Pewien człowiek słynął z tego, że potrafił obrócić każdą odpowiedź przeciwko rozmówcy. Pewnego dnia spotkał sąsiada wracającego ze sklepu. – Kupiłeś żonie kwiaty? Co przeskrobałeś? – Nic. Chciałem jej zrobić przyjemność. – Czyli zwykle nie robisz? – Robię, ale dziś kupiłem róże. – Aha! Myślisz, że miłość można kupić! Sąsiad zatrzymał się i zapytał: – Powiedz, gdybym nie kupił kwiatów, co byś powiedział? – Że jesteś skąpy i nie dbasz o żonę. – A gdybym kupił tylko jeden? – Że ci było szkoda pieniędzy. – A gdybym kupił dwadzieścia? – Że musiałeś naprawdę porządnie nabroić! Sąsiad pokiwał głową. – To dobrze, że kupiłem dziesięć. – Dlaczego? – Bo żona będzie miała kwiaty, a ty będziesz miał o czym mówić. Wszyscy zadowoleni!
Człowiek przewrotny nie potrzebuje dowodu winy. Wystarczy mu bukiet. Warto słuchać krytyki, gdy pomaga zobaczyć prawdę. Ale nie warto uzależniać dobra, które czynimy, od aprobaty kogoś, kto w każdej sytuacji szuka złych intencji. Jezus wiedział, że Jego przeciwnicy szukają zarzutów. Dlatego nie zabiegał o ich zadowolenie, lecz pozostał wierny prawdzie.
Są pytania, które otwierają rozmowę. Ale są też pytania, które ją zamykają, zanim człowiek zdąży odpowiedzieć. Ktoś pyta: „Dlaczego tak zrobiłeś?”, a my zaczynamy spokojnie tłumaczyć. Po chwili jednak zauważamy, że pytającego nie interesuje wyjaśnienie. Wybrał już jedno zdanie, które będzie powtarzał innym. Pominie okoliczności, dopisze intencję, zmieni ton. I nagle nasze słowa zaczynają znaczyć coś, czego nigdy nie chcieliśmy powiedzieć. To boli szczególnie wtedy, gdy dzieje się to między bliskimi, w pracy albo we wspólnocie Kościoła. Bo człowiek przyszedł porozmawiać, a odkrył, że został wezwany na przesłuchanie.
W dzisiejszej Ewangelii właśnie tak potraktowano Jezusa. Najpierw padają piękne słowa: „Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny”. Brzmi to jak szacunek. Ale za tym komplementem ukrywa się pułapka: „Czy wolno płacić podatek cezarowi, czy nie?”. Jeżeli Jezus odpowie: „Tak”, będzie można przedstawić Go jako człowieka sprzyjającego panowaniu rzymskiemu. Jeżeli odpowie: „Nie”, będzie można oskarżyć Go przed władzą o podburzanie ludzi. Oni nie szukają odpowiedzi. Szukają oskarżenia. Jezus rozpoznaje ich zamiar i mówi: „Czemu wystawiacie Mnie na próbę, obłudnicy?”. To ważne. Jezus jest łagodny, ale nie naiwny. Kocha człowieka, lecz potrafi nazwać jego nieuczciwość. Nie pozwala, żeby fałszywy komplement odebrał Mu wolność. My czasem myślimy, że dobry chrześcijanin powinien wszystko znosić, na każde pytanie odpowiadać i bez końca tłumaczyć swoje intencje. Tymczasem można przebaczyć człowiekowi i jednocześnie powiedzieć: „Nie zgadzam się, żebyś przekręcał moje słowa”.
Przebaczenie nie oznacza oddania komuś prawa do dalszego krzywdzenia. Wyobraźmy sobie taką sytuację. Podczas zebrania w pracy jeden z pracowników zapytał kolegę: „Czy uważasz, że nasz kierownik jest niekompetentny?”. W pokoju zapadła cisza. Pytany wiedział, że ostatnia decyzja kierownika była błędna. Wiedział też, że jeśli odpowie „tak”, jego słowa za chwilę trafią do przełożonego. Jeśli odpowie „nie”, usłyszy, że brakuje mu odwagi. Już chciał się bronić, ale zatrzymał się i powiedział: „Uważam, że w tej konkretnej sprawie popełniono błąd. Mogę wyjaśnić jaki i zaproponować rozwiązanie. Nie chcę natomiast oceniać całego człowieka na podstawie jednej decyzji”. Po zebraniu młodszy kolega zapytał go: „Dlaczego nie odpowiedziałeś po prostu: tak albo nie?”. Odpowiedział: „Bo zaproszono mnie do wydania wyroku, a ja przyszedłem, żeby pomóc rozwiązać problem”. To opowiadanie pokazuje coś bardzo praktycznego: nie musimy przyjmować sposobu rozmowy, który ktoś chce nam narzucić.Możemy wrócić do faktów. Możemy odmówić etykietowania ludzi. Możemy powiedzieć: „Porozmawiajmy o tym, co się wydarzyło, a nie o tym, kogo mamy potępić”.
Tak postępuje Jezus. Prosi o monetę i pyta o widoczny na niej obraz oraz napis. Następnie mówi: „Oddajcie więc cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga”. Nie daje się zamknąć w ciasnym wyborze przygotowanym przez przeciwników. Wskazuje na obowiązki wobec ziemskiej władzy, ale przypomina również o należności wobec Boga. Na monecie jest wizerunek cezara. Natomiast człowiek został stworzony na obraz Boga. Monetę można oddać cezarowi. Ale sumienia, prawdy i własnej godności nie wolno oddawać pod władzę cudzej przewrotności.
Ktoś może próbować wywołać naszą złość. Podpuszcza, prowokuje, dotyka bolesnego miejsca, aż w końcu człowiek wybuchnie. Wtedy prowokator mówi z zadowoleniem: „Widzicie? Pokazał, jaki naprawdę jest”. Dlatego czasem najodważniejszą rzeczą jest nie odpowiedzieć od razu. Zaczerpnąć powietrza. Przeczekać pierwszą falę gniewu. Powiedzieć: „Wrócimy do rozmowy, kiedy będziemy mogli się wzajemnie wysłuchać”. Nie każda cisza jest tchórzostwem. Bywa, że cisza chroni słowo, którego później bardzo byśmy żałowali.
Dwie siostry opiekowały się starszą mamą. Jedna mieszkała blisko i odwiedzała ją codziennie. Druga mieszkała daleko, ale pomagała finansowo i przyjeżdżała, kiedy mogła. Podczas rodzinnego obiadu ktoś zapytał tę pierwszą: „Powiedz szczerze: twoja siostra w ogóle przejmuje się mamą? Przecież prawie jej tu nie ma”. Była zmęczona. Miała za sobą nieprzespaną noc i trudny tydzień. Przez moment chciała powiedzieć: „Tak, wszystko jest na mojej głowie”. Ale spojrzała na mamę siedzącą przy stole. „Jest mi ciężko i potrzebuję więcej pomocy” – odpowiedziała. „Porozmawiam o tym z siostrą. Nie chcę jednak mówić za jej plecami, że nie kocha mamy”. Wieczorem zadzwoniła do siostry. Nie zaczęła od oskarżenia. Powiedziała: „Nie daję już rady. Potrzebuję, żebyśmy inaczej podzieliły obowiązki”. Po raz pierwszy od dawna naprawdę ze sobą porozmawiały. Przy obiedzie można było rozpalić konflikt. Ona wybrała rozmowę, która dawała szansę na pomoc. Ból trzeba wypowiedzieć, ale nie trzeba robić z niego broni przeciwko drugiemu człowiekowi.
Jak zatem walczyć z przewrotnością? Najpierw trzeba ją rozpoznać. Zauważyć, kiedy rozmowa przestaje służyć zrozumieniu, a zaczyna służyć upokorzeniu. Potem trzeba trzymać się prawdy. Nie odpowiadać przesadą na przesadę. Nie dopisywać drugiemu złych intencji tylko dlatego, że on dopisał je nam. Trzeba również stawiać granice. Można powiedzieć spokojnie: „To nie jest to, co powiedziałem”. „Proszę, przytocz całą wypowiedź”. „O tej sprawie porozmawiam bezpośrednio z zainteresowaną osobą”. A wreszcie trzeba zajrzeć do własnego serca. Bo Ewangelia pyta nas także: czy moje pytania są uczciwe? Czy słucham odpowiedzi? Czy czasem nie prowokuję kogoś tylko po to, żeby później móc powiedzieć: „A nie mówiłem?”. Oddać Bogu to, co należy do Boga, oznacza także oddać Mu swój język. Swoje zamiary. Sposób, w jaki traktujemy ludzi.
Pewien gospodarz kupił nowy płot. Sąsiad, który zawsze potrafił znaleźć powód do uszczypliwości, zatrzymał się przy bramie. – Taki wysoki? Widzę, że od ludzi się odgradzasz! – Chcę tylko, żeby pies nie uciekał. – Aha! Czyli masz niebezpiecznego psa! – Nie, bardzo łagodnego. Każdego wpuszcza. – To po co ci pies, który nawet domu nie pilnuje? Gospodarz uśmiechnął się i otworzył furtkę. – Wejdź, napijemy się herbaty. – Teraz zapraszasz mnie, żeby pokazać, jaki jesteś gościnny? – Jeśli wolisz, możemy porozmawiać tutaj. – Czyli jednak nie chcesz mnie wpuścić! W tej chwili pies wybiegł z podwórka, podszedł do sąsiada i radośnie zamachał ogonem. Gospodarz spojrzał na niego i powiedział: – Widzisz, nawet pies się cieszy na twój widok. – Cieszy się?! On mi właśnie ubrudził spodnie! Gospodarz westchnął: – Chodź, dam ci szczotkę. – Czyli sugerujesz, że jestem brudny?! Na to gospodarz zwrócił się do psa: – Burek, chodź do domu. My dzisiaj tego egzaminu nie zdamy.
Kiedy ktoś postanowił źle o nas myśleć, nawet otwartą furtkę uzna za podejrzaną. Przewrotnego nastawienia nie naprawimy idealną odpowiedzią. Możemy wyjaśnić swoje zamiary, ale nie musimy bez końca udowadniać, że każdy życzliwy gest jest szczery. Jezus rozpoznał pułapkę i odpowiedział zgodnie z prawdą. Także nam potrzeba spokoju, żeby cudza złośliwość nie odebrała nam własnej dobroci.
Prośmy dziś Jezusa o serce, które potrafi dostrzec pułapkę, ale nie zaczyna żyć w podejrzliwości. O odwagę do obrony prawdy i o opanowanie, gdy ktoś próbuje sprowokować nas do zła. Nie zawsze zdołamy powstrzymać człowieka, który przekręca nasze słowa. Możemy jednak zadbać o to, żeby jego przewrotność nie stała się naszą.
Mt 22, 15-21
Oddajcie cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga
Faryzeusze odeszli i naradzali się, jak by podchwycić Jezusa w mowie.
Posłali więc do Niego swych uczniów razem ze zwolennikami Heroda, aby mu powiedzieli: «Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i drogi Bożej w prawdzie nauczasz. Na nikim Ci też nie zależy, bo nie oglądasz się na osobę ludzką. Powiedz nam więc, jak Ci się zdaje? Czy wolno płacić podatek cezarowi, czy nie?»
Jezus przejrzał ich przewrotność i rzekł: «Czemu wystawiacie Mnie na próbę, obłudnicy? Pokażcie Mi monetę podatkową!» Przynieśli Mu denara.
On ich zapytał: «Czyj jest ten obraz i napis?» Odpowiedzieli: «Cezara». Wówczas rzekł do nich: «Oddajcie więc cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga».
Do tego kazania można włączyć trzy inne opowiadania. Są to ilustracje sytuacji znanych z życia, a nie relacje o konkretnych osobach.
1.
Pewien człowiek lubił zadawać pytania, na które inni musieli się tłumaczyć. Pewnego dnia postanowił przy całej rodzinie „zdemaskować” swojego sąsiada. – Powiedz, czy to prawda, że żona podejmuje za ciebie wszystkie decyzje? Sąsiad odstawił filiżankę. – Nie. Ustaliliśmy, że ona podejmuje decyzje w sprawach małych, a ja w dużych. – Aha! A jakie sprawy są małe? – Co kupić, gdzie pojechać na wakacje, jak wychować dzieci i na co wydać pieniądze. Pytający uśmiechnął się triumfalnie. – To jakie wielkie sprawy zostają tobie?! – Czy istnieje życie na innych planetach i jak zaprowadzić pokój na świecie.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem. Ale tamten nie odpuszczał: – Czyli przyznajesz, że w swoim domu nie masz nic do powiedzenia? – Mam. Właśnie powiedziałem żart. A ty próbujesz zrobić z niego zeznanie. Przy stole zrobiło się cicho. Po chwili sąsiad dodał z uśmiechem: – Jeśli chcesz wiedzieć, jak nam się żyje, chętnie opowiem. Ale jeśli potrzebujesz dowodu, że żyje nam się źle, to chyba musisz przynieść własny.
Puenta do kazania: Przewrotność zaczyna się wtedy, gdy człowiek najpierw wydaje wyrok, a dopiero potem zadaje pytania. Jezus nie pozwolił, żeby cudza pułapka wyznaczyła Mu sposób odpowiedzi. My również możemy odpowiedzieć spokojnie, a czasem nawet z humorem, zamiast bez końca bronić się przed oskarżeniem ukrytym w pytaniu.
2.
Po niedzielnej Mszy pewien parafianin podszedł do księdza. Lubił zadawać pytania, na które każda odpowiedź mogła stać się powodem do krytyki. – Proszę księdza, czy kazanie musi być takie długie? – Nie musi. Czasem warto powiedzieć mniej. Parafianin natychmiast odwrócił się do stojącej obok żony: – Słyszałaś? Sam przyznał, że mówi za dużo!
W następną niedzielę ksiądz wygłosił krótkie kazanie. Przy wyjściu czekał już ten sam człowiek. – Tylko tyle? Człowiek przychodzi po słowo Boże, a ksiądz chyba się nie przygotował! – Przygotowałem się – odpowiedział spokojnie kapłan. – To dlaczego było tak krótko? – Bo w zeszłym tygodniu mówił pan, że za długo. – Czyli teraz ksiądz będzie na mnie zrzucał winę?! Ksiądz przez chwilę milczał, a potem zapytał: – A jakiej długości kazanie byłoby dla pana odpowiednie? Parafianin wzruszył ramionami: – Nie wiem. To ksiądz powinien wiedzieć! Wtedy odezwała się jego żona: – Proszę księdza, jemu najlepiej odpowiada kazanie, którego nie słyszał. Wtedy może krytykować, a nikt mu nie udowodni, że było inaczej!
Puenta: Są ludzie, którzy słuchają, żeby coś zrozumieć. Są też tacy, którzy słuchają, żeby znaleźć zarzut. Tym drugim nawet cisza może wydać się wypowiedziana w niewłaściwym tonie.
Morał do kazania: Warto przyjąć uczciwą uwagę i poprawić swój błąd. Ale gdy ktoś z każdej odpowiedzi kieruje oskarżenie, kolejne tłumaczenia nie pomogą. Jezus rozpoznał tę pułapkę. Zamiast zgadywać, co zadowoli przeciwników, pozostał wierny prawdzie.








