25 N. zwykła, Pole pełne chwastów, Mt 20, 1-16a

Total
0
Shares

Często mówimy o kapłanie: „pracownik na niwie Pańskiej”. Jest w tym określeniu coś pięknego, ale również bardzo wymagającego. Niwa Pańska to nie poczekalnia, w której można spokojnie siedzieć, aż ktoś przyjdzie. To pole, na którym trzeba pracować: siać, podlewać, usuwać chwasty, chronić młode rośliny, a czasem ratować to, co zostało zniszczone przez burzę.

Pracownik na niwie Pańskiej nie może być człowiekiem bezradnym, który jedynie rozkłada ręce i mówi: „Jakoś to będzie. Pan Bóg się wszystkim zajmie”. Oczywiście, wszystko zależy od Boga, ale Bóg posługuje się naszymi rękami, rozumem, odwagą i odpowiedzialnością. Niestety, utrwalił się czasami obraz księdza jako poczciwego „muminka”, trochę oderwanego od życia, albo fajtłapy, który niczego nie potrafi załatwić, boi się podjąć decyzję, nie umie rozmawiać z ludźmi, nie zna rzeczywistości, a swoją ignorancję i nieporadność nazywa pokorą.

Tymczasem pokora nie jest ciapowatością. Pokora nie oznacza braku charakteru. Pokorny człowiek zna swoje możliwości, ale zna również swoje ograniczenia. Jeśli czegoś nie wie, pyta. Jeśli popełnił błąd, przyznaje się do niego. Jeśli czegoś nie potrafi, uczy się albo prosi o pomoc. Nie udaje świętego, mądrego ani nieomylnego. Ignorant nie wie, ale udaje, że wie. Człowiek pokorny nie wie i potrafi powiedzieć: „Sprawdzę. Zapytam. Nauczę się. Poradzę się kogoś bardziej kompetentnego”. To ogromna różnica.

W pewnej parafii od dawna przeciekał dach. Po każdym deszczu w kościele ustawiano wiadra. Ludzie prosili proboszcza: – Ojcze, trzeba coś z tym zrobić, bo któregoś dnia sufit spadnie nam na głowy. Proboszcz odpowiadał spokojnie: – Ufajmy Panu Bogu. On się zatroszczy o swój kościół. Mijały miesiące. Wiader przybywało. Pewnego dnia podczas kazania kawałek tynku spadł tuż obok ambony. Proboszcz spojrzał w górę i powiedział: – Pan Bóg daje nam znak. Na to odezwał się starszy parafianin: – Ojcze, Pan Bóg daje nam ten znak już od dwóch lat. Najpierw przez deszcz, później przez inżyniera, potem przez komitet kościelny, a teraz musiał zrzucić kawałek sufitu, bo innych znaków ojciec nie chciał słuchać. Wszyscy się uśmiechnęli, ale proboszcz zrozumiał. Następnego dnia zwołał spotkanie, poprosił o fachową opinię i rozpoczął naprawę[1]. Morał jest prosty: zaufanie Bogu nie zwalnia człowieka z myślenia. Modlitwa nie zastępuje odpowiedzialności. Czasami odpowiedzią Boga na naszą modlitwę jest człowiek, który mówi nam: „Wstań i zacznij działać”.

Kapłan nie jest wyłącznie pracownikiem ołtarza. Jest również człowiekiem posłanym do konkretnej wspólnoty. Musi znać ludzi, umieć ich słuchać, podejmować decyzje, rozwiązywać konflikty i przewidywać konsekwencje. Powinien umieć współpracować ze świeckimi, także z tymi, którzy w wielu sprawach wiedzą znacznie więcej od niego. Ksiądz nie musi być elektrykiem, księgowym, psychologiem, prawnikiem, budowlańcem i informatykiem jednocześnie. Musi jednak wiedzieć, kiedy zawołać elektryka, zapytać księgowego, skonsultować się z psychologiem i posłuchać prawnika. Największą nieodpowiedzialnością byłoby sądzić, że święcenia kapłańskie automatycznie dają wiedzę na każdy temat.

Młody pasterz otrzymał pod opiekę stado owiec. Był człowiekiem bardzo łagodnym. Nigdy nie podnosił głosu i uważał, że dobry pasterz nie powinien nikogo niepokoić. Pewnego wieczoru zobaczył, że owce zbliżają się do urwiska. Chciał je zatrzymać, ale powiedział bardzo cicho: – Kochane owieczki, może zechciałybyście zmienić kierunek? Owce szły dalej. Pasterz nie chciał być stanowczy, żeby ich nie przestraszyć. Kilka z nich spadło w przepaść. Stary pasterz powiedział mu później: – Twoim zadaniem nie było sprawić, żeby owce zawsze czuły się przyjemnie. Twoim zadaniem było bezpiecznie doprowadzić je do domu. Czasem miłość przemawia łagodnie, a czasem musi krzyknąć: „Uważaj! Dalej jest przepaść!”[2].

Kapłan nie może mylić łagodności z brakiem odwagi. Jezus mówił: „Uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokornego serca”. Ale ten sam Jezus wypędził handlarzy ze świątyni. Upomniał Piotra słowami: „Zejdź Mi z oczu, szatanie”. Nazywał obłudę po imieniu. Bronił kobiety, którą tłum chciał ukamienować. Nie bał się stanąć przed Piłatem. Jezus był łagodny, ale nie był słaby. Był pokorny, ale nie był bezradny. Był miłosierny, ale nie był naiwny.

Kapłan wzorujący się na Chrystusie powinien mieć dobre serce, ale także mocny kręgosłup. Powinien być cierpliwy wobec ludzkiej słabości, ale zdecydowany wobec zła. Nie może pozwalać, aby krzykliwi ludzie kierowali całą wspólnotą, aby plotka zastępowała prawdę, a prywatne interesy przesłaniały dobro Kościoła. Czasem ksiądz, chcąc być lubiany przez wszystkich, przestaje być pasterzem. Nie podejmuje trudnych decyzji, odkłada rozmowy, pozwala, by konflikty narastały. Mówi: „Dla świętego spokoju lepiej się nie odzywać”. Ale święty spokój nie zawsze jest święty. Nieraz jest jedynie wygodnym milczeniem.

Do lekarza przyszedł człowiek, który od dawna źle się czuł. Lekarz przeprowadził badania i odkrył poważną chorobę. Bał się jednak powiedzieć pacjentowi prawdę, żeby go nie zasmucić. Powiedział więc: – Wszystko jest w porządku. Proszę się nie martwić. Pacjent wrócił do domu uspokojony, ale nie rozpoczął leczenia. Po kilku miesiącach było już za późno. Kiedy rodzina miała pretensje, lekarz powiedział: – Nie chciałem go zranić. Ktoś odpowiedział: – Nie zraniłeś go prawdą. Zraniłeś go swoim milczeniem[3].

Miłość bez prawdy staje się sentymentalizmem. Prawda bez miłości staje się okrucieństwem. Chrystus łączył jedno z drugim. Dlatego kapłan powinien mówić prawdę z miłością, a nie milczeć ze strachu. Nie oznacza to, że ksiądz ma być dyktatorem, który zawsze stawia na swoim. Stanowczość nie jest krzykiem. Autorytet nie polega na poniżaniu innych. Dobry pasterz nie mówi: „Macie mnie słuchać, bo ja tu rządzę”. Potrafi słuchać, tłumaczyć i konsultować decyzje. Ostatecznie jednak bierze odpowiedzialność za powierzoną mu wspólnotę.

Święty Paweł napisał: „Nie dał nam Bóg ducha bojaźni, ale mocy, miłości i trzeźwego myślenia”. Zwróćmy uwagę na te trzy słowa: moc, miłość i trzeźwe myślenie. Wszystkie są potrzebne. Moc bez miłości prowadzi do przemocy. Miłość bez mądrości prowadzi do naiwności. Myślenie bez modlitwy może stać się zimną kalkulacją. Dopiero razem tworzą dojrzałego ucznia Chrystusa. Kapłan nie jest nadczłowiekiem. Może być zmęczony, zagubiony, może popełniać błędy. Potrzebuje modlitwy wspólnoty, jej życzliwości, współpracy i szczerej rozmowy. Ale sam również musi nad sobą pracować. Sutanna nie może być zasłoną dla lenistwa, ignorancji czy niekompetencji. Pokora nie może służyć jako wymówka: „Taki już jestem, niczego nie potrafię i nie zamierzam się zmienić”. Prawdziwa pokora mówi: „Nie jestem doskonały, ale chcę się uczyć. Nie znam wszystkich odpowiedzi, ale będę ich szukał. Nie zrobię wszystkiego sam, dlatego zaproszę do współpracy ludzi, którym Bóg dał odpowiednie predyspozycje i talenty. 

Pewien rolnik codziennie modlił się o obfite zbiory. Jego sąsiad widział jednak, że pole pozostaje niezaorane i zapytał: – Skoro tak bardzo zależy ci na plonach, dlaczego nie siejesz? Rolnik odpowiedział: – Nie chcę przeszkadzać Panu Bogu. Ufam, że uczyni cud. Jesienią na polu wyrosły jedynie chwasty. Rolnik westchnął: – Panie Boże, dlaczego mnie nie wysłuchałeś? I wtedy zrozumiał w sercu odpowiedź: – Dałem ci ziemię, deszcz, słońce, ziarno, ręce i rozum. Czego jeszcze oczekiwałeś?[4]

Można modlić się o żywą wspólnotę, a nie podjąć żadnego wysiłku, żeby ludzi do niej zaprosić. Można prosić o młodzież w Kościele, a jednocześnie nie próbować zrozumieć jej języka i problemów. Można narzekać, że ludzie odchodzą, a nigdy ich nie zapytać, dlaczego przestali przychodzić. Można mówić o jedności, a unikać trudnych rozmów. Można głosić odpowiedzialność, a samemu każdą decyzję odkładać na później. Bóg dokonuje cudów, ale bardzo często zaczyna je od naszego zaangażowania. Pracownik na niwie Pańskiej powinien mieć kolana zdarte od modlitwy, ręce zmęczone pracą, serce otwarte na ludzi i głowę gotową do myślenia. Powinien być człowiekiem Ewangelii, ale również człowiekiem rzeczywistości. Nie ma uciekać od świata, lecz wnosić w ten świat Chrystusa.

Kościół nie potrzebuje księży udających bohaterów. Nie potrzebuje również bezradnych „muminków”, którzy pod płaszczykiem pokory unikają odpowiedzialności. Potrzebuje pasterzy bliskich ludziom, zdolnych do słuchania, uczenia się, podejmowania decyzji i przyznawania się do błędów. Pasterzy łagodnych wobec człowieka, ale stanowczych wobec zła. Na końcu życia Chrystus nie zapyta nas, czy sprawialiśmy wrażenie pobożnych i pokornych. Zapyta raczej, co zrobiliśmy z powierzonym nam polem. Czy zasialiśmy dobre ziarno? Czy troszczyliśmy się o wzrost? Czy podnosiliśmy tych, którzy upadli? Czy ochroniliśmy słabszych? Czy pomogliśmy ludziom odnaleźć drogę do Boga? Pokora nie polega na tym, żeby zakopać otrzymane talenty. Pokora polega na tym, aby wiedzieć, od Kogo je otrzymaliśmy i dla kogo mamy ich używać.  Morał jest prosty: dobry pracownik na niwie Pańskiej nie zasłania pokorą własnego lenistwa. Modli się tak, jakby wszystko zależało od Boga, i pracuje tak, jakby Bóg powierzył wiele właśnie jego rękom. 

Święty Maksymilian Maria Kolbe powiedział kiedyś tak: „Kolana, a nie rozum albo pióro dają owoc w pracy, kazaniach i książkach. Modlitwa ma większe znaczenie dla powodzenia ludzkich dzieł niż sam ludzki wysiłek intelektualny”. Nie chodziło mu jednak o lekceważenie rozumu, wiedzy czy solidnej pracy. Sam św. Maksymilian był człowiekiem niezwykle inteligentnym, wykształconym, odważnym i pracowitym. Organizował wydawnictwo, wykorzystywał nowoczesne środki przekazu, planował, budował i podejmował trudne decyzje. Modlitwa nie zastępowała u niego myślenia. Modlitwa nadawała kierunek jego myśleniu i oczyszczała jego działanie z pychy.

Same kolana nie wystarczą, jeśli człowiek nie chce używać rozumu, który również otrzymał od Boga. Można długo klęczeć, a potem podjąć głupią decyzję, ponieważ nie zapytało się nikogo o zdanie, nie sprawdziło faktów i nie chciało się niczego nauczyć. Można modlić się o dobre plony, ale jeśli nie zaorze się pola, nie zasieje ziarna i nie podleje roślin, po modlitwie pozostaną jedynie bolące kolana, a na polu wyrosną chwasty.

Bóg nie dał nam rozumu po to, abyśmy zostawiali go przed drzwiami kościoła. Modlitwa nie jest usprawiedliwieniem dla niewiedzy, lenistwa ani niekompetencji. Nie zwalnia kapłana z przygotowania kazania, poznawania ludzi, uczenia się, konsultowania decyzji i uczciwego wykonywania powierzonych obowiązków. Przeciwnie, prawdziwa modlitwa powinna prowadzić do mądrzejszej, uczciwszej i bardziej odpowiedzialnej pracy.

Dobry pracownik na niwie Pańskiej potrzebuje więc trzech rzeczy: kolan do modlitwy, głowy do myślenia i rąk do pracy. Kiedy zabraknie kolan, praca łatwo staje się pychą i szukaniem własnej chwały. Kiedy zabraknie rozumu, nawet dobre intencje mogą przynieść wiele szkody. Kiedy zabraknie rąk, pozostaną tylko piękne słowa i niezrealizowane plany.

Módlmy się więc tak, jakby wszystko zależało od Boga, ale myślmy i pracujmy tak, jakby Bóg właśnie nam powierzył odpowiedzialność za swoją winnicę. Bo Pan nie posyła nas na swoją niwę wyłącznie po to, abyśmy na niej klęczeli. Posyła nas, abyśmy po modlitwie wstali, wzięli narzędzia do ręki i zabrali się do mądrej, uczciwej pracy. Inaczej pozostaną nam bolące kolana, zmarnowane talenty i pole pełne chwastów.

Mt 20, 1-16a

Przypowieść o robotnikach w winnicy

Jezus opowiedział swoim uczniom następującą przypowieść:

«Królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy.

Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: „Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam”. Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił.

Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: „Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie?” Odpowiedzieli mu: „Bo nas nikt nie najął”. Rzekł im: „Idźcie i wy do winnicy”.

A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: „Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych”. Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze.

Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: „Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzy znosiliśmy ciężar dnia i spiekotę”. Na to odrzekł jednemu z nich: „Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czyż nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje, i odejdź. Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?” Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi».


[1] Opowiadanie pt. “Ksiądz i zepsuty dach”

[2] Opowiadanie pt. „Pasterz, który bał się krzyczeć”

[3] Opowiadanie pt. „Lekarz i trudna diagnoza”

[4] Opowiadanie pt. „Rolnik i modlitwa o plony“

Total
0
Shares
(fot. Caro / flickr.com / CC BY-NC-ND 2.0)

24 N. zwykła, Przebaczenie, które uwalnia, Mt 18, 21-35

William Szekspir napisał, że miłosierdzie jest podwójnym błogosławieństwem: błogosławi temu, kto je okazuje, i temu, kto go doświadcza.…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Może spodoba Ci się też...