze od zemsty, nienawiści i lęku.
Największą szkołą przebaczenia pozostaje jednak krzyż Chrystusa. Jezus, otoczony przez szyderców, opuszczony i niesprawiedliwie skazany, modli się: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23,34). Nie czeka, aż oprawcy przeproszą. Nie czeka, aż zrozumieją swoje okrucieństwo. W samym środku cierpienia nie pozwala, aby nienawiść weszła do Jego serca. Pokazuje nam, że przebaczenie nie jest słabością. Jest duchową siłą. Zemścić się potrafi niemal każdy. Przebaczyć potrafi ten, kto pozwala działać w sobie Bogu.
Może dzisiaj każdy z nas powinien w ciszy zapytać siebie: Kogo wciąż noszę w swoim sercu jako winowajcę? Czyje imię wywołuje we mnie gniew? Komu odmawiam prawa do przemiany? Za kim ciągnę ciężki kamień dawnych wydarzeń? Nie musimy od razu poczuć ciepłych uczuć. Możemy jednak zrobić pierwszy krok i powiedzieć: „Panie Jezu, jeszcze nie potrafię przebaczyć, ale chcę chcieć. Wejdź w moją ranę. Zabierz pragnienie odwetu. Nie pozwól, aby doznana krzywda uczyniła mnie człowiekiem zgorzkniałym. Naucz mnie przebaczać tak, jak Ty przebaczasz mnie”.
Chrystus przebaczył człowiekowi na krzyżu. Teraz przychodzi czas na człowieka. Na mnie i na ciebie. Prośmy więc każdego dnia o serce, które nie usprawiedliwia zła, ale też nie pozwala, aby zło miało ostatnie słowo. Bo przebaczenie nie zmienia przeszłości. Ono zmienia przyszłość. Nie zawsze odbudowuje dawną relację, ale zawsze może uwolnić serce. Jest błogosławieństwem dla tego, kto go doświadcza, i dla tego, kto ma odwagę przebaczyć.
Mt 18, 21-35
Przebaczenie Boga uwarunkowane przebaczeniem drugiemu człowiekowi
Piotr podszedł do Jezusa i zapytał: «Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat zawini względem mnie? Czy aż siedem razy?»
Jezus mu odrzekł: «Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy.
Dlatego podobne jest królestwo niebieskie do króla, który chciał się rozliczyć ze swymi sługami. Gdy zaczął się rozliczać, przyprowadzono mu jednego, który był mu winien dziesięć tysięcy talentów. Ponieważ nie miał z czego ich oddać, pan kazał sprzedać go razem z żoną, dziećmi i całym jego mieniem, aby dług w ten sposób odzyskać.
Wtedy sługa padł mu do stóp i prosił go: „Panie, okaż mi cierpliwość, a wszystko ci oddam”. Pan ulitował się nad owym sługą, uwolnił go i dług mu darował.
Lecz gdy sługa ów wyszedł, spotkał jednego ze współsług, który mu był winien sto denarów. Chwycił go i zaczął dusić, mówiąc: „Oddaj, coś winien!” Jego współsługa padł przed nim i prosił go: „Okaż mi cierpliwość, a oddam tobie”. On jednak nie chciał, lecz poszedł i wtrącił go do więzienia, dopóki nie odda długu.
Współsłudzy jego, widząc, co się działo, bardzo się zasmucili. Poszli i opowiedzieli swemu panu wszystko, co zaszło.
Wtedy pan jego, wezwawszy go, rzekł mu: „Sługo niegodziwy! Darowałem ci cały ten dług, ponieważ mnie prosiłeś. Czyż więc i ty nie powinieneś był ulitować się nad swoim współsługą, jak ja ulitowałem się nad tobą?” I uniósłszy się gniewem, pan jego kazał wydać go katom, dopóki mu nie odda całego długu.
Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu».








