Dzisiejsza Ewangelia dotyka problemu bardzo zwyczajnego, a zarazem niezwykle trudnego: co zrobić, gdy ktoś nas zrani, zawiedzie, obrazi albo postąpi wobec nas niesprawiedliwie? Jezus mówi jasno: „Gdy brat twój zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy”. Nie mówi: „Idź i opowiedz wszystkim, co zrobił”. Nie mówi: „Napisz o nim wiadomość i roześlij ją znajomym”. Nie mówi: „Zbierz grupę ludzi, którzy staną po twojej stronie”. Jezus mówi: „Idź do niego”. Porozmawiaj z nim osobiście, spokojnie i uczciwie.
To jedna z najtrudniejszych zasad Ewangelii. Łatwiej jest mówić o człowieku niż rozmawiać z człowiekiem. Łatwiej wyżalić się komuś trzeciemu, niż spojrzeć bratu czy siostrze w oczy i powiedzieć: „To, co zrobiłeś, bardzo mnie zraniło. Chciałbym zrozumieć, dlaczego tak się stało”.
W pewnej parafii działało dwóch ludzi, którzy przez wiele lat zgodnie pracowali dla wspólnoty. Pewnego dnia jeden z nich usłyszał, że drugi powiedział o nim coś bardzo przykrego. Nie zapytał, czy to prawda. Nie poszedł z nim porozmawiać. Opowiedział o wszystkim kilku znajomym. Każdy z nich dodał coś od siebie: – Mnie też kiedyś dziwnie potraktował. – Zawsze wiedziałem, że nie można mu ufać. – Trzeba ostrzec pozostałych. W krótkim czasie cała wspólnota podzieliła się na dwa obozy. Ludzie przestali siadać obok siebie, nie chcieli razem pracować, a nawet wspólna modlitwa stała się trudna.
Proboszcz zaprosił obu mężczyzn na rozmowę. Kiedy przyszli, zobaczyli trzy krzesła. Na dwóch usiedli oni, trzecie pozostało puste. – Dla kogo jest to krzesło? – zapytał jeden z nich. – Dla człowieka, który przekazał pierwszą wiadomość – odpowiedział kapłan. – Zaprosiłem go, aby przy was powtórzył dokładnie to, co usłyszał. Zapadła cisza. Okazało się, że nikt nie potrafił już wskazać tej osoby. Jeden usłyszał od drugiego, drugi od trzeciego, trzeci „nie pamiętał dokładnie”, a ktoś inny był pewien, że „wszyscy o tym wiedzą”.
Wtedy kapłan zwrócił się do człowieka, którego oskarżano: – Czy rzeczywiście wypowiedziałeś te słowa? – Nie – odpowiedział. – Powiedziałem coś zupełnie innego. Mówiłem o pewnej decyzji, a nie o nim. Ktoś połączył dwie różne rozmowy i powstała z tego historia, której nigdy nie było. Proboszcz wskazał na puste krzesło i powiedział: – To krzesło nie jest jednak puste. Siedzą na nim nasze domysły, dopowiedzenia i słowa, za które nikt nie chce wziąć odpowiedzialności. A jednak właśnie one okazały się silniejsze niż prawda i podzieliły całą wspólnotę. Obaj mężczyźni podali sobie ręce, ale szkody nie zniknęły od razu. Niektórzy ludzie jeszcze długo wierzyli w pierwszą wersję wydarzeń. Nie dlatego, że była prawdziwa, lecz dlatego, że usłyszeli ją wcześniej[1].
Zanim uwierzymy w informację o drugim człowieku, warto postawić obok siebie „trzecie krzesło” i zapytać: kto naprawdę jest źródłem tej wiadomości? Czy ta osoba byłaby gotowa usiąść przed człowiekiem, którego oskarża, spojrzeć mu w oczy i powtórzyć dokładnie to samo?
Pewnego dnia pani Zofia zobaczyła, że proboszcz wyszedł z plebanii z dużą walizką. Natychmiast zadzwoniła do pani Krysi: – Widziałam księdza z walizką. Chyba gdzieś wyjeżdża. Pani Krysia zadzwoniła do pani Heleny: – Podobno ksiądz wyjeżdża na dłużej. Pani Helena przekazała panu Józefowi: – Słyszałam, że ksiądz opuszcza parafię. Pan Józef powiedział koledze: – Proboszcz podobno zrezygnował. Pewnie pokłócił się z kurią. Po godzinie połowa parafii wiedziała już, że proboszcz został przeniesiony, druga połowa, że sam odchodzi, a kilka osób twierdziło nawet, że wyjeżdża na misje do Afryki.
Wieczorem przewodniczący rady parafialnej, bardzo zaniepokojony, przyszedł na plebanię: – Proszę księdza, czy to prawda, że ksiądz nas opuszcza? – Pierwsze słyszę – odpowiedział zdziwiony proboszcz. – Ale rano widziano księdza z dużą walizką! – To prawda. Zepsuł się zamek w walizce i zaniosłem ją do naprawy.
Następnego dnia pani Zofia spotkała proboszcza i powiedziała: – Proszę księdza, ale zrobiło się zamieszanie! Na szczęście wszystko dobrze się skończyło. – Nie wszystko – odpowiedział proboszcz. – Walizka nadal jest zepsuta, ale za to wiadomość obeszła już całą parafię[2].
Plotka jest jedynym parafialnym środkiem transportu, który jedzie szybciej, im mniej ma paliwa w postaci faktów. Można po tej historii powiedzieć, że czasami informacja w naszej wspólnocie ma trzy etapy. Najpierw ktoś coś zobaczył. Potem ktoś inny już wie, dlaczego to się wydarzyło. A na końcu kolejna osoba zna wszystkie szczegóły, chociaż nie była nawet w pobliżu.
Najprostsze rozwiązanie podaje dziś Jezus: zamiast uruchamiać „parafialny telefon bez kabla”, podejdź do człowieka i zapytaj. Jedno uczciwe pytanie może oszczędzić dziesięciu telefonów, dwudziestu domysłów i jednego niepotrzebnego konfliktu. Bo kiedy rozmawiamy ze sobą, rodzi się prawda. Kiedy rozmawiamy tylko o sobie nawzajem, najczęściej rodzi się zamieszanie.
Plotka jest odważna tylko pod nieobecność człowieka, którego dotyczy. Kiedy trzeba stanąć z nim twarzą w twarz, bardzo często okazuje się, że nie ma ani autora, ani dowodów, ani odwagi. Są tylko słowa, które przeszły z ust do ust i pozostawiły po sobie prawdziwe rany. Dlatego Jezus nie mówi: „Gdy brat twój zgrzeszy przeciw tobie, dowiedz się, co mówią o nim inni”. Mówi: „Idź i upomnij go w cztery oczy”. Tam, gdzie pojawia się osobista, szczera rozmowa, puste krzesło traci swoją władzę. Kończą się przypuszczenia, a zaczyna się droga do prawdy i pojednania.
Plotka ma dziwną właściwość: wyrusza jako pytanie, potem staje się przypuszczeniem, następnie „pewną informacją”, a na końcu zostaje uznana za fakt. Pierwsza osoba mówi: „Nie wiem, czy to prawda, ale słyszałem…”. Druga powtarza: „Podobno tak było”. Trzecia oznajmia: „Wszyscy wiedzą, że tak jest”. W ten sposób niepotwierdzona informacja zaczyna żyć własnym życiem.
Informacja lecąca za naszymi plecami jest szczególnie niebezpieczna, ponieważ nie możemy się do niej odnieść. Nie możemy wyjaśnić nieporozumienia, sprostować błędu ani powiedzieć, jak wyglądała sytuacja z naszej strony. Człowiek zostaje osądzony pod swoją nieobecność. Dlatego warto przyjąć prostą zasadę: nie mów o nieobecnym tego, czego nie miałbyś odwagi powiedzieć w jego obecności. Nie każda konfrontacja jest upomnieniem. Braterskie upomnienie nie jest atakiem, zemstą ani okazją do pokazania komuś jego miejsca. Nie chodzi o to, aby wygrać kłótnię, lecz aby odzyskać brata. Można powiedzieć prawdę w taki sposób, że człowiek poczuje się upokorzony i odrzucony. Można jednak tę samą prawdę powiedzieć spokojnie, z szacunkiem i troską. Wtedy człowiek może poczuć, że nie chcemy go zniszczyć, ale uratować wzajemną relację.
Zanim pójdziemy kogoś upomnieć, warto zadać sobie kilka pytań: Czy to, co chcę powiedzieć, jest prawdą, czy tylko moim przypuszczeniem? Czy chcę pomóc, czy wyładować swoją złość? Czy jestem gotowy wysłuchać drugiej strony? Czy będę umiał przyznać, że również mogłem popełnić błąd? Dobra konfrontacja nie zaczyna się od słów: „Ty zawsze…” albo „Ty nigdy…”. Lepiej powiedzieć: „Zabolało mnie to, co się wydarzyło” albo: „Chciałbym spokojnie wyjaśnić tę sytuację”. Oskarżenie zamyka drzwi. Szczera rozmowa może je otworzyć.
Dwóch braci otrzymało po ojcu gospodarstwo. Przez wiele lat pracowali zgodnie. Pewnego dnia pokłócili się o niewielki kawałek ziemi. Jeden powiedział kilka ostrych słów, drugi odpowiedział jeszcze mocniej. Przestali ze sobą rozmawiać. Każdego ranka obaj szli do tej samej studni po wodę. Każdy niósł własny dzban i pilnował, by nie spojrzeć na brata. Pewnego dnia jeden z nich potknął się i upuścił dzban. Naczynie pękło. Brat zobaczył to, ale bez słowa odszedł.
Nazajutrz przyszedł do studni z dwoma dzbanami. Jeden postawił przed bratem. – Dlaczego mi go dajesz? – zapytał tamten. – Bo możemy przez całe życie pilnować granicy między naszymi polami, ale woda, z której żyjemy, pochodzi z tej samej studni. Przez chwilę stali w milczeniu. Wreszcie jeden powiedział: – Przepraszam. Drugi odpowiedział: – Ja również. Granica między polami pozostała, ale zniknęła granica między ich sercami[3]. Nie musimy zgadzać się we wszystkim, aby żyć w zgodzie. Pojednanie nie polega na tym, że różnice przestają istnieć. Polega na tym, że różnice nie stają się ważniejsze od człowieka.
Stare przysłowie mówi: „Zgoda buduje, niezgoda rujnuje”. Niezgoda bardzo rzadko zaczyna się od wielkich spraw. Najczęściej rozpoczyna się od drobnego nieporozumienia, nieostrożnego słowa albo informacji, której nikt nie sprawdził. Później dochodzi urażona ambicja, milczenie, szukanie zwolenników i opowiadanie swojej wersji innym. Z małej rysy powstaje pęknięcie, a z pęknięcia mur.
Co zatem zrobić, gdy słyszymy plotkę? Jeśli ktoś przychodzi do nas z „ważną informacją” o innym człowieku, możemy zadać trzy proste pytania: – Czy wiesz na pewno, że to prawda? – Czy rozmawiałeś o tym bezpośrednio z tą osobą? – Czy to, co mówisz, pomoże rozwiązać problem? Jeśli odpowiedź brzmi „nie”, najlepiej zatrzymać tę wiadomość. Nie przekazywać jej dalej. Plotka żyje tak długo, jak długo znajduje kolejne usta gotowe ją powtórzyć. Czasem trzeba powiedzieć stanowczo: „Nie chcę rozmawiać o tej osobie bez niej. Jeśli sprawa jest ważna, porozmawiajmy z nią razem”. Takie zdanie może zakończyć cały łańcuch obmowy.
Na końcu Ewangelii Jezus mówi: „Jeśli dwóch z was na ziemi zgodnie o coś prosić będzie, to wszystko otrzymają od mojego Ojca, który jest w niebie”. A następnie dodaje: „Gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich”. Jezus nie obiecuje swojej obecności tylko wielkim zgromadzeniom. Mówi o dwóch albo trzech osobach, które potrafią spotkać się w Jego imię. Mogą być poranione, mogą się różnić, mogą mieć inne spojrzenie na tę samą sprawę. Jeśli jednak szczerze szukają prawdy, pojednania i dobra, Chrystus jest pośród nich.
Wspólna modlitwa wymaga zgody serca. Trudno modlić się słowami „Ojcze nasz”, a jednocześnie traktować drugiego jak wroga. Trudno prosić Boga o przebaczenie, jeśli samemu nie chce się uczynić kroku ku pojednaniu. Czasami największym cudem, jaki Bóg daje podczas modlitwy, nie jest zmiana sytuacji, ale przemiana naszego serca.
Może dziś nosimy w sobie żal do konkretnego człowieka. Może od dawna rozmawiamy o nim ze wszystkimi, tylko nie z nim. Może powtarzamy wiadomość, której sami nie sprawdziliśmy. A może ktoś mówi o nas za naszymi plecami i bardzo nas to boli. Jezus pokazuje drogę: najpierw modlitwa, potem osobista rozmowa, szczerość bez poniżania, prawda połączona z miłością i gotowość do wysłuchania drugiej strony. Nie każdą relację da się od razu naprawić. Nie każdy człowiek będzie chciał z nami rozmawiać. Ale zawsze możemy pilnować własnego serca i własnych słów. Możemy zdecydować, że na nas plotka się zatrzyma, a pojednanie się rozpocznie.
Prośmy więc dzisiaj Chrystusa o odwagę do mądrej konfrontacji, o pokorę do przyjęcia upomnienia i o serce, które bardziej pragnie odzyskać brata niż wygrać spór. Bo zgoda buduje dom, wspólnotę i Kościół. Niezgoda natomiast niszczy najpierw zaufanie, później relacje, a na końcu także człowieka. Niech nasze słowa nie będą jak pióra niesione przez wiatr, których nie można już zebrać. Niech będą raczej jak drugi dzban przyniesiony do wspólnej studni: prostym znakiem, że mimo różnic nadal jesteśmy braćmi i siostrami, dziećmi jednego Ojca.
Mt, 18, 15-20
Braterskie upomnienie
Jezus powiedział do swoich uczniów:
«Gdy brat twój zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi. A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik.
Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, cokolwiek zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie.
Dalej, zaprawdę, powiadam wam: Jeśli dwóch z was na ziemi zgodnie o coś prosić będzie, to wszystko otrzymają od mojego Ojca, który jest w niebie. Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich».
[1] Opowiadanie pt. “Trzecie krzesło”
[2] Opowiadanie pt. “Parafialny telefon bez kabla”
[3] Opowiadanie pt. “Dwa pęknięte dzbany”









